20.01.2013

O Dziewczynce, która szukała mamy. Smutna bajka z wesołym epilogiem

Zaczęło się tak:
Gdy Jarecka leżała w szpitalu w oczekiwaniu na Czwórkę, odwiedził ją kolega.
- Na pewno ci się nudzi - powiedział - przyniosłem ci szkicownik, może porysujesz...
Jarecka leżała w tym szpitalu już kilka tygodni, ale odpowiedziała - nie. Co miałaby rysować? Ze swojego łóżka nie widziała nawet tego, co za oknem.
Ale szkicownik miał miłe szare kartki... A już jak Jarecka zobaczyła te ołówki, węgle i inne sprzęty rysujące, co to miał je kolega Jareckiej na okoliczność rysowania pożyczyć - wzięła czym prędzej.

Potem pomyślała, że może spróbuje narysować tę obcą dziewczynkę w swoim brzuchu.
Może pokaże to dzieciom, żeby i one ją poznały?
Tak powstał rysunek jeden, drugi, kolejny... Zaczęły się te rysunki układać w historię, którą Jarecka opowiedziała dzieciom, gdy po siedmiu tygodniach rozłąki wróciła do domu - sama.
Niektóre rysunki prawie się już zatarły od ciągłego oglądania. Niektóre uzupełnił Jaśnie Panicz, bardzo przejęty historią dziewczynki szukającej mamy.
Chyba tak to szło:
...

Dziewczynka obudziła się w pewien słoneczny dzień.
Była sama.
Płynęła po wielkim jeziorze na papierowej łódce i patrzyła w niebo. Nad nią latały ptaki a jeden z nich usiadł na brzegu łódki i powiedział:
- mam dla ciebie wiadomość od twojej mamy. Szuka cię i czeka na ciebie. Musisz ją znaleźć, ale przed tobą długa droga. Idź przed siebie, będę ci pomagał.
Zaraz potem z wody wynurzyła się wielka ryba i połknęła Dziewczynkę. Przeniosła ją na brzeg. Tak Dziewczynka ruszyła w swoją drogę.




Mały, czarny ptaszek przynosił jej wiadomości od mamy. Zawsze takie same: "Przyjdź do mnie. Odwagi córeczko. Wytrzymaj" (W tym momencie zasłuchana Dwójka wtulała się w ramię Jareckiej i zaczynała szybciej i płycej oddychać).
Czasem listy od mamy przypływały w butelce. 


Dziewczynka szła i szła. Krajobraz się zmieniał i było coraz cieplej. Któregoś dnia stanęła na skraju pustyni. Wiadomość od mamy spłynęła do niej tego dnia wprost z balonu, który nadleciał jakby od słońca...
Znowu: "odwagi, idź.."
I dziewczynka poszła przed siebie.




Szła w pełnym słońcu i była coraz bardziej zmęczona (Dwójka w tym miejscu już niewątpliwie łkała).
A gdy już była tak zmęczona, że nie mogła dalej iść, zobaczyła drzewo, a na drzewie jabłka.







Usiadła, żeby odpocząć. Nie miała siły iść dalej.




Jak długo tak siedziała, nie wiadomo.
Aż nagle pojawił się drewniany koń.
- Wstawaj - powiedział - musimy jechać. Ja zaniosę cię dalej.




Dziewczynka weszła do wnętrza dziwnego konia i natychmiast zasnęła.

Obudził ją niezwykły blask, który przebił się nawet przez zamknięte powieki. Jakaś wielka ręka uniosła ją wysoko... (I tu Dwójka wybuchała już niepohamowanym płaczem, więc Jarecka robiła przerwę w opowieści, także po to, by przełknąć własne łzy.)




Gdy Dziewczynka otworzyła oczy, leżała na dnie szklanego pudła. Spowijały ją kabelki i plastry a wokół szumiały maszyny.




Było tam źle i niewygodnie, i trudno było oddychać.
Ale wtedy zasłonka tuż na wprost uchyliła się i Dziewczynka zobaczyła wielkie oko.
Poznała od razu, choć nigdy jej nie widziała.
Udało się. Dotarła do mamy.






EPILOG

Ciąg dalszy tej historii dopisało życie a na kolejnych kartkach szarego szkicownika narysowali to Jaśnie Panicz i Dwójka.

Jareccy jadą na wakacje:




Jareccy przed domkiem, który zajmowali na wakacjach :)




Jareccy kąpią się w morzu.





NIE KONIEC :)

18.01.2013

Pierniczkowo imbirowo

Pamiętacie mizerno- mętny tutorial kilka postów temu?
Ukończywszy post, Jarecka stwierdziła definitywnie, że do instruowania innych absolutnie się nie nadaje, oraz że odkładanie szydełka co minutę, by zrobić temu "oczku" albo temu "słupku" zdjęcie nie jest w zgodzie z jej temperamentem, a także, że skoro inni robią to dobrze, niech robią to nadal, ona po prostu musi już! Szybko! Natychmiast!
Z tym okrzykiem odłożyła aparat i zasiadła w swoim ciepłym fotelu z szydłem i stosem absolutnie nowych (w Deszczowym Domu) kłębuszków w apetycznych kolorach.
I oto co się wydziergało:


Przy okazji- chwilowo pomaga Jareckiej taka oto pani, ta, co pozuje. Jarecka wiele sobie po niej obiecywała, że niby jak obrotowa, to i obrotna się okaże,znaczy-pomocna, ale nie ma ona głowy do niczego...

Zupełnie nie są to Jareckiej kolory, ale ta woń korzennych przypraw, miodu i karmelu, jaką emanowały, tak Jarecką znęciła i usidliła, że w pewnym momencie musiała rzucić tę robotę, udać się do kuchni i upiec ciasteczka imbirowo- cytrynowe.
Od razu zrobiło się cieplej, smaczniej i dubeltowo imbirowo!




Zestaw antymrozowy- ciepły szal i imbirowe ciasteczko.
Smacznego!


P.S. nie daj się zwieść, Czytelniku, tym ciasteczkowym klimatom w Deszczowym Domu. Po tygodniu bali karnawałowych, jasełek (a co za tym idzie szykowania kostiumów, dzwonienia, pożyczania, prasowania, wożenia wieszaków, itd.) i chorób współpracowników Jarecka pada w ten piątkowy wieczór na twarz i wyje "chce mi się spać!", jako TU.
Jutro obiecuje sobie post jeszcze w piernikowym kolorze, ale adekwatny do nastroju.

Obiecanki cacanki! Przecież jutro sobota!

15.01.2013

Naprzód z nadzieją! ;)

Jareccy wstają o szóstej rano.
To znaczy budziki dzwonią o szóstej, ruch w Deszczowym Domu zaczyna się mniej więcej kwadrans później.
O siódmej wychodzi Jarecki zrobiwszy uprzednio stosy kanapek. Po jego wyjściu Jarecka zaczyna budzić dzieci, pakuje prowiant do szkoły i przedszkoli, robi herbatę, wydaje ubrania i niestrudzenie pogania. Obowiązkowo każde z dzieci ma z rana jakieś pretensje; jeśli nie przy ubieraniu się, jedzeniu czy myciu zębów, to chociaż przy drzwiach, na schodach, ale koniecznie, przynajmniej raz. Prym wiodą numery parzyste.
Potem Jarecka pakuje ferajnę w samochód, zawozi starsze do szkoły i zerówki, a sama z młodszymi udaje się do pracy.

Ci, którzy twierdzą, że Jarecka robi w pracy to samo co w domu, nie do końca mają rację...
W domu, na przykład, nigdy nie ma pod opieką więcej niż jednego dwulatka, nie zmienia pampersów zdrowym trzylatkom, nie karmi dzieci, które potrafią jeść same i nie lula ich do drzemki w wózkach.
Dzieciom Jareckiej nie zdarza się też płakać przez kilka godzin bez przerwy, poza tym, rzeczywiście jest podobnie jak w domu.

...

Po dniu pracy Jarecka słucha radia w samochodzie. Dziś tematem audycji jest mobbing.
Dzwoni słuchaczka i opowiada o tym, jak źle traktuje się pracowników w firmie, w której pracuje, że ludzie się zwalniają, że mają nerwicę i tym podobne straszne historie.
- Ale ja to jakoś wytrzymuję- zwierza się- bo ja jestem SILNIE PSYCHICZNA.

I z tym hasłem na sztandarze Jarecka ufnie podąża w przyszłość! Naprzód!

13.01.2013

Zemsta nie jest słodka

Żyrafka Małgosia była bardzo smutna.
Czuła się zapomniana. Trójka coraz częściej bawiła się innymi zabawkami, nawet do spania zabierała tę idiotyczną poduszkę z foczką! Na Święta do Dziadków Jareccy zabrali ją co prawda ze sobą, ale już pierwszej nocy zapomnieli o niej i musiała spać w zimnym samochodzie...
Żyrafka cierpiała okropnie.
Całymi dniami leżała na szezlongu pogrążona w smutnych myślach.



Aż przyszedł jej do głowy straszliwy plan...
Gdy w sobotni poranek Trójka zapytała, czy może wyjść na podwórko, bo właśnie spadł śnieg i można się fajnie pobawić, Jarecka oczywiście pozwoliła. Trójka ubrała się błyskawicznie i wyszła.
Po chwili rozległ się nieludzki wrzask, od którego całe Zaogonie podniosło się pięć centymetrów nad ziemię i opadło, zanim ktokolwiek zauważył. Jarecka, gdy już opadła na  podłogę, wyskoczyła za drzwi przekonana, że Trójka spadła ze schodów, ale zobaczyła córkę całą, stojącą i sparaliżowaną strachem na widok tego, siedzącego na progu stworzenia.



Czego tu się bać?-zapytacie. Otóż Trójka boi się psów jak niczego na świecie.
W ogóle Jareccy nie znają wielu psów i stąd są do nich trochę nieufni. Zwłaszcza Jarecki.
Pewnego razu, na przykład, jechali sobie Jareccy do Dębowego Domu na herbatkę. Dębowy Dom leży pod samym lasem i tuż obok jest wielka polana. I po tej polanie biegały sobie dwa psy. Ogromne, piękne, z długą sierścią- Jarecka patrzyła na nie przez szybę oczarowana, taka w nich była radość życia. Nieopodal stała psia pani i przyglądała się pupilom z takim samym zachwytem. Samochód zatrzymał się przed bramą Dębowego Domu, Jarecka wysiadła, a za nią starsze dzieci; Jaśnie Panicz, Dwójka i Trójka.
Nagle Jarecka zobaczyła, że w ich stronę pędzi (ale jak!) jeden z psów! Sierść mu powiewała, wargi łopotały i choć na pysku miał szeroki uśmiech, Jarecka wiedziała, że nie zdoła wyhamować i lada moment cała gromadka wyląduje w rowie, na wierzchu Jarecka, a na Jareckiej wielgachny pies!
Imaginuj sobie, Czytelniku- ta kobieta, która sama wszczęłaby wrzask na cały las, w towarzystwie dzieci przeobraziła się w prawdziwą heroinę.
-Spokojnie- mówiła, usiłując schować za sobą trójkę dzieci- on biegnie się z nami przywitać, powącha nas, powie "cześć" i pójdzie. Tylko nie krzyczcie, bo go wystraszycie.
Dzieci, o dziwo, stały cicho w osłupieniu, Jarecka wyciągnęła w kierunku psa rękę na powitanie i już, już psisko miało tej ręki dopaść, gdy nadbiegła psia pani, przerażona bardziej niż Jarecka, chwyciła psa i przepraszając, że napędził strachu, wycofała się.
Wtedy dopiero Jarecki mógł wysiąść z samochodu...

Ale, ale- wróćmy do tego poranka, gdy na progu domu zasiadł obcy pies.
Żyrafka Małgosia, usłyszawszy krzyk Trójki, tak się przestraszyła, i uderzyła w tak żałosny płacz, że wszystko stało się jasne. To ona zaprosiła Fafika (jak można bać się psa o takim imieniu?) specjalnie po to, by Trójce napędzić strachu- ot, tak, z zemsty za swoje złamane serce. Usłyszawszy jednak ów krzyk zrozumiała, że zrobiła coś bardzo niemądrego, przyznała się i błagała Trójkę o wybaczenie.
Trójka wybaczyła, wyprzytulała Żyrafkę, wyściskała i zamknęła się w pokoju dosłownie na chwilkę, bo Jarecka zapowiedziała, że woła Fafika na ciepłe mleko, bo się wymarzł, biedaczek.






A potem Fafik odjechał i Trójka mogła już opuścić bezpieczny pokój.
Przez resztę dnia nie rozstawała się z Małgosią, a wieczorem, jak zwykle, poszły spać razem i długo słychać było jak rozmawiają i chichoczą.


P.S.
Czy pamiętacie, że Przytulas co nieco zarobił i nie chciał powiedzieć, na co przeznaczył pieniądze?
Jareccy byli przekonani, że je przehulał. Zniknął ostatnio na dwa dni, co nikogo nie zdziwiło, okazało się jednak, że pojechał do Metropolii i kupił sobie...Rower!
Maładiec!
Doprawdy, Jarecka nabrała nadziei, że wyrośnie z Przytulasa porządny kot!
Powiedział, że czekał do zimy, bo teraz taki sprzęt jest tańszy. Jak tylko na Zaogoniu stopnieje śnieg będzie mógł zamienić swoje poranne przebieżki do sklepu NaRogu na rowerowe przejażdżki!



I myśli sobie Jarecka, że skoro Przytulas tak dobrze rokuje, to może i dzieci jej się uda dobrze wychować?

10.01.2013

Mama pracująca

-Ty nie pracujesz- nie pytają, a stwierdzają dawno nie widziani znajomi albo nowo poznani. No bo jakże- małe dzieci...
-Ja zawsze najpierw pukam do pani!- szczebioce nowa Listonoszka (rany, jaka szykowna!)- bo pani na pewno jest w domu! No bo pani przecież nie pracuje!- radośnie wodzi wzrokiem po zgromadzonym w przedpokoju Komitecie Powitalnym.
-Pracuję...- prostuje Jarecka.
-No tak, tak, pracuje pani- w domu!- sumituje się Listonoszka nie spuszczając wzroku z dzieci.
No i Jarecka się poddaje, i bierze przesyłki dla całej ulicy, żeby sobie urozmaicić siedzenie w domu roznoszeniem poczty sąsiadom.

Minął rok odkąd Jarecka podjęła tę ważną decyzję- jest kobietą pracującą.
A właściwie nie podjęła żadnej decyzji, jak zawsze. Dała się ponieść fali dziejowej- "a, co tam!", "a nuż!" Że niby kto inny weźmie do pracy matkę czwórki drobiazgu? A kto pozwoli jej przychodzić do pracy z dwójką maluchów (Czwórka miała ledwie półtora roku...)? Kto pozwoli jej wychodzić na wizyty do lekarzy specjalistów umówione kilka miesięcy wcześniej i nie powie jej złego słowa? No i gdzie jeszcze na świecie są takie koleżanki z pracy?
A jednak-
-nie było dnia w ciągu tego roku, żeby Jarecka nie rozważała zupełnie na serio rzucenia tego wszystkiego w diabły. Nie rzuciła, bo od roku nie może sobie odpowiedzieć na pytanie: czy taką pokusę podsuwa jej troska o dobro rodziny czy lenistwo?

Ponieważ jednak okazja niewątpliwie się nadarza, Jarecka skorzysta z niej, uklęknie na cztery łapki i grzecznie odszczeka te drwiny, na jakie sobie kiedykolwiek pozwalała względem pracujących matek- a to, że dają dzieciom na obiad mrożone pierogi, a to, że na święta mają ciasto ze sklepu, a to, że biorą urlop na mycie okien (że niby sobie nie potrafią zorganizować czasu w tygodniu)... Jarecka bije się w pierś aż dudni!
Mama CałkiemInna, czyli mama Jareckiej nie pracowała zawodowo. Zajmowała się córkami i domem. W każdy piątek były na obiad domowe pierogi ruskie a w weekendy ciasto. O tym, że koty z kurzu tworzą się po trzech dniach niesprzątania, a nie po roku, Jarecka dowiedziała się dopiero w liceum, kiedy zamieszkała w internacie. W domu CałkiemInnych kurzu po prostu nie było!
Jarecka nie miała pojęcia, zresztą nadal nie ma, co jako pracująca może sobie odpuścić a o co warto zawalczyć. Nie ma w tej kwestii żadnych wzorców. Być może, na ten przykład, pierogi z zamrażalnika nie są przestępstwem, może bez ciasta weekend też się uda- ale kto?-kto Jareckiej może to powiedzieć???

8.01.2013

Kto nie pracuje...

Kto nie pracuje, niech też nie je- mówi Święty Paweł. I dalej:-Słyszałem, że niektórzy z was w ogóle nie pracują, tylko zajmują się rzeczami niepotrzebnymi (jakoś tak to szło).

I tym właśnie od niedzieli, a nawet ciut wcześniej zajmuje się Jarecka.
Czwórka choruje, więc Jarecka nie poszła do pracy. Mając przed sobą spokojny dzień wypełniony li i jedynie ubieraniem, ścieleniem, zbieraniem z podłogi kulek z papieru toaletowego (czyli zużytych chusteczek do nosa),wycieraniem nosa Czwórki, podawaniem jedzenia, obsługą zmywarki, sprzątaniem, wożeniem dzieci w kierunku do- i ze szkoły oraz otwieraniem wyjątkowo licznym tego dnia listonoszom i innym kurierom, postanowiła wyszorować co nieco, założyła rękawice i udała się na poszukiwanie jakiegoś środka do czyszczenia. Nie znalazłszy, zajęła się szydełkowaniem.
Też na "sz".

...
Ale żeby lenić mógł się ktoś, ktoś musi pracować, no nie ma zmiłuj, więc Jarecka wykorzystuje swoją za wikt i opierunek nabytą siłę roboczą (robią kopytka szpinakowe):


Jaśnie Panicz, który podejrzanie dawno już nie molestował rodziców słowami "mogę coś upiec?" nie porzucił jednak, jak się okazało, swoich kulinarnych pasji i przegrzebawszy mamine przepisy wręczył jej kartkę z przepisem na ciasto o wielce chodliwej nazwie "snikers". Okrutna Jarecka powiedziała -nie, możesz najwyżej zrobić naleśniki.
I jeszcze okrutniej: -ale musisz je zrobić zupełnie sam, ja...jestem zajęta (szydełkowaniem, przyp. Wszechwiedzącego Narratora).
Miała ściskoszczęk Jarecka na dźwięk miksera dochodzący z kuchni, ale była twarda! Raz nawet udzieliła konsultacji i doradziła dolanie więcej wody i mleka, zaakceptowała także post factum wbicie do ciasta trzech jajek. A naleśniki nie były takimi zwykłymi naleśnikami, o nie!

-Mamo!- przybiega Dwójka cała w emocjach- wiesz, jakie on robi naleśniki? W niezwykłych kształtach!
Teraz robi okrągłe!!!

I, jak mówi Święty Paweł, Jarecka nie powinna była ich jeść...
A zjadła.
Jeden, w kształcie płuc.


Pozdrowienia z Deszczowego Domu!

Zamotaj się ciepło. I kolorowo :)

W swoich internetowych wędrówkach Jarecka trafiła na ideę "szydłoruszenia".
Obudził się w niej drzemiący belfer a ponadto zapragnęła podzielić swoim sposobem na jesienną i zimową szarugę. Ale nade wszystko znęcił Jarecką ten wieczór w wiejskiej świetlicy, w babskim gronie i z szydełkami!  :)
Oto taki niby-prezent, DIY, czyli zrób se sam/a :)
Szal- zamotka. Ciepły i bajecznie kolorowy. Super łatwy pożeracz włóczkowych resztek, nawet tych różnej grubości. Wystarczy wiedzieć co to oczko i półsłupek.
Do dzieła!

(Tam z prawej, poniżej, pojawiła się kobitka, ona Was zaprowadzi do innych prostych tutoriali.

1. Potrzebne będą włóczki wszelkie w kolorach, jakie w duszy grają i szydło nie cieńsze niż 5.
Zaczynamy od zwykłej pętelki.


2. Dalej robimy łańcuszek z oczek- dla dorosłej osoby proponuję 140 cm- tak, by można było swobodnie owinąć szyję dwukrotnie.



3. Po uzyskaniu sznurka odpowiedniej  długości zawracamy- trzy oczka wstecz wbijamy półsłupek...


4. ...i dalej pracujemy wedle schematu:


Po przerobieniu tego rzędu zakańczamy i z nitką w innym kolorze pracujemy wedle tego samego co powyżej schematu- półsłupek wbijamy pod przęsło, które tworzy oczko z poprzedniego rzędu (nadążamy? :)), dalej znowu oczko, półsłupek, itd (schemat jeszcze w punkcie 7).

5. Dopiero po zrobieniu kilku rzędów, łączymy nasz szal w okrąg (ma to zapobiec skręceniu się roboty).


6. Rozcięcie łączymy też z od dołu, w ten sam sposób. Od tej pory zamotka może rozrastać się w obu kierunkach.


7. I tak dalej naokoło, każdy rząd w innym kolorze:


 8. Gotowa zamotka w całości:




Jeżeli  użyjemy tylko dwóch kolorów naprzemiennie, uzyskamy ciekawy efekt pionowych pasków.



Kilka przykładów gotowych zamotek:
Ozdoby wedle uznania :)




A na koniec historyjka z wczoraj:
Skoro Jarecka musiała to i owo wydziergać dla potrzeb powyższego tutorialu, postanowiła już dokończyć tę robótkę, siedzi więc i szydełkuje.
Wchodzi Jaśnie Panicz, w nastroju gawędziarskim i zaczyna:
-Mamo, od jak dawna umiesz szyć?
Jarecka spogląda na syna znad zwałów kłębków:
-Masz na myśli szydełkowanie? No, długo... trochę byłam starsza od ciebie, może miałam dziesięć lat  jak zaczęłam...
-To już 23 lata!- Jaśnie Panicz jest poruszony tą liczbą, Jarecka też. -Ciekawe ile kilogramów włóczki już zmar...eeee...ten.
I odszedł nie znalazłszy słowa.

Jarecka zaś na powrót oddała się marnacji.



6.01.2013

Jareccy w Krainie Czarów

W niedzielny poranek mieszkańcy Deszczowego Domu szykują się na wycieczkę.
Jarecka poucza:
-gdybyście się zgubili, najpierw rozglądajcie się za nami. Ja wezmę ten pomarańczowy szal, żeby było łatwiej mnie wypatrzyć (szal Jareckiej widać z kosmosu, zapytajcie Felixa!). Krzyczcie głośno "mamo! tato!", na całe gardło. Albo my was usłyszymy, albo ktoś się wami zainteresuje i wam pomoże.
W tym momencie Trójka wybucha wielkim płaczem a Jarecka uznaje, że osiągnęła już wystarczający efekt swoim spiczem i zabiera się za wypisywanie dzieciom na przedramionach numerów telefonu rodziców- wszak trzeba ich jakoś oczipować!

....

W Centrum Nauki Kopernik, obok sklepiku z pamiątkami.
Jarecka stoi z Trójką i Czwórką przy szybie, za którą, do metalowej ścianki rzędami przyczepione są kolorowe magnesy- na jednych liczba pi, na innych laboratoryjna kolba, na jeszcze innych podobizny wielkich uczonych; Einstein, Skłodowska- Curie.
-Mamo!- rozpromienia się  nagle Trójka i w euforii dźga szybę- mamo!!
-No co?- pyta Jarecka; Trójka wskazuje magnes z Kopernikiem, więc Jarecka natychmiast pyta- wiesz kto to jest?
Trójka uśmiecha się jeszcze szerzej a mamunia puchnie z dumy, że ma taką mądrą córkę- rozpoznaje Kopernika, bez pudła!
-No kto to jest?- dopytuje.
-Mama!!!

Hm, wydało się...
Oto ona, Jarecka:



P.S.
Gdyby ktoś z czytających chciał zrobić frajdę swemu dwulatkowi, Jarecka poleca to, co zrobiło największe wrażenie na Czwórce, czyli kolejno: suszarkę do rąk w toalecie, wielkie lustro i windę.
Jareccy zaś poważnie rozważają porzucanie dzieci na pastwę opiekunki aby samowtór, bez stresu, podziwiać cuda Centrum Nauki Kopernik- skoro już kupili roczne karnety!
A zatem ciąg dalszy nastąpi.


4.01.2013

Jareccy a patologia zwana wielodzietnością oraz Maszyna Do Utylizacji Kłębuszków, odsłona druga

Jarecka, choć ma czworo dzieci i wedle wszelkich definicji jest matką wielodzietną, wcale się tak- JUŻ!- nie czuje. Odkąd bowiem Jareccy zamieszkali na Zaogoniu, doprawdy- liczbą dzieci nie zaszpanują!
Co innego, gdy mieszkali na Przedmieściu.
Tam, choć przyjezdni, byli rozpoznawalni niby jacy celebryci. Jarecka co rusz prezentowała nowy model brzucha i do dziś w Przedmiejskich Delikatesach panie na widok Jareckiej uśmiechają się szeroko:
-zmieniła pani fryzurę!- to na dzieńdobry, a zaraz potem:
-a jak dzieciaczki? Ile to ich było?...
Jarecka mówi: "czworo"(choć Czwórki panie nijak nie mogą pamiętać), "ha ha", "och" i "ach", potem kupuje kilka plasterków indyka w miodzie i oddala się ku kasie rozsiewając uśmiechy niby jaka aktorka na czerwonym dywanie.

Na Zaogoniu- sąsiedzi z naprzeciwka mają czworo dzieci. Ci z góry, po przekątnej- czworo. Szczęśliwie Ci, co mieszkają nad Jareckimi mają tylko jedno, wszak to oznacza tylko dwie tupiące nogi! Czesiuniowie zza płotu- pięcioro. W kilkunastoosobowej klasie Jaśnie Panicza dwaj chłopcy mogą się pochwalić liczniejszym niż on rodzeństwem. Nawet image Jareckiej jako wielodzietnej ucierpiał odkąd została matką pracującą i nie udaje jej się przeprowadzać swoich do niedawna zwykłych performensów po tytułem "spacer z dziećmi", podczas których prezentowała się z Czwórką na plecach, Trójką w wózku, Dwójką na hulajnodze i Jaśnie Paniczem na rowerze.
A podczas takich spacerów nie obywało się bez wstąpienia do sklepu "NaRogu"...

.....

W pewien piękny słoneczny dzień Jarecka została ciocią. Po raz który, nawet już nie liczyła, za sprawą tej zaś konkretnej siostry- po raz szósty. Słonko świeciło, Jarecka się uśmiechała i tak ją rozpierała ulga i radość, że wszedłszy do "NaRogu" pochwaliła się sąsiadce- sprzedawczyni. Pani Narogowa zawsze wykrzykuje na cześć dzielnej Jareckiej co to mając czwórkę dzieci i nijakiej do nich babci, cioci, pani Swiety czy innej Oksany, jakoś tam stwarza pozory normalności i udatnie maskuje szaleństwo w oczach, ale usłyszawszy nowinę, jaką przyniosła Jarecka, Narogowa zniżyła głos do szeptu:
-ale ten szwagier...to normalny...?

I tu, o Czytający, Jarecka naprawdę nie wiedziała co powiedzieć! 
Skoro bowiem pytanie padło, musiała się Jarecka po raz pierwszy w życiu zastanowić (a serce już drżało z niepokoju, snadź siostra w szponach oszołoma?)- czy aby na pewno...?
No bo pomyślcie sami- czy może być normalny facet, który zabiera piątkę dzieci na spacer z rowerami, hulajnogami a może i wózkiem? Wywozi dzieci na weekend pod namiot porzucając żonę w domu najwyżej z jednym ssakiem? Co zostaje z całą ferajną wieczorami, kiedy ta nieszczęsna żona frunie się spotkać z siostrą albo koleżanką (albo wszystkimi naraz!) w kawiarni, pizzerii czy na zakupach (albo od razu na wszystkim naraz?) Sprząta i robi zakupy?

No, sami powiedzcie- czy on może być normalny??




P.S. Szósta siostrzenica Jareckiej (bo chłopców na razie nie liczymy) została przez nią obdarowana takim oto kocykiem wydzierganym na balkonie w letnie dni z użyciem wszelkich lila róż resztek, jakie Jarecka znalazła w Deszczowym Domu. Niech ma bidulka, nie? ;)



3.01.2013

Straszno i śmieszno a także (czyli?) o miłości

Będzie straszno.
Nawet bardzo.
A przy tym i śmieszno, bo gdy w życiu Jareckiej zaczęły się nawarstwiać trudne zdarzenia, którym musiała stawić czoła, zaczęła podejrzewać, a potem nabierać pewności, że życia (życia Jareckiej, a prawdopodobnie i każdego innego) nie sposób znieść biorąc je tylko na serio. I tak coraz to mruży Jarecka oko, którym ogląda świat. I ty też swoje, Czytający, zmruż, czytając te słowa :) Już prawie rok upłynął od tych dramatycznych wydarzeń.

A było tak:
Styczniowy ranek, Jareccy, jak co dzień obudzili się o szóstej rano. Ponieważ dzieci budzą trochę później, Jarecki wstąpił do dziecięcego pokoju, żeby okryć potomstwo na tę już niespełna godzinę snu. I stamtąd właśnie doszedł uszu Jareckiej dziwny dźwięk. Ni to sapanie, ni chrapanie- to Jarecki padł na wznak i nie mógł się ruszyć. Leżał na podłodze, syczał z bólu (kręgosłup!) i Jarecka szybko zorientowawszy się w sytuacji stwierdziła, że nie tylko nie może mężowi pomóc, ale nawet nie może dowiedzieć się od niego, co powinna zrobić. A to dla Jareckiej była wielka nowość, bo to zawsze Jarecki opiekował się żoną, nie na odwrót! Czując coś niby irytacja i niby żal do męża, okryła leżącego kocem, naszpikowała ketonalem i zadzwoniła po pogotowie.
A potem narzuciła kurtkę i wyszła pomocy naprzeciw, bo do Deszczowego Domu niełatwo trafić!
Takoż po chwili, w której Jarecka zdążyła już nieco zmarznąć, pomoc nieśpiesznie nadeszła. Trzej panowie weszli do Deszczowego Domu i pochylili się nad Jareckim. A żeby lepiej widzieć chorego zapalili światło.

Jarecka zdążając naprzeciw karetce nie czuła dyskomfortu, że pod kurtką ma piżamę, której różowe kraciaste spodnie nijak nie mogły udawać nie- piżamowych; w końcu była wczesna pora a człowiek przecież nie planuje, że skoro świt wezwie sobie pogotowie.

Ale spojrzawszy na pokój swoich dzieci w chwili, gdy weszli doń ratownicy i zapalili światło- a jeden utorował sobie drogę (widziała Jarecka wyraźnie!) odsuwając nogą zabawki- doznała straszliwego upokorzenia! Trójka śpiących dzieci, bałagan, unieruchomiony mąż, i- posiniaczona kobieta...
No tak, tak... Otóż trzydziestego grudnia 2011 roku Jarecka odwiedziła dentystę, który miał usunąć jej ósemkę. W chwili gdy pan doktor pociągnął za ząb doszły widać w Jareckiej do głosu jakieś atawizmy i zupełnie niezależnie od własnej woli usiłowała odepchnąć dentystę, ale on się nie dał, i przyszła mu na pomoc asystentka, i zbrodnicza ta para pozbawiła jednak Jarecką zęba. Potężnie znieczulona nie czuła, że przy okazji obtarli jej szpetnie wargę i zrobili siniak, który w kolejnych dniach rozlał się na pół twarzy mieniąc się barwami tęczy.
Teraz zaś, pozbawiona choćby krztyny pudru, z nieumytymi włosami, w anturażu czyniącym ją niewątpliwie w oczach postronnych ofiarą przemocy domowej albo i własnych jakowychś nałogów, z trudem usiłowała oderwać swoje myśli od własnej zranionej dumy i skierować je ku cierpiącemu mężowi.

Tymczasem panowie, cokolwiek tam sobie o Jareckich myśleli, emanowali luzem i dobrym humorem, który to nastrój szybko się Jareckim udzielił a nawet przybrał formę okolicznościowej głupawki. Odprowadziwszy więc wesołą gromadkę do karetki, oraz odprowadziwszy karetkę wzrokiem aż do wylotu ulicy, Jarecka powróciła do swoich rutynowych porannych zajęć, czyli: budzenia dzieci, ubierania, karmienia starszych, mycia zębów i pakowania kanapek. Następnie zapakowała wszystkich do samochodu, zawiozła starsze do szkoły i zerówki, wróciła z młodszymi, nakarmiła je, zrobiła sobie kawy i stanęła z kubkiem przy kuchennym oknie zagapiwszy się na gołębie sąsiada. Do Jareckiej, której wraz z kolejnym łykiem kawy poranek przechylał się na tę łatwiejszą stronę, nie od razu dotarło to, co dla Dobrych Żon byłoby oczywiste! Dobre Żony troszczą się o mężów odruchem bezwarunkowym! A  Jarecka jak już tę swoją kawę wypiła, pomyślała, że jej mąż jest teraz w szpitalu sam, niemalże w piżamie, obolały, bez śniadania- i złapała za telefon.
Ponieważ pisząca te słowa ma za sobą ciężki i nerwowy dzień, nie będzie sobie dokładać, że rozmowa z rodzoną siostrą Jareckiego zaczęła sie od użalania na nieumytą głowę, własne (i Jareckiego!)lenistwo winne upokarzającemu bałaganowi oraz oczywiście niedobrego dentystę i sadystyczną asystentkę, którzy postawili Jarecką w tak niekomfortowej sytuacji. "Ale co z moim bratem?!!!"- Szwagierka przerwała słowotok. I niedobra Jarecka musiała zmienić temat!
Brat, drodzy Czytelnicy, wrócił tegoż dnia do domu- przywiozła go żona. Przez kolejne kilka dni leżał plackiem, wyjąwszy wizyty w ubikacji, do której odprowadzała go każdorazowo- żona.
Za dwa tygodnie skończy kolejny rok życia a za pół roku dekadę pożycia z Jarecką!
Dzielny mężczyzna!
I jeszcze jest zadowolony!!

Doprawdy, jak to miłość mąci ludziom w głowie...

1.01.2013

Plany i nie-postanowienia

Jarecka jako istota zagubiona w czasoprzestrzeni musi mieć zawsze jakąś przysłowiową marchewkę, za którą będzie podążać i która nada jej chaotycznym ruchom odpowiedni kierunek.
Podczas gdy świat robi sobie noworoczne postanowienia Jarecka też, a jakże!

-Jarecka NIE POSTANAWIA schudnąć (bo zdaje się, że tego zazwyczaj dotyczą noworoczne plany).
-NIE POSTANAWIA zadbać bardziej o formę fizyczną, zapisać się na zumby, pumby, pilatesy i siłownię. Albowiem Jarecka po prostu tego nie lubi! Nie bawi ją to! I niewygodnie jej w portkach do aerobiku.
-I nie postanawia w ogóle niczego, będzie jak dotąd mierzyć się z tym, czym ją życie zaskoczy, padać, wstawać, otrzepywać się i dalej brnąć DO PRZODU!

A teraz o planach- a te są u Jareckiej drobne, z gatunku tych, co nie będzie żal, jeśli się nie uda :)

Za czym tęskniła Jarecka znosząc trudy ciąż i niewygody karmienia piersią?
Za kawą? Za lampką wina? Za spaniem nieprzerwanie przez kilka godzin? Kapustą? Fasolą? Spaniem na brzuchu?
Też.
Ale najbardziej, najbardziej Jarecka tęskniła do sukienek.
Wszystkie dostępne Jareckiej sukienki ciążowe miały kształt namiotu i nie wyglądało się w nich zbyt korzystnie... Siostry Jareckiej i koleżanki, które obdarowywały ją ciążowym odzieniem wolały raczej spodnie, więc Jarecka nosiła spodnie. Oczywiście w pięknych sukienkach ciążowych można przebierać jak w ulęgałkach, ale wydanie dwustu złotych na coś, co się będzie nosiło najwyżej (!) trzy miesiące wydawało się Jareckiej przesadą.
Gdy się karmi piersią, też nie można sobie sukienkowo pofolgować. A to musi mieć guziczki, a to odpinane ramiączko, a to rozciągliwy dekolt i koniecznie chustę/pieluchę na podorędziu, żeby się zasłonić na okoliczność karmienia.
I oto nastał ten czas, gdy Jarecka może nosić sukienki!
A żeby ten fakt odpowiednio uczcić, ma taki plan na najbliższe miesiące:


Wzór ten dostała Jarecka od Anutka, która jest doprawdy jakąś skarbnicą wzorów na wszelaką hendmejdową działalność, takim jednoosobowym ravelry, czy cóś! Wzór wydrukowany leży już sobie (jakiś czas..) w czarodziejskim kufrze, włóczka wybrana, upatrzona, tylko zrobić klik, zakupić, odebrać przesyłkę, i...
Jarecka planuje przywitać w tej sukience wiosnę.
A teraz, drodzy Czytelnicy, wykażmy się człowieczeństwem najlepszego gatunku i pozwólmy się Jareckiej cieszyć tą wizją, że w ubranku owym będzie wyglądać tak jak ta modelka na zdjęciu... A jeśli rodzą się w Waszych sercach wątpliwości co do obrazu jaki będą sobą przedstawiać ręce Jareckiej w tych minirękawkach albo i ten cudnie okolony dekolt- zachowajcie te wątpliwości dla siebie!


A w nieco odleglejszych planach, dla rozrywki i sportu, planuje Jarecka coś na ten obraz i podobieństwo:

Swoją drogą, to niezwykłe, że pojęcie kiczu latynosów (autorka pochodzi zdaje się z Brazylii) się nie ima! Jarecka z wielkim zdziwieniem i zazdrością wpatrywała się swego czasu w południowoamerykańskie telenowele- że z taką ilością makijażu, biżuterii, falbanek, frędzelków i innych kobiecych atrybutów można jeszcze wyglądać ładnie a nawet świeżo! Albo te ichniejsze wnętrza we wszystkich kolorach tęczy, zdobne w poduchy i ceramikę tudzież inne bibeloty, na podłodze mozaika, na ścianach malowidła, ramy, gzymsy- a jednak jakież to urokliwe!
Na pociechę pozostaje Jareckiej jedno śniade dziecko, dobre i to! :)

Happy...!



Taki oto okolicznościowy banerek wykonał Jaśnie Panicz w oczekiwaniu na gości, fajerwerki i Nowy Rok.
Banerek ma pewien sprytny knif- widzisz Oglądaczu, że ostatnia cyferka nieco różni się od pozostałych? 
Zerka ona na Ciebie z okienka. Albowiem baner jest pomyślany na najbliższe dwa lata i na spodzie posiada taki oto mechanizm, który pozwala ustawić w okienku odpowiednią cyferkę (zdjęcie nieostre ale patent czytelny?)


Pozostaje tylko dodać: Szczęśliwego..!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...