23.12.2012

Dużo "Ż", czyli Jarecka się zżyma i życzy

Taką oto kartkę świąteczną Jaśnie Panicz przygotował na szkolny konkurs. Pracował przez dwa dni, sam sporządził projekt i według niego wykonał rzecz całkowicie samodzielnie. Dodać trzeba, że Jaśnie Panicz nigdy o pomoc w takich sprawach nie prosi, jest bardzo przywiązany do własnej wizji i źle znosi krytykę (i po kim on to ma?). Jarecka ograniczyła się do napomnień w stylu "synu, starannie!" oraz, wyraźnie poproszona, pomogła zamocować domek i choinkę tak, by trzymały pion, gdy kartka zostanie otwarta.
Zbadaj szczegóły, Oglądaczu- czy widzisz te drzwi z zawiasami i klamką? Przemyślnie otwierane okna? Świętego Mikołaja przycupniętego na saniach ciągniętych przez zacne zwierzęta? I imaginuj sobie, Oglądaczu, że zdjęcie nie przedstawia jeszcze finalnego efektu, bo na niebie sypnęło jeszcze śniegiem i wyrosły jeszcze dwie choinki, i pokryły się cekinami ( to też delikatna sugestia Jareckiej, która jest absolutnym bożonarodzeniowym kiczolubem, niemniej sugestia ta została przyjęta z entuzjazmem).
Jarecką, która w swoim życiu posłała na wszelakie konkursy wiele prac swoich podopiecznych i które to prace powracały zazwyczaj na tarczy, gnębiły złe przeczucia, ale jeszcze czepiała się nadziei, że ktoś w szanownym jury doceni wkład pracy i ułańską fantazję Jaśnie Panicza, a przede wszystkim- niewątpliwie samodzielne wykonanie!

Wkrótce po tym, jak kartka została oddana we właściwe ręce, na szkolnym korytarzu pojawiła się tablica z nagrodzonymi pracami. Jarecka nie była zaskoczona, że wśród nich nie znalazła się praca Jaśnie Panicza. Nie była też zaskoczona, że nagrodzone kartki nie były wykonane przez dzieci, w najlepszym wypadku włączyły się one w wykonanie kartek składając niewprawną ręką podpis.
Jarecka doskonale wie, co potrafią dzieci w tym wieku, jak rysują, jak wycinają i do jakiego stopnia są w stanie zapanować nad stroną estetyczną. Zna tę cudowną dziecięcą estetykę, która każe zapełnić każde wolne miejsce, ozdobić co tylko się da, użyć wszystkich kolorów i wszystkich znanych technik.
Jarecka nie zetknęła się nigdy z dzieckiem, które odsuwa od siebie kolorowe papiery i brokaty na rzecz szlachetnie szarych papierów by je następnie zgrabnie uformować w subtelny, umowny kształt choinki. Nie potrafi sobie wyobrazić siedmio-,ośmio-, czy dziewięciolatka, który nie czułby parcia, żeby taką choinkę przyozdobić kolorami.
Jarecka nie wierzy, że ośmiolatek z własnej nieprzymuszonej woli łapie za igłę, aby odszyć filcową kartkę niby Ewa Minge, choć dzieci Jareckiej też przecież lubią szyć...

Czy gdzieś na świcie istnieją konkursy plastyczne DLA DZIECI???- zapytuje Jarecka beznadziejnie.
A może można by za jednym razem utworzyć dwie kategorie- dzieci i rodziców- tak, by każdy mógł się artystycznie spełnić, żeby dorośli nie musieli leczyć swoich kompleksów wyręczając swoje dzieci w ich szlachetnym trudzie? A kto- pyta dalej Jarecka- w konkursach owych rozstrzyga, że nie rozezna co dziecko a co rodzic?

Kartka Jaśnie Panicza zawisła na piętrze, w Salonie Odrzuconych, pośród feerii wycinanych zupełnie nie a propos różyczek, gryzmolonych brokatowym żelem życzeń i upaćkanych klejem wydzieranek. Zacne to było towarzystwo, aż się Jarecka uśmiechnęła.

Enyłej, Kochani
Wszechwiedzący Narrator i jego bohaterowie, Jareccy życzą wszystkim, absolutnie wszystkim-

                                                      WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

22.12.2012

I'm driving home for Christmas

Poniższe zdjęcie nie przedstawia próby wskrzeszenia wypisującego się wkładu.
To rysunek, który Jarecka sfotografowała z notesu w kratkę, jednego z kilku zeszytów i notesów zapełnianych swego czasu przez Jarecką-CałkiemInną zwięzłymi gryzmołkami. Od 12 roku życia CałkiemInna pisała pamiętniki, ale mając lat 15-16, zarzuciła tę formę wyrazu na rzecz RYSOWANIA pamiętników, bo nagle objawiło się jej, że zestaw kilku kresek waży dla niej tyle, co całe zapisane strony. Może się to komu wydać śmieszne, ale wertując te zeszyty, Jarecka doświadcza wzruszeń, o które się już nie podejrzewała- a to czuje kluchę w gardle, a to motyle w brzuchu a nawet-pęka jej serce!

Kiedy Jarecka patrzy na ten rysunek, czuje to samo, co czuła dziś w nocy przemierzając Polskę w drodze do Rodzinnego Domu- na Święta.

Był rok 1996, Jarecka-CałkiemInna wysiadła z pociągu w mieście C-D i udała się do pobliskiej pizzerii, żeby przeczekać tam najbliższe pół godziny dzielące ją od odjazdu kolejnego pociągu. Wracała do domu ze szkoły w mieście B-B, gdzie mieszkała w internacie. Jarecka dokładnie pamięta(bo widzi to jako żywo na rysunku), że miała wtedy na sobie sweter w kolorze atramentu w pomarańczowe renifery, który to sweter sama sobie usztrykowała, i jakąś długą suknię, choć to dwudziesty wiek miał się ku końcowi, a nie dziewiętnasty. Usiadło sobie to dziewczę przy stoliku zamówiwszy capuccino, wyjęło kraciasty notesik i gapiło się na ludzi. I wtedy w radio rozległa się ta piosenka, a w sercu CałkiemInnej grało akuratnie na tę samą nutę, bo CałkiemInna tęskniła za Domem, i w tej harmonii tego co na zewnątrz i tego, co w środku, wzięła CałkiemInna- jak widać na obrazku- wieczne pióro i wylała tę chwilę na kratkowaną kartkę, a teraz z niej tę chwilę wlewa w siebie na powrót. I widać, że CałkiemInna pochyla się z uśmiechem nad notesem (a Jarecka patrzy na nią jak na własną córkę), włosy wypadają jej spod chustki a obok stoi kawa z bezą piany, i dziś w nocy Jarecka tak samo się w samochodzie uśmiechała i tak samo się cieszyła, że jedzie do Domu na Święta.

21.12.2012

Z lekkim poślizgiem, na imieniny

Jarecką nastroiło literacko już w poprzednim poście, więc może nie będzie tak zupełnie od rzeczy wspomnieć Mikołajka, skoro pół Polski (w tym Jareccy) znów oczekuje tego Świętego. Wpis na ten temat miał "iść" bliżej szóstego grudnia, ale tak jakoś czas pogalopował i dziś, jako remedium na pasztet, choinkę i bolące plecy, Jarecka popłynie w miłe rejony.

Początki znajomości Jareckiej z tym kawalerem toną w pomroce dziejów.
Zapewne nie umiała jeszcze czytać, gdy w Polskim Radio program pierwszy wieczorem, w cyklu "radio dzieciom" czytano fragmenty (a może i całe rozdziały- w końcu tego kiedyś dzieciom nie żałowano) książek o Mikołajku. Nijakiej fabuły już Jarecka nie pamięta z tamtych czasów, ale zapamiętała nastrój i dowcip tej postaci, chłopca w wieku wczesnoszkolnym, który wiedzie najzwyklejsze życie ucznia. O życiu tym, z własnej perspektywy, opowiada tak zabawnie, że Jarecka już zaczyna rechotać i tak zapewne zostanie do końca wpisu.
Kilka lat później, gdy mała Jarecka- czyli CałkiemInna- była z rodzicami na jakimś festynie, przy stoisku z książkami wybrała sobie dwie książki- w ładnej, twardej oprawie, w dodatku kolorowej i z ciekawymi ilustracjami, na które, jak każde dziecię Jarecka była łasa, a jakże.
W domu okazało się, że skądś Jarecka te historie zna...
Na powyższym zdjęciu leży, nadgryziona zębem czasu, książka, o której mowa- "Wakacje Mikołajka", zdaniem Jaśnie Panicza najzabawniejsza z całej serii (a w niej, najzabawniejszy, zdaniem Jareckiej rozdział; Mikołajek na wakacjach nad morzem uczestniczy wraz ze zgrają wakacyjnych kolegów w zajęciach sportowych na plaży. Instruktor wita chłopców:"nazywam się Hector Duval"- mówi-"a wy?" -"My nie"- odpowiadają chłopcy. Jarecka tarza się ze śmiechu, wierzaj Czytelniku).

Jaśnie Panicz okazał się nieodrodnym synem swojej matki w uwielbieniu dla Mikołajka, potrafił wchłonąć tomiszcze w dwa dni a nieustanny rechot utwierdzał rodziców w przekonaniu, że syn oddaje się lekturze. Jaśnie Panicz doszedł w swoim fanatyzmie do tego stopnia, że każda realna sytuacja nasuwała mu skojarzenia z jakąś przygodą Mikołajka (choć słowo "przygoda", chyba nie jest najwłaściwsze- w końcu Mikołajek ma zupełnie zwykłe życie). Kolegów przyrównywał do tych mikołajkowych a sam był oczywiście- nomen omen- Mikołajkiem. Swoją drogą to ciekawe, że najlepsi koledzy Jaśnie Panicza to zawsze typ Alcesta...

W Deszczowym Domu mają miejsce na przykład takie sceny:
Jaśnie Panicz w zamyśleniu pociął nożyczkami rękaw swojej koszulki.
Jarecka na ten widok, z wizją znacznie uszczuplonej synowskiej garderoby i zgrozą: -"Synu!!! Czy tobie się wydaje, ze jesteś Gotfrydem?!!"
I wszystko jasne.

Tego lata, w podróżach bliższych i dalszych towarzyszył Jareckim Mikołajek w wersji do słuchania, absolutnie fantastycznie zagrany przez tatę i syna Stuhrów. Jarecki nie mógł się nadziwić, że Jarecka może się śmiać setny raz z tych samych dialogów a nawet się irytował, gdy w odpowiedzi na poważnie zadane pytanie Jarecka wybuchała śmiechem, bo akurat korepetytor Mikołajka wykrzyknął desperacko "CHRZANIĘ TO!!". Trzeba ten okrzyk usłyszeć w wydaniu Jerzego Stuhra- radzi Jarecka nie przestając się trząść z uciechy.

Wpis niniejszy nawet nie próbuje być recenzją książek o Mikołajku, dwojga autorów- Rene Goscinny'ego i Jean Jacquesa Sempe- genialnego ilustratora (Jarecka jest przekonana, ze Mikołajek nie może wyglądać inaczej niż na jego ilustracjach, dlatego do tej pory nie obejrzała filmu na bazie historyjek o Mikołajku, choć znajomi mówią, że dobry). Tak w ogóle wpis miał służyć prezentacji torby, którą Jarecka wyhaftowała synowi posyłając go do klubu malucha, gdy miał trzy lata.
Służy do dziś, bez obciachu.

Zaprawdę, dobre książki są dobre w każdym wieku.

20.12.2012

Jarecka i Wiking z radia

Jarecka nienawidzi piątku, to nic nowego.
A jednak! A jednak w tym dniu kilka minut lśni niezwykłym blaskiem, który opromienia Jareckiej piątkowy znój.
Jedzie sobie Jarecka samochodem, wiezie starszaki na ósmą do szkół, po tym jak je wcześniej obudziła, wydała ubranie, znowu obudziła, nakarmiła, zapakowała drugie śniadania (a czasem i obiady!), zmusiła do ubrania się, do zapakowania drugich śniadań, mycia zębów, ubrania się w kurtki i wyjścia z domu, następnie wróciła po zapomnianą przez Dwójkę torbę z jedzeniem, wyjechała z garażu, zatrzymała się przy wejściu do domu, bo Jaśnie Panicz zapomniał stroju na wf (o który Jarecka pytała przed wyjściem trzy razy)- i kiedy już sobie dalej "spokojnie"jedzie, opromienia ją ten niebiański blask, bo w radio mówi Michał Nogaś!
Michał Nogaś opowiada o książkach tak, że Jarecka najchętniej zrobiłaby zwrot o 180 stopni i udała się wprost do najbliższej księgarni by zakupić to, o czym akurat mówi, głos rozsądku jednakowoż napomina, że po pierwsze, księgarnie jeszcze są zamknięte, a po drugie-
-to naprawdę bardzo daleko.
Głos pana Michała z hozkosznym "eh" nasuwa Jareckiej obraz wielkiego acz łagodnego blondyna, w zasadzie ryżego; z brodą, taki typ wikinga, co to na dodatek czyta i opowiada i jeszcze inteligentnie dialoguje z redaktorem Mannem. A to jest właśnie dla Jareckiej ideał męskiej urody.
Właściwie skąd się Jareckiej taki ideał wyłonił, nie wiadomo, bo uczciwie musi przyznać, że nie zna i nie znała mężczyzny pasującego do tego opisu, Jarecki zaś nie jest blondynem i nie nosi brody, czyta ale nie opowiada i nigdy nie miał okazji rozmawiać z Wojciechem Mannem( nobody's perfect- wzrusza Jarecka ramionami, bo poza tym Jarecki jest idealny).

A teraz imaginuj sobie, Czytelniku, co Jarecką spotkało!
Było to, zda się, kilka dobrych miesięcy temu, bo głos redaktora Nogasia z radiowej Trójki dobiegł ją nie w samochodzie a przy śniadaniu, w kuchni. Zanurza się więc Jarecka w odmęt tego głosu i jak już jest z głową unurzana, nagle- co słyszy! że jakoby audycję pokazuje telewizja! Jakiś program typu "pytanie czy herbata" czy "kawa na śniadanie"! Biegnie Jarecka co sił do salonu, ma blisko ale kręto więc ledwie wyrabia na zakrętach a serce jej wali, bo już tylko chwila dzieli ją od ujrzenia obiektu swoich westchnień na własne oczy! Włącza Jedynkę- i jest!
Oto, co się ukazało oczom Jareckiej w ten piątkowy, jasny poranek:




No i w zasadzie wszystko się zgadza. Broda jest, nawet jakby ryża.

Kocham pana, panie redaktorze!

P.S. Szukając tego zdjęcia w internecie, Jarecka  dowiedziała się, że Michał Nogaś jest od niej tylko o rok starszy. To przywiodło ją do gorzkich rozważań na temat własnej Jareckiej kariery zawodowej, realizacji swoich pasji i upływu czasu w ogóle...

16.12.2012

Uwaga!!!! Stężony banał!!!

Cóż można robić w trzecią niedzielę Adwentu?
Połowa populacji robi pewnie to, co Jareccy:






Pozdrowienia z Deszczowego Domu!

Nowi goście


Z rana Jarecka wychodzi na mroźny balkon wywiesić pościel Dwójki (celem neutralizacji roztoczy) i zastaje tam zazwyczaj Przytulasa, który gimnastykuje się na mrozie.
Przytulas bardzo o siebie dba, co rano biega do sklepu na rogu i z powrotem ( ale nic nie kupuje, bo nie może się dogadać ze sprzedawczynią) i obowiązkowo wykonuje sto podciągnięć na sznurze do bielizny.
Jareckiej nie umknęło jednak, że kot jest podekscytowany i kogoś wygląda...
Jarecka obstawiała początkowo tę baletnicę, ale ona zdaje się wybrała tego bufonowatego piłkarza, z Dortmundu chyba.
Sprawa wkrótce się wyjaśniła i Jareccy zaczęli rozważać jednak legalizację kociego hostelu. Bo oto nie dalej jak w piątek znalazła Jareckiego w pracy ta oto para. Przyjechali z jakiegoś skandynawskiego kraju, mówili dużo 'O" z dwoma kropeczkami i "A" z dwoma kropeczkami i dużo się śmiali ( tak podobno w Skandynawii mają, chociaż Jarecka wie, że na północy to się raczej popada w depresję, a teraz dni są krótkie nawet w Polsce). Trudno było ich zrozumieć, ale- spryciarze!- mieli karteczkę z adresem Deszczowego Domu i trafiliby tam choćby taksówką. Dobrze jednak, że jakimś cudem Przytulas pokierował ich do pracy Jareckiego, bo Deszczowy Dom to już druga strefa taxi, a może i trzecia.





Strasznie fajne koty, no naprawdę!

13.12.2012

Co Jarecki robi, gdy nie ma go w domu

Co Jarecki robi, jak nie ma go w domu, tego Jarecka do końca nie wie.
Na pewno pracuje, bo jakąś wypłatę dostaje i składki ubezpieczeniowe są opłacane, co może Jarecka sprawdzić jeżdżąc z dziećmi do lekarza. 
Robi zakupy, czego dowodem są te zakupy właśnie. Ale czy Jarecki pływa w basenie- na to Jarecka dowodu nie ma, za to na malowanie Bajkowych Kącików- tak.

Wszystko zaczęło się jakieś cztery lata temu. W piątek rano Jarecki wychodził jak zwykle do pracy ale wracał już w środku nocy by przespać się kilka godzin i znów zniknąć na całą sobotę. Jarecka obstawiona drobnym potomstwem i pozbawiona mężowskiego wsparcia nie mogła jednak sobie pozwolić na luksus narzekania. Gdy tylko zaczynała swoją  żałosną opowieść w oczach słuchacza pojawiał się błysk zainteresowania, który przeradzał się w zachwyt nad Jareckim i Jarecka porzucała nadzieję na współczucie. "Przecież on pomaga dzieciom! Jaki bezinteresowny!"
Jarecki bowiem wraz z grupą znajomych jako wolontariusz maluje dziecięce oddziały szpitalne. 
"No tak się urządzić"-pomstowała w duchu Jarecka-"pomagać dzieciom nie oglądając ich na oczy... Cudnie!"
I tak czas sobie mijał, Jarecki sobie malował, Jarecka pomstowała aż zdarzyło się, że wolontariusze dostali niestandardowe zamówienie. Kącik, z założenia miejsce rekreacji dla chorych dzieci miał tym razem służyć młodzieży. Szablon sponsora przewidziany dla dzieci, w motylki, kwiatki i literki nie nadawał się. Poproszono więc o pomoc Jarecką i się zaczęło. Jarecka zmodyfikowała nieco szablon, zamiast zarysów drzew i zameczków zaproponowała panoramę dużego miasta, a literki i kwiatki zastąpiła kolorowymi balonami (takimi, w których się lata). Kilkumiesięczna Czwórka została podstępnie wrażona swojej Matce Chrzestnej wraz z butlą i zapasem mleka a Jarecka osobiście wzięła udział w realizacji tego projektu. Od tamtej pory, jeśli się trafi Kącik bliżej Deszczowego Domu, Jarecki zasuwa tam z wałkami, wkrętarkami i czym tam jeszcze, a gdy już ściany są gładkie, czyste i piękne, zmienia go Jarecka i maluje te tam kwiatki i robaczki.

Razu pewnego do wolontariuszy z brygady Jareckiego zwrócono się z takim zadaniem:
Odnowić, pomalować, upiększyć kawałek korytarza w Wielkim Szpitalu.

I tu należy zrobić wtręt. Wielki Szpital Dla Dzieci naprawdę jest wielki. Ma kilometry niskich, przytłaczających korytarzy i Józef K musiał się w swojej koszmarnej przygodzie czuć tak, jak czują się rodzice pierwszy raz wpuszczeni w tryby tej maszyny. I nie tylko pierwszy raz, ilekroć bowiem Jarecka opuszcza to miejsce po jakiejś wizycie u specjalisty, do końca dnia jest już absolutnie do niczego. Gdy przejeżdża obok tego miejsca nocą, na widok oświetlonych pięter włos jeży jej się na głowie- tak niewyobrażalna jest ilość cierpienia, jakie mieści w sobie ten budynek.

A ten kawałek korytarza, co go Jarecki miał pomalować znajduje się na bloku operacyjnym. Miejsce, w którym cierpiący rodzice czekają na Najważniejsze Wieści.
I znów Jarecka siadła do projektu a że potrafi sobie wyobrazić cierpienie rodzica dziecka na skraju życia i śmierci, wpuściła tym znękanym ludziom, do tej strasznej poczekalni dużo powietrza. 
Żeby mogli trochę odetchnąć.












Z tego miejsca Jarecka pozdrawia szczególnie Beatę i Rafała, bez których- co by to było?
Szesnaście Kącików, szesnaście przepracowanych weekendów, niezliczone zakupy, przewożenie, ładowanie, skręcanie, malowanie, meblowanie- i uśmiech! A wszystkim, co ich Jarecka spotkała w Kącikach pozdrowienia śle ta oto mewa :))) Rafałową ręką poczyniona :)



Jarecka chce być jak dziecko

Jarecka nie zna wielu przekleństw, a tych, które zna, używa rzadko i bez fantazji.
To, co leci zimą z nieba nazywa jednak białym  ch...stwem, inaczej nie da rady.
Tej zimy jednakże zadała sobie wreszcie pytanie, skąd jej się ta niechęć wzięła, od kiedy i dlaczego aż tak?
A skoro sformułowała takie pytanie, natychmiast została zbombardowana przez swoją pamięć obrazami ze śniegiem w roli głównej i uznała, że - trudno- będzie nie lubić dalej.


We wtorek rano Jarecka zobaczyła padający śnieg.
Pierwszy raz tej zimy, bo do tej pory na Zaogoniu śnieg padał nocą.
Pomyślała, że przecież kiedyś tak lubiła zimę, i może by tak znów spróbować się nim ucieszyć i poczuć jak mała CałkiemInna...
Jarecka podeszła do kuchennego okna i przez zasłonę białych płatków, które w zwolnionym tempie płynęły w dół zobaczyła sąsiada. Sąsiad odśnieżał. Na ten widok w głowie Jareckiej zjawił się kolejny obraz- odśnieżająca Jarecka, albo Jarecki. Jarecka zmarznięta i obolała z wysiłku, nazajutrz w zakwasach a Jarecki skrupulatny, ze słuchawkami w uszach, odśnieżający w blasku padającym z okien, za którymi Jarecka pacyfikuje całą czwórkę  do spania- co gorsze? Nie wiadomo...
Poszła tedy Jarecka do drugiego okna i zobaczyła samochód pokrywający się pomału i równomiernie białym puchem.
Zobaczyła siebie ze szczotką pędzlującą wszystkie szyby i lusterka- i odeszła od okna.


P.S.
Wszechwiedzący Narrator zdradzi Ci, o Czytelniku, że Jarecka doczekała się swojej chwili śnieżnej radości.
Trwało to kilka sekund, bo tyle zajął jej bieg od drzwi domu do samochodu- żeby wstawić go do garażu. Było jasno, cicho, tylko śnieg głucho chrzęścił pod butami.
I przez tę jedną krótką chwilę Jarecka- CałkiemInna lubiła śnieg.


10.12.2012

Poduszka spod poduszki, czyli Jarecka jako krawcowa i Święty Mikołaj w jednym

Oto, co rankiem szóstego grudnia wyjrzało spod Czwóreczkowej poduszki:
Poduszka.


Jarecka otóż- mamo, czytasz uważnie?- Jarecka uszyła ją sama, na maszynie.
Ma Jarecka różne pomysły i materiały, ale nie ma maszyny i- jak sądziła- umiejętności.
Kiedyś, kiedyś, w rodzinnym domu, mama nauczyła ją podstawowych czynności w zetknięciu z maszyną do szycia, ale było to lata świetlne temu a z Jarecką niestety nie jest tak jak z innymi, że jak raz się czegoś nauczą to już będą umieli zawsze. I jakież było jej zdziwienie gdy zasiadłszy do pożyczonej maszyny, zacnego starego łucznika, zobaczyła, że szyje!
Uszyła więc poduszkę.
Z ekologicznej torby, zachwyciwszy się jej mocnym, ścisłym splotem i głębokim czarnym kolorem.

Jareckiej przykro, że nie może pokazać zdjęć tyłu poduszki i detali, ale Deszczowy Dom ciemny sam w sobie, zimą jest arcyciemny, a na podwórku, gdzie Jarecka fotografuje co się nawinie, jest już zimno i śnieżnie, oraz- ciemno. Kolor podusi też nie pomaga...

Musisz wierzyć, Czytelniku, na słowo, że uszyć taką poduszkę to rzecz dla przedszkolaków, że  prawie nie trzeba używać nożyczek a wszelkie poczynione przez niewprawną krawcową szwy są ukryte. Jarecka obiecuje, że jak ją oświeci słońce, albo co inne, pokaże krok po kroku co i jak.
Z tyłu podusia jest zapinana na dwa różowe guziki, bo jak Jarecka wspominała w tym poście, trzeba zawartość poszewki zabezpieczyć przed małymi paluszkami. Aplikacje z kolorowego polaru, zbieranego pieczołowicie przez Jarecką są naszyte przy pomocy paluszków, ale już większych.

Świnkę Peppę Czwórka kocha bez pamięci, więc na Gwiazdkę Jarecka szykuje kolejne przedmioty kultu. Fazę taką ma już za sobą :

Tej zaś nocy Świnka może już się komunikować, nabyła bowiem twarz i powiedziała, że czeka niecierpliwie na kończyny i zakręcony ogonek. Jeszcze trochę Peppko, jeszcze trochę!

Nawiasem mówiąc, to trudne zrobić Peppę w trójwymiarze, bo w kreskówce zawsze prezentuje ona uroczy profil. En face wcale się tak ładnie nie prezentuje...

Jarecka odpowiada

Jarecka została zaproszona do blogowej zabawy przez Sylabę.
Sylaba wykoncypowała 11 pytań i Jarecka na nie odpowie: 

1. Najbardziej irracjonalna decyzja, która zakończyła się happy-endem...

Jarecka nie podejmuje irracjonalnych decyzji. Jest na to zbyt ostrożna, żeby nie powiedzieć asekurancka. ŻADNYCH ważnych decyzji nie podejmuje sama, bo jeśliby decyzja okazała się niefortunna w skutkach, nigdy by sobie nie wybaczyła- ot, taki defekt...
Niemniej przychodzi jej do głowy pewne fortunne w skutkach szaleństwo:
Będąc mamą li i jedynie Jaśnie Panicza i Dwójki, Jarecka się zbuntowała, i to jak! Że jest odcięta od świata, że nawet autobusem nigdzie nie pojedzie, bo dzieci..., że nikt do niej nie przyjeżdża bo daleko, że do pracy zasuwa na rowerze a samochód stoi pod domem i się z niej śmieje... I że ona sobie w takim razie życzy, żąda! Zrobić prawo jazdy!! Koniec kropka! Bo jak nie, to!....Jarecka aż taka wojownicza i uparta nie jest, i co ją tym razem pchnęło w aż taką desperację- sama nie wie.

Jarecka do prowadzenia pojazdów mechanicznych (i nie mechanicznych też) nigdy nijakiej skłonności nie miała a więc i talentu się w tej materii nie spodziewała. Nie spodziewała się także, że sprawy nabiorą takiego tempa...Jareckiej teść, instruktor jazdy, rozpisał jej jazdy na bite trzy tygodnie od zaraz i Jarecka wziąwszy dziatki pod pachę udała się na drugi koniec Polski w rodzinne strony aby stawić czoła przeznaczeniu. Dowiódłszy sobie i otoczeniu braku talentu w prowadzeniu samochodu, Jarecka jako ten bezwolny liść została przez męża odstawiona w trzeci koniec Polski na egzamin (bo tam były wcześniejsze terminy), który koncertowo oblała nie ruszając pod górkę na oczach kamer. Niemniej kilka tygodni później (tygodni obfitych w dramatyczne zwroty akcji, BARDZO dramatyczne...) oficjalnie została uznana za kierowcę i winszuje sobie swojego tupnięcia nogą do dziś. 

Czy późniejsze wypadki należy uznać za happy end- trudno powiedzieć. Ofiarą pierwszej przejażdżki Jareckiej padł samochód Jareckich... Odjechał na lawecie w siną dal, na zawsze...

A jednak Jarecka sobie winszuje tego niezwykłego u niej przejawu uporu, tego działania wbrew swojej tchórzliwej naturze. Mieszkać na Zaogoniu i nie prowadzić samochodu? Niemożliwe.

2. Nie posiadam..., ale nie szkodzi, bo...

Jeśli już Jarecka zauważy, że czegoś nie posiada, to nie może powiedzieć, że nie szkodzi. Właśnie szkodzi. Zaś jeśli nie odczuwa braku czegoś, to znaczy że wpłynęliśmy w abstrakcję jak na suchego przestwór oceanu... I takiej rzeczy nie potrafi Jarecka ani nazwać, ani sobie wyobrazić.
 
3. Publikacja/tekst do którego raczej nie wrócę rozczarował mnie tym, że...

Przy tej odpowiedzi Jarecka nie żałuje, że jej bloga czyta tak mało ludzi, albowiem napyta sobie zaraz wrogów, ani chybi...
Jarecka ma alergię na literaturę a la Coelho i na to, co tworzy Eric Emanuel Schmitt...
Pierwszy rozczarował Jarecką pretensjonalnością, drugi łopatologicznym moralizmem.
 
4. Nie pojmuję, jak można...

...nie lubić kawy!! ;)
 
5. Wskoczyłabym na fotel kosmetyczny, fryzjerski, dentystyczny? (Inny?)

Własny, w domu. Z kawką, robótką, książką... WYmienione w pytaniu fotele nudzą Jarecką niepomiernie i powodują poczucie marnotrawienia czasu. No może z wyjątkiem dentystycznego, ale o wskoczeniu nań akurat nie marzy...
 
6. Upominek wspominany do dzisiaj to...

...album z malarstwem Van Gogha, który Jarecka (wtedy jeszcze nie Jarecka tylko CałkiemInna) dostała na 15 urodziny od przyjaciół. Złożyli się oni, żeby zrobić Jareckiej taką, naprawdę, taką radość! A rzecz nie była tania, a Van Gogh był dla nastoletniej CałkiemInnej jak Justin Bieber dla dzisiejszych nastolatek...

 7. Trzymam się z daleka od...ponieważ...
Od hipermarketów. Ponieważ trzeba po nich łazić kilometrami. Jarecka na Zaogoniu zdziczała i nie ogarnia sklepów większych niż Lidl czy Biedronka.

8. Obowiązująca reguła, z którą bym się chętnie rozprawiła...

No nie, Jarecka się do reguł stosuje. Mogłaby chyba mieszkać w Japonii, tam podobno wszyscy się stosują. 
9. Nie zobaczycie mnie w..., uważam bowiem, że...

...futrze, uważam bowiem, że jakkolwiek jaskiniowcy musieli odziewać się w skóry, żeby nie zginąć, współcześni mają do wyboru mnóstwo praktycznych, pięknych, lekkich, wygodnych, ciepłych, oddychających i kolorowych tkanin do przyodziania się.
 
10. Przeszkadza mi...

...śnieg!!! 

11. Uśmiałam się niedawno, bo...

Bo było tak:
Trójka: -mamusiu, przytulisz mnie? 
Jarecka, zajęta smarowaniem Dwójki jednym z jej setki specyfików: -teraz nie mogę, za chwilę.
Trójka: -przydałoby się więcej rąk?...


Teraz najprawdopodobniej Jarecka powinna posłać ten bakcyl dalej, ale ha ha! Komu?
Większość obserwatorów Deszczowego Domu to Jareckiej krewni i znajomi (a są i tacy krewni i znajomi, którzy czytają a nie obserwują, niech się wstydzą! A przy okazji Jarecka zdradzi, że zżera ją ciekawość, kto się kryje pod pięknym nickiem "Indian Summer'?- ujawnij się Indian Summer :))
Tych, których Jarecka obserwuje, a oni jej nie, Jarecka oczywiście nie ma śmiałości wyrwać do odpowiedzi.
I tak staje się jasne, że osobami, które Jarecka wskaże zostają.....no, kto, Bystry Czytelniku?
Sylaba i Anutek, rzecz jasna :)
Ponieważ padło już tyle pytań lepszych i gorszych, z którymi się dziewczęta mierzyły w ostatnim (i mniej ostatnim) czasie, Jarecka ma dla nich propozycję zgoła inną, bo jakoś- dziwne to, ale- może spać spokojnie nie wiedząc, czy wytypowane blogerki wolą trampki czy szpilki, czy wolą ryż od ziemniaków albo czy wolą brunetów czy blondynów.
Tedy Jarecka zaproponuje im zrobienie pościka, posta lub pościora na zadany temat (a znając literackie talenta tychże, już zaciera ręce na tę lekturę):
"Z jaką postacią fikcyjną- z jakimi postaciami fikcyjnymi (literatura, film)- się utożsamiam, w jakich rozpoznaję siebie?"
( Jarecka jest, na ten przykład, niby Filifionka, a kawę robi identycznie jak Adaś Miałczyński.)
 Może być?
:)


 

5.12.2012

Chwila spokoju

O 13.20 Jarecka wychodzi z pracy, razem z Trójką i Czwórką.
O 13.38 odbiera Dwójkę z zerówki.
O 14.00 spodziewa się powrotu Jaśnie Panicza z wycieczki.
Szybkie zakupy i o 13.45 Jarecka znów ląduje pod szkołą.
Cały kwadrans!
Cały spokojny kwadrans, dziewuchy przypięte pasami, chwila spokoju. Co prawda lada moment panny te pasy rozepną, ale Jarecka bierze głęboki oddech i rozgląda się!!!
Rozgląda się spokojnie po samochodzie, w którym zasiada kilka razy dziennie i widzi (a patrzy tylko tuż obok, na i pod fotel pasażera):
-torbę, z którą była w pracy (banał!),
-siatkę z zakupami (banał!)
-skrobaczkę do szyb ze zmiotką w jednym (...),
-saszetki zapachowe,
-kubek termiczny po przedwczorajszej kawie,
-buty ze zdartymi obcasami (Jarecka wozi je w nadziei, że nastąpi ten niezwykły zbieg okoliczności, kiedy będzie przejeżdżała koło tego akurat szewca, w dniu i godzinie, gdy ten akurat zakład będzie czynny, gdy będzie miała najwyżej dwoje na pokładzie i jeśli ten akurat szewc powie, że te buty można uratować i że Jareckiej jeszcze się to opłaci),
-puste pudełko po herbatnikach z cukrem zeżartych przez dzieci  z Jarecką na czele, która to pierwsza żre w aucie roniąc okruchy, a pudełko owo pełne jest skórek z mandarynek, które dzieci z Jarecką na czele zeżarły w aucie pryskając aromatem,
-rajstopy, sztuk dwie, w kolorze "malachit" i "czekolada", które Jarecka kupiła jadąc do pracy, w rozmiarze 2 i 4 (Jarecka kupuje zawsze rozmiar trzy ale akurat takiego nie było, więc Jarecka uznała że jeden i drugi się nada- i się nadaje!)
-papier do pakowania prezentów, dwie rolki, dla niepoznaki zrolowany w szary papier,
-czapkę Jareckiej (Jarecka  nosi czapkę od października do kwietnia),
-siatkę z ubraniami dla dzieci, po dzieciach koleżanki,
-różowe plastikowe wiadro z kwiaciarni, do zwrotu.
Nie liczy Jarecka kabelków, słuchawek i co tam się jeszcze dynda.
Ponieważ zaś Dwójka sygnalizuje problemy z pasem Jarecka przedziera się na tyły samochodu i rejestruje tam dodatkowo:
-kaptur od kurtki Trójki,
-rękawiczki, których poszukiwała od tygodnia,
-rozliczne rysunki,
-równomiernie brązowiutką skórkę od banana.


A ponieważ do powrotu Jaśnie Panicza zostało jeszcze sześć minut, Jarecka w tej chwili spokoju oddaje się niezmąconej relaksacji.


4.12.2012

Zabawki "na złość" czyli zrób prezent nerwusowi

Tak się składa, że w dniu, w którym dzieci są obdarowywane przez Świętego Mikołaja, Jaśnie Panicz obchodzi także imieniny. Bez względu więc na hojność tajemniczego biskupa, Jareccy muszą się wykazać prezentem. Z pewnych przyczyn, o których na blogu bez ograniczeń wiekowych mówić nie wypada, czują się w tym czasie tak wyeksploatowani, że myślenie o kolejnym podarku zdaje się ich przerastać. W zeszłym roku więc Jarecka wpadła na pewien prosty i skromny pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę i przy każdej nadarzającej się od roku okazji sięga po ten sam ograny motyw.
A wszystko przez Jareckiego, który zainfekował telefon Jareckiej ptasim wirusem.
Angry Birds mu na imię.

Jeśli ta prezentacja nic Ci , Czytelniku, nie mówi, zerknij tutaj albo tu, i uwierz, Jarecką kiedyś to bawiło...
Był taki czas w Deszczowym Domu, że grali wszyscy- rodzice wieczorami wyrywali sobie telefon a w weekendy łaskawie pozwalali dzieciom na kwadrans okrutnego strzelania ptaszkami.

Jednakowoż, jak się rzekło, Jarecka wyzyskała zaistniałą koniunkturę i na imieniny obdarowała syna engryberdsem, tym czarnym, z lewej (Jarecka nie jest pewna, czy strona o której myśli to lewa, ale czarny jest tylko jeden). W grze ptaszysko to, uderzając w konstrukcje z różnych materiałów, wybucha siejąc spustoszenie, toteż jest to rzutka przez graczy lubiana :) Jarecka wypełniła ptaszka jak zwykle kamuszkami (takimi, które się sypie do doniczek w celach dekoracyjnych-garstka kamuszków jest zaszyta w płócienną sakiewkę) i silikonowym wypełnieniem do maskotek. Rzuca się takim ptaszkiem przednio! Szczególnie polecany dla nerwusów i furiatów, czyli...hm. Ale nawet gdy ktoś przypadkiem takim ptaszkiem oberwie, nijakiej krzywdy nie dozna, Jarecka gwarantuje!
Czerwony ptaszek przypadł Trójce. Dwójka dostała żółtego, który gdzieś odleciał (zdaje się, że to ten z ciepłolubnych), zielony zaś pochodzi już z kosmicznej wersji gry, Angry Birds Space; Jaśnie Panicz wyprosił go na urodziny. Ptaszki zwiedziły wszystkie zakamarki dziecięcych kieszeni, plecaków, szkolną szafkę i Deszczowe kąty a także łóżka dzieci, bo ku swojej odrazie robią też za przytulanki...
I otóż znów jasniepańskie imieniny za pasem, Jaśnie Panicz przebąkuje coś o engryberdsach a Jarecka już ma w zanadrzu TO:

Tym razem praktyczna Jarecka zaopatrzyła ptaszki w karabińczyk i powstał równie praktyczny brelok.


Jarecka uznała bowiem, że pora uczyć się poskramiania złości w inny sposób niż rzucanie o ścianę ptakiem...

Matki furiatów, do szydełek, Święta za pasem!

3.12.2012

Życie jest pełne niespodzianek

Jarecka ma nadzieję,  że sąsiedzi się nie dowiedzą.
W porządnym domu takie rzeczy? Deszczowym, w dodatku...
Co prawda ciągłe najazdy obcych kotów mogły się wydawać podejrzane, ale Jareccy składali wszystko na karb bujnego życia towarzyskiego Przytulasa.


Wszystko się wydało, gdy w pewien śnieżny dzień w Deszczowym Domu pojawił się Don Pedro.








Jego wygląd nasunął Jareckiej skojarzenie z Ameryką Południową a konkretnie z Kolumbią i  Jarecka struchlała na myśl o kłopotach, w jakie Przytulas się wpakował...Gość nie mówił po Polsku więc Jarecka wykonała telefon do przyjaciela, a ściślej mówiąc do koleżanki, Kati, która zna hiszpański bo urodziły jej się hiszpańskojęzyczne dzieci i musiała się nauczyć. Kati podpytała Kota i okazało się... że adres Deszczowego Domu figuruje w międzynarodowej internetowej bazie kocich hosteli i że Don Pedro (bo tak się nazywał przybysz) trafił tu dzięki owej bazie. Podobno Deszczowy Dom ma świetną opinię i mnóstwo pozytywnych komentarzy (Przytulas nie chce się przyznać, ile na tym zarobił a także czy odprowadzał podatki).

Teraz Jareckiej wstyd za tę nielegalną działalność, napływające koty nocuje i karmi za darmo, kazała też Przytulasowi wycofać ofertę z internetu, ale fama poszła w świat i Jareccy mieli już także gościa z Niemiec (ale nie był zbyt rozmowny, choć Jarecki coś tam po niemiecku szprecha).

Dodaj napis
Don Pedro okazał się być bardzo miłym kotem, przyleciał aż z Meksyku. Zostawił swój adres i w podzięce za gościnę zapraszał serdecznie do siebie na Cinco de Mayo. A potem hop na koń i pięknie odjechał. Jarecką zatkało na widok wierzchowca- czyżby przyleciał tu samolotem z Don Pedro? I tu kolejna niespodzianka- okazało się, że na Zaogoniu otwarto niedawno "rent a horse", i wierzchowiec właśnie stamtąd.
Zaprawdę, zaprawdę, życie pełne jest niespodzianek!


  Do zobaczenia Don Pedro!

2.12.2012

Jarecka i jej defekty, epizod 1

Jarecka ma- zapewne od urodzenia- pewien defekt. Ma to jakiś związek ze słuchem a może jest jakąś formą schizofrenii? Przykłady? Proszę bardzo:

Pani Doktor mówi: "90 procent bólów brzucha u dzieci w naszych czasach wynika ze złych nawyków żywieniowych".
Jarecka słyszy: "Jest pani beznadziejną matką, nie dba pani o dzieci jak należy, jedzą co chcą i kiedy chcą"
Jarecka chciałaby zaprotestować, w końcu dokłada wszelkich starań, żeby posiłki dzieci były regularne i zbilansowane, każde piętro żywieniowej piramidy, przynajmniej raz dziennie ciepłe, słodycze owszem- ale te zrobione w domu, owoce ze skórkami, surowe warzywa, no ale sam Czytelnik słyszał- Pani Doktor mówiła, że Jarecka jest złą matką- pewnie się lepiej zna...

Inna Pani Doktor mówi: "Takie problemy mają często podłoże emocjonalne."
Jarecka słyszy: "Jest pani beznadziejną matką. Dziecko zestresowane, o niskiej samoocenie- to pani wina! Te nerwowe ranki, pośpiech- co z pani za matka?" Pani doktor nie ma oczywiście pojęcia, jak wygląda poranek z Dwójką. Nie wie, że rano nie da się Dwójki obudzić, po prostu nie, trzeba wyciągnąć spod kołdry, jako tako spionizować, ubrać od A do Z, naciągnąć rajstopy na bezwładne nogi i zawlec dziecię do kuchni, gdzie nad śniadaniem dopiero raczy otworzyć oko. A to zaledwie ćwiartka tego, co Jarecka musi z rana wystawić za drzwi, ubrane, nakarmione i zaopatrzone na pół dnia.

 No ale- sam Czytelnik słyszał...


Jaśnie Panicz w kuchni

Jaśnie Panicza ogarnął kulinarny szał.
Zawsze przejawiał ku temu skłonności, co prawda to prawda, ale odkąd zobaczył w tv "Master Chef Junior", Jarecka ma przechlapane. Jaśnie Panicz zna z imienia wszystkich uczestników emitowanych na dwóch kanałach dwóch edycji tego programu, nie mówiąc o jurorach. Cytuje ich wypowiedzi, rysuje scenki z programów a w kuchni dowodzi siostrami jak jakiś Matt Moran, czy jak on się zowie.
-Mamo, mogę upiec ciasto?
Jarecka wzdycha, przewraca oczami, dmucha nosem, syczy, nadyma się, i...pozwala. Stawia na stole składniki, których syn nie znajdzie sam, włącza do prądu mikser (jak trzeba) i wycofuje się. I nie dalej jak wczoraj, palcem kiwnąwszy tylko przy włączaniu piekarnika, Jarecka doczekała się crumble absolutnie samodzielnej produkcji Jaśnie Panicza. Wróć. Jabłka pokroiła sama, ale od wizji zakrwawionych paluchów się nie opędziła.
A nazajutrz znowu:
-Mogę upiec ciasto?
Jarecka baranieje z lekka, jak to przy deja vu, ale zachowuje czujność, jednak, i od razu demotywuje, jak to Jarecka:
- Ale już prawie nic nie mamy w lodówce, nie ma jajek...
-A mogę ci zrobić listę zakupów?

Jarecka bardzo przyklaskuje tej pasji, choć kiedy może oczywiście przewraca oczami, wznosi ręce ku sufitowi, sapie i tak dalej ale bezecnie wykorzystuje sytuację. W sobotni wieczór, chcąc uprzedzić niedzielną pobudkę- sprytna Jarecka!- zagniotła ciasto na brioszkę, zostawiła na blacie foremki, masło, mąkę, czystą ścierkę oraz pisemną instrukcję w punktach- czym Jaśnie Panicz musi się zająć po przebudzeniu. Trochę inaczej sobie to Jarecka wyobrażała, bo jednak nie obyło się bez porannej pobudki- o 6.30 Jaśnie Panicz wraził głowę do sypialni żeby zapytać "czy już?". Szczęściem Jareccy to zaprawiony w boju materiał i potrafią zasnąć wypowiedziawszy oczekiwane "już!" Gdy zatem o ósmej Jarecka wpełzła do kuchni, pod ściereczką rosły już sobie pachnące masłem buły.

W tym krótkim czasie, gdy Jaśnie Panicz był jedynakiem, dwa, trzy razy w tygodniu zajmowała się nim wyłoniona w kastingu niania, Pani M. Była ona po uszy zakochana w Jaśnie Paniczu i wciąż znosiła mu książki i zabawki, tak, że Jareccy zastanawiali się, czy jeszcze coś jej zostaje ze skromnych zarobków, które jej oferowali. Jedna z przyniesionych przez Panią M książek, jest w Deszczowym Domu do dziś, wciąż używana, wertowana, nieustające źródło kuchennych inspiracji. Oto ona:

 I właśnie z tej książki pochodzi przepis na ciasto Kangurzycy- czyli po inszemu crumble, owoce z kruszonką. Przepis wygląda następująco:
100 g mąki
50 g cukru
50 g masła
2-3 łyżki cukru
Te składniki Jaśnie Panicz precyzyjnie łączy w "okruchy chleba". Ostatnio tak się palił do roboty, że zagniótł wszystko w jedną kulę. Trzeba uważać- jak się wkrótce dowiedział z "Master Chef Junior"-żeby zagniatać "chłodnymi rękami" :) Następnie Jaśnie Panicz szykuje naczynie- u Jareckich kamionkowe- smaruje masłem i wrzuca pokrojone przez mamę jabłka- w przepisie są dwa, w Deszczowej Kuchni zawsze więcej. A potem już tylko sypie kruszonką jabłuszka, solidnie ugniata i do piekarnika, który Jarecka ustawia na 180 stopni.
Jarecka jest dumna z syna, uważa, że robi on w tej materii postępy, albowiem zauważył już, że pieczenie z jednej porcji nie ma w Deszczowym Domu sensu!

.....

Dwójka aż się rwie, żeby załatwiać drobne sprawunki w pobliskim sklepie (bo to robota na rowerze).
Jaśnie Panicz gotuje.
Jarecka nie znalazła jeszcze zastosowania dla dwóch młodszych córek, ale zdaje się, że sprzątanie jeszcze nie bardzo im się przejadło...


1.12.2012

Trójka kontempluje sztukę

Jaśnie Panicz w szkole. Czwórka śpi. Jarecka strrrasznie zajęta. Bajka, którą oglądały Dwójka i Trójka, właśnie się skonczyła.
Jarecka desperacko próbuje zaradzić, bo doskonale wie, że zaraz zacznie się wymiana zdań między siostrami, w tonie podniesionym, i tyle będzie z Czwórkowego spania i strrrasznie ważnej maminej roboty.
- Tam na półce na samym dole- instruuje ze swojego stanowiska za stołem- o tam, są takie trzy duże białe książki, weźcie je sobie i pooglądajcie. Córki posłusznie biorą i oglądają.
Te książki to albumy z malarstwem- Leonardo, Rafael, Michał Anioł.
Po chwili Jarecką dobiegają odgłosy kontemplacji:
-Tu siurki... tu cycusie...


.....



Trójka podnosi z podłogi lodówkowy kalendarzyk z reprodukcjami malarstwa włoskich mistrzów. Przygląda się uważnie "Złożeniu do grobu" Rafaela.
-Mamo- woła z oburzeniem- oni ciągną Boga!
-Pana Jezusa- tłumaczy Jarecka- wkładają Go do grobu. Umarł i wkładają Go do grobu. Wiesz, co to jest  grób? Pamiętasz, jak dziadek umarł, leżał w trumnie i też panowie włożyli go do grobu.
-My wtedy przyjechaliśmy z wakacji a dziadek umarł- Trójka odgrzebuje ten fakt w pamięci i Jarecka chwilę zastanawia się, czy doczepić się nowej koncepcji przyczynowo-skutkowej w związku ze śmiercią dziadka i przyjazdem z wakacji. Rezygnuje.
-Dziadek umarł i Pan Jezus umarł- podsumowuje Trójka.
-Tak- Jarecka czuje, że wychodzi na prostą- i teraz są razem w niebie.
- I razem sobie chodzą i rozmawiają- córka popada w zachwyt- i Pan Jezus mówi Józefowi (tak przecież mówiono o dziadku w pogrzebowej homilii), że już nigdy nie umrze!
Jarecka zastanawia się ile Trójka może pamiętać z mszy sprzed ponad roku a na ile to jej własna koncepcja. Przyczepia kalendarzyk z powrotem do lodówki  i już nic nie odpowiada ale przez resztę dnia nosi w sobie ten jasny obraz- dziadek Józek i Pan Jezus pogrążeni w rozmowie spacerują pod rękę po rajskich ogrodach...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...