30.07.2016

Co syrenki widziały


Nurek to taka syrena z wyboru.






Chlup!
Lubicie to uczucie, gdy głowa (oczywiście w masce i z rurką!) zanurza się w wodzie?
Słychać sygnały z kosmosu.
Na dole, na dnie, dzieje się inny świat niż nasz codzienny.

Ja uwielbiam.










Z mieszkaniem na skraju łąki jest bardzo podobnie.
Przełażę przez płot i ląduję na innej planecie.









25.07.2016

Maszyna do utylizacji kłębuszków.



Włóczki mi się kończą.
Zostały mi już tylko dwa niepełne pudła.
Z pewną nieśmiałością zagajam... może komuś zbywają jakieś resztki? Po mamie, babci, cioci? Prute swetry (byle nie swetry do prucia!)?
Nowe moteczki ze sklepów są wszystkie takie cacane, doskonałe i puszyste ale tylko te resztki mają w sobie COŚ.


A teraz uciekam, bo Jarecki mnie zabije za ten apel.













17.07.2016

Klauzula do umowy, czyli zagadka Deszczowego Domu

Na nieopadającej fali gości, pewnego ranka wpłynęli do Deszczowego Domu Zającowie.
A więc - jakby nie goście, bo Właściciele.
Przeszedłszy przez furtkę ("o, otwiera się!") niby przez milenijne wrota, Zającowa natychmiast odpaliła skaner. Najsamprzód zauważyła, że Jarecka w kąciku za krzaczkiem róż uhodowała pokaźny okaz ziela.
- Och, myślałam, że to rabarbar - tłumaczyła się Jarecka - nawet dziwiłam się, że w takim miejscu...
Po czym chwyciła jędrną roślinę i próbowała wyrwać a Zającowa nawet zamarkowała chwyt "a la Dziadek za rzepkę", w porę machnęła jednak ręką a Jarecka, chcąc pozostać w turnieju o tytuł idealnej lokatorki opowiedziała ze szczegółami, jak to wytępiła mszyce przy pomocy granulowanego czosnku.
Co zresztą zrobiło oczekiwane wrażenie na różofilce Zającowej.
- O, szafa, o, schody - skanowała niestrudzenie wnętrze domu - oooo, radzisz sobie jednak z podłogą!
- Eeee, ona jest po prostu umyta - wyznała Jarecka ze skruchą, gdyż, jak pamiętała, podłoga powinna być olejowana, czego, nawiasem mówiąc, nie czyniono jej chyba wcześniej zbyt często.
- No, mnie się zdarzało nie robić i tego.
Poczyniwszy to zaskakujące wyznanie, Zającowa pomknęła dalej ku kuchni, gdzie zachwycona obejrzała kafle pod światło i stwierdziła, że tak to one nigdy nie lśniły za jej czasów.
I podczas gdy Zającowie z radością wykonywali test białej rękawiczki, Jarecka trwała w osłupieniu i zupełnie nowym dla niej nimbie perfekcyjnej pani domu.

Tu zrobimy krótką przerwę na nudy; kawę i podpisywanie papierowej umowy, i brniemy dalej, w ogród słoneczny i pachnący, świeżo wypielone rabatki i skoszony trawnik.
Zającowa sunęła od krzaczka do krzaczka snując opowieści, z których wynikało, że każda roślinka była tu specjalnie dobrana, derenie kolorami gałęzi ("ach, jak cudnie to wygląda zimą!"), róże zapachami, kolorami i narodowością (tylko angielskie!) a azalie jedna w jedną wyczekane, wyszukane i upragnione. I te peonie ("pięknie kwitły, prawda?") a lelije, a przytnij sobie klematis, to będziesz miała ścianę w kwiatach, aż przy tym klematisie Jarecka wreszcie odważyła się zadać to pytanie, które nurtowało ją od początku.
- Dlaczego właściwie się stąd wyprowadziliście?
Zającowa odłamała przekwitłą główkę peonii i rzekła tajemniczo:
- Kiedyś ci opowiem.


...


Po kilku miesiącach zamieszania, kiedy to człowiek dopracuje się jakiej takiej rutyny i zaczyna zauważać cykliczność pewnych zjawisk, które wcześniej jawiły się sekwencją niepowiązanych incydentów, Jarecka zaczyna się domyślać, co stało w umowie drukiem tak drobnym, że niewidzialnym.
Otóż dom wynajęto ze sztafażem ludzkim.
Tylko tym można wytłumaczyć na przykład comiesięczne wizyty Tumnusa.
Tumnusa, czyli poprzedniego lokatora, który to, począwszy od maja, raz w miesiącu melduje się na Zadniej Górze. Oficjalnie partiami odbiera pozostawione jeszcze u Jareckich meble a naprawdę - któż to wie?
W maju, gdy Jareccy szczęśliwie rysowali pinie z natury, przywiózł do Deszczowego Domu całą rodzinę sztuk sześć. Z mebli nic nie zabrał, wręcz przeciwnie, zostawił sobie w sofie pościel, jako zapowiedź przyszłych nocy pod dachem Jareckich, na przykład tej za miesiąc, w czerwcu?
W czerwcu Jarecka powiedziała Jareckiemu, że mowy nie ma, że heloł! - to są obcy ludzie, czwóreczka żywiutkiego drobiazgu, niekoniecznie, noł, noł, noł, co Jarecki przekazał Tumnusowi dość wiernie, czyli: niestety, w tym terminie byłoby dla nas kłopotliwym ugościć Was, o cny Tumnusie, gdyż gościmy naonczas kogoś innego. Tumnus przyjął rekuzę godnie, po czym na kilka dni przed swoją zapowiadaną wizytą (w celu zabrania części bambetli z garażu, strychu i pokoju JP) zagaił, że może jednak, doprawdy, przecież to żaden kłopot, przyjadą późno, wyjadą wcześnie, może jednak, to będzie tak, jakby ich wcale nie było.
Jarecką tak zaskoczył ten nieoczekiwany zwrot akcji, że kilka godzin zajęło jej uświadomienie sobie, że z czwórką małych dzieci to nie może być aż tak bezproblemowo, jak Tumnus prawi a prawi tak przekonująco, że omal nie uwierzyła, że tylko jej małe dzieci wieczorami w obcym miejscu gadały, łaziły, chciały pić, jeść, siusiu, bawić się, zobaczyć co jest w drugim pokoju, a co w sypialni rodziców, ojej, a to już nie jest sypialnia rodziców??
Jarecka ustawiła więc przed bramą zasieki a za pazuchą ukryła osikowy kołek oraz najadła się czosnku. Tumnus, o dziwo zrezygnował z noclegu na starych śmieciach, wpadł dosłownie na moment z jednym syneczkiem, lecz że moment ten wypadł w piękny słoneczny dzień, uznał, że to idealna okazja by wysprzątać swój samochód a nawet umyć go na podjeździe, no czemu by nie?
Co uczynił starannie, bez fuszerki. Poczęstował się wiadrem, płynem, odkurzaczem i lemoniadą.
Jarecka w szoku nie zdążyła nawet chuchnąć.

Ale oto na horyzoncie kres tej osobliwej znajomości, albowiem w lipcu Tumnus zapowiedział swoje ostateczne przyjście, swoją paruzję! Że przyjedzie wozem meblowym i zabierze już wszystko, co łączyło go z tym miejscem takim rozkosznym węzełkiem.
- Jeszcze każe mi nosić te meble - przeraził się Jarecki i zadzwonił do swojego nadmorskiego kuzyna, którego na szczęście udało się przekonać, że weekendowi goście z piątką dzieci to doprawdy, żaden kłopot, przyjadą późno, wyjadą wcześnie, no jakby ich wcale nie było!
Jareccy zostawili klucze u sąsiadów i umknęli wdychać jod.
Tumnus tymczasem stawił się na Zadniej Górze.
Zaiste, z wozem meblowym!
I kolegami.
Trzema.
Na wesołą, męską nockę.
Po powrocie Jareccy zastali pusty garaż, pusty pokój nad garażem (wcześniej pełen po sufit tumnusowych mebli) oraz pusty ekspres do kawy.
Panowie doprawdy czuli się jak w domu, bo gdy skończyło się kawowe ziarno w maszynie, poradzili sobie doskonale i otworzyli nową paczkę.


I tu spuśćmy kurtynę, bo cóż powiedzieć?


Może tylko tyle, że to dopiero początek wakacyjnych gości w Deszczowym Domu.
Będzie się działo, bo skoro jest umowa na papierze, jest tajna klauzula, jest dom, to i sztafaż musi być!


Aha, na wóz meblowy Tumnusa nie zmieściła się szafa i kilka krzeseł.

Tak, wpadnie po to przy okazji.

04.07.2016

Wakacje, wakacje i po wakacjach


Dla niektórych, na przykład dla Jareckich, już po wakacjach.
Tyle rzeczy wydarzyło się tamtego czasu, że można by o nich zapomnieć.
Na szczęście kronikarz zawsze na posterunku.

Proszsz Państwa. Oto dziennik wakacyjnej (majowej) podróży Jareckich, na razie bez zdjęć, czyli w stanie idealnym do prezentacji w sieci.
Rysunki: Czwórka, z drobnym wsparciem mamy i sióstr.





Jazda tunelami zawsze robi wrażenie


 Ten blady rysunek jest tak blady, jak jego autorka w chwili, gdy go rysowała, po trzech godzinach niespokojnego snu. Zaraz po przyjeździe na kemping, po kilkunastogodzinnej podróży, Trójka i Piątek zaczęli wymiotować. Ale jak! Państwo nie widzieli takich dwumetrowych pawi.
Pierwszym miejscem, jakie Jarecki zwiedził na toskańskiej ziemi była pralnia, gdzie trzeba było wyprać całą przywiezioną z domu pościel.
A ptaki tak pięknie śpiewały całą noc!


Po udrękach pierwszej nocy nastał zwykły wakacyjny dzień. Poniżej widzimy basen z wodotryskami a w nim szczęśliwą Czwórkę.




Wujek Fistaszko wypożyczył bajtlom rozkosznego gokarta.




A morze, jak to morze, też było.




Słońce też zachodziło.




Po kilku dniach Jareccy, wraz z Mireckimi i Fistaszkami (w sumie szesnaścioro dzieci), ruszyli w teren.
Co ciekawego oferuje miasteczko Piombino?
Oczywiście lody.



...i szaleńców.
 Na deptaku widziano nawet pewną Fridę ;)




A tu już Siena, którą Jareccy dopadli tuż przed zachodem słońca. Plażowe stroje prezentowały się nieco dziwnie na tle botków i pikowanych kurteczek autochtonów.





Co Czwórkę urzekło w Sienie? Ano pizza. Wszystkie ręce na pokład!




A otóż i Piza, przez jedno "z". Baptysterium oczami Trójki.




Uśmiechy na szczycie wieży dowodzą, ze Czwórka uważnie przestudiowała maszkarony zdobiące fasady.


Wszyscy przestudiowali je uważnie.





Florencję Jareccy zwiedzili z bliska, bardzo bliska. Najpierw zachwycili się panoramą sprzed kościoła San Miniato al Monte a potem Jarecka kazała ustawić nawigację na Piazza della Signoria.
Mówisz i masz. Było to niezwykłe doznanie znaleźć się na środku tego placu w wielkim samochodzie z bagażnikiem na dachu.
Jeszcze bardziej niezwykłym było wykaraskać się stamtąd. Cud, udało się.









O tym, że nie należy pisać postów późną nocą, bo wychodzą ckliwe

(Tedy, Cny Czytelniku, znając puentę, zanurzasz się w ocean ckliwości na własną odpowiedzialność)




Bankowo - każda matka, KAŻDA normalna matka, ma chwile takie, jaka przydarzyła się Jareckiej wczorajszego ranka.
W ramach wstępu trzeba powiedzieć, że urządzanie się Jareckich na nowym miejscu utknęło w tym martwym punkcie, gdzie niby mieszkać można już wygodnie - o ile nie porusza się pewnych drażliwych kwestii. Na przykład jeśli nie zacznie się przeglądać zawartości segregatorów, których nie przeglądano od lat, a które przyjechały z Zaogonia tak, jak stały. Albo, gdy da się spokój kuchennym szufladom, do których zaraz po przeprowadzce wrzucono pospołu łyżki wazowe i papier śniadaniowy, tudzież myjki do naczyń.
Ostatecznie każdy już wie, gdzie szukać chochli.
A jeśli nie wie, to i tak nie szkodzi, i tak szukaniem chochli zajmuje się Jarecka.

No ale wczorajszy ranek.
Jarecka niebacznie otworzyła szafkę z segregatorami i nie wiedzieć skąd wypadło zdjęcie. Na nim Jaśnie Panicz na oko w wieku Piątka i ośmiomiesięczna Dwójka. Oboje w piżamach, roześmiani, w łóżku rodziców, w tym ułamku sekundy rozkosznego baraszkowania. Gdzieś w domyśle, poza kadrem ufifrany kolacją kuchenny stół i podłoga, i zaparowana maleńka łazienka zarzucona wilgotnymi ręcznikami.
"Kiedy to się stało?" - myślała z rozczuleniem Jarecka -"Jaśnie Panicz taki słodki jak dzisiejszy Piątek, ten sam Jaśnie Panicz, co ma stopę rozmiar 43 i psika się dezodorantem. I Dwójka, TA Dwójka, pogodna, przytulna kulka, zanim stała się nieprzeniknionym jeżykiem z grzywką na oczach."
Takie banały myślała sobie Jarecka; te same, co miliony matek na Ziemi.


I bardzo prawdopodobne, że któregoś dnia każdej matce przydarzy się to, co Jareckiej dziś rano.
Że wejdzie na fejsbuka i zobaczy...


- Jarecki - przemówiła Jarecka otrząsnąwszy się ze zdumienia - fejsbuk podtyka mi niejakiego Jaśnie Panicza Jareckiego. Wiesz coś o tym?
- Nie - odparł Jarecki.
Jarecka kliknęła w profil i w kilkunastu znajomych tajemniczego Jareckiego rozpoznała niemal całą jaśniepańską klasę. Niewiele myśląc, wysłała dziecku zaproszenie do grona znajomych i kontynuowała dziwienie się.
- Ja wiedziałam, że to kiedyś nastąpi, ale sądziłam, że on chociaż zapyta, co my na to? Chociaż nam objawi taką wolę?
Jarecki milczał, jak zwykli czynić to mężczyźni, gdy nie wiedzą co powiedzieć.


Na szczęście koleżanka Mecenaska zawsze wie i nie waha się powiedzieć.
 - Ty się ciesz, że on przyjął twoje zaproszenie. Moje dzieci przyjęły dopiero po dwóch latach.
Co niezawodnie pocieszyło Jarecką.


***


Jaśnie Panicz wiedzie życie wirtualne.
Dwójka, w tajemnicy przed rodzicami, pali z sąsiadką (na razie, dzięki Bogu) zapałki.
Lecz na drugiej szali wagi rodzicielskich nastrojów jest kupa w nocniku i zmiana narracji z "Pątek zlobił" na "zlobiłem". Zlobiłem, umyłem, ublałem, kochana mamusia.
Och ach.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...