28.04.2016

Okoliczności przyrody


Od spacerów odwykliśmy, bo na starym miejscu po prostu nie było gdzie chodzić na spacery.
Wszyscy czujemy się trochę jak wypuszczeni z klatki :)






Przez ostatnie sześć lat zapomniałam, że na spacerach sprawdzają się gumowe spodnie. Gdzieś się na nie natknęłam w czasie przeprowadzki, może znajdę ;)











Ale cóż by to był za post bez lokowania produktu?





(Już nie tak) nowa nereczka w grzyby, komplet do rowerowego koszyka :)



Obrazki ze szkicownika

Prokrastynatory* świata uległy poważnej awarii.
Tylko tak można wytłumaczyć dlaczego po domu Jareckiej pęta się młody człowiek mówiący"wciągać"zamiast "jeść", "wbijać" zamiast "przyjść" oraz drugi, po prostu mówiący (!).
To także wyjaśnia, dlaczego postać, jaką Jarecka ogląda w lustrze jest starsza od niej samej o ładnych parę lat.
Ta zmarszczka, która z lewej strony łagodnym łukiem omija kącik ust już nie znika.


***


No i od czegóż tu zacząć zapuszczoną kronikę, żeby ocalić od zapomnienia te obrazki nie tak ważne, by wklejać w rodzinny album, lecz dość kolorowe by ucieszyć oczy?

Na przykład taki obrazek, na którym Jarecka rozmawia z dyrektorką zaogońskiego przedszkola na chwilę przed tym, jak dozna rozdwojenia osobowości (Jarecka).
- To straszne - mówi dyrektorka - mam w tym roku tylko trzy miejsca. Rodzice zostawiają swoje sześciolatki w przedszkolu i tylko trzy, słownie TRZY miejsca mam dla nowych przedszkolaków. Piątek na pewno się załapie, wy jako rodzina wielodzietna...
Jarecka, do niedawna przeciwniczka posyłania trzylatków do koszar pozwala swoim poglądom swobodnie ewoluować ale przez jakieś sentymentalne przywiązanie, głęboko ukryty perfekcjonizm (przynajmniej w dziedzinie: macierzyństwo) czy zwykłą głupotę obnaża przy rozmówczyni swoją ambiwalencję.
- Ja właściwie nie jestem pewna, czy Piątkowi to potrzebne już-już... Ja i tak będę pracować w domu. Byłoby co prawda fantastycznie móc wykonywać pewne czynności bez Piątka na plecach/pod nogami/w kontrze, ale gdyby jakaś samotna matka, ktoś, kto bardziej tego miejsca potrzebuje... - rozpędzała się Jarecka na fali własnej fajności, że bodaj łzy wzruszenia napłynęły rozmówczyniom do oczu.
Nieszczęsna!
Kilka dni później, gdy Jarecka szła przedszkolnym korytarzem, drzwi sali jakichś tam wiewiórek uchyliły się i czyjaś ręka wciągnęła Jarecką do środka.
- Widziała pani, a? - cedziła pani od wiewiórek - nie przyjęła Piątka. Dostaliście miejsce, byłam w komisji to wiem, ale dyrektor powiedziała, że wam nie zależy. Pani sobie nie da! Należy wam się! Po co ma to miejsce dostać ktoś tam.. ja już wiem, kto. Pani się nie zgodzi!

Rzeczywiście, na liście przyjętych Piątek znalazł się tuż pod kreską, na pierwszym miejscu listy rezerwowej.

Jarecka wyszła z przedszkola nieco rozwarstwiona. Pierwsza warstwa ze szlachetnej materii utkana mówiła: ach, to znak od niebios, że jeszcze nie pora. Może rzeczywiście ktoś bardziej potrzebuje, może to dla Piątka lepiej jeszcze pospać dłużej w domu. Zresztą, może szybko jakiś elew się wykruszy i wtedy hop, Piątek wskoczy z listy rezerwowej, gdy pierwsza fala wrześniowych łez niewiniątek już spłynie do Wisły?
Ale druga warstwa, ze słomy, szeptała: jaki znak od niebios, co to za dyrdymały? Raz w życiu coś ci się NALEŻY Jarecka i dasz się tak wyrychtować? Odwołanie pisz frajerko! Że co, że będziesz Piątka uczyć w domu literek i piosenek o angielsku? Żartujesz? A kto będzie zasuwał z odkurzaczem po tych metrach kwadratowych? I jakie: pośpi dłużej? I tak przecież musisz go zwlec z łóżka, żeby odwieźć do szkoły resztę ferajny!

- No i co zrobimy Jarecki?
- Nic. I tak ktoś z tej listy odpadnie, szkoda robić dym (skoroś sama temu winna - tego litościwie nie dodał). Będziemy się martwić we wrześniu.
Pokrzepiona spokojem męża Jarecka szlachetnie nie robiła nic.
Do czasu, gdy sprzedawczyni w zaogońskim sklepie nie pochyliła się ku niej mrucząc: - Jak to tak? Widziałam, że nie dostaliście miejsca w przedszkolu? Przecież wam się NALEŻY!
I Jarecka już już rozwarła usta, by jakoś się bronić, gdy ekspedientka wysyczała:
- Ja bym sobie tak nie dała.
I Jarecka połknęła to, co chciała powiedzieć, i wyszła ze sklepu z mocnym postanowieniem napisania odwołania od decyzji komisji rekrutacyjnej, no bo co w końcu, kurczę blade!

Zanim napisała spotkała jednak znajomą mamę, która  zgodziła się, że to dobry pomysł, żeby Piątek nie zaczynał przedszkolnej kariery już od września.
Ale potem woźny szkolny zastąpił jej drogę ze słowami: jakże to, pani sobie nie da, NALEŻY wam się!
I Jarecka podniosła z ziemi ten brudnopis odwołania, co już go zmięła i rzuciła do kosza (nie trafiła), wygładziła na kolanie i obiecała sobie dokończyć.

I tak w koło Macieju

Aż zadzwoniła pani dyrektor i powiedziała, że jedna osoba nie podpisała deklaracji woli i na to miejsce wskakuje Piątek. Oraz najserdeczniej dziękuje Jareckiej za wyrozumiałość.


***


Albo taki obrazek, na którym Jareccy szybkim krokiem przemierzają najmroczniejszą z dzielnic Metropolii, bo oto znajomy muzyk zaprosił ich na koncert.

Ale o tym innym razem.


C.D.N.




*Zasadę działania tych urządzeń do dystrybucji czasu przybliża Terry Pratchett w Złodzieju Czasu.

21.04.2016

Summer is coming, czyli inwentaryzacji ciąg dalszy

TAKI materiał dotarł do mnie pocztą niemal pantoflową.
Piękny.

Wzór duży, kupon niewielki a jeszcze musiałam kombinować tak, żeby jak najmniej tę Fridę pociąć.
Zdecydowałam się na spódnicę trapezową ciętą ze skosu. Krój klasyczny by nie powiedzieć archaiczny - takie spódnice nosiłam u schyłku liceum :)
Wszystko po to, by Frida zalśniła pełnym blaskiem.

Powiem szczerze i nieskromnie: zamek kryty wszyłam prawie idealnie.
Spódnica ma podszewkę, coby się Frida na moim zadku nie zdeformowała.

Niezwykle jestem z tej spódnicy dumna! Z tego, jak w niej wyglądam - mniej, ale kto by się takimi rzeczami przejmował, pf.









20.04.2016

Inwentaryzacja wiosenna




Że nie miałam głowy do robienia zdjęć w trakcie pracy i pakowania ich w posty, to nie znaczy zaraz, że przez to suche blogowe przedwiośnie nic nie szyłam. Przeciwnie.
W okołoprzeprowadzkowym tyglu uwarzyłam rożek dla najmłodszej AELJOT.







 Wiązadła są przytwierdzone za pomocą guzików - jak dziecina wyrośnie z rożka, mama odetnie guziki i ciach; będzie kołderka.
Teraz trzymamy kciuki za szczęśliwe narodziny właścicielki :)




19.04.2016

Nowe troski


Roszada, w efekcie której Jareccy zastąpili Tumnusów na hacjendzie (Zadnia Góra X) odbyła się pod fizyczną nieobecność właścicieli domu, Państwa Zając.

Zrękidorękizrękidoręki bonanza. 

Tych Zająców Jareccy poznali kilka lat temu w czasie krótkiej kanikuły. Dopiero teraz odpryski wspomnień składają się w głowie Jareckiej w konterfekt Zającowej, ciągle zatroskanej i zaniepokojonej, Zającowej, której posiłki upływały na rozpaczliwyc rozmowach telefonicznych  następującej treści: Jak wrócisz do domu? Kto cię podwiezie? Czy Adaś dotarł już do domu? A Zuzia? A Ewa? A Franek? (Zającowie mają więcej dzieci niż Jareccy, toteż zdalna lokalizacja trwała długo)

Sens, głęboki sens tych rozmów dopiero teraz dotarł do Jareckiej poprzez złogi lat, jakie minęły od tamtych włoskich wakacji. O tym rozmyślała Jarecka wracając późnym wieczorem na Zaogonie ze spotkania z koleżankami. Wróciła ostatnim autobusem z Metropolii, sama. Wysiadła na przystanku Zaogonie (przystanek "na żądanie". "Żądam, żeby mnie pan wypuścił, Kierowco". Wypuścił), przeszła przez ulicę i już była na Ślepej, i już w domu.
Na Zadnią Górę nie docierają nocne autobusy, dzienne też nie. Koniec beztroskich wypadów, nie mówiąc o tym, że Jarecka będzie teraz jak jej poprzedniczka wisieć na telefonie łkając w przewody: a kto cię odwiezie, z kim przyjedziesz, dotarłaś do domu? Gdzie jesteś? JAK wrócisz?

Oto cena wiejskiego życia! - myślała Jarecka śledząc spod przymrużonych na słońcu powiek życie towarzyskie bażantów i na tę chwilę skłonna była przyznać, że nie jest ona zbyt wysoka.
I znów Zającowa, jak zmarszczka na wodzie zmąciła jej ten sielski obraz.
- Jarecka, a jak wasza wiedza o uprawie ogrodu?
- Eeee - tłumaczyła się Jarecka w słuchawkę - zasadniczo nijak. Nigdy nie mieliśmy ogrodu. Ale - dodała szybko, pomna, że Zającowa szybko się denerwuje - o wszystko zadbamy, tylko trzeba nam powiedzieć co i jak.
Zającowa po drugiej stronie światłowodu odetchnęła z ulgą i przystąpiła do wyliczeń: trawnik: kosić. Róże: coś tam. A przede wszystkim borówki, macie tam Jarecka, borówki, jak zakwasicie w porę ziemię, będziecie zbierać kilogramami. Preparat jest w garażu po prawej, weź i w porę podlej.

Wizja kilogramów borówek prosto z krzaka, co by nie mówić, przekonała Jarecką do ogrodniczych zajęć. 
Otworzyła garaż, wdziała stosowne rękawice i ruszyła krokiem Boryny w kąt posesji, gdzie czarniało małe poletko owocowe. Kępki truskawek, poziomek i kilka krzaków.


Ale które to, do cholery, borówki???






Landszaft










Proszę Państwa, Deszczowy Dom się teleportował.
Jarecka kończy skręcać radiostację i wkrótce zaczyna nadawanie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...