27.02.2013

Klasyka literatury dziecięcej a dwulatki


Zdarzyło Wam się czytać dwulatkowi?
Bywa różnie, prawda?
Dwuletni Jaśnie Panicz w ogóle nie był zainteresowany czytaniem, wyrywał książeczki, przewracał kartki zgniatając Jareckiej palce i nie sposób było przeczytać choćby jednego zdania.
Dwójka w tym wieku potrafiła siedzieć choćby i godzinę i słuchać wpatrując się pilnie w ilustracje.
Na temat czytelnictwa dwuletniej Trójki niestety niewiele Jareckiej wiadomo- rozległe okolice jej drugich urodzin spędziła Jarecka w szpitalu tudzież w samochodzie (w drodze do- i ze szpitala).
W przypadku Czwórki trudno mówić o czytaniu- to nieustanne odpowiadanie na pytania dotyczące książki- co to? A to? A to? To właściwie rozmowa, ale na temat.
A teraz wyobraźmy sobie kilkoro dwulatków jednocześnie.

...

Jeśli już się, Czytelniku, otrząsnąłeś z tej koszmarnej wizji, zobacz, jak sobie radzi w tej sytuacji Jarecka.
Zdarzają się książki dla dzieci, w których ilustracje, nawet piękne, nie ilustrują przebiegu akcji, więc opowiadanie na podstawie obrazków- co praktykuje wielu rodziców niecierpliwych słuchaczy- nie udaje się.
Jarecka więc dla swoich podopiecznych przygotowuje własne, rysowane wersje klasycznych utworów literackich. Obrazki powstają w godzinach pracy, na raty i niemal na kolanie, przy użyciu byle jakich akwarelek, ołówków HB i wiecznie tępych kredek.
Oto Jareckiej historyjka na podstawie "Szelmostw Lisa Witalisa" Jana Brzechwy. Świetna historia, ale język dla małych dzieci trudny, więc można własnymi słowami:




Lis Witalis pokazuje głodnym zwierzętom placki- mówi, że są ze śniegu. Obiecuje, że zrobi takich więcej, jeśli zwierzęta dostarczą mu tłuszcz i śnieg.


Głodne zwierzęta przynoszą resztki swoich zapasów.


A lis-oszust "piecze" śnieg, chowa dla siebie dostarczone mu specjały i puszcza, szelma, oko!

Kolejna adaptacja-z "Wróbelka Elemelka", absolutnie cudownej książeczki! To, zdaniem Jareckiej ideał literatury dla dzieci- piękny język, ni to proza ni wiersz, sympatyczny bohater, proste i dowcipne historyjki i materiał do wielu rozmów z dziećmi!
Rozdział o tym, jak Elemelek zobaczył drzewa w zimowej szacie i zachwycił się! Też chciał taką białą, puszystą czapę.






Stanął przed lustrem i czekał, aż padający śnieg należycie go przystroi.


A potem poszedł pochwalić się swoim wyglądem przyjaciółce- Myszce. Tylko zdziwił się, że nagle wszędzie zrobiło się mokro! (Elemelek przypłacił to zdrowiem!)




A to jeszcze jesienna historyjka o Wiewiórce, która schowała sobie orzeszki na zimę w ziemi, pod krzakiem jałowca (fabuła na podstawie jakiejś książeczki, nieco odbiega od oryginalnej- innymi słowy Jarecka uprościła :))


Za radą sowy wiewiórka zakopuje orzechy pod krzakiem jałowca.


Gdy wiewiórka chce zimą skorzystać z zapasów, pojawia się problem- nie pamięta pod którym dokładnie krzakiem ukryła swój skarb!


Ale wiosną czekała na wiewiórkę niespodzianka- wyrósł jej własny leszczynowy krzaczek!
(jak widać, przy tej ilustracji Jareckiej pomagali podopieczni :))



I wiosenna historyjka o ślimaku, który szukał innego lokum:






Widać, o co chodzi?- najlepszy ciasny ale własny! (Niezbyt oryginalna fabuła by Jarecka...)

Największym problemem są zawsze twarze bohaterów- muszą oddawać emocje postaci w sposób czytelny dla dwulatka (dla ścisłości chodzi raczej o dwuipółlatki). Jarecka siedzi, gryzmoli i stroi miny- taki to odruch bezwarunkowy :)

26.02.2013

O tym, dlaczego Jarecka chciała pić alkohol z rana

Myśląc zawczasu o dzisiejszej wyprawie, Jarecka czuła niepokój.
Chciała przed wyjazdem strzelić sobie kielicha dla kurażu, niestety szybko porzuciła tę myśl- przecież miała wsiąść za kierownicę. Potem posępnie pomyślała o piersiówce, którą gdzieś tam kiedyś widziano w Deszczowym Domu, a która mogłaby tym samym odbyć swój dziewiczy rejs.
"Gdybym tak"-myślała Jarecka- "napiła się zaraz po przyjeździe, mogłabym załatwić co trzeba a potem pójść na spacer, zjeść...hot doga i zanim znów wróciłabym za kółko, po alkoholu we krwi nie byłoby śladu..."
Tak sobie myślała naiwnie Jarecka i oczywiście tylko myślała, a dziś rano poczuła niewytłumaczalną radość wjeżdżając w kałuże, potem słyszała w lesie krzyk gęsi, i nabrała przekonania, że to jest ten dzień w roku gdy czuje się na rauszu bez znieczulaczy i że da radę!
Jakoż udając się w TO miejsce samochód prowadziła jak ostatnia, za przeproszeniem, pierdoła, i doprawdy, gdyby się była napiła, na pewno nie robiłaby tego gorzej. Szczęściem (bo to był dzień, w którym poczuła wiosnę!) dotarła na miejsce bez szkody dla nikogo.





W świecie Jareckiej najgorsze, co zdarza się dzieciom, to zakaz oglądania Galileo, zupa z natką pietruszki i to, że mama ciągnie za włosy zaplatając warkocze. Ani się Jarecka domyśla, ani chce domyślać, że na tej samej planecie sprawy mają się zgoła inaczej.




Jarecka zawiozła te zabawki w miejsce, gdzie dzieci porzucone przez rodziców albo im odebrane CZEKAJĄ.
Może na lepsze a może na gorsze.
Czuwają nad nimi PRAWDZIWE twardzielki, co to im porucznik Borewicz może najwyżej przynosić kapcie i parzyć melisę. Jak to możliwe, że wiedząc, to co wiedzą, o całym okrucieństwie i bezbrzeżnej głupocie, które dotyka te małe osoby uśmiechają się, prowadzą normalne życie rodzinne a nawet śpią! (choć z tym podobno bywa różnie...)


A ponieważ Jarecka taka twarda nie jest, chciała się napić na znieczulenie, a ponieważ tego nie zrobiła, musiała w drodze powrotnej zrobić przez chwilę stosowny użytek z Niezawodnej Kapsuły do Niepohamowanego Płaczu zwanej powszechnie samochodem.



24.02.2013

O tym, jak Jarecki dziwnie się zachowywał

Na tydzień przed urodzinami Jareckiej Jarecki zaczął zachowywać się dziwnie.
-Ale mam dla ciebie prezent!- powtarzał ni z gruchy ni z pietruchy w stanie najwyższego upojenia.
A czasem nawet dodawał- już nie mogę się doczekać!
Wszystko to niezmiernie dziwiło Jarecką- owszem, Jarecki lubi jej robić niespodzianki, ale żeby aż tak się tym ekscytował? Chichotał pod nosem, zacierał ręce- kilka razy zdało się Jareckiej, ze mąż już, już bliski jest zdradzenia tajemnicy- tak był przejęty. W końcu Jarecką zaczęło to zachowanie irytować, utwierdzało ją bowiem  w przekonaniu, że z pewnością prezentem tym nie będzie książka, której sobie wyraźnie zażyczyła, to byłoby zbyt proste...
Poczuła ulgę, gdy nadszedł już ten dzień i mąż wytrwał nie pęknąwszy z nadmiaru emocji.

Ale urodziny wypadały w piątek, jeden z tych przeklętych piątków, może nawet gorszy niż zwykłe. Wczołgawszy się do Deszczowego Domu Jarecka bez protestu zasiadła w fotelu i zamknęła oczy- na prośbę rodziny.
Gdy je otworzyła, na stole stał tort- pralinowy, z cukierni Sowa.
W dłoni zaś Dwójka trzymała niepozorną torebkę, z której Jarecka wyjęła tę swoją książkę i natychmiast zaczęła się dyskretnie rozglądać za czymś większym, wartym pomieszania zmysłów Jareckiego.
-Otwórz!- zasugerował Jarecki, ciągle z obłędem w oczach.
Jarecka otworzyła odpędzając natrętnie podsuwane jej przez wyobraźnię wizje książek wydrążonych przez profanów dla ukrycia marnej butelczyny; nie, to nie w stylu Jareckiego...
Przerzuciła posłusznie parę kartek.
I trafiła na stronę przedtytułową, a na niej kilka linijek skreślonych długopisem.
Z podpisem:





Pamiętacie TEN WPIS ? Koniecznie przeczytajcie, to wszystko wyjaśni.


I wiedz, Czytelniku, że dziwne zachowanie Jareckiego okazało się zaraźliwe. U kobiet w pewnym wieku, jak się okazuje, przybiera nawet jeszcze gorszą postać...
Co się działo dalej, o tym nie warto pisać, po prostu wstyd!
Wszechwiedzący Narrator do dziś czuje się zażenowany na wspomnienie tamtego wieczoru.
Jubilatka zachowała się jak... jak BABA!

Jarecka już wie,co czują staruszki, którym na Dzień Babci wnuczęta i prawnuczęta zamówiły w Koncercie Życzeń piosenkę Karela Gotta.
I jest niezmiernie ciekawa biografii Tove Jansson, ale jakoś nie może się przebić przez stronę przedtytułową  :)



23.02.2013

Nikto nie je doma i posępne post scriptum jubileuszowe

W czwartek Jaśnie Panicz wyszedł ze szkoły blady i drżący z zimna. Resztę dnia przeleżał w pościeli i choć nie gorączkował, skarżył się na ból zatok i nie prezentował się zbyt dobrze...
Ponieważ zaś w piątki spędza w szkole osiem godzin, Jareccy uradzili, że tego dnia syn zostanie w domu. Sam.
Od rana Jarecka szykowała i instruowała. Przekazała Jaśnie Paniczowi tyle instrukcji, że sam Daniel Temmet by nie spamiętał (a spamiętał ponad dwadzieścia dwa tysiące kolejnych cyfr liczby pi)!
-Tu masz pastę jajeczną, tu pokrojone pieczywo, tu gorącą herbatę. Tu są tabletki do ssania- tylko nie za często, co godzinę mierz temperaturę i dzwoń do mnie. Jak będziesz miał więcej niż 38, tu jest tabletka, zresztą w południe podjadę i cię obejrzę. Leż, czytaj lekturę, możesz pooglądać telewizję, dużo pij i nikomu! Nikomu!! NIKOMU!!!- Nie otwieraj!!! Nawet pani Czesiuniowej, nawet cioci Adze, udawaj, że nie ma cię w domu!!!
(Tę część instrukcji Jarecka przekazywała ze szczególną mocą. Nie dalej jak rok temu uznała była, że może zostawić syna na dziesięć minut samego w domu- w tym czasie miała odebrać Dwójkę z zerówki. Wtłoczywszy dziecku do głowy, że nikomu, broń Boże, otwierać nie wolno, wyszła.
Jakoż wjeżdżając po kwadransie w ślepą uliczkę, przy której stoi Deszczowy Dom, minęła się z samochodem kuriera, na którego zresztą w owym dniu czekała. Nawet zatrzymała się, żeby go zawrócić, bo znacie to- czekasz na listonosza cały dzień, a on przyjdzie gdy wyjdziesz wyrzucić śmieci; niestety pojechał dalej.
Zaraz w progu domu Jarecka potknęła się o paczkę. "O!"-pomyślała z uznaniem- "jakoś się z tym kurierem dogadał przez drzwi! I nawet zdążył wciągnąć do środka tę paczkę...Wielką paczkę..."
-Synu!- krzyknęła tknięta znienacka złym przeczuciem- co to jest?
-Taki pan przyniósł- odparł spokojnie Jaśnie Panicz.
-Zostawił ci pod drzwiami?
-Nie, musiałem jeszcze coś tam podpisać...
Jarecka poczuła, że krew odpływa jej z twarzy...)

Podkreśliwszy po raz setny, że to, że tamto i że nikomu (!) Jarecka zamknęła się w łazience żeby się nieco ucharakteryzować, skoro musi  jechać do pracy.
-Mamo- dobiegł ją zza drzwi głos Jaśnie Panicza- prawda, że po niektórych lekach się wymiotuje?
Masz ci los.
Odpędziwszy od siebie natrętną myśl o wymiotach i tysiącu innych przypadków, jakie mogą się przydarzyć dziecku porzuconemu przez rodziców, tym intensywniej pudrowała pobladłe lico.

-Zamknij za nami drzwi- przykazała wychodząc.- i pamiętaj...
-A ty mnie nie zamkniesz z tamtej strony?- zapytał Jaśnie Panicz nieco zdziwiony.
-Nie, tak się nie robi- Jarecka od razu popadła w belferski ton- chodzi o bezpieczeństwo. Może wybuchnąć pożar, czy coś, musiałbyś wtedy uciekać, nie mogę cię zamknąć...
Po wyrazie twarzy Jaśnie Panicza zorientowała się, że właśnie powinna SIĘ zamknąć...

...

Jaśnie Panicz, jako człowiek prawa, dzwonił co godzinę, ku zdumieniu i utrapieniu Jareckiej, której zdawało się, że dzwoni co dziesięć minut. Beznamiętnym głosem powtarzał, że jadł, że czuje się dobrze, że temperaturę ma w normie, że nie brał żadnych leków, że czytał, że przeczytał już więcej niż pół "Oto jest Kasia" i że rozmawiał z tatą, że tata mu mówił i że on mówił tacie, i w związku z tym Jarecka doprawdy dziwiła się, że był w stanie cokolwiek przeczytać, skoro musiał nieustannie dialogować z rodzicami przez telefon.

Jarecka zaklina Cię, Czytelniku! Jesteś zobowiązany w sumieniu zachować treść tego posta dla siebie!
Albowiem zostawianie dzieci bez opieki zapewne jest karalne. I kto uwierzy Jareckiej, że wszyscy sąsiedzi wiedzieli, że Jaśnie Panicz sam w domu?!




P.S. Dziś Jarecka ma urodziny, trzydzieste czwarte.

Jako pierwszy z prezentów dostała memento mori.
Najpierw był facet przykryty czarną folią, opromieniony na odchodne  glorią policyjnych reflektorów.

I telefon z przychodni, że jeszcze się nie kończy dla Jareckiej korowód lekarzy- macantów, który ruszył latem. Że będą kolejne dawki upokorzeń, niepokoju i myśli, że może więcej urodzin nie będzie.

Jarecka zawsze stara się być gotowa na wszystko i zawsze daje się zaskoczyć...


21.02.2013

Biało biało

Tak, tak, wiosenna sukienka już gotowa!
Czeka jeszcze na stosowne dessous i odpowiednią temperaturę na zewnątrz, a także na okazję i nastrój  Jareckiej, oraz otwarcie sezonu tejże sukni dogodną sesją i wpisem- czyli może się okazać, że w ogóle toto nie spełznie z manekina...
Białe wydmuszki gromadzą się na kuchennym oknie.






Podczas gdy Deszczowy Dom w bieli oczekuje wiosny, za oknem też biało.
Biało biało biało...



Jarecka nie znosi zimowych zabaw i w ogóle najchętniej by zimę przespała, jak Muminki, ale lubi zza firanki patrzeć na harce małych Jareckich na śniegu.
(Niech pozostanie tajemnicą, że kompletnie nie nadaje się Jarecka na opiekunkę w czas zimowych spacerów. Zamiast czuwać nad podopiecznymi z zachwytem przygląda się dziatwie tarzającej się w zimnym puchu, kosztującej śnieżnych kul i strącającej sobie na łebki kilo śniegu wprost ze świerkowych gałęzi. W nosie ma przy tym niebezpiecznie czerwone policzki, mokre rękawiczki i kaptury pełne śniegu.)
Razu pewnego zagląda  Jarecka zza tej firanki  i widzi bałwana, co wzrostem przewyższa nie tylko jej dzieci ale i ją samą a może nawet Jareckiego.



-Skąd wzięliście te kamyczki na guziki?- zapytuje z podziwem Jarecka.
-To są węgielki- wyjaśnia Jaśnie Panicz.
-Skąd wzięliście te węgielki??- dopytuje Jarecka coraz bardziej zaintrygowana.
-Z garażu.
Patrzcie Państwo! Jarecka nie wiedziała, że ma w garażu  węgiel!

...


-Mamo, on ma nawet pępek- relacjonuje z zapałem Jaśnie Panicz (tak, nadal w temacie bałwana)- i składa się z pięciu kul. On jest jak prawdziwy człowiek!
-Człowiek nie składa się z pięciu kul- zauważa Jarecka zajęta zupełnie czym innym.
-No...- zastanawia się lekko zbity z tropu Jaśnie Panicz- no to można powiedzieć, że ma takie jak człowiek...narządy...

I coś było w tym, co mówił Jareckiej Jaśnie Panicz, mogła była uważniej go słuchać.
Wieczorem dostała sms-a od sąsiadki, Czesiuniowej. "Chudy ten bałwan. Jak mama :)"
Rano bałwan niebezpiecznie się przechylił:



-A nie mówiłam!-tryumfowała Czesiuniowa.-Chudy jak mama i zaraz padnie!


17.02.2013

Zagadka kryminalna czyli Co się wydarzyło w Domu Pana Drewniaka?

Miejsce akcji:

Osoby:








oraz gościnnie, jako przyjaciółki Domu:




A także:



Zagadka dla Czytelników:

Co spotkało Alice?
Kto TO zrobił??



Zagadkę zainscenizowała Wędrowna Trupa Teatralna "Pinokio"
goszcząca przejazdem w Deszczowym Domu (w zaogońskim GOKu dawali koncert pieśni ludowych)



?



P.S.
Niniejszy post jest dedykowany Tacie Krzysia, który odbierając swojego syna w piątkowe popołudnie z placówki opiekuńczej przyłapał wychowawczynię Krzysia na czytaniu "Morderstwa w Boże Narodzenie".
Agathy Christie, oczywiście.

16.02.2013

Wszystko przed nami!

-Opanowałem już technikę sprzątania...- oznajmił Jaśnie Panicz w sobotni poranek wyrzucając do kosza ostatni śmieć ze swojego pokoju.
Jarecką raził nagły piorun zazdrości ale nie dała po sobie poznać.
-...ale nie opanowałem jeszcze techniki znajdowania dwóch takich samych skarpet...




14.02.2013

Serial drogi, odcinek pierwszy

Jarecka ma taką teorię- dzieci przypięte w samochodzie pasami bezpieczeństwa muszą dać upust rozpierającej energii. Cała para, która w normalnych warunkach napędzałaby nogi i ręce, idzie w mózg; stamtąd zaś, przez usta wprost do uszu kierowcy, czyli w tym przypadku Jareckiej lub Jareckiego.

Słuchanie Trójki ubarwia Jareckiej ponad dziewięćdziesiąt procent jej podróży. Radiowej Trójki też, ale przede wszystkim córki Jareckich zwanej Trójką; doprawdy, warto ściszyć radio! Ma Trójka przemyślenia głębokie, zwłaszcza w dziedzinie filozofii przyrody i szeroko pojętej demografii.
-Prawda, że na świecie jest sto ludzi?- pyta. (Ciekawe, że ten wątek podejmuje zawsze w tym samym miejscu, gdy samochód mija trzecie światła na zwykłej trasie Jareckiej, wtedy, gdy z lewej duże delikatesy a z prawej Lukoil)
-Więcej- mówi Jarecka.
-Tysiąc!- zgaduje dalej.
-Siedem miliardów- odpowiada beznamiętnie Jarecka.
Rzucona w odpowiedzi liczba wsiąka w umysł Trójki i Jarecka jest pewna, że po okresie inkubacji wyłoni się wzbogacona w nowe treści niczym Wenus z morskiej piany- ku uciesze!



-Mamo- zaczyna Trójka w drodze powrotnej, gdy duże delikatesy z prawej, a Lukoil z lewej- A gdyby na świecie nie było ani jednego człowieka, to z czego by się rodzice WYKLUWALI?

13.02.2013

Zimopocieszacze II czyli kolorowy lód

Jarecka kocha zabawy z kolorem w roli głównej. Bawi się wtedy równie dobrze jak dzieci, a czasem nawet lepiej.
Woda, barwniki spożywcze, duże słoje i trochę plastikowych pojemniczków (Jarecka radzi dobrze się przygotować do tej zabawy i na kilka dni wcześniej zbierać pudełeczka po serkach i jogurtach- sama Jarecka się nie przygotowała i zrobiła wszystko wedle swojej (często stosowanej) filozofii "natychmiast!!").
Najlepiej zacząć od płynów w barwach podstawowych. Potem kazać dziatwie zamieszać pochodne, a z nich- co tam w duszy zagra!





Zabawa przednia, ale to dopiero pół zabawy!
Kolory trzeba rozlać do plastikowych pojemników i wrazić do zamrażarki, lub korzystając z mroźnej aury- na balkon.




A rano czekały Jarecką i jej stadko magiczne chwile...





Jarecka radzi się śpieszyć. Wiosna tuż tuż :)

11.02.2013

Juję, czyli przypadki matki- poliglotki

Poranek w Deszczowym Domu. Śniadanie.
Czwórka siedzi w swoim foteliku. Całą osobą wyraża głód (zawsze się Jareckiej wydawała podobna do Małego Głoda... A potem do Golluma...).
-Delec!- wykrzykuje. Cienka rączka zakończona drobną dłonią wskazuje na godzinę trzecią, w kierunku szuflady ze sztućcami.
Jarecka podaje widelec.
-Taleś!- dłoń przesuwa się z trzeciej na drugą, ku szafce z talerzami; Jarecka podaje talerz.
-Li!- temu słowu towarzyszy gest szczypania szyi więc Jarecka podaje śliniak.
-ciach ciach- prosi Czwórka kantem dłoni pocierając wymownie o brzeg  blatu.



Jarecka kroi to, co na talerzu.
Po posiłku  Czwórka zrywa zapinany na rzep śliniak.
-Juję!- rzuca z wdzięcznością w kierunku mamy i gramoli się z fotelika.
-Proszę- odpowiada Jarecka.


Tak, tak, Jarecka wie, że rówieśnicy Czwórki snują już gawędy o broni i mundurze, od dawna.
Ale, proszę ja Was, żeby tak się pięknie zachować przy stole? Żeby taki Wersal? :)

Czasem Jarecka musi się zastanowić, czy nie przyznać Jareckiemu racji, naprawdę! Bo Jarecki twierdzi, że Czwórka jest najmądrzejsza na świecie ;)

10.02.2013

Super Hero

W nocy nagrywał się film dla Jareckiej, a właściwie odcinek serialu.
Jarecka kocha ten serial od dziecka i kocha głównego bohatera. Wpatruje się w ekran z rozbawieniem i tylko zachwyt powstrzymuje ją przed rechotem. Jeśli powyższe zdanie wydaje Ci się, Czytelniku, dziwne, czytaj dalej! Jarecka nie może oderwać wzroku od głównego bohatera, niby od Kaszpirowskiego, chłonie każdy jego oszczędny gest. Każde jego niedbale rzucone słowo zbiera z podłogi i ogląda jak jubiler rzadką perłę. Akcja niespieszna, lecz trzymająca w napięciu. Aktorzy grają twarzami. Muzyka, że ciarki chodzą po plecach. Dynamiczne zbliżenia.
Lok. Nos. ON:



Porucznik Borewicz nijak się w głowie Jareckiej nie łączy z jakimś tam Malanowskim czy posłem na Sejm, jest wiecznie tym samym zniewalającym cwaniakiem z MO i niech się przy nim schowa agent 007, doprawdy.

Kobiety reagują na Borewicza w sposób absolutnie nieprawdopodobny. Idzie sobie Borewicz do dentysty- a pani doktor proponuje mu łóżko. Zjawia się w szpitalu- oczywiście w związku z prowadzoną sprawą, sam porucznik bowiem nie wymaga ŻADNEJ lekarskiej interwencji (no chyba że ten seks z dentystką)- a pielęgniarka proponuje mu łóżko (nie szpitalne, o nie!). I tak dalej, i tak dalej. W każdym odcinku pojawia się goła baba. Najczęściej jest to, jak się okazuje Maria Probosz. Pojawiła się w serialu dwukrotnie (a może i częściej, jako inna osoba), co nie umknęło uwagi Jareckiej, nie zdziwi się jednak Jarecka, jeśli umknęło to męskim widzom; w końcu piękna Maria każdorazowo wystąpiła w roli gołej baby właśnie, więc kontemplacja rysów twarzy mogła zejść na dalszy plan. W związku z tym niezwykłą postacią jest partnerka (służbowa!) Borewicza Ewa, która  tegoż Borewicza (Sławek mu na imię...) niby to kokietuje, mruży ślepka, a jednak nabija się zeń bezlitośnie acz z wdziękiem i sympatią dla kolegi. I żadnej na niego chrapki nie ma, dacie wiarę??



Jak on pali papierosy! Jak spogląda spode zmarszczonych brwi! Jak się ubiera- czy widział go kto w mundurze? Jak mówi! Burczy niewyraźnie a jak trzeba obcyndala bezczelnych podejrzanych celnymi słowy, które mu się z taką lekkością układają w najpierwsze grepsy!
A drugi plan jaki przedni!
Te mordki naturszczyków, zdania wyrzucane na wprost, nie zagrane, lecz arcyzagrane, godne szekspirowskich teatrów, a jak świeżo, ach!
Jarecka pieje z uciechy, słyszysz to Czytelniku?

...

Zdarzyło się Jareckiej poznać Krzysztofa Szmagiera, reżysera i scenarzystę Serialu Wszechczasów.
Państwo Szmagierowie przyjaźnili się z Panią Felicją, co to wynajmowała młodym Jareckim mieszkanie w swoim Dużym Domu. Pani Felicja wiedziała, że Jarecka pała do "07 zgłoś się" miłością niezmienną i gdy się zdarzyło, że Jarecka przypadkiem(!) wybiegła na podwórko w momencie, gdy wiadomi goście zmierzali do wejścia, dokonała grzecznościowej prezentacji. Łajza Jarecka! Nie śmiała wydusić z siebie słów uznania i podzięki...
A pan Krzysztof był bardzo miły. Zachwycił się Dwójką siedzącą na maminym biodrze. Powiedział, że ma piękne oczy- po mamie.
I to było naprawdę bardzo miłe, zważywszy, że oczy Dwójki i Jareckiej różnią się od siebie jak Flip i Flap, jak Żwirek i Muchomorek, jak...Borewicz i Jaszczuk!!




P.S. Jeśli w kwestiach dotyczących bezpośrednio serialu coś się Jareckiej poplątało, serialowych purystów uprasza się o wybaczenie. Emocje wzięły górę :)

09.02.2013

Mi nie pi mle, czyli przypadki mamy-poliglotki

Jarecka długo czekała, by porozmawiać ze swoim dzieckiem.
Trzyletni Jaśnie Panicz artykułował ledwie kilka sylab. Jarecka nie czuła niepokoju- ledwie żal, że nie może dociec, co się dzieje w tej głowie...

Trzeba powiedzieć, że Jaśnie Panicz jest dzieckiem nieszablonowym- a zresztą, czy są dzieci szablonowe?
A jednak różni się na tle rówieśników. To, co go interesuje, zgłębia w stopniu poważnym. Można by to nazwać fiksacją... Chłopię lubi rozrywki intelektualne i przedkłada je ponad małpie figle (i nie, nie ma zespołu Aspergera!).
Raz widzi Jarecka, że Jaśnie Panicz upycha w plecak ogromną książkę z biblioteki gminnej.
- Po co ci ta książka w szkole?- pyta.
-Będę czytał na przerwie- odpowiada Jaśnie Panicz.
Jarecka oczyma wyobraźni widzi swoje dziecko w kącie korytarza z książką, poza głównym nurtem bujnego życia towarzyskiego podstawówki...
-A co robią na przerwie twoi koledzy?- podpytuje, niby to niewinnie a serducho już przyśpiesza z niepokoju.
-Biegają- mówi spokojnie syn- ale dla mnie to nudne.
Tak, Jareckiej zajęło trochę czasu oswojenie się ze specyfiką własnego dziecka. Ostatecznie, Jarecki mówi, że on tak ma po mamie.
-No ale ja jestem kobietą!- wykrzykuje wówczas Jarecka.

No, ale wróćmy do czasów, gdy Jaśnie Panicz miał trzy lata. W napiętym oczekiwaniu na werbalne porozumienie Jarecka zauważyła, że dziecię to używa jednak(jakiegoś) języka! Zaczęło się od kolorów.
Do dziś w archiwum Deszczowego Domu zachował się film, na którym stopa Jareckiej wskazuje kolorowe zabawki a głos Jaśnie Panicza objaśnia kolejno:
-La ko... po ko... ji ko... (żółty, czerwony, zielony)
Dlaczego tak? W owych czasach królowały Teletubisie- czerwony Po, żółty- Lala, zielony- Dipsy. Już rozumiesz Czytelniku? La ko- to kolor Lali, czyli żółty. Tak sobie to Jaśnie Panicz wykombinował, i coraz to mu się ten osobliwy język bogacił- z każdego słowa tylko pierwsza sylaba. W posługiwaniu się tym narzeczem Jaśnie Panicz osiągnął znaczną biegłość, zaś Jarecka osiągnęła biegłość w rozumieniu. Jej rozmowy z synem wyglądały jak te w dwujęzycznych rodzinach, gdzie jedna osoba zapytuje w jednym języku, druga natychmiast odpowiada w innym i obywa się bez jakichkolwiek tłumaczeń.

I tak, gdy Jaśnie Panicz wrócił ze swojego pierwszego weekendu z dziadkami Jareckimi (u prababci na wsi), gdy Jarecka otworzyła drzwi samochodu i usłyszała "MI NIE PI MLE!" od razu zakrzyknęła:- Jak to synu? Nie piłeś mleka??

08.02.2013

O czasie, amigurumi i zdradzaniu tajemnic

W Deszczowym Domu czas płynie niezależnie od oficjalnych kalendarzy i zegarów.
I tak, na przykład, budzi się Jarecka w sobotę, a tu- czwartek! W kuchni naczynia po czwartkowym obiedzie, na krzesłach ubrania noszone w czwartek. A znowuż w czwartek wraca Jarecka z pracy, zdaje jej się że już po południu- a w Deszczowym Domu poranek! Zaczyna się ścielenie łóżek, sprzątanie po śniadaniu i bezładne próby dogonienia godziny, którą wskazują zegary.

Na drugą połówkę ferii zjechała Mama CałkiemInna (czyli mama Jareckiej) i chwilowo czas Deszczowodomowy zrównał się z miłościwie nam panującym środkowoeuropejskim. Gdy Jarecka wraca do domu w porze obiadu, zjada obiad, który już tam jest, naprawdę! Dobry to czas.

Tak się jakoś utarło, że skoro nie trzeba nic nadrabiać i wybiegać na oślep w przyszłość, wieczorami Jarecka bawi się w amigurumi. Zaczęło się latem (gdy była Mama CałkiemInna, a jakże). Zrobienie takiej zabaweczki/ breloczka nie zajmuje wiele czasu, ale wymaga spokojnej głowy i nastroju do zabawy właśnie. Wtedy można z radością szukać inspiracji, kolorów i po kilka razy wyszywać buźki, żeby były odpowiednio zadowolone.

Oto wakacyjne amigurumi:




Nie mają więcej niż 10 cm, jak to amigurumi.
A oto teraźniejsze, feryjne. Gromadzą się w pewnym tajemniczym celu, ale Jarecka już nie może wytrzymać, żeby ich nie pokazać światu choć odrobinkę.
Jeszcze je zobaczycie, tymczasem tyle:






???
Lepiej nie zdradzajcie Jareckiej swoich tajemnic... :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...