21.09.2014

Na wsi wesele!

W piątek, na Ślepej Ulicy - tym zakątku Zaogonia - napięcie osiągnęło już niemal zenit.

Na wsi wesele!

Pierworodna Państwa Koczek idzie za mąż, a zatem prawie wszyscy sąsiedzi dobywają garniturów, szpilek i kopertówek, i z westchnieniem upychają banknoty w kopertach.
Bo trzeba Ci wiedzieć, Czytelniku, że na Ślepej Ulicy rośnie kompletne drzewo genealogiczne, z którego już na dniach urwie się pierwsze jabłuszko, białowłosa z wyboru - Koczkówna.
Wszędzie się mówi tylko o tym i żyje tylko tym, Koczkowie szorują liczne samochody, Sosnowie okna a na podwórkach i tarasach ustala się szczegóły.
Liczne familie Czesiuniów, Sosnów, Koczków (Panów Koczków jest dwóch - straszy i młodszy) i Narogów (ci od sklepu) - wszystko to rodzina, wszystko w blokach startowych.
- Buty kupiłyśmy sobie na płaskim obcasie - zwierza się młodsza Pani Koczkowa Mateuszowi Sośnie.
Spacerują sobie ulicą a Jarecka strzyże uchem z balkonu.
- Nie martw się - z tarasu Czesiuniów dolatuje pocieszający głos Czesiuniowej - ja jestem przemęczona, nie będę nie wiadomo jak tańczyć.
I tu Jarecka na miejscu Czesiunia też odczuwałaby niepokój i nie wierzyłaby Czesiuniowej ni du-du. Pośród dziesiątek jej profesji jest wszak i ta - wodzirejka.
Sąsiadom niespokrewnionym przydzielono ważne role; Jareckiemu i Znaprzeciwnemu - zwiezienie weselników po imprezie, Sebom zaś podrzucono na nocleg małego Wojtusia Sosnę.

W piątek po południu wpadła do Jareckich Maria Sosna upewnić się, że Jarecki pamięta, iż obiecał robić za szofera? - a przy okazji poradzić się Jareckiej w kwestii fyzury. Wyprostować, czy natapirować, bo jak rozprostuję, to od wilgoci mi się skręcą, a jak natapiruję to oklapną - hamletyzowała Maria (lat 21) a Jarecka kazała ingerować minimalnie, bożeś jest Mario dziewczęciem tak cudnym, że możesz iść na to wesele jak stoisz.
- O to mi chodziło - skwitowała usatysfakcjonowana Maria - chciałam po prostu, żeby ktoś przyznał mi rację.
I wyszła, a po chwili wróciła w weselnym rynsztunku, skoro tak się temat napatoczył.
- Jaka krótka kieca! - zakrzyknęła Jarecka  zadzierając głowę ku Marii, która nie dość że wysoka, stała jeszcze na nieprawdopodobnych obcasach.
- Narogowa podobno ma taką - Maria wykonała energiczny ruch na poziomie spojenia łonowego - bo mówi, że faceci mają sie na nią gapić, żeby jej mąż był zazdrosny,
Urocza ta dialektyka ujęła Jarecką za serce i wzięła sobie za cel wypatrzeć jutro Narogową w jej kusicielskiej kreacji,
- A mama mi powiedziała, że nie mogę mieć takiej krótkiej, bo mam za grube nogi.
Jarecka się żachnęła. Niech pypcie gęsto porosną języki matek, które prawią swoim córkom takie bzdury!

Ledwie drzwi zamknęły sie za Marią, otwarły się ponownie i stanął w nich młodszy brat Marii, Mateusz, oznajmiając, że jego matka Danuta wzywa Jarecką celem zyskania porady w kwestii estetycznej i że on, Mateusz, zostanie na tę okoliczność z dziećmi. Na dżwięk głosu Mateusza Piątek wpadł w histerię.
Młode Sośniaki wieczorami zajmują się małymi Jareckimi (dycha za godzinę, od wszystkich czterech sztuk razem) a wstręty Piątka względem Mateusza nie nastrajają Jareckich optymistycznie co do wyjść bez dzieci. Jarecka wrzuciła więc na biodro rozdygotanego chłopczynę (Piątka, nie Mateusza) i pośpieszyła z radą.
I tak upłynął wieczór, i nastał poranek, dzień ślubu.

W południe Jarecka, skręcając w Ślepą, minęła pierwszych weselników. Wyczesane panny i młodzieńcy z ancugami w pokrowcach maszerowali w kierunku pobliskiego hoteliku, gdzie Pani Koczek zorganizowała im noclegi (co mi się będą obcy po domu plątać, te osoby towarzyszące?).
Poza tym panował pozorny spokój aż do szesnastej, kiedy to kto żyw w okolicy wyległ na drogę lub zawisł w oknach w oczekiwaniu Pana Młodego, który miał przybyć -TRUTUTU! - bryczką!
Na balkon, z którego zwieszała się Jarecka dotarła fala uderzeniowa o zapachu perfum i oczom jej ukazał się kwiat zaogońskiej młodzieży. Było na co popatrzeć! Tu mucha, tu blond plereza, tu suknia godna najpierwszej odaliski!

No i clou, bryczka. Konie robiły puste przebiegi wzdłuż ulicy, podczas gdy Pan Młody targował się o narzeczoną. Dziatwa w euforii.




Jak się prezentowała Panna Młoda, to Jarecka nie wie, za daleko miała, tłumek jej zasłaniał.

Furda -  Młoda!
Ale że się Jareckiej nie udało wypatrzeć Narogowej, NIECH TO SZLAG TRAFI!



55 komentarzy:

  1. atrakcji moc! pozazdrościć :) u nas nic tak barwnego dziać sie nie chce :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Ty masz okna dachowe i nie masz jak się przez nie wywiesić. A tylko z tej perspektywy można zobaczyć naprawdę ciekawe rzeczy! :)))

      Usuń
  2. :)zawsze można Narogową później na jakoweś fotce przydybać:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. To Cię nie minie! Panna młoda zwabi Cię do dom pod pozorem małej niespodzianki, usadzi na skórzanym narożniku/wypoczynku, da kawusi, talerz cista wielkości piramidy Cheopsa,i będzie Ci wolniutko pokazywać 3 grube fotoalbumy ze ślubu wraz z wnikliwym komentarzem. Potem przyjdzie czas na zdjęcia artystyczne wykonanie na łonie przyrody / w pobliskim dworku / w bryczce / nad wodą / z łabędziem/ na mostku / ze świadkami na trawce/ pode drzewa koroną .
      Będziesz się miotać Jarecka, ale pan młody zatarasuje wyjście i doleje kawusi. Kiedy będziesz się słaniać i gorączkowo wymyślać wymówki, twardo włączy dwugodzinny film z wesela.
      Także udziec Narogowej masz jak w banku!

      Usuń
    2. Gosia: na to liczę :)

      Ela: zaczęłam gryźć nerwowo palce już przy skórzanym narożniku a potem włos mi się jeżył, jeżył i ostatecznie powstał na myśl o filmie z wesela! Nawet udziec Narogowej mnie w tym wypoczynku nie zatrzyma!
      Maria się zapowiedziała z wrażeniami. Czekam.

      Usuń
    3. Dwie godziny - to chyba jakaś wersja skrócona... No, ale może Jarecka ma szczęście i nie będzie musiała oglądać pełnej wersji, bez cięć reżyserskich. Trzy albumy to małe miki, bo może się i tak okazać, że młodzi scyfryzowani mają jakieś kilka gigabajtów fotek i cóż wtedy począć?

      Ciekawie się żyje Jareckiej, na naszy ulicy nic się nie dzieje - sensację wzbudza fakt niezakręcenia wody przez sąsiadkę w ogrodzie. Nie żeby coś zalała, ale że coś się dzieje...

      Pozdrawiam
      silvarerum :-)

      Usuń
    4. Ha ha, rzeczywiście :))) I z cyfrowymi zdjęciami to nigdy nie wiesz, czy jeszcze wiele przed tobą! Stare dobre albumy!

      Usuń
  3. Oj działo się na Zaogniu :)
    I pomyśleć, że komuś cały świat się zmienia, obmyślają stroje, fryzury, bryczki po Młodych jadą....
    a kilkaset kilometrów dalej nie dzieje się nic...
    no może poza tym, że obiad na kolejny dzień się gotuje, matka przygotowuje lekcje, aby zaciekawić młodzież w technikum..... i
    nikt z rodziny nie chce się ogarnąć i dać powodu do świętowania....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkaset kilometrów? Jak tylko orszak się oddalił, zaległa u nas taka cisza i bezruch, że trudno uwierzyć.
      Ale nie powiem, pozazdrościliśmy z Jareckim takiej fety w rodzinie.
      Jak nasi siostrzeńcy i siostrzenice (imię ich legion) zaczną się żenić i za mąż wychodzić, będziemy mieli wesele za weselem. Tylko patrzeć.

      Usuń
  4. Co znaczy "targować się o pannę młodą"?
    Ja z dziczy, ja nie rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, zdaje się, że Twoja dzicz gdzieś w kosmosie! :)))
      Przyjeżdża, proszę ja Ciebie, Pan Młody po oblubienicę do kościoła a rodzina mu zastępuje drogę i mówi, że nie, córki nie odda. I tu młodzian musi wykazać się pomysłowością i zaskoczyć czymś żądnych igrzysk gości. Wiem, że u górali musi po prostu wyskoczyć z kasy, ot, praktyczny ludek :)

      Usuń
    2. Po różnych wiejskich weselach chodziłam, ale o targowaniu się o Pannę Młodą nie słyszałam...
      Znam jeno bramy - ale na bramach to się dorosłym butelkę weselnej zostawia a dzieciakom cukierki...
      Czyli, że ja też z kosmosu..?

      Usuń
    3. No błagam! Rodzina tak po prostu pannę oddawała?

      Usuń
  5. Na bogato się działo!! I może to lepiej, że Jarecka nie widziała Narogowej, bo jeszcze by za dużo zobaczyła i spać by nie mogła.... aż strach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem gotowa wziąć to na klatę :)

      Usuń
  6. Może to takie nie tego ....ale normalnie kocham Cię za takie opowiastki !!!!!!!!! Genialne !!!! Choć faktycznie szkoda , że nie udało Ci się Narogowej wypatrzyć ......bom ciekawa tej kreacji jak cholera ;)
    Pozdrowienia Kobieto !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wielki deszcz powstrzymuje mnie przed pójściem do sklepu i wypytaniem Narogowej o szczegóły kreacji. Ale co się odwlecze... :)

      Usuń
  7. Ekhm.. na szofera prosili a na choćby ślub sam nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szofera prosili Jareckeigo goście weselni, nasi sąsiedzi. A na ślub nie potrzebowałabym specjalnego zaproszenia ale ja tę Pannę Młodą mało znam. Ona nie mieszkała stale z rodzicami.

      Usuń
  8. Ha! Stałam się twoją wielką fanką. Brakuję takich teksów na naszych blogach:) Pozdrowienia i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i dziekuję za zaproszenie! :)

      Usuń
  9. o ludu! ale Ty fajna! szkoda ,że nie jestes moją sąsiadką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko byś zmieniła zdanie, gdybyśmy zamieszkali piętro wyżej. Czternaście stóp robi swoje ;)))

      Usuń
  10. Jarecko, felietony Jareckiej pisać, A okoliczności przyrody u Jareckiej piękne. Się zaptrzyłam na zieleni moc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sie zdziwiłam jak na zdjęciu zobaczyłam! Kiedy to porosło?

      Usuń
  11. Oj, potrafisz budaowac napięcie :) Ale szkoda, że się Narogowej nie udało przydybac :) Przeczytałam bloga od deski do deski i postanowiłam tu zostac czekając na jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozsiądź się wygodnie! WItam chlebem i solą!

      Usuń
  12. A może jak Narogowy w kiecce zobaczył Narogową, to zamknął w domu - dlatego żeś jej Jarecko magła nie widzieć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Emocje, emocje :)
    Ale Jarecka jaka wyróżniona bo co rusz ktoś o radę pyta - znaczy wierzą, że gust ma i szczere zdanie wypowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawdaż? To mnie łechce po próżności :))

      Usuń
  14. Toż oderwać się nie można od tej opowieści, z każdym słowem chce się więcej i więcej! Jaka szkoda, że Jarecka nie tańcowała na tym weselu, to by dopiero był przekaz z pierwszej ręki! Na dziesięć rozdziałów co najmniej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem. Może mało bym pamiętała ;P

      Usuń
  15. Jak miło wpaść w poniedziałek ( w pracy ) w taki sobotni klimacik! Od dawna chłonę ( czytam ) , to chyba uzależnienie. Świetne pióro ! Bogactwo talentów !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod wpływem lektury raczej nie zabijesz pieszego na pasach, zażywaj więc do woli :)))
      No i witam, chleb i sól na stół :)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Pierwsze relacje za nami. Wczoraj widziałam zmęczonych weselników człapiących nazad z hoteliku. Ciągnęli za sobą walizy i pudełka z gościńcem. Impra impra i po imprze :)

      Usuń
  17. Jarecka to takich słów używa, że ja muszę tekst ze słownikiem czytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ancug to po śląsku ;)) garnitur

      Usuń
  18. Bryka jak się patrzy! :-) Oj, musiało się dziać, musiało... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz przez jakiś czas będą krążyć po przysiółku legendy :)

      Usuń
  19. Jeszcze, jeszcze! Pragnę relacji z wesela! A co tam, pójdźmy na całość! Z nocy poślubnej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacje w zakresie ubiorów już mam, tudzież w temacie weselnych zabaw. Niestety szczegółów ma temat najbardziej pożądanej kreacji brak :/

      Zlituj się PandoMoniu! To jest blog do czytania przed 23!

      Usuń
  20. Ho, ho, a to sie dzialo!
    Na Slasku, juz po , to sasiedzi dostawali kolocze Czyli ciasto weselne. Wam cos skaplo?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie :/
      A co do śląskich wesel: Ślązacy to mają pory ślubów. Wtorek, godzina dziesiąta - na przykład. Nieźle, co ? :)

      Usuń
    2. Albo poniedziałek, środa - serio serio.

      Usuń
  21. Przez całą relację wypatrywałam szczegółów o wiadomej kreacji a tu takie rozczarowanie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nic straconego! Niech no przydybię Marię :)

      Usuń
  22. o rany dawno mnie nie było a tu takie atrakcje ;-)
    ale ja tez mam atrakcję-rewelację......dziecię moje najstarsze się zaręczyło :0 :0 :0
    i co teraz....i co teraz????????
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to co? WESELE!!!! :)

      Usuń
    2. trochę ochłonęłam ;-)
      jak na razie daty ślubu nie ma ;-)
      ivonesca

      Usuń
  23. Ratunku, ratunku, moje dziecię najstarsze z pięciorga, plci żeńskiej, wychodzi za mąż za trzy miesiące...naprawdę, naprawdę musimy te albumy montować i film pełnometrażowy kręcić?! W dodatku nie mam skórzanego wypoczynku...chyba nie doskoczymy do zaogońskich standardów :(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...