02.10.2013

O zimnej Babiej Górze i jednej czarnej jesieni, co się Jareckiej przydarzyła

  Dawno temu, w odległych studenckich czasach, w sobotni poranek zadzwonił do Jareckiej znajomy i zaprosił ją na wycieczkę w góry. Jarecka przystała na ten pomysł sądząc, że chodzi o te góry za oknem. Dopiła kawę, ubrała wygodne buty, przezornie wrzuciła do plecaka ortalionową kurtkę i ruszyła na wycieczkę. Okazało się, że znajomy ów mierzył dalej i wyżej- w Babią Górę. Droga na szczyt wiodła słoneczną ścieżką, dopiero na górze turystów otoczyły chmury i zaatakowały rześkim aerozolem. Było coraz zimniej, coraz bardziej mokro. Jareckiej przemokła cienka wiatrówka, gołe łydki zlodowaciały a zęby wystukiwały dzikie rytmy. W schronisku, do którego po wiekach brnięcia przez mgłę dotarli nasi wędrowcy Jarecka bliska płaczu zamknęła się w toalecie, gdzie wyżęła starannie bieliznę a zmarznięte i nasiąkłe wodą jak gąbka ciało próbowała osuszyć papierem toaletowym- wszystko jednakowo bezskutecznie.

  Minęło wiele lat, ów znajomy, z którym wówczas na szczycie Babiej Góry jadła mandarynki, odszedł jeszcze wyżej- do samego Nieba, a Jarecka nigdy później nie zmarzła tak, jak wtedy. I myśli sobie, że pod tym względem nigdy nie będzie gorzej, nigdy już bardziej nie zmarznie. A w kategorii "macierzyństwo"- że nigdy nie spotka ją już nic gorszego niż pięć lat temu. Bo choć od tamtej pory zdarzyło się wiele, nic nie przebiło grozą tamtych zdarzeń.

...

W dzień słoneczny, jesienny, zadzwonił Jarecki.
 -Dzwoniła do mnie pani z laboratorium- powiedział i na ułamek sekundy zawiesił głos.
Czym różniła się ta chwila ciszy od innych? Niby niczym, a jednak otoczyła Jarecką ciemnością i poleciała Jarecka głową w dół w to złowróżbne milczenie, i leciała bez końca jak Alicja w norze Królika.
Straszny to był lot a jaszcze straszniejsza świadomość, że na dnie tej czarnej dziury rozbije się boleśnie o słowa, które przecież wreszcie padną.
-Musimy powtórzyć badania przesiewowe. Żeby wykluczyć albo potwierdzić. Mukowiscydozę.

Łubudu.


  Nastały długie czarne tygodnie. Wyniki powtórzonych badań znów nie były jednoznaczne i Trójce wyznaczono wizytę w poradni mukowiscydozy.
Strach wydrążył Jarecką jak kornik. W Metropolii trwała właśnie kampania informacyjna o mukowiscydozie, z każdego bilbordu patrzyły smutne twarze w maskach podłączonych do dziwacznych ustrojstw a podpisy głosiły, że w Polsce chorzy żyją najwyżej trzydzieści lat.
Trójka była pociesznym dzieckiem, cała porośnięta ciemną sierścią, z zabawnym pędzelkiem na kości ogonowej ale Jarecka nie pozwalała sobie na to, by cieszyć się nią tak po prostu, maksymalnie, tak jak miałaby ochotę- bała się, że jeśli pozwoli sobie na to, by pokochać ją całym sercem, to jej to serce pęknie.

  Dwa miesiące po narodzinach Trójki, w mglisty grudniowy poranek, Jareccy jechali na wizytę umówioną w złowrogiej poradni. W samochodzie panowała cisza a w głowie Jareckiej pustka, bo przez ostatnie tygodnie tym jednym Jarecka była zajęta- odganianiem natrętnych myśli o chorobie, o życiu Trójki i o życiu z Trójką. Tylko w radiu Grzegorz Wasowski wspominał swojego ojca a Wiesław Gołas śpiewał "Do ciebie szłem". Chodnikiem szedł mężczyzna bardzo podobny do tego znajomego znajomej, co to w Metropolii projektuje ciuchy, to pewnie on, mieszka w tej okolicy. Wszystko to tak wyraźnie zapadło Jareckiej w pamięć, jakby na całym świecie nie było ważniejszych spraw niż facet w pasiastym szaliku i mgła na gołych drzewach.
W windzie jechała z Jareckimi młoda dziewczyna z noworodkiem i- prawdopodobnie- matką. Miały dużą podróżną torbę, pewnie przyjechały z daleka. Jarecka dokładnie pamięta starannie umalowaną, śliczną twarz dziewczyny; wysiadły na tym samym piętrze, czekały pod tym samym gabinetem.

  Trójkę podłączono do jakiejś maszyny o wyglądzie walizki.
-Ona nie wygląda na chorą- uśmiechnęła się pielęgniarka na widok pyzatej Trójki- widziała pani tego chłopca, co tu był przed wami? (ten od ładnej dziewczyny, na oko noworodek) On też ma dwa miesiące. Nic nie urósł od urodzenia.
Maszyna wyrzuciła jakieś cyferki i pielęgniarka powiedziała: w porządku, jest zdrowa.
-Rodzice słyszą?- powtórzyła nie doczekawszy się reakcji- macie zdrowe dziecko!
Coś nie pozwoliło Jareckiej skakać z radości. Długotrwały, wyniszczający lęk, przeczucie, że do ostatecznej diagnozy jeszcze długa droga a na koniec widok makijażu płynącego nieskrępowanie po twarzy ślicznej mamy dwumiesięcznego noworodka, której w tym samym gabinecie powiedziano zupełnie co innego.

...


  Potem było jeszcze badanie chlorków w pocie. Raz, drugi, wyniki niejednoznaczne. Obserwacje, badania kału, dzienniczki żywienia, wizyty, rentgeny. Badania genetyczne Jareckich, kolejne badania genetyczne Trójki- w poszukiwaniu drugiego genu-mutanta, który przesądziłby o chorobie.
Przez cały ten czas Jarecka ani razu nie wrzuciła w wyszukiwarkę hasła "mukowiscydoza". Całe szczęście! Pewnie by przeczytała, na przykład, że u chorych nadzwyczajnie długo po porodzie utrzymuje się żółtaczka fizjologiczna. Żółtaczka Trójki trwała ponad sześć tygodni, więc Jarecka mogłaby oszaleć ze strachu!

  Po trzech latach pani doktor stwierdziła, że dłużej nie ma sensu nękać Jareckich i tak rzadkimi już wówczas konsultacjami. Gdy pewnego dnia zjawi się kawaler po rękę Trójki proszę kazać mu się przebadać, niech wiedzą, na co się decydują.
Tyle.


...


Myśli sobie Jarecka, że już nigdy nie zmarznie bardziej niż na tej cholernej Babiej Górze, a w kategorii "macierzyństwo"będzie najwyżej podcierać zakatarzone nosy i zalepiać plastrem zadrapania.
Niechby tak było...


26 komentarzy:

  1. Ech, te paskudne choróbska! Buziaki dla Ciebie i Twojej rodzinki :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i ściskam dubeltowo z okazji urodzin!

      Usuń
  2. "jak hartowała się stal"
    Ściskam Jarecką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre! A ja się biedziłam nad tytułem ;)

      Usuń
  3. Będzie! ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  4. I tego, aby tak było życzę wszystkim rodzicom na świecie! Amen!
    U nas spadanie w głębiny studni strachu spowodowała wiadomość "astma oskrzelowa"... Ale na szczęście to póki co najgroźniejsze choróbsko w naszym domu.
    Ściskam mocno całą waszą szóstkę :* A co ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Astma- było takie podejrzenie i u mnie i u syna; strasznie często chorował na zapalenie oskrzeli. Te duszności, nocne sesje na balkonie- Brrr. Ale zobacz, piszesz: na szczęście to najgroźniejsze...Tak hartuje się stal! ;)
      Obyśmy mogły być miękkie jak wosk
      Ścisk ścisk :)

      Usuń
    2. Tak, mięciutkie jak kaczuszki ;)
      Teraz nocny atak pokonuję jednym "puchnięciem" zaczarowanego puchacza :D A córeńka mowi co wieczór: "mamo, wdychadło jeszcze" :) I oby na tym skończyły się przygody z miękkimi nogami.

      Usuń
  5. czytam ten post i cierpnie mi skóra. Odkąd zostałam mamą, od tych pierwszych dwóch kreseczek, ciągle gdzieś wypełza ten strach... Brawo, że nie wrzuciłaś w wyszukiwarkę, podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy należy mi się z tego tytułu podziw- strach mu nie pozwalał kopać w internecie! Ale potem, w kolejnej ciąży, guglałam w poszukiwaniu informacji: czym może skutkować małowodzie- i drżałam na widok zdjęć koślawych nóg, a moje dziecko urodziło się z płucami zupełnie nieprzygotowanymi do oddychania! W naprawdę ważnych sprawach trzymam się z dala od internetu, bo chyba nie potrafię z niego korzystać :)

      Usuń
  6. Niech tak już będzie, że wszystko co najgorsze to już za Wami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O, znam to. Jak byłam w ciąży z bliźniakami, oczywiscie badania genetyczne, supre-dokładne USG, leże na tym USG w Poradni Patologii Plodu (brrr, co za nazwa straszna!), jeden Pompon obadany, długi szereg cyferek opisujący drugiego w trakcie podawania, a tu odwołują lekarkę, która mnie badała. Pochylają się nad jakimś wydrukiem i mówią półglosem do siebie różne dziwne rzeczy, z których zrozumiałam tylko "Szansa na przezycie jakieś 40 procent". Pomyślałam, że chyba nie mowiliby tego przy mnie, wiedząc, ze badanie jeszcze nie skonczone? Że to chyba o tej dziewczynie przede mną?

    I to było o niej. Czekaliśmy długo na rozmowę z genetykiem, bardzo długo, bo ona z mężem weszli pierwsi, a ja kazałam mężowi siedzieć spokojnie i się nie niecierpliwić, siedzieć jak długo będzie trzeba, bo wiedziałam, czego tamci rodzice się własnie dowiadują.

    Tez ją ciągle pamiętam.

    I tez mam nadzieję, ze będzie już zawsze dobrze - i u Was, i u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trafili w te szczęśliwe 40%... To przecież dużo, nie?...

      Usuń
  8. tak bardzo kocham dzieci i chciałabym mieć ich więcej, ale to właśnie mnie powstrzymuje skutecznie, że nie jestem ze stali i nie mam siły by znieść taki strach o ich życie i zdrowie... wiem co to konsultacje, niepewność, złe niejasne wyniki,życie w strachu, wiem co to szukanie informacji w necie (samo zuo!) i wiem co to wyobraźnia, imaginacja i na szczęście wiem też co to ulga gdy złe za nami...ale to przerażenie o zdrowie dzieci to coś co mnie żre od środka i nawet przy zwykłej gorączce w mojej głowie uruchamia się lawina wyobraźni... ech...
    podziwiam Jarecką, podziwiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie jest ze stali a już Jarecka to jest z kiepskiego aluminium, jak widelec z baru mlecznego. Nic a nic się nie dziwię, że ludzie boją się mieć dzieci.
      Tak, to jest dokładnie to uczucie- żre od środka.

      Usuń
  9. Wpadłam tu z zaproszeniem a temat z tych co serce mrożą i łzy produkują. Kazdy rodzic, który przezył takie chwile niepewności rozumie te emocje o których piszesz. I chyba nie zapomina, nawet jeśli wszystko kończy się dobrze. Ja jeszcze pamiętam.

    Ale wracając do celu mojej wizyty - chciałabym Cię zaprosić do grupy dyskusyjnej o hand-made na FB: https://www.facebook.com/groups/artstop/

    Wpadnij na pogawędkę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w Deszczowym Domu, dziś rzeczywiście tu deszczowo, ale to nie norma :)

      Pogawędka o hand made- z przyjemnością! :)

      Usuń
  10. Swietnie napisane. Ja po tylu latach, jeszcze nie umiem opowiedziec nikomu o moich emocjach, nie tykam bolacego;)
    Zdrowka!
    Ps,najbardziej zmarzlam w...Holandii zima;) Wilgoc wlazla mi wszedzie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Holandii mówisz! Ja marznę od samego patrzenia na obrazy Breugla ;D

      Usuń
  11. Jarecko Szanowno!
    Jakbys skradla moje mysli i emocje...
    Pozdrawiam z Krak-offa
    Marzena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło matko! To i w Krakowie Jarecko czytajo? ;)
      Miło mi i nawet tej kradzieży nie żałuję :):):)

      Usuń
  12. Ło matko Jarecko! W całej Polsce czytajo :) Ja to jeszcze z dalsza nawet, bo z podtarnowskiej wsi, od Krakowa na południe ze 150 km!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już prawie rodzinne strony Taty Jareckiego!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...