17.07.2016

Klauzula do umowy, czyli zagadka Deszczowego Domu

Na nieopadającej fali gości, pewnego ranka wpłynęli do Deszczowego Domu Zającowie.
A więc - jakby nie goście, bo Właściciele.
Przeszedłszy przez furtkę ("o, otwiera się!") niby przez milenijne wrota, Zającowa natychmiast odpaliła skaner. Najsamprzód zauważyła, że Jarecka w kąciku za krzaczkiem róż uhodowała pokaźny okaz ziela.
- Och, myślałam, że to rabarbar - tłumaczyła się Jarecka - nawet dziwiłam się, że w takim miejscu...
Po czym chwyciła jędrną roślinę i próbowała wyrwać a Zającowa nawet zamarkowała chwyt "a la Dziadek za rzepkę", w porę machnęła jednak ręką a Jarecka, chcąc pozostać w turnieju o tytuł idealnej lokatorki opowiedziała ze szczegółami, jak to wytępiła mszyce przy pomocy granulowanego czosnku.
Co zresztą zrobiło oczekiwane wrażenie na różofilce Zającowej.
- O, szafa, o, schody - skanowała niestrudzenie wnętrze domu - oooo, radzisz sobie jednak z podłogą!
- Eeee, ona jest po prostu umyta - wyznała Jarecka ze skruchą, gdyż, jak pamiętała, podłoga powinna być olejowana, czego, nawiasem mówiąc, nie czyniono jej chyba wcześniej zbyt często.
- No, mnie się zdarzało nie robić i tego.
Poczyniwszy to zaskakujące wyznanie, Zającowa pomknęła dalej ku kuchni, gdzie zachwycona obejrzała kafle pod światło i stwierdziła, że tak to one nigdy nie lśniły za jej czasów.
I podczas gdy Zającowie z radością wykonywali test białej rękawiczki, Jarecka trwała w osłupieniu i zupełnie nowym dla niej nimbie perfekcyjnej pani domu.

Tu zrobimy krótką przerwę na nudy; kawę i podpisywanie papierowej umowy, i brniemy dalej, w ogród słoneczny i pachnący, świeżo wypielone rabatki i skoszony trawnik.
Zającowa sunęła od krzaczka do krzaczka snując opowieści, z których wynikało, że każda roślinka była tu specjalnie dobrana, derenie kolorami gałęzi ("ach, jak cudnie to wygląda zimą!"), róże zapachami, kolorami i narodowością (tylko angielskie!) a azalie jedna w jedną wyczekane, wyszukane i upragnione. I te peonie ("pięknie kwitły, prawda?") a lelije, a przytnij sobie klematis, to będziesz miała ścianę w kwiatach, aż przy tym klematisie Jarecka wreszcie odważyła się zadać to pytanie, które nurtowało ją od początku.
- Dlaczego właściwie się stąd wyprowadziliście?
Zającowa odłamała przekwitłą główkę peonii i rzekła tajemniczo:
- Kiedyś ci opowiem.


...


Po kilku miesiącach zamieszania, kiedy to człowiek dopracuje się jakiej takiej rutyny i zaczyna zauważać cykliczność pewnych zjawisk, które wcześniej jawiły się sekwencją niepowiązanych incydentów, Jarecka zaczyna się domyślać, co stało w umowie drukiem tak drobnym, że niewidzialnym.
Otóż dom wynajęto ze sztafażem ludzkim.
Tylko tym można wytłumaczyć na przykład comiesięczne wizyty Tumnusa.
Tumnusa, czyli poprzedniego lokatora, który to, począwszy od maja, raz w miesiącu melduje się na Zadniej Górze. Oficjalnie partiami odbiera pozostawione jeszcze u Jareckich meble a naprawdę - któż to wie?
W maju, gdy Jareccy szczęśliwie rysowali pinie z natury, przywiózł do Deszczowego Domu całą rodzinę sztuk sześć. Z mebli nic nie zabrał, wręcz przeciwnie, zostawił sobie w sofie pościel, jako zapowiedź przyszłych nocy pod dachem Jareckich, na przykład tej za miesiąc, w czerwcu?
W czerwcu Jarecka powiedziała Jareckiemu, że mowy nie ma, że heloł! - to są obcy ludzie, czwóreczka żywiutkiego drobiazgu, niekoniecznie, noł, noł, noł, co Jarecki przekazał Tumnusowi dość wiernie, czyli: niestety, w tym terminie byłoby dla nas kłopotliwym ugościć Was, o cny Tumnusie, gdyż gościmy naonczas kogoś innego. Tumnus przyjął rekuzę godnie, po czym na kilka dni przed swoją zapowiadaną wizytą (w celu zabrania części bambetli z garażu, strychu i pokoju JP) zagaił, że może jednak, doprawdy, przecież to żaden kłopot, przyjadą późno, wyjadą wcześnie, może jednak, to będzie tak, jakby ich wcale nie było.
Jarecką tak zaskoczył ten nieoczekiwany zwrot akcji, że kilka godzin zajęło jej uświadomienie sobie, że z czwórką małych dzieci to nie może być aż tak bezproblemowo, jak Tumnus prawi a prawi tak przekonująco, że omal nie uwierzyła, że tylko jej małe dzieci wieczorami w obcym miejscu gadały, łaziły, chciały pić, jeść, siusiu, bawić się, zobaczyć co jest w drugim pokoju, a co w sypialni rodziców, ojej, a to już nie jest sypialnia rodziców??
Jarecka ustawiła więc przed bramą zasieki a za pazuchą ukryła osikowy kołek oraz najadła się czosnku. Tumnus, o dziwo zrezygnował z noclegu na starych śmieciach, wpadł dosłownie na moment z jednym syneczkiem, lecz że moment ten wypadł w piękny słoneczny dzień, uznał, że to idealna okazja by wysprzątać swój samochód a nawet umyć go na podjeździe, no czemu by nie?
Co uczynił starannie, bez fuszerki. Poczęstował się wiadrem, płynem, odkurzaczem i lemoniadą.
Jarecka w szoku nie zdążyła nawet chuchnąć.

Ale oto na horyzoncie kres tej osobliwej znajomości, albowiem w lipcu Tumnus zapowiedział swoje ostateczne przyjście, swoją paruzję! Że przyjedzie wozem meblowym i zabierze już wszystko, co łączyło go z tym miejscem takim rozkosznym węzełkiem.
- Jeszcze każe mi nosić te meble - przeraził się Jarecki i zadzwonił do swojego nadmorskiego kuzyna, którego na szczęście udało się przekonać, że weekendowi goście z piątką dzieci to doprawdy, żaden kłopot, przyjadą późno, wyjadą wcześnie, no jakby ich wcale nie było!
Jareccy zostawili klucze u sąsiadów i umknęli wdychać jod.
Tumnus tymczasem stawił się na Zadniej Górze.
Zaiste, z wozem meblowym!
I kolegami.
Trzema.
Na wesołą, męską nockę.
Po powrocie Jareccy zastali pusty garaż, pusty pokój nad garażem (wcześniej pełen po sufit tumnusowych mebli) oraz pusty ekspres do kawy.
Panowie doprawdy czuli się jak w domu, bo gdy skończyło się kawowe ziarno w maszynie, poradzili sobie doskonale i otworzyli nową paczkę.


I tu spuśćmy kurtynę, bo cóż powiedzieć?


Może tylko tyle, że to dopiero początek wakacyjnych gości w Deszczowym Domu.
Będzie się działo, bo skoro jest umowa na papierze, jest tajna klauzula, jest dom, to i sztafaż musi być!


Aha, na wóz meblowy Tumnusa nie zmieściła się szafa i kilka krzeseł.

Tak, wpadnie po to przy okazji.

34 komentarze:

  1. Och, współczuje. Łaskawy pan T. mógł jeszcze skwitować, ze skoro tak lekkomyślnie zostawiliście dom na pastwę jego wyprowadzki, to przecież mógł was jeszcze okraść, czego łaskawie nie uczynił. Wiec w zasadzie tylko kawa - ach, to przecież drobiazg. Jednak ludzka bezczelność granic nie posiada ...
    Macie prawo do własnej prywatności i nikt tego prawa nie ma prawa Wam naruszać.. Ot, takie praworządne zdanko mi wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, mamy podstawy, żeby ufać Tumnusowi, uwierz :)
      To nie typ złodzieja, raczej gapy. Ot, zapomniał zapytać, czy nie mamy nic przeciwko nocowaniu kolegów. Taki model.

      Ale to co piszesz o prywatności notuję, przyda się. Jak Tumnus wbije po szafę, zamacham mu przed oczyma. Gdyby sobie chciał przy okazji umyć samochód.

      Usuń
    2. Oj tam, oj tam, powiedz mu po prostu, żeby kawę kupił jak będzie jechał, bo tajemniczo wyszła.

      Usuń
  2. Jarecka, bo tu twardym trzeba być nie miętkim! Niestety, ale musisicie powiedzieć stanowczo co o tym sądzicie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wziął nas z zaskoczenia, ot co.
      Powiedziałam mu stanowczo, co o tym sądzę.

      Usuń
  3. Ja się troszkę pogubiłam z zającowo-tumnusowej historii ale to nic! czytałam jak zawsze z zapartym tchem!
    Jarecko nie daj sobie wejść na głowę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego nie rozumiesz kochana? Pytaj, powiem, who is who :)

      Usuń
  4. Znaczy, Tumnus ot tak po prostu sobie wbija wam na chate w dowolnym towarzystwi i oczekuje noclegu ze sniadankiem???
    No nie powiem, ma chlop tupet...

    A Zajacowej opowiesci bardzo jestem ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, wygląda na to, że tak sobie T wykombinował.
      Zastanawia mnie tylko, ile kawy można wypić przez te kilka godzin, jakie tam spędzili, bo wychodzi mi na to, że pili wiadrami.
      Ale może i lepiej, że KAWĘ.

      Też jestem niezmiernie ciekawa. Szafa w garażu jest, musi tam być i trup!

      Usuń
  5. Jak przez mgłę, ale pamiętam... Fragment pożegnalnej rozmowy, po spakowaniu wszystkich rzeczy:
    B: Koniec rozdziału "Zadnia Góra"...?
    Tumnus: Taaak, koniec... Została jeszcze szafa, ale ją zostawię Jareckiemu, na pewno Mu się przyda...

    Może i Tumnus przypomni sobie te słowa i nie wróci!?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szafa już się przydaje, ekstraodrynaryjnie, dzięki niejakiemu R, mężowi B :)

      Beti, widzę Cię, jak "sympatycznie" zapytujesz Tumnusa z mietłą w ręku. Oraz widzę jego, jak wypowiada słowa "taaak, koniec..." To nie brzmi przekonująco :)))

      Usuń
  6. eh zycie...pełne niespodzianek...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa historia, kawka najlepsza na wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. O Jarecko!!!! Weź Ty się napij kawy! W końcu Twoja a co!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pogoń faceta i tyle. Niby miły, niby gapa ale sama Jarecka przyznaj czy Ty albo Jarecki będąc miłymi wpraszacie się innym do domu. Zwłaszcza jak ich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czasem się wpraszamy, do rodziny ;)

      Usuń
    2. Ale on/oni to nie rodzina....

      Usuń
  10. No mnie by poniosło jakby ktoś mnie tak nachodził... Ciekawe co ta Zającowa ukrywa... ;)
    Ale.... Jarecka ma dereń w ogrodzie???? Ile pięknych kompozycji i wianków robiliśmy z niego na kursie florystycznym... I trzeba było po nocy na mieście wycinać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam! Kilka odmian! Tumnus może zabrać dla Ciebie szczepki jak tu będzie następną razą ;)

      Usuń
  11. No, skoro tak. Jarecko, poprosze namiary, bo czasem to mnie tak boli to bycie ciągle stosownym, iż pragnęłabym przyjechać ot tak i zdezorganizować komuś życie ;)
    Myślałam, że tylko matki odpalają skanery na wejściu, hm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był turbo skaner, powiadam Ci. Czułam się, jak na obronie pracy dyplomowej. A Ciebie nie wpuszczę, bo Ty grzebiesz w szufladach z bielizną. Tego obie byśmy nie zniosły :)

      Usuń
  12. Wisi nade mna to pytanie, o wyprowadzke, faktycznie ciekawe, hm, hm.
    Nie bede pisac, bo mnie az zaczyna dzgac w dolku, gdy pomysle, o naszej, poprzedniej wspolwlasnosci. Ide sie kawy napic.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja Cie rozumiem Jarecka, też mie zatyka na takie cuś. Teraz mamy mały plac budowy z budowlańcami w komplecie na co dzień, więc znoszę z "siłom i godnościom osobistom" operacje na słowie oraz wycieczki po połowie domu, buszowanie w ogrodzie, rzucanie ogryzków (jabłka oczywiście zrywane bez pytania) gdzie popadnie... Więc poniekąd znam ten stan.

    Ale czy Wy przeczytali ten drobny druczek w umowie? Czekam na ciąg dalszy, szafę sprawdźcie zawczasu, Tumnusa nie wpuszczajcie, kawy pilnujcie.

    Pozdrowienia - silvarerum :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mówię, że życie jest pełne niespodzianek - to zdanie stoi drobnym drukiem w WIELKIM SCENARIUSZU. I cóż zrobić? :)
      Budowlańców przerabiałam rok temu. Współczuję!

      Usuń
  14. o rany....ale dziwnie....
    tak dawno mnie nie było, a tu takie nowości ;-)
    pozdrawiam serdecznie
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dziwnie, ale się przyzwyczajam ;D

      Usuń
  15. Heloł, heloł :)
    Wymieniamy zamki i przygarniamy dużego pieska...

    OdpowiedzUsuń
  16. Wygląda na to, że zostałam 300-setną obserwatorką. Tak się wstrzelić fiu, fiu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurra! Trzysetny fotel bardzo długo czekał na obserwatora, czekałam i ja! Chleb i sól na stół a nawet dzban kawy! :))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...