5.02.2013

Nomen omen

Imię to pierwszy prezent od rodziców. Szczególny, na całe życie. Jest wyrazem miłości i najlepszych życzeń dla Nowego Człowieka.
I dlatego tego wpisu nie powinna nigdy przeczytać Trójka, bo swoje imię zawdzięcza losowi.
Dosłownie.

Inaczej rzecz się miała z Jaśnie Paniczem. Gdy tylko Jarecka upewniła się, że jest w ciąży,  natychmiast nabrała przekonania, że to dziecię będzie chłopcem, o tym konkretnym imieniu; i tak się stało. Jaśnie Panicz nigdy nie był "fasolką", "dzidzią" czy "maleństwem", nie próbowano też nadawać mu żeńskiego imienia- od początku nosił swoje imię wybrane przez mamę i zaakceptowane przez tatę.
W oczekiwaniu na Dwójkę rodzice nie byli już tak zgodni. Jarecka chciała Tereskę, Jarecki miał inny pomysł. Koniec końców Jarecka poszła na ustępstwo, myśląc sobie, że już wybrała jednemu dziecku imię, i że Jarecki, jako ojciec, też ma prawo raz wybrać, i niech mu będzie... To imię, które Jareccy nadali pierwszej córce było ładne, modne i dobrze się kojarzące, zwłaszcza w pokoleniu Jareckich. A jednak- dziwne- zapytana o imię dziecka Jarecka czuła coś na kształt zażenowania? Wstydu?- wyjawiając je. Tym bardziej, że dziecko okazało się być Tereską, bezspornie! Nawet Jarecki to przyznał. Jarecka czuła się więc  jak kłamca nazywając córkę inaczej.
Gdy oczekiwano Czwórki Jarecka była na uprzywilejowanej pozycji- w obliczu zagrożenia życia (własnego, i dziecka), mogła życzyć sobie choćby Gryzeldy i byłaby ją miała! Zażyczyła sobie jednak imienia, na które miała chrapkę już dawno, nie przeszło jednak nigdy wcześniej przez ojcowski filtr.
-Dlaczego pani jej to zrobiła?- zapytała z nienawiścią w oczach pielęgniarka z Patologii Noworodków, gdy już jej się udało łapnąć wyrodną Jarecką.
-Aaaa...le... co?..- jąkała się Jarecka w przerażeniu; oczy jej pęczniały a brwi sunęły nieubłaganie w górę. Czyżby wypuściła tlen z inkubatora? Nie umyła rąk? Nie tak położyła?
-...Dała jej tak na imię!- wypaliła mściwie pielęgniarka (skądinąd sympatyczna)- moja siostra męczy się z tym imieniem już pięćdziesiąt trzy lata!
-To po babci?- pytali ci bardziej życzliwie usposobieni lecz dyskretnie się dziwili, gdy Jarecka mówiła że nie, nie po babci.
-Jakie rzadkie imię!- wykrzykiwano w rozlicznych placówkach służby zdrowia natrętnie nawiedzanych przez Jarecką i Czwórkę. I to też był zdumiewający komentarz, zważywszy, że w każdej polskiej rodzinie znajdzie się choć jedna kobieta o tym imieniu.

A z Trójką było tak:
Jak nazwać mieszkańca dwudziestoczterokilogramowego brzucha głowili się Jareccy od początku ciąży i do nijakich wspólnych wniosków nie doszli. To znaczy doszli- zgodzili się na Aleksandra, ale to imię nie pasowało do dziewczynki... Jarecka forsowała Dorotkę, Jarecki Hanię. Oczywiście byłaby Jarecka skłonna nazwać ją najpiękniejszym i najbielszym z białych imieniem- swoim własnym, ale Jarecki już dawno uznał, że jedna taka mu wystarczy. I na tym etapie dziewczę nieśpiesznie namyśliło się opuścić brzuch. Gdy już położna  ochłonęła po odebraniu największego w swojej karierze łożyska, gdy już je zważyła i pokazała na całym bloku porodowym (w tekturowej nereczce je nosiła), zapytała o imię czarnego włochatego stworka, którego siłą wydobyto z  Jareckiej.
-Dorotka!- wykrzyknęła Jarecka resztką sił a Jarecki nie śmiał się sprzeciwić.
-Ja mam na imię Małgorzata- przedstawiła się położna- nikt już teraz tak dzieci nie nazywa...
Jareccy zaoponowali: "Jak to nie? To piękne imię! Znamy dużo Małgorzat! Małe...też"- dodała bez przekonania Jarecka w popłochu robiąc w myślach przegląd swoich uczennic.

Na oddziale plotkowano już o Dorotce co ma czarne włosy na całym ciele i waży cztery kilo sześćset pięćdziesiąt i co miała ponadkilogramowe łożysko a Jareccy wciąż nie zgodzili się co do imienia.

I wtedy, proszę Czytelników, zrobili to...
Karteluszki- na jednym świstku D, na drugim H a na trzecim...M, bo im się to imię położnej nagle niezwykle spodobało. Karteczki wrażono pod poduszkę w szpitalnym łóżku Jareckiej i stamtąd dobyto tę jedyną- z literą M. I jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, od nowa zaczęli rozważać, jak nazwać córkę. Nie wymyśliwszy jednak nic ponadto, co wydumali wcześniej, uznali, że trzeba pójść za ciosem.
I tak Trójkę nazwano Małgorzatą.

Imieniny Trójki, zgodnie ze zwyczajem, według którego świętuje się pierwsze imieniny z kalendarza przypadające po urodzinach, wypadają w listopadzie. Wspomina się wówczas Małgorzatę Szkocką, Królową. Jarecka jednak chcąc mieć bodaj minimalny wpływ na losy swojej córki- wszak nomen omen- postanowiła sama, sama!!-wybrać jej chociaż patronkę spośród dostępnych Świętych Małgorzat. Wybrała tę z Cortony, co świętuje w lutym.

Albowiem ustanowienie patronką Trójki Małgorzaty Szkockiej, matki ośmiorga dzieci (!) uznała, doprawdy, za zły omen.
;)



2.02.2013

Kondonik

-Dobrze, żeby zawsze miała przy sobie pomadkę do ust- instruowała z uśmiechem logopedka (gdyby nie makijaż, Jarecka sądziłaby, że ma do czynienia z koleżanką Dwójki z grupy).- Po ćwiczeniach może mieć wysuszone usta.
Jarecka posłusznie zaopatrzyła córkę w pomadkę. I tyle ją (tę pomadkę) widziano.
Zaradna Jarecka sporządziła więc nosidełko dla tego przedmiotu- śliwkowy kondonik zdobny w główkę misia i chwościk- można by rzec kutasik... A także zasobny w karabińczyk, coby rzecz zamocować na szlufce i zapobiec zaginięciu. Następnie Jarecka obstalowała w kondoniku pomadkę (tym razem za dwa złote) i zadowolona z siebie wyprawiła dziecię na zajęcia z logopedą.
Niestety, i karabińczyk nie pomógł...

W czasie ferii Jarecka- jak wiadomo- odpoczywa i nicnierobi. Ale że jest ta Jarecką wstrętną kwoką, nie bójmy się tego słowa, no jest- tęskni za swymi dziećmi, które nawet nie chcą z nią rozmawiać przez telefon pochłonięte graniem na komputerze, zjeżdżaniem na nartach i skakaniem na główkę do basenu.
-Skoczyłem na główkę dziewięć razy!- wykrzykiwał Jaśnie Panicz.
(Jarecka w całym swoim życiu nie skoczyła na główkę tyle razy. A połowę jej skoków należałoby jednak zaliczyć do skoków na brzuch)
Podczas gdy jej dzieci ryzykują życiem pod czujnym okiem dziadka, Jarecka produkuje powitalne prezenty.
Na przykład dla Dwójki nowy, jaskrawy kondonik na pomadkę:


1.02.2013

Pan Drewniak i jego dom


Wyzbywszy się z domu na czas jakiś Jaśnie Panicza i Dwójki, Jarecka przede wszystkim nie dowierza.
Było już tak, że miała tylko dwoje dzieci, ale nie przypomina sobie, żeby wówczas zaczynała dzień od wylegiwania się w wannie!
A teraz zaczyna. Potem zaś jeszcze hop pod kołderkę, na troszkę, na picie kawy. I spokojnie do pracy, nakarmiwszy i zaopatrzywszy jeno połowę tego co zwykle. W pracy zaś pracuje, ze spokojem, nie myśląc o tym, czy zdąży odebrać Dwójkę na czas albo czy Jaśnie Panicza nie wystawią na noc i mróz, bo świetlicę pora zamknąć.
Ale przede wszystkim, skoro nie ma dzieci, rodzice mają teraz dla siebie ich zabawki!
I tak Jarecka zakończyła remont- rok minął od jego rozpoczęcia. Tę chałupkę remontowała:




Wcześniej, gdy dziewczynki dostały ją na Gwiazdkę parę lat temu, wyglądała tak:




Zabawka niczego, ale ciemne kolory mierziły Jarecką... Wreszcie starannie wybrała tapety, wygrzebała lekko już przeterminowane zasoby swoich farb akrylowych i- rok temu, jak się rzekło- wzięła się do pracy. Odmalowała, wytapetowała. Niestety, farby w tubach szybko się skończyły i Jarecka stwierdziła, że koniecznie trzeba kupić stosowną puszeczkę by wygładzić ledwie pomazane bielą elementy i nadać domostwu elegancki look.
Rok minął, zanim ten plan wprowadzono w czyn. No i wreszcie wczoraj Jarecka zrobiła użytek z zakupionej farby! Dziś Jarecki przyjrzał się temu w świetle dziennym i westchnął. Oznacza to niechybnie, że sam chwyci za pędzel, bo już dawno sobie obiecywał, że do tego, co ma być zrobione dokładnie nie dopuści żony, ale chwilowo o tym był zapomniał.



Pamiętacie "Fraglesów"? (Proszę wybaczyć, ale pisownią tej nazwy nie będziemy tu sobie zawracać głowy)
Tytułowi Fraglesi mieszkali w norach pod ziemią. Oprócz nich żyły tam jeszcze maleńkie ludziki pochłonięte całymi dniami wznoszeniem delikatnych konstrukcji, na zewnątrz zaś, na powierzchni egzystowały grubaśne olbrzymy.
Podobnie rzecz się ma w Deszczowym Domu.
Jareccy jako te olbrzymy ("Pani jest taka "gruba" na własne życzenie? To jakaś dieta?"- zapytał dziś Jarecką Pan Doktor. Znajomi Jareckiej drżą na myśl o tym, co tego doktora spotkało...Spokojnie, żyje. A przynajmniej żył, gdy Jarecka opuszczała gabinet).
Przytulas, Żyrafka, Tadzik oraz ich krewni i znajomi (liczni!!)- niby Fraglesi.
Odpowiednikiem zaś maleńkich budowniczych jest w Deszczowym Domu Pan Drewniak.
Ciii! Kąpie się...






Skoro jednak Jarecka już nie może tknąć pędzla, zrobiła Panu Drewniakowi nowe chodniczki. Stare, z polaru, zgubiły się :)

Pan Drewniak w swojej kuchni:




-Mamo, on jest przepiękny!- wykrzyknęła Trójka na widok chodniczka przy drzwiach.- Oni nie pobrudzą podłogi jak będą wchodzić!




Tu Pan Drewniak w salonie, z przyjacielem Bałwanem.



Po wyjściu Bałwana Pan Drewniak zdrzemnął się, lecz miał straszny sen..




...obudził się zlany potem...

29.01.2013

Zimopocieszacze czyli doładuj się na przednówku!

Kiedy kończy Wam się moc w akumulatorach? 
Jarecka swoje ładowała całe lato- przez skórę, jesień- przez oczy, lato i jesień przez żołądek i jeszcze trochę w Święta- przez serce. Ale całe zasoby już zużyte i zdaje się nadeszła pora na extra doładowanie. 
Niewiele trzeba żeby zaaplikować sobie mały zastrzyk energii.
Czasem dobrze robi Jareckiej popatrzeć na letnie talerze. Każdy inny, żeby się dzieciom nie myliło na pikniku albo przy grillowanym obiedzie...






Z tymi talerzami było tak:
Miała Jarecka białe, proste talerze. Bardzo ładne- i lubiła takie białe...
Ale podstępna zmywarka (choć złośliwi powiedzą, że nieuważna gospodyni) bezczelnie je poszczerbiła! I poszczerbione już się Jareckim nie podobały. Ponieważ jednak Jarecka jest i praktyczna i skąpiradło, lecz nazwijmy to modnie- jest fanką recyklingu; przegrzebała czeluście internetu w poszukiwaniu inspiracji. 
I znalazła! Tu, u Kavki.
(Ten blog szalenie Jarecką inspiruje; zresztą okazuje się, że zna tę Kavkę- zachwycała się jej ilustracjami w "Zwierciadle" już dawno. Tylko ilustracjami, resztą "Zwierciadła" nie- uściślijmy :))

Talerzy w zestawie jest siedem- gdyby ta zmywarka jednak nie dała za wygraną...
A ulubiony Jareckiej jest ten:







Bo czuje lato jak na niego patrzy. 
Jarecki mówi, że to trup! Że nogi wystają spod prześcieradła! A przecież to dziecko, w przebieralni na plaży. 
I piłeczka, którą bawi się w wodzie...

28.01.2013

Zabawni panowie z telewizji :)

Na Zaogoniu zaczęły się ferie zimowe.
Ponieważ więc nikogo nie trzeba było siłą z rana wywozić z domu i ponieważ Jarecka w poniedziałki nie pracuje (stając się tym samym jednym z niewielu Polaków lubiących poniedziałki), włączono telewizor.

W studio "dzień dobry tvn" siedzieli akurat dwaj młodzieńcy i opowiadali o swojej podróży na maleńką wyspę w okolicach Galapagos, gdzie kręcili film. Z wielkim zapałem mówili o tym, jak szukali sponsorów swojej wyprawy i jak zmagali się z biurokracją najmniejszej demokracji świata, liczącej około pięćdziesięciu obywateli. Samym miejscem zdawali się być zachwyceni nieco mniej ("żeby poleżeć na plaży są ciekawsze miejsca", "nie da się aktywnie spędzać czasu, bo wyspa mała a ścieżki górzyste"), więc Jolanta Pieńkowska- prowadząca-próbowała jednak wyegzekwować od nich jakieś wyrazy zachwytu (to zdaje się, zakładał scenariusz).
- A kobiety?- zapytała desperacko.
I tu panowie zgodnie parsknęli radosnym śmiechem, ubawieni w najwyższym stopniu.
-czterdzieści plus!- rechotali!- tam nie ma dziewczyn! Średnia wieku to czterdzieści lat!!!

Twarzy Jolanty Pieńkowskiej już nie pokazano.

Książki z obrazkami. Albin Brunovsky

Odkąd powstał blog Deszczowy Dom Jarecka nosiła się z zamiarem zrobienia posta o swoich ukochanych ilustratorach. Jako dziecko, i potem ZAWSZE też, jedną z pierwszych czynności po wzięciu książki do ręki było sprawdzenie, jak nazywa się ilustrator.
Lutczyn, Butenko, Stanny (pejzaże!!!), Pokora. Tove Jansson.
Ale jak ich wszystkich wrzucić w jeden post?

Więc Jarecka wykombinowała tak:
Od czasu zdejmie z półki książkę (z własnej, albo bibliotecznej) i pozachwyca się ilustracjami, i popieje nad ilustratorem.
Do dzieła:

Tę książkę Jarecka znalazła u Mamy Jareckiej. Mama Jarecka uznała, ze nie potrzebuje już wszystkich książek, jakie zalegały jej liczne szafki i żeby sobie synowa, co tam chce, wybrała. A Jarecka zaraz, jak przystało na zodiakalną srokę, sięgnęła po najkolorowszą z książek i jak zwykle od razu sprawdziła, kto te kolory popełnił. I, proszę Państwa, popełnił je Albin Brunovsky i na ten widok serce Jareckiej zabiło szybciej!
Lata temu, w mieście, w którym Jarecka uczęszczała do liceum, w galerii BWA miała miejsce wystawa grafik tego pana. Cała klasa Jareckiej wybrała się więc zobaczyć tę wystawę. Wszyscy byli świeżo zapoznani (praktycznie!) z akwafortą i akwatintą, także w wersji kolorowej- i nie mogli się nadziwić kunsztowi i precyzji Brunovskiego... Zrobienie barwnej odbitki tymi technikami wymaga wykonania kilku matryc i odbitki z tych matryc muszą (nie muszą, u niego tak było) idealnie nakładać się w jedną całość (wiemy już, że słowne instrukcje Jareckiej nie są wiele warte, prawda? ;)) To bardzo trudne.

I oto znalazła się w rękach Jareckiej ta książka.
Niebanalnym ilustracjom (które, umówmy się, mogą nie zachwycić dzieci; Jareckie nawet się ich boją) towarzyszą równie niebanalne bajki Lubomira Feldka (które, umówmy się, mogą nie zachwycić dzieci; Jarecką zachwycają!).





















Pozdrowienia z Deszczowego Domu!

27.01.2013

Jareccy w Krainie Czarów II

Być może bywalcy Deszczowego Domu jeszcze nie wiedzą, a jeśli wiedzą, nie dowierzają albo z politowaniem pukają się w czółko- Jarecki zgłosił blog do konkursu na Blog Roku! Jareckiej pomysł się spodobał, bo liczyła na gości, a gości lubi. Jakoż rzeczywiście, w dniu, w którym głosowanie ruszyło liczba wejść potroiła się i przybył Deszczowej Chałupce jeden obserwator (więc było warto!) a potem wszystko wróciło do normy.
Ale dziś!
Dziś Jarecka poczuła smak sławy!
Albowiem właśnie dziś, w Centrum Nauki Kopernik przekonała się na własne oczy, że po wpisie z 6.01.2013 zniknęły z tamtejszego sklepiku ABSOLUTNIE WSZYSTKIE  magnesy z podobizną Jareckiej!!!
Ot, co!


P.S.
Do końca stycznia można jeszcze słać sms-y na numer 7122 o treści A00816 (a zero zero osiem jeden sześć), co będzie głosem oddanym na "Deszczowy Dom" w konkursie.
Wiedz jednak, Czytelniku, że stokroć bardziej ucieszy Jarecką jakikolwiek komentarz umieszczony pod tym, lub pod jakimkolwiek innym postem, choćby uśmiech albo kropka. Bo o tej porze roku akumulator Jareckiej jest już na wyczerpaniu. Byle do wiosny!

24.01.2013

O tym, że leniwi rodzice wcale nie są leniwi ;)

Za sprawą nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności (kosmos zna takie przypadki!) Jarecka odebrała również wykształcenie pedagogiczne. Nigdy, przenigdy nie marzyła o pracy z dziećmi. Tak jakoś wyszło, że kierunek, na którym mogła się spełnić zawierał ten smaczek, tenże pedagogiczny aneks.
Dasz wiarę, Czytelniku, że jest Jarecka pedagogiem?
I że montessoriańskim, w dodatku!


Jaśnie Panicz przychodzi do Jareckiej, która- niespodzianka!-siedzi i szydełkuje.
-Co mogę zjeść?
-Nic, jadłeś obiad.
-Ale dawno! (Nie martw się, Czytelniku, godzinę temu)
-Zaczekasz do kolacji.?
-Ale ja jestem GŁODNY!!!
Nic Jarecką nie wzruszył ten rozdzierający okrzyk, okrutna! Jaśnie Panicz jest w rozpaczy.
-Mogę zrobić tosty?
-Dobrze- ulega Jarecka- to zrób więcej, od razu dla dziewczynek. I dla mnie.
(Na tym przykładzie widać, o Czytelniku, że Jarecka podąża za potrzebami dziecka, pozwala mu samodzielnie dążyć do rozwiązywania problemów i zaradzać piętrzącym się na jego drodze przeszkodom- czyli głodowi i opornej matce)

-Na którą jutro zawieziesz mnie do szkoły?- pyta Jaśnie Panicz.
-Na dziewiątą trzydzieści- odpowiada Jarecka po chwili zastanowienia (ech, ten podstępny piątek!)
-Ale Dwójkę na ósmą?-upewnia się.
-Tak.
-Ja też chce na ósmą! (Będzie w tej szkole siedział do osiemnastej!- przyp. Wszechwiedzącego Narratora)-mamy z chłopakami kończyć naszą pracę...
Jarecka chwilę się namyśla i mówi:
-Dobrze. Pod warunkiem, że pozbierasz się całkiem sam. Sam sobie przygotujesz ubrania, zapakujesz jedzenie (zrobione przez rodziców, zaś się tak nie sumuj, Czytelniku!), strój na w-f. Ja tylko raz powiem "wstawaj" i jeśli nie wstaniesz, zawiozę cię dopiero jak będę jechała do pracy.
(Kolejny przykład na montessoriańską orientację Jareckiej- dziecko sobie zaplanowało dzień a Jarecka na to pozwoliła! Nie stanęła w poprzek jego potrzebom! A jak będzie gotów na czas to go weźmie i zawiezie, słowo się rzekło)


Jarecki celuje w montessoriańskich, praktycznych zabawach.
Leży sobie tedy na podłodze w pokoju córek (bo lekko mu grzeje w schorowane plecy i twardość podłoża odpowiednia).
-Ty zbierasz kredki, a ty książki- dyryguje- a Czwórka...lalki.
A gdy dziatwie znudzi się wedle tego klucza, albo uznają, że to niesprawiedliwe, zarządza inaczej. Wszystkie rozrzucone po całym pokoju zabawki każe zgromadzić na środku i dalej zabawa przebiega tak:
-Wybierz sobie trzy zabawki i odłóż na miejsce (na "ichniejsze" miejsce; Jarecka kładzie dzieciom do głów, że każda zabawka ma swoje ulubione miejsce, jak na ten przykład Jarecka- fotel w kącie), wybierz dziesięć zabawek...
W zależności od wieku i tempa pracy.
Sam zaś Jarecki występuje tu w roli owego pedagoga, co to się nie wtrąca w indywidualny rozwój, tylko łagodnie nakierowuje na cel, leżąc na podłodze, czemu by nie?

Tak więc gdyby się komuś zdało, ze Jareccy wykorzystują dzieci do pracy fizycznej, każąc na przykład odśnieżać- nic bardziej mylnego- oni je edukują w duchu Montessori!



Na zdjęciu - nieszczęsne dzieci nocą (na dowód-piżamy)
zapędzone do pracy fizycznej.


Szkoda tylko, że ciszy, która pomaga dzieciom skupić się na powziętych zadaniach, nie da się w Deszczowym Domu wygenerować...


P.S. Jak zapewne goście Deszczowego Domu zauważyli, z prawej strony pojawił się banerek, jakoby ten blog brał udział w konkursie na blog roku. To zdaje się prawda!
Gdyby zatem ktoś odczuł przemożną potrzebę wysłania sms-a i absolutnie nie mógł się tej pokusie oprzeć, powinien natychmiast wysłać tego sms-a do swojego współmałżonka, rodzica, ukochanego czy dziecka o treści "kocham Cię".
Jeśliby zaś objawy uzależnienia od wysłania sms-ów nadal nie ustępowały, można wysłać tego sms-a

na numer 7122 o treści   A00816 (słownie A zero zero osiemset szesnaście)
oddając tym samym głos na "Deszczowy Dom"
Po prostu A00816 (bez żadnych spacji) na numer 7122
Kosztuje taki SMS 1,23 pln

Potem już objawy uzależnienia od wysyłania smsów powinny bankowo ustąpić.

23.01.2013

Spod choinki. Refleksje po lekturze

Pamiętacie, jak Jarecka zrobiła sobie (znaczy się Dwójce) prezent?
O, ten:


Otóż ma już za sobą lwią część lektury.
Jaśnie Panicz, który przeczytał  całą książkę w dwa dni, był zachwycony!
Jarecka jest mniej.
Od razu też musi się wytłumaczyć z deklarowanego uznania dla Talki. Całe lata temu, Leszek Talko wraz ze swoją żoną pisali felietony dla jakiegoś weekendowego magazynu jakiegoś dziennika, z programem tv...(Jarecka nieśmiało obstawia Super Express, ale głowy nie da). Z tych felietonów zamieszczanych na ostatniej stronie chichrała się i kwiczała jak kto głupi! Bohaterami byli- opowiadający, czyli w domniemaniu sam Talko, Najlepsza z Żon, Kazik, Narzeczona Kazika, i kto jeszcze Jarecka nie pamięta, pamięta za to celne puenty, inteligenty dowcip i to, jak się przy tej lekturze dobrze bawiła.
Podobnie bawiły ją felietony Talki w "Dziecku", ale te miała okazje czytać rzadziej, bo nie znosi tych "Dziecek" i dzieckopodobnych (i już, już ma ochotę Jarecka popłynąć w kierunku dzieckopodobnych na fali niechęci, ale się powstrzyma. Tym razem.).

Pitu i Kudłata... Dla Jareckiej wygląda to tak: wydawnictwo chcąc zarobić na talencie Leszka Talki zleciło mu napisanie czegoś takiego a takiego, rozdziały takie a takie (jeśli idzie o rozmiary) i biedny Talko wydłuża te swoje historie na siłę, bijąc dialogową pianę i wychodzi z tego całość może i zabawna ale wodnista. Tak się właśnie Jareckiej kojarzy- jak litr herbaty z jednej saszetki. Gdybyż zajmujący dziesięć stron rozdział skondensować do czterech- byłoby po talkowskiemu genialnie.
Gdyby nie to, że...
Bohaterami są siedmiolatek i sześciolatka. To, że na każdej stronie pada słowo "wariatka", to już Jarecka przeżyje. Dzieci Jareckiej pewnie wcześniej to słowo znały, ale nie używały (przynajmniej w domu); teraz na pewno zaczną, po tylu powtórzeniach inaczej niepodobna. Ale "suka"? I nie chodziło bynajmniej o panią pies! "Burdel"?
Jareckiej co i rusz jakieś słowo stawało w gardle jak ość, "sukę" jeszcze udało się przełknąć niezauważenie, ale milczenie w miejsce "burdelu" już wydało się potomstwu podejrzane i trzeba było przeczytać i wytłumaczyć.

Trzeba przyznać jednak, że od początku do końca czuje się, że autor ma własne dzieci, i że spędza z nimi czas, bo opisywane sytuacje z pewnością mają miejsce w każdym polskim domu, gdzie jest przynajmniej dwójka dziatek. Jarecka raz po raz przerywała opisy poczynań rodzeństwa, żeby zakrzyknąć: "to zupełnie tak jak wy!"
I to jest cenna rzecz, i nieczęsta, a taką Jarecką niełatwo oszukać i jak ktoś pisze o dzieciach znając je tylko z literatury (albo z dzieckopodobnych!), to ona to wyczuje jak pies, albo i nawet ta... hm, mniejsza o to.

A na koniec Jarecka przyznaje, że słusznie opatrzono książkę etykietą "dla fanów Mikołajka".
Fani Mikołajka pozostaną fanami Mikołajka TYM BARDZIEJ.


22.01.2013

Urodziny Jareckiego

W dzień urodzin Jareckiego Jarecka wtoczyła się do Deszczowego Domu około 16- stej, na czele swojej trzódki, oczywista. Ani się nie zająknęła o obiedzie, trzódka- o dziwo!- również. Wszak- tort!!
Jarecka miała mglisty zamysł co do tego, jaki ów tort ma być, oraz miała też trzy białka w lodówce na bezową część tortu, bo za sprawą programu Master Chef Junior cała rodzina zakochała się w deserze o wdzięcznej nazwie Pavlova, czyli po naszemu Pawłowa (czyli już całkiem po naszemu beza z dodatkami- owocami, bitą śmietaną itp.). Upewniwszy się, że żadnych gości nie będzie i że do ewentualnego gniota zasiądą tylko domownicy, dla których gnioty nie istnieją, popuściła wodze fantazji i tak powstał tort-fuzja. Fuzja ulubionych przepisów, inspiracji rodem z... Master Chef Junior i najbardziej pożądanych w Deszczowym Domu tortowych smaków.
Pierwsze piętro stanowić miał kakaowy biszkopt z  TEGO przepisu. Jarecka zrobiła tylko pół porcji, w sam raz na cienki blacik. Przepis był wypróbowany, biszkopt z tego przepisu wychodzi puszysty i idealnie płaski, żadne tam wybrzuszenia czy doliny... W smaku lekko gorzkawy, mocno czekoladowy. Drugie piętro- kremówka (200g) ubita z mascarpone (250g). Na trzecie piętro poszły brzoskwinie z puszki skrojone przez team Dwójka+Trójka i pomarańcze skrojone przez Jaśnie Panicza i Jarecką. W zamyśle miało być bez błon, wyszło jak wyszło, oj tam. Krojąc te pomarańcze myślała Jarecka o tym, że są na świecie miejsca, gdzie mają świeże truskawki. I nie tylko mają ale jeszcze się nimi okrutnie chwalą... W duchu obiecała sobie podobny tort truskawkową porą i narządziła, a właściwie zarządziła narządzenie masy na bezy. Oprócz białek i cukru dodała do niej odrobinę octu i skrobii ziemniaczanej (zamiast kukurydzianej). 
Jaśnie Panicz zaś zarządził, że nie będzie to zwykły bezowy blat, ale "grzybki". I Jarecka się zgodziła... Patrzyła jak syn wyciska tę kleistą masę przez szprycę jak na horror- przez szparę pomiędzy palcami...


A jak już te bezy siedziały w piekarniku, przyszedł z pracy Jarecki.
-Nie możesz wejść do kuchni!- zastrzegł Jaśnie Panicz.
Jarecki był trochę zmartwiony, bo był głodny, ale posłusznie udał się do salonu, skąd też został przegnany, bo Dwójka i Trójka zamierzały posprzątać i udekorować pokój (a tego już nikt z Jarecką nie konsultował! Jarecka sobie wyobrażała, że to Jarecki posprząta w salonie!). Koniec końców biedny Jarecki- musiał się położyć w pokoju Jaśnie Panicza i na pewno było mu strasznie smutno, że tak go od wszystkiego odsunięto, że musiał leżeć sam i mógł co najwyżej pograć sobie w coś na telefonie.
Tymczasem tort otrzymał czwarte piętro w postaci wyżej wspomnianej masy śmietankowo- maskarponowej (połowa masy) zmieszanej tym razem ze startą czekoladą, oraz piąte piętro z bezików. 
Wierzch, niczym koroną, uwieńczono fikuśnymi ozdobami z czekolady, które Jaśnie Panicz i Jarecka wyprodukowali sami. Polewę czekoladową w kostkach (3 kostki) stopili w kubeczku wstawionym do wrzątku, roztarli toto po pergaminie i do zamrażalnika. A potem połamali i wrazili w tort bez nijakiego pomyślunku, ot, z ułańskiej fantazji.




A jak już wreszcie zasiedli to tego tortu, jak już wręczyli Jareckiemu te spodnie, co to je sobie kupił specjalnie tę okazję w zeszłym miesiącu i dał Jareckiej, żeby w stosownym czasie zapakowała i wręczyła, jak już odśpiewali i zjedli (całość!), Jareckiej akurat wyczerpały się baterie i już tylko padła w fotel bez życia i nawet jej te kalorie nie pomogły.
Ale nie na tyle jej padły, żeby nie zdążyła pomyśleć, że za miesiąc to ona ma urodziny i zapamięta, że ma wtedy leżeć u Jaśnie Panicza i nic absolutnie nie wolno jej robić...

20.01.2013

O Dziewczynce, która szukała mamy. Smutna bajka z wesołym epilogiem

Zaczęło się tak:
Gdy Jarecka leżała w szpitalu w oczekiwaniu na Czwórkę, odwiedził ją kolega.
- Na pewno ci się nudzi - powiedział - przyniosłem ci szkicownik, może porysujesz...
Jarecka leżała w tym szpitalu już kilka tygodni, ale odpowiedziała - nie. Co miałaby rysować? Ze swojego łóżka nie widziała nawet tego, co za oknem.
Ale szkicownik miał miłe szare kartki... A już jak Jarecka zobaczyła te ołówki, węgle i inne sprzęty rysujące, co to miał je kolega Jareckiej na okoliczność rysowania pożyczyć - wzięła czym prędzej.

Potem pomyślała, że może spróbuje narysować tę obcą dziewczynkę w swoim brzuchu.
Może pokaże to dzieciom, żeby i one ją poznały?
Tak powstał rysunek jeden, drugi, kolejny... Zaczęły się te rysunki układać w historię, którą Jarecka opowiedziała dzieciom, gdy po siedmiu tygodniach rozłąki wróciła do domu - sama.
Niektóre rysunki prawie się już zatarły od ciągłego oglądania. Niektóre uzupełnił Jaśnie Panicz, bardzo przejęty historią dziewczynki szukającej mamy.
Chyba tak to szło:
...

Dziewczynka obudziła się w pewien słoneczny dzień.
Była sama.
Płynęła po wielkim jeziorze na papierowej łódce i patrzyła w niebo. Nad nią latały ptaki a jeden z nich usiadł na brzegu łódki i powiedział:
- mam dla ciebie wiadomość od twojej mamy. Szuka cię i czeka na ciebie. Musisz ją znaleźć, ale przed tobą długa droga. Idź przed siebie, będę ci pomagał.
Zaraz potem z wody wynurzyła się wielka ryba i połknęła Dziewczynkę. Przeniosła ją na brzeg. Tak Dziewczynka ruszyła w swoją drogę.




Mały, czarny ptaszek przynosił jej wiadomości od mamy. Zawsze takie same: "Przyjdź do mnie. Odwagi córeczko. Wytrzymaj" (W tym momencie zasłuchana Dwójka wtulała się w ramię Jareckiej i zaczynała szybciej i płycej oddychać).
Czasem listy od mamy przypływały w butelce. 


Dziewczynka szła i szła. Krajobraz się zmieniał i było coraz cieplej. Któregoś dnia stanęła na skraju pustyni. Wiadomość od mamy spłynęła do niej tego dnia wprost z balonu, który nadleciał jakby od słońca...
Znowu: "odwagi, idź.."
I dziewczynka poszła przed siebie.




Szła w pełnym słońcu i była coraz bardziej zmęczona (Dwójka w tym miejscu już niewątpliwie łkała).
A gdy już była tak zmęczona, że nie mogła dalej iść, zobaczyła drzewo, a na drzewie jabłka.







Usiadła, żeby odpocząć. Nie miała siły iść dalej.




Jak długo tak siedziała, nie wiadomo.
Aż nagle pojawił się drewniany koń.
- Wstawaj - powiedział - musimy jechać. Ja zaniosę cię dalej.




Dziewczynka weszła do wnętrza dziwnego konia i natychmiast zasnęła.

Obudził ją niezwykły blask, który przebił się nawet przez zamknięte powieki. Jakaś wielka ręka uniosła ją wysoko... (I tu Dwójka wybuchała już niepohamowanym płaczem, więc Jarecka robiła przerwę w opowieści, także po to, by przełknąć własne łzy.)




Gdy Dziewczynka otworzyła oczy, leżała na dnie szklanego pudła. Spowijały ją kabelki i plastry a wokół szumiały maszyny.




Było tam źle i niewygodnie, i trudno było oddychać.
Ale wtedy zasłonka tuż na wprost uchyliła się i Dziewczynka zobaczyła wielkie oko.
Poznała od razu, choć nigdy jej nie widziała.
Udało się. Dotarła do mamy.






EPILOG

Ciąg dalszy tej historii dopisało życie a na kolejnych kartkach szarego szkicownika narysowali to Jaśnie Panicz i Dwójka.

Jareccy jadą na wakacje:




Jareccy przed domkiem, który zajmowali na wakacjach :)




Jareccy kąpią się w morzu.





NIE KONIEC :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...