31.01.2013

Gdy Dziadkowie mieszkają daleko, czyli przegląd opiekunek

Był koniec sierpnia.
Jareccy leżeli na plaży w Darłówku, choć leżeli to jednak nieprecyzyjne określenie- kiełznali rocznego Jaśnie Panicza, który nie mógł się zdecydować czym tak naprawdę ma ochotę się zająć, a przede wszystkim usiłowali go odwieść od prób zjedzenia piachu.  Wówczas zadzwonił telefon Jareckiej i miły głos pracodawczyni zapytał, czy może by chciała Jarecka wrócić do pracy? Dziecię ma już rok-jak sprytnie sobie wyliczyła- i może udało by się komuś je powierzyć na te kilka godzin w tygodniu? Żeby Jarecka poprowadziła jeszcze te zajęcia,co?
Jarecka była szczerze zaskoczona albowiem w głowie jej nie powstała myśl o powrocie do tej pracy. Była absolutnie pochłonięta i udręczona swoim macierzyństwem! Matki jedynaków rozumieją, prawda?  A wielodzietniejsze jeszcze to pamiętają?
Sama zaś praca- żadna rewelacja. Podjęta na "tymczasem", gdy Jarecka kończyła studia i z racji nieposiadania jeszcze dyplomu za niczym lepszym nie mogła się rozejrzeć.

Ale próżnej Jareckiej pochlebiło, że o niej myślą... I miała jeszcze miesiąc na znalezienie opiekunki dla Jaśnie Panicza... Tak zaczęła się Jareckich przygoda, a właściwie cała seria przygód z opiekunkami.

1. JOLA
Wrażliwe, troskliwe i ostrożne, dobre matki- zamknijcie oczy! Ten numer telefonu Jarecka znalazła na drzewie, na Przedmieściu. Była już w desperacji, bo do pierwszych zajęć został tydzień. Pojechali z Jareckim do tej Joli, która będąc rówieśnicą Jareckiego miała już jedenastoletnią córkę, pogadali, obgadali- Jarecka spotkała się z nią parę razy na spacerze i herbatce- i Jola dostała pracę przy Jaśnie Paniczu.
Jola była szybka i zaradna, w sam raz gaduła, zawsze zostawiała po sobie porządek.
Jareccy potrzebowali opieki do syna także raz w tygodniu wieczorem- gdy wracali około jedenastej, Jarecki odwoził Jolę, coby się sama po Przedmieściu nie snuła. Aż razu pewnego Jola pyta, czy może wieczorem przyjść po nią mąż?
Głupie Jareckie! Zgodzili się skuszeni wizją nieodwożenia Joli...
I wróciwszy pamiętnego wieczora zastali w swojej kuchni niedużego facecika, łysego i bez górnej jedynki.
Była środa,więc w tv jakiś mecz, Liga Mistrzów czy coś tam i Jarecki od progu cały w emocjach zagaja:
-Jak tam mecz? Jaki wynik?
Na to facecik cedząc leniwie przez ubytek:
-Nie wiem. Piłka nożna to sport dla idiotów.

I nawet mimo tak miło zainaugurowanej znajomości wkrótce przyszła pora na zmiany!

2. PANI MILENA
Jareccy mądrzejsi o doświadczenie, do wyboru kolejnej bony podeszli spokojnie i metodycznie.Urządzili kasting.
Zwyciężczyni ujęła ich spokojnym obejściem, naturalnym zachowaniem i wiekiem nieco bardziej niż Jola matronalnym.
-Pani Aniu!- wykrzykiwała z zachwytem Sąsiadka z góry- jak ona z nim rozmawia(znaczy Pani Milena z Jaśnie Paniczem)! Jak ona mu śpiewa!!
Skąd Pani Sąsiadka znała te szczegóły, Jarecka z wdzięcznością nie wnikała. Pani Milena zresztą coraz to dowodziła swojej miłości dla podopiecznego tudzież lekceważenia dla Jareckiej jako matki, która nie tak karmi, nie tak odziewa a która to strraszna matka miała te sądy w nosie widząc, że przynajmniej opiekunka ma w tym domu głowę na karku i pojęcie o zajmowaniu się dziećmi. Jaśnie Panicz obsypywany był prezentami, na które, jak sądzili Jareccy Pani Milena wydawała więcej, niż u nich zarabiała i doprawdy żal było się z nią rozstać gdy urodziła się Dwójka i Jarecka znów zrobiła sobie rok urlopu.

3. KOSMOLOŻKA
 O ile Pani Milena i jej kastingowe rywalki zostały przez Jareckich wynalezione na specjalnym portalu internetowym,o tyle kolejna opiekunka była z polecenia.
- Studiuje kosmologię- mówiła polecająca (ooooo!- westchnęli z podziwem Jareccy i Szwagierka, której to znalezisko zawdzięczali)- i jest bardzo zadbana.
W istocie, studentka tajemniczej kosmologii okazała się być bardzo zadbana (prze-dbana!-  wykrzyknął Jarecki, zapewne aby zrobić przyjemność żonie...) Włosy po pas, nogi do samej ziemi i twarz starannie pokryta pudrem i namalowana na nowo- trzeba przyznać, całkiem niczego! Kosmetologia- oto, co studiowała owa piękność; niczego więcej nie udało się Jareckim o niej dowiedzieć.
-No jak było?- pytała Jarecka po powrocie (Kosmolżka była nianią tylko "wieczorną", bo tego roku Jarecka nie pracowała).
-Dobrze.-Odpowiadała niania.
-Zjadł kolację?
-Tak.
Niedługo wytrzymała Jarecka te monosylabowe sprawozdania i wkrótce znów rozpuścili wici- tym razem tylko wśród własnych znajomych...

4. EWA
Gdy Ewa trafiła do Jareckich, była jeszcze licealistką. Rezolutną, swobodną- lecz nie spoufalającą się; była najstarsza z piątki rodzeństwa, miała zapał i pomysły a kiedy trzeba była stanowcza i rozsądna. Jej sprawozdania były wyczerpujące, okraszone anegdotami i wnioskami i Jareccy gratulowali sobie takiej zdobyczy. Był jeden feler- Ewa mieszkała dość daleko i Jarecki  musiał ją w tę jej dal odwozić późnym wieczorem...
I któregoś dnia znów padło to  pytanie: -Czy mógłby po mnie przyjechać Jacek?

5. JACEK
Jareccy się zgodzili, bo tego Jacka znali, znali jego rodziców i rodzeństwo a w związku z tym jego poglądy na piłkę nożną i tych, co ją oglądają albo i w nią grają, nie miały już takiego znaczenia. I tak Jacek przyjeżdżał z Ewą coraz częściej, Jaśnie Panicz był zachwycony męskim towarzystwem, a Jarecki po powrocie mógł iść spać powierzywszy Jackowi odstawienie Ewy do domu. Wkrótce jednak Ewa rozpoczęła studia i nie zawsze mogła przybyć by wspomóc Jareckich. A Jareccy przerażeni wizją poszukiwań kolejnej opiekunki zapytali nieśmiało: "...a może by tak Jacek?"
-No, nie wiem...- zastanawiała się Ewa- on się świetnie z nimi bawi, ale czy on da radę ich położyć spać...

O jakaż mądrość przebijała przez te słowa! O jakże znała Ewa ukochanego!
A przy tym wszystkim był ten Jacek tak uroczy, że Jareccy przymykali oczy na to, że zdarzało mu się układać Dwójkę do snu w sukience, w której hasała cały dzień. Albo wtedy, gdy Jaśnie Panicz zwymiotował przez sen! Jacek nie zaprzątał sobie głowy zaglądaniem do dzieci, które już zasnęły, i gdy Jareccy wrócili, zapach w progu pokoju, gdzie spały dzieci, dosłownie ich powalił, zaś poduszka i włosy Jaśnie Panicza zdążyły już obeschnąć.
Dziatwa jednak uwielbiała Jacka! Za każdym razem przynosił im jakąś ciekawą grę swojego młodszego rodzeństwa, którą to grę rozkładał późnym wieczorem na kuchennym stole i zapraszał do gry Jareckich. Myślicie, że skąd Jareccy znają "blokera"? Albo "spadające małpki"?
Miał też Jacek niezwykłe przygody. ZAWSZE się spóźniał. Zawsze też miał na usprawiedliwienie jakąś niezwykłą historię. Autobusy, którymi jeździł Jacek zawsze się psuły. A jak jechał na rowerze, to był potrącany! Wpadał do rowu nieprzytomny i gdy się ocknął, widział, że jest spóźniony! A na potwierdzenie bywał nawet poobijany! W oczekiwaniu na spóźnionego Jacka Jareccy drżeli z podniecenia- jakaż to niezwykła historia przydarzyła się tym razem? Jakoż zaraz dzwonił Jacek i zdawał relację ze swojej nieprawdopodobnej przygody uprzedzając, ze w związku z powyższym będzie trochę później.

Dziś Jacek i Ewa są małżeństwem i mają swoje dzieci a Jarecka myśli "Boże, jaka jestem stara" gdy widzi tę Ewcię z brzuszkiem i tego Jacusia z maleńtasem w nosidle...


Teraz, w Deszczowym Domu, wieczorami pomaga Jareckim sąsiadka; studentka, mieszka piętro wyżej. Jarecka bardzo się cieszy, że Jarecki nie musi jej nigdzie odwozić w nocy.
Dziewczę jest wyjątkowej urody...

P.S.
Jeśli kogoś Jarecka pominęła w tych wyliczeniach, niech czuje się wyróżniony! :)

4 komentarze:

  1. Posmialam sie, a sama wyliczanka niczego sobie!

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie włos się zjeżył jak to przeczytałam... Jak ja mogłam powierzyć swoje jedyne dziecko babce, co się ogłasza na drzewie? Teraz nawet w świetlicy szkolnej nie lubię ich zostawiać... (choć Jasnie Panicz uwielbia)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojacie! Ale przegląd! A ja się martwiłam w poniedziałek nową nianią... Ale chyba ok. Wcześniej przez rok , kiedy wróciłam po macierzyńskim do pracy, moim synem zajmowała się moja niepracująca wówczas siostra. Byłam spokojna, pewna i mogłam się oddać pracy. Siostra jednak do pracy wróciła, swoje dziecko do szkoły posłała i klops. Przez chwilę w domu siedział Jaśniemójmąż, więc jeszcze pół roku miałam spokojną głowę, czy młody ma co jeść, suchą pieluchę i nie za bardzo poobijany łepek. Bo kurs chodzenia spadł na ojca właśnie. A Teraz Jaśniemójmąż uparł się do pracy wrócić, nianiek na kasting kilka wyszukał i oto jest niania. Studentka, sąsiadka, którą moje dziecię pokochało od pierwszego wejrzenia, bo : ma mu kto czytać na okrągło te same bajki, ma mu kto stawiać wieże z klocków, żeby je burzył, ma mu kto wreszcie nalewać do zabawy ciepłej wody, gdyż dziecię owo cały dzień by najchętniej przelewało wodę z kubków do garnuszków, z nich do zabawkowych naczyń kuchennych, a jeszcze jakby do tego wrzucić paczkę chusteczek higienicznych i pomieszać jaką łopatką, po czym dodać łyżeczkę kremu Nivea- raj dla młodego, ni ma dziecka po prostu :) Niania jak na razie się sprawdza, gorzej z matką- mną, bo poza domem mam w głowie czarne scenariusze :) Ale Twoje doświadczenia przebijają te moje :) Podejrzewam, że Jacek był najlepszym wyborem :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacek był opiekunem wieczornym :)
      Dzienne były tylko Jola i Pani Milena, które oczywiście nazywają się zupełnie inaczej, oraz jeszcze dwie, zbyt bliskie by myśleć o nich jako o nianiach :)
      I takich Ci życzę :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...