13.07.2015

Po co się buduje mosty

Było tak:
Któregoś dnia Pradziadek CałkiemInny obudził się i zobaczył, że jego dom stoi na Ukrainie.
Nic więcej się nie zmieniło - ani dom z żółtymi podłogami, ani pasieka, ani sad otoczony drewnianym płotem deska przy desce, rowem i rzędem brzózek. We wsi też wszystko zostało jak wcześniej - kościół i cerkiew - oprócz tego jednego; wczoraj wszystko to było w Polsce, dziś na Ukrainie.
Polscy katoliccy sąsiedzi zaczęli wkrótce odchodzić ale Pradziadek trzymał się kurczowo swojego domu z żółtymi podłogami, bo jak kto nic nie ma, to mu łatwiej iść w nieznane, a jak się ma co więcej - trzeba zostać, przypilnować; płotu ze sobą nie weźmiesz, ani rowu, ani brzózek, ani pszczół po kieszeniach nie pochowasz.
Wreszcie ci, co zostali, Ukraińcy co się trzykroć żegnają, powiedzieli: uciekaj sąsiedzie, bo tu się obława szykuje, to już nie jest kraj dla Polaków.
Co było robić, wziął rodzinę i uciekł.

Pradziadek CałkiemInny miał wtedy dwoje dorosłych dzieci nie licząc drobiazgu, więc na rodzinę przypadły trzy karty repatriacyjne. Mogli zająć aż trzy gospodarstwa po uciekinierach, których być może też jacyś przyzwoici sąsiedzi w porę ostrzegli, że to już nie pora mieszkać przez płot jak do tej pory.
Rodzina przycupnęła tuż za Bugiem w domu z polepą, ogrodzonym chruśniakiem a dorosłe dzieci Pradziadka ruszyły na Zachód rozpatrzeć się za Nowym.
Cuda opowiadali po powrocie.
Że u Niemców do studni nie trzeba chodzić, bo woda ze ściany leci. Że nawet takie mają urządzenia, że i ciepła lecieć może! Domy murowane, po trzy piętra mają. Ale Pradziadek CałkiemInny nie chciał tam jechać, bo zbyt daleko to było od jego pasieki ogrodzonej płotem deska w deskę, rowem i rzędem brzózek, a on miał nadzieję jeszcze tam wrócić.
Rowy zarosły, podłogi przemalowano - tego Pradziadek nigdy nie zobaczył.

...

Jeszcze dwa pokolenia wstecz mówiło się w rodzinie CałkiemInnych po chachłacku równie swobodnie jak po polsku. Ba! Mama CałkiemInna zna jeszcze trochę powiedzonek i przysłów w tej, jakby nie patrzeć, odmianie ukraińskiego.

A teraz słuchajcie, jak Historia chichocze, gdy Jarecka, w prostej linii z tamtych, rozmawia ze swoją ukraińską sąsiadką po angielsku! - a raczej w języku kompozytowym, na który składają się polski, ukraiński, rosyjski i angielski, plus, rzecz oczywista, migowy. Żebyż Putin z Obamą dogadywali się tak, jak to się odbywa na podwórku przed Deszczowym Domem! Trudniej bywa, jak przychodzi z pracy Taras, mąż Soni, który podobno lepiej niż Sonia zna polski i zaczyna tłumaczyć, tudzież poprawiać żonę.


Czasem z Polakiem trudniej sie dogadać, jak z tym ochroniarzem koło dworca Powiśle, którego Jarecka zapytała jakby tu przejść na drugą stronę mostu nie idąc po nim górą?
Wcale się Jareckiej nie podobała jego mina.
- Nie przejdzie pani inaczej - bąkał przepraszająco omiatając przerażonym wzrokiem przychówek Jareckiej akurat w liczbie trzech (plus wózek). Przecież... po to buduje się mosty, żeby móc przejść na drugą stronę...
Że też się ten pan nie domyślił, o co chodzi.
A chodziło o to - tu Warszawiacy proszeni są o udanie się na filiżankę melisy, gdyż i tak nie dadzą wiary, że są na świecie ludzie, którym potrzebny jest wykład, jaki zaraz nastąpi - że Most Poniatowskiego jest w znacznej części wiaduktem (koniec wykładu). I właśnie tę jego część Jarecka zamyślała pokonać inaczej niż idąc wąskim chodnikiem pomiędzy pędzącymi samochodami a ażurową barierką nad przepaścią.
Pan Ochroniarz zastygł w bezpiecznej pozie i nie spuszczając czujnego wzroku z Jareckiej powtarzał tonem spokojnym i dobitnym: "inaczej nie przejdzie pani na drugą stronę rzeki".
- Ach! - połapała się wreszcie Jarecka - ŹLE MNIE PAN ZROZUMIAŁ!


...


Jednego tylko Sonia nie może zrozumieć a Jarecka nie umie jej wytłumaczyć, nawet w kompozytowym.

Dlaczego u Jareckich dzieci tak bahato???





PS. Matrioszki, które dziewczynki Jareckie pokochały, Jareccy co prawda przywieźli z Litwy, samą materię zaś przysłała Kaczka z Niemiec, lecz matrioszkowa spódnica szyta z koła chyba może robić za ilustrację do wpisu o Ukrainie?




48 komentarzy:

  1. Nawet jezyk kompozytowy nie pomoze w porozumieniu, gdy brak mostow w srodku czlowieka.
    Takie mam doswiadczenia z zycia w krajach roznych i spotykajac roznorodnych ludzi.
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba nawet wyjeżdżać za granicę, żeby się o tym przekonać :)

      Usuń
  2. Ach ci Słowianie, dusza ta sama a języki różne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i co Jarecka odpowiedziała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu tyle dzieci? Nic, bo nie umiałam jej tego wytłumaczyć. I po polsku trudno.

      Usuń
    2. Z miłości. Tak myślę :-)

      Usuń
  4. jak zwykle ze słów wszelkich Jarecka buduje materię bardzo namacalną, nie tylko w Matrioszki!
    z zachwytem i słońcem, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misiuro, poetko Ty, dziękuję :)

      Usuń
  5. Cóż, wielu znam takich, co nie potrafią zrozumieć: dlaczego w niektórych rodzinach dzieci tak bahato? I władanie jednym wspólnym językiem nic a nic nie pomaga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę rzeczesz. Kiedyś często pytano mnie podejrzliwie: "chcieliście tak?" I był szok, jak odpowiadałam: "nie"
      Bo jeszcze można zrozumieć, jak ktoś ma dużo bo chce, bo lubi. Albo jak patologia i nie wie jak sie zabezpieczać. Ale że ani jedno ani drugie, a my koniec końców zadowoleni - to trudno pojąć. Ale Ty to rozumiesz, prawda? :)

      Usuń
    2. Szczęście przemawia za Jarecką. To takie coś co się nazywa akceptacją tego co jest... I już

      Usuń
    3. Po prostu mam takie przekonanie (podparte dowodami), że nie wymyślę sobie życia lepiej, niż zostało ono wymyślone :)

      Usuń
  6. Mnie już przy trzecim pytali czy to planowane ;)
    ciężko się z ludźmi czasem dogadać, bo niektórym się nie chce... lepiej zamknąć się w swoim świecie.... i mieć ludzi i całe te dogadywanie się z głowy... smutne to....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Achhh!!! Spódnica piękna! :)))

      Usuń
    2. Tak, przy trzecim zaczyna się odpytywanie :))

      Usuń
  7. Byłam w takim, pozostawionym na Ukrainie, domu.I Starszy Pan ( dom moich Pradziadków stał się po przesiedleniu z innego jeszcze miejsca na mapie jego domem) pokazywał mi drzewa , na które wspinał się z moim, nastoletnim wtedy, Dziadkiem. Taka chwila do zapamiętania na czarną godzinę.
    Mam jeszcze jeden dom do odwiedzenia, na Wileńszczyźnie, ale nie mam pewności, czy nadal stoi..
    Czajnik blogowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie mam kogo zapytać, gdzie to było. I dziwię się sbie, że nie zapytałąm o to babci kilka lat temu. Do śmierci miała umysł jak żyleta

      Usuń
  8. Spódnica cudna :)
    Trzeba było po prostu powiedzieć, że bogaci jesteście i szczęśliwi dziećmi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Kiedy "koń, jaki jest, każdy widzi" ;)

      Usuń
  9. Jak mawia Pies Pypeć "Czasem łatwiej nawiązać kontakt z cywilizacją pozaziemską niż drugą osobą."

    OdpowiedzUsuń
  10. matrioszki jak ta lala ;-) świetna spódnica wyszła :-)
    a tak ogólnie jak wyszło z tym wyposażaniem domu sąsiadów, bom dawno tu nie była? trzeba coś dosłać?
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpotrzebniejsze rzeczy mają. Reszty, jak sądzę z przyjemnością chcą dorobić się sami. To bardzo fajni ludzie.

      Usuń
    2. to cieszę się, że trafili się fajni sąsiedzi :-)
      pozdrawiam
      ivonesca

      Usuń
  11. tak napisane że ech! nic dodac nic ująć , może dodam że mój mąż z zawodu jest...... budowniczym mostów o !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I też mówi, że inaczej jak górą się nie da? ;P

      Usuń
  12. Jaki cudny kwiat na łące! :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękna spódnica, zazdraszczamy z córką bardzo (-:
    Moja śp babcia też z tego kawałka Polski uciekała z rodzicami i rodzeństwem, kiedyś udało nam się ją na opowieści namówić ale nie były to łatwe wspomnienia.

    Mojej córy Matka Chrzestna jest Ukrainką ze Lwowa, kontaktujemy się tylko przez skype i mamy takie same problemy językowe jak pod DD (-: ale to przecież drobiazgi i nie o to w tym chodzi!

    Mówicie, że przy trzecim pytają czemu tak bahato?? Czyli muszę się zacząć przyzwyczajać, żeby od listopada w razie takich pytań być zen! (-;
    No i u mnie koniec bahatości w temacie niestety (bycie cesarzową zobowiązuje)!
    pozdrawiam
    Creme

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie indaguje się trójdzietnych jeśli:
      - dotychczasowa dwójka była jednej płci, bo ludzie tak kombinują, że do szczęścia potrzebne są dzieci obu płci, stroidełko dla mamusi i niepokonany Pele dla tatusia,
      - mamusia jest koło czterdziestki, bo wtedy jest dla wszystkich jasne, ze jej zegar biologiczny tyknął i ona musi sobie udowodnić, że jest jeszcze młoda młoda młoda!

      Wpadłabyś na to? :))))

      A przeze wszystkim GRATULACJE! I powodzenia!

      Usuń
    2. z tymi 40-letnimi to troche inaczej jest. Odchowana, samodzielna dwójka nastolatków ( różnej pci na ten przykład jak u mnie), trochę nuda, trochę fajny seks, tekst e pewnie to ja juz nie mogę - bo stara jestem ....i hulaj dusza znaczy hulaj du...a i no jest .... TRZECIE super kuracja odmładzajaca

      Usuń
    3. Z grubsza chodzi o to, że około czterdziestki małe bobo nie wydaje się tak straszne, jak niektórym (mnie na przykład) widziało się wcześniej... ;) A nawet ujawnia walory, na jakie wczesniej nie zwracało się uwagi (jak to odmładzanie) :)
      O tak, najszczesliwsze mamuśki jakie spotkałam rodziły koło czterdziestki

      Usuń
    4. Do czterdziestki mam dokładnie tyle co do trzydziestki!
      Mam syna i córkę!
      buuuuuuuuuu
      to nie tak miało być, zupełnie nie tak (-:

      Usuń
    5. @creme.brulee - Bożesz, jakiż melodramatyczny to rozkrok! ;)

      Usuń
    6. Creme brulee - jeżeli Twoje dzieci mają po naście lat, będziesz traktowana jak czterdziestka (czyli luz), jeśli nie - opracuj listę odpowiedzi :)

      Usuń
    7. Rozkrok dramatyczny to fakt (-;
      Jak idę z synem (11 lat) to czterdziestka jak się patrzy.
      Jak z córką (3 lata) to trzydziestka.
      I co tu począć (poza kolejnym q-:)

      Usuń
  14. Francuzki, nic by nie zrozumialy z tych Waszych rozmow o 40 -letnich mamusiach, bo one rodza pierwsze dzieci w tym wieku;)
    Tylko mi czasem glupio, bo sie usmiechne do malucha, mamusie pytaja a pani ma dzieci? No mam, a w jakim wieku, 24 .. Miesiace?? Ekhm, nie lata. Patrza zdziwione. ;)

    Ech Ukraina..

    Fajna kiecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas takie okołoczterdziestkowe macierzyństwo nie budzi zdziwienia, ani w przypadku pierwszego dziecka ani kolejnego. Okazuje sie jednak, że na Ukrainie jest to niespotykane, podobnie jak wielodzietność (aczkolwiek tu drgnęło, bo państwo jakoś tam się finansowo dorzuca - o iile dobrze zrozumiałam ;P)

      Usuń
  15. Zmysł techniczno-praktyczny niektórych mężczyzn, w tym ochroniarzy, jest czasem wprost zniewalający. Daleko mu jednak do skomplikowanego świata kobiet przed przejściami.


    I ta wzruszająca historia o pradziadku, którego nieruchliwy kompozyt odnalazłam w sobie, hmmm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza przed przejsciami przez most, dołem.
      od czasu pradziadka zrobiło się w rodzinie nomadycznie, chociaż niby nikt nikogo z nikąd nie wyganiał.

      Usuń
  16. Pięknie opisałaś historię Pradziadka. I moja Prababcia z rodziną stamtąd przyjechała (Pradziadek już nie zdążył). Uwielbiałam opowieści Babci z dzieciństwa i wczesnej młodości i jej przysłowia po ukraińsku. Teraz Babci już nie ma, a my co jakiś czas mamy pomysł żeby Tam pojechać, zobaczyć, pobyć chwilę. Może kiedyś się uda.Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale kieca!Z tej długości się prędko nie wyrasta:)Chyba,że Jarecka z myślą o noszeniu wespół szyłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ci Ukraińcy to skąd?

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziś pierwszy raz czytam Jarecką :) Uśmiałam się do łez i odnalazłam siebie ;) A jak czytałam o chachłackim i o Moście Poniatowskiego, to już musiałam się dopisać :) Pozdrawiam z Grochowa a chachłackie powiedzonka kojarzę dlatego, że teściowa pochodzi z okolic Terespola :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...