25.05.2013
O tym, jak Jareccy zamieszkali w Deszczowym Domu
Trzy lata temu, końcem maja, w poranek słoneczny i ciepły, niedzielny, Jarecka otworzyła oczy w obcym domu.
Leżała na wielkim małżeńskim łożu, obok Jarecki, a wokół nich dziesiątki czarnych worków pełnych ubrań i wszelakiej bielizny, pudła, sprzęty i skrzynki pełne wszystkiego. Nad głową obrzydliwy sufit w kasetonach. Wokół ściany w smutnym kolorze.
Jarecka doskonale pamięta to uczucie paniki i obrzydzenia, jakie ogarnęło ją tuż po przebudzeniu tamtego ranka. "Nie wytrzymam tu ani dnia"- myślała zaciskając oczy- "nie zniosę tej ilości brzydoty."
Jakim cudem udało się Jareckiej dokopać do ubrań (wszak niedziela!), trudno dociec.
Jarecki próbował zaparzyć kawę ale okazało się, że nikt nie pomyślał o zapałkach i nie można zapalić gazu. W poprzednim mieszkaniu mieli kuchenkę elektryczną.
Jarecki udał się do sąsiadów naprzeciwko i obudził panią Narogową, nie wiedząc jeszcze, że pracuje ona we własnym sklepie i codziennie musi wstawać o czwartej rano a wyspać się może właśnie w niedzielę. Wkrótce zresztą okazało się, że kuchenka gazowa ma elektryczne pstryczki do krzesania iskier. Biedna pani Narogowa...
Jarecka czuła się zagubiona w labiryntach pomiędzy workami i meblami wstawionymi byle gdzie, na razie, dzieci plątały się bezładnie po tych bezdrożach, bez pomysłu co dalej.
Na obiad Jareccy pojechali do pizzerii. Jarecka doskonale pamięta, że była w czarnej sukience, która podkreślała jej czteromiesięczną ciążę, i pamięta, że żuła pizzę w rozpaczy, że każdy kolejny kęs zbliża ją do chwili, gdy będzie musiała wrócić do tego domu, wrócić tam NA DŁUGO.
Potem było rozpakowywanie, planowanie, ulepszenia, trochę malowania, trochę wyrzucania mebli, trochę kupowania nowych i gdy Jarecka zagospodarowała ostatnie miejsce, półkę nad kuchennym stołem, i gdy położyła się by odpocząć po tym trudzie, poczuła, że odchodzą jej wody i wszelka brzydota świata przestała mieć znaczenie.
Nie było kiedy się zadomowić w tym domu.
Najpierw oddział patologii ciąży, potem nieustanny kurs pomiędzy domem a szpitalem, w którym pozostawała Czwórka.
Któregoś dnia, a była to już zaawansowana jesień, Jarecka leżała w sypialni z laktatorem przy piersi (bo tylko wówczas mogła leżeć bezczynnie) i głową pełną planowania- co, kiedy i gdzie, kogo komu i jak, i wtedy usłyszała deszcz, bardzo głośny, bębnił w parapet i w blaszany daszek tuż pod oknem sypialni. Ten dźwięk był tak kojący, że Jarecka odsunęła wszystkie przygnębiające myśli, wyłączyła buczący laktator, wsłuchała się w deszczową muzykę i... odpoczęła.
Gdy pada deszcz dom się zmienia.
Taki jest Deszczowy Dom.
Można leżeć, słuchać i odpoczywać.
Nie widać tego, co brzydkie.
Chwila wytchnienia.
A oto, dla lepszej orientacji w terenie, mini mapka "Deszczowy Dom i najbliższa okolica"
Oczywiście sklep NaRogu posiada drzwi.
1. Sąsiad Seba z żoną,
2. Danuta z mężem i dziećmi (w tym Piękna Maria, była opiekunka dzieci Jareckich i Mateusz, obecny niań, takoż piękny),
3. lokatorzy Narogów.
Na niebiesko zakreskowana posesja Jareckich, mieszkanie i podwórko, podwóreczko, podwórunio.
Pozdrowienia z Zaogonia w deszczowy dzień!
Etykiety:
Jarecka w zadumie,
Na Zaogoniu
23.05.2013
Dzień jak co dzień
O 5.30 w sypialni Jareckich rozbrzmiewa głos obcego faceta:
Ja zaczynam, oto moja kabina, tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska...
Co się ogląda, tego Jarecka jeszcze się nie dowiedziała, bo w tym momencie Jarecki wyłącza budzik.
Jeszcze parę razy facet spróbuje dokończyć, bez powodzenia.
Jareccy wstają. Latem prędzej i chętniej, Jarecki produkuje kanapki, Jarecka szykuje dzieciom ubrania.
A teraz wyobraźmy sobie, że jest to taki na przykład czwartek zeszłego tygodnia, Jaśnie Panicza trzeba dostarczyć pod szkołę na 7.20, Dwójka zaczyna zerówkę o ósmej, Jarecka pracę o 9.30. Po pracy Jarecka gna do szkoły po dzieci, podrzuca starsze Szwagierce i jedzie na Przedmieście łudząc się, że uda się zaszczepić Czwórkę. Nic z tego, dziecię "furczy" (gdy nie furczy, Jarecka i pani doktor rzucają się sobie w objęcia a pielęgniarka, pani Małgosia, otwiera szampana, którego specjalnie na tę okazję trzyma w lodówce obok szczepionek).
Około 16.00 Jarecka jest w domu, zabierając po drodze Jaśnie Panicza i Dwójkę od cioci.
Szybki obiad, bo na 17 Jaśnie Panicz ma trening.
A przecież Jarecka musi rysować, terminy gonią, zasiada ze szkicownikiem a już Czwórka też zasiada na Jareckiej kolanach!
Albo przyjmijmy, że jest wtorek, niby luźniejszy, bo o 14.00 Jarecka przywozi już do domu komplet potomstwa. Pośpiesznie zalega na balkonie ze szkicownikiem.
-Mamo! On oszukujeeee!!!- po Zaogoniu niesie się potępieńczy wrzask Dwójki.
Ponieważ ON rzeczywiście oszukuje Jarecka rekwiruje karty na trzy dni (!-taka okropna!) i wraca na balkon.
-Siusiu!!!- Czwórka nadbiega drobiąc nogami, oczy ma wytrzeszczone, więc Jarecka rzuca szkicownik i biegnie pomóc. W Deszczowym Domu nie ma nocnika ani nakładki na sedes, ani podestu, bo Jarecka żywi odrazę do wszelkich sprzętów, które pod płaszczykiem ułatwiania życia rodzicom i dzieciom zagracają, podstępnie pchają się pod nogi, zabierają miejsce, gromadzą kurz a najczęściej przydają się krótko i kosztują drogo. W związku z powyższym Jarecka musi posadzić, przytrzymać i pomóc zejść, o wycieraniu nie wspominając.
W drodze powrotnej z toalety na balkon Jarecka robi sobie kawę, żeby było przyjemniej (a może i wydajniej?)
Ale otóż Czwórka znowu drobi.
-Kupę!
Po kupie nastaje chwila spokoju. Starszaki na dworze kłócą się o huśtawkę, Czwórka "gotuje" dla Jareckiej na balkonie. Rozlega się "brzdęk"- spadł ceramiczny zabawkowy kubeczek.
-O...popsuł się...
-Idź i wyrzuć skorupki- mówi Jarecka nie podnosząc oczu znad szkicownika. Spokojnie mówi!
Czwórka idzie, wraca.
-O...brudne...- wyciąga ku mamie rękę. Rzeczywiście jest brudna, cała czerwona.
Jarecka klnąc pod nosem opatruje rany i przytula wystraszoną Czwórkę.
"Mamo, on mi!... Mamo, ona mnie..."
Do wieczora daleko.
A jutro kolejny uroczy dzień, nowe podejście do szczepienia, trzeba pogodzić trening Jaśnie Panicza z Jareckiej wizytą u doktora Ahmeda i z faktem, że Jarecki wróci z pracy w nocy.
Czyli dzień jak co dzień.
Ja zaczynam, oto moja kabina, tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska...
Co się ogląda, tego Jarecka jeszcze się nie dowiedziała, bo w tym momencie Jarecki wyłącza budzik.
Jeszcze parę razy facet spróbuje dokończyć, bez powodzenia.
Jareccy wstają. Latem prędzej i chętniej, Jarecki produkuje kanapki, Jarecka szykuje dzieciom ubrania.
A teraz wyobraźmy sobie, że jest to taki na przykład czwartek zeszłego tygodnia, Jaśnie Panicza trzeba dostarczyć pod szkołę na 7.20, Dwójka zaczyna zerówkę o ósmej, Jarecka pracę o 9.30. Po pracy Jarecka gna do szkoły po dzieci, podrzuca starsze Szwagierce i jedzie na Przedmieście łudząc się, że uda się zaszczepić Czwórkę. Nic z tego, dziecię "furczy" (gdy nie furczy, Jarecka i pani doktor rzucają się sobie w objęcia a pielęgniarka, pani Małgosia, otwiera szampana, którego specjalnie na tę okazję trzyma w lodówce obok szczepionek).
Około 16.00 Jarecka jest w domu, zabierając po drodze Jaśnie Panicza i Dwójkę od cioci.
Szybki obiad, bo na 17 Jaśnie Panicz ma trening.
A przecież Jarecka musi rysować, terminy gonią, zasiada ze szkicownikiem a już Czwórka też zasiada na Jareckiej kolanach!
Albo przyjmijmy, że jest wtorek, niby luźniejszy, bo o 14.00 Jarecka przywozi już do domu komplet potomstwa. Pośpiesznie zalega na balkonie ze szkicownikiem.
-Mamo! On oszukujeeee!!!- po Zaogoniu niesie się potępieńczy wrzask Dwójki.
Ponieważ ON rzeczywiście oszukuje Jarecka rekwiruje karty na trzy dni (!-taka okropna!) i wraca na balkon.
-Siusiu!!!- Czwórka nadbiega drobiąc nogami, oczy ma wytrzeszczone, więc Jarecka rzuca szkicownik i biegnie pomóc. W Deszczowym Domu nie ma nocnika ani nakładki na sedes, ani podestu, bo Jarecka żywi odrazę do wszelkich sprzętów, które pod płaszczykiem ułatwiania życia rodzicom i dzieciom zagracają, podstępnie pchają się pod nogi, zabierają miejsce, gromadzą kurz a najczęściej przydają się krótko i kosztują drogo. W związku z powyższym Jarecka musi posadzić, przytrzymać i pomóc zejść, o wycieraniu nie wspominając.
W drodze powrotnej z toalety na balkon Jarecka robi sobie kawę, żeby było przyjemniej (a może i wydajniej?)
Ale otóż Czwórka znowu drobi.
-Kupę!
Po kupie nastaje chwila spokoju. Starszaki na dworze kłócą się o huśtawkę, Czwórka "gotuje" dla Jareckiej na balkonie. Rozlega się "brzdęk"- spadł ceramiczny zabawkowy kubeczek.
-O...popsuł się...
-Idź i wyrzuć skorupki- mówi Jarecka nie podnosząc oczu znad szkicownika. Spokojnie mówi!
Czwórka idzie, wraca.
-O...brudne...- wyciąga ku mamie rękę. Rzeczywiście jest brudna, cała czerwona.
Jarecka klnąc pod nosem opatruje rany i przytula wystraszoną Czwórkę.
"Mamo, on mi!... Mamo, ona mnie..."
Do wieczora daleko.
A jutro kolejny uroczy dzień, nowe podejście do szczepienia, trzeba pogodzić trening Jaśnie Panicza z Jareckiej wizytą u doktora Ahmeda i z faktem, że Jarecki wróci z pracy w nocy.
Czyli dzień jak co dzień.
Etykiety:
Życie rodzinne
22.05.2013
Wyszedł worek z szydła czyli recykling z dizajnem pod rękę
Dawno, dawno temu, była Jarecka jako dziecko kwiat.
Nosiła długie spódnice, ogromne swetry i tony sznurkowo- drewnianej biżuterii.
A jak już miała normalne ubranie to musowo psuła je malując, haftując, sztukując i tnąc. Albo, korzystając ze szkolnych przerw i weekendów w rodzinnym domu, robiła sobie odzież własnoręcznie.
Razu pewnego, Jarecka- wówczas CałkiemInna, pocięła w cienkie paseczki (niczym niszczarka) wszystkie białe koszulki jakie znalazła w domu, oprócz tych używanych, rzecz jasna, aczkolwiek dziś już nie można za to ręczyć. Następnie powiązała paseczki w jedną długą nić, zafarbowała ją na bordo i zmotała w kłębki.
Z tej "przędzy" powstał sweterek, zapinany, z kapturem- niestety farbowanie nie przebiegło według CałkiemInnej zamysłu i sweterek okazał się różowy...
Tego wyemancypowana dziewucha, jaką była CałkiemInna znieść nie mogła i zafarbowała jeszcze raz, na brąz, uzyskując efekt różowego brązu.
Po latach Jarecka skorzystała ze swoich młodzieńczych doświadczeń na fali recyklingowej mody i niezmiennej miłości do szydełkowania.
Tak powstały kolorowe pokrowce na balkonowe siedziska, czyli niewielkie materace- pozostałości po pierwszym łóżku Jaśnie Panicza.
Jarecka pocięła wszystkie dostępne sobie koszulki na paski- najpierw starannie pozbawiała koszulki szwów a żeby nie bawić się w żmudne związywanie paseczków, cięła wedle poniższego przykładu od razu zyskując nieprzerwaną nić.
Niewielkie pokrowce (na zdjęciu poniżej obok zabawkowej kuchenki- ok. 50 cm wysokości) pochłonęły ogromną ilość koszulek! Szary kolor to był Jareckiej ogromny szlafrok; Jarecka sądziła, że materiału ze szlafroka starczy jej na cały materac- a guzik!
Nosiła długie spódnice, ogromne swetry i tony sznurkowo- drewnianej biżuterii.
A jak już miała normalne ubranie to musowo psuła je malując, haftując, sztukując i tnąc. Albo, korzystając ze szkolnych przerw i weekendów w rodzinnym domu, robiła sobie odzież własnoręcznie.
Razu pewnego, Jarecka- wówczas CałkiemInna, pocięła w cienkie paseczki (niczym niszczarka) wszystkie białe koszulki jakie znalazła w domu, oprócz tych używanych, rzecz jasna, aczkolwiek dziś już nie można za to ręczyć. Następnie powiązała paseczki w jedną długą nić, zafarbowała ją na bordo i zmotała w kłębki.
Z tej "przędzy" powstał sweterek, zapinany, z kapturem- niestety farbowanie nie przebiegło według CałkiemInnej zamysłu i sweterek okazał się różowy...
Tego wyemancypowana dziewucha, jaką była CałkiemInna znieść nie mogła i zafarbowała jeszcze raz, na brąz, uzyskując efekt różowego brązu.
Po latach Jarecka skorzystała ze swoich młodzieńczych doświadczeń na fali recyklingowej mody i niezmiennej miłości do szydełkowania.
Tak powstały kolorowe pokrowce na balkonowe siedziska, czyli niewielkie materace- pozostałości po pierwszym łóżku Jaśnie Panicza.
Jarecka pocięła wszystkie dostępne sobie koszulki na paski- najpierw starannie pozbawiała koszulki szwów a żeby nie bawić się w żmudne związywanie paseczków, cięła wedle poniższego przykładu od razu zyskując nieprzerwaną nić.
Ponieważ zaś szczególny materiał wymaga szczególnych narzędzi, Jarecki narządził żonie szydełko, wykorzystując w tym celu drut-kołek nr 12. Teraz Jarecka ma druty i szydełko w jednym :)
Niewielkie pokrowce (na zdjęciu poniżej obok zabawkowej kuchenki- ok. 50 cm wysokości) pochłonęły ogromną ilość koszulek! Szary kolor to był Jareckiej ogromny szlafrok; Jarecka sądziła, że materiału ze szlafroka starczy jej na cały materac- a guzik!
Intensywnie używane pokrowce zniszczyły się (bo niektóre paseczki były zbyt cienkie i nie zniosły dziecięcego traktowania; pękły), więc Jarecka zamyśla przerobić je na torby, takie jak ta, Jareckiej ukochana:
Właściwie miał to być kosz na zabawki- Jarecka wyobrażała sobie, że będzie sztywny. Niestety oklapł osiągnąwszy ledwie 5 cm, więc na koniec otrzymał ucha i posadę letniej torby-siaty-koszyka. Rzecz przez Jarecką darzona wielkim uczuciem. Kolory dobierała bardzo starannie a odczuwszy na koniec brak barwy szmaragdu poświęciła swoją całkiem dobrą szmaragdową bluzę, której wcześniej ani myślała recyklingować.
I jeszcze torbiszcze w plenerze:
UWAGA! Ta technika jest mocno kurzotwórcza (znaczy kurzy się, dużo). Ręczy za to Jarecka, która machnęła ręką na ścieranie kurzu z czarnego stołu kilka razy dziennie i przeniosła się z tym tu recyklingiem na balkon.
Etykiety:
szydełko
19.05.2013
Jarecka & Córki kontra stos talerzy
Zaczęło się jak zawsze; Jarecka została obdarowana.
Trzema skrzynkami talerzy, talerzyków oraz mniejszych i większych półmisków. Naczynia z poprzedniej epoki zalegały w piwnicy znajomych bez nadziei na inny żywot aż pojawiła się Jarecka jako anioł-wybawiciel, przyjęła chętnie niechciany balast i zabrała na Zaogonie.
Od pierwszego dnia już nie mogła się doczekać, kiedy będzie mogła zabrać się do roboty.
Niestety, tydzień był długi i intensywny i dopiero w sobotę przyszedł ten moment, gdy Jarecka mogła wcisnąć swój mini malarski warsztat na biurko Jaśnie Panicza.
Inspiracją dla Jareckiej były rysunki dzieci. Na pierwszy ogień poszedł stary rysunek Dwójki, który na co dzień zdobi przedpokój w Deszczowym Domu.
Przedstawia Jarecką i Deszczowy Dom.
Takie są rysunki Dwójki- trudno uwierzyć, że spod ręki tej nieśmiałej, zamkniętej w sobie dziewczynki wychodzą obrazki tak radosne, pełne kwiatów, motyli i kolorów. Postaci Dwójki są zawsze roześmiane, dopracowane, w kolorowych sukienkach, z kwiatami we włosach i zawsze na cała kartkę, zawsze dobrze zakomponowane.
Jarecka na tym rysunku naprawdę wygląda jak Jarecka a Deszczowy Dom jak Deszczowy Dom. I nawet topinambur rośnie, jak w rzeczywistości.
Wielką radość sprawiła Jarecka Dwójce tą adaptacją.
Trójka też była zachwycona, gdy na drugi półmisek Jarecka przeniosła jej malunek.
Oto Jarecka z parasolem.
Ech, doprawdy, Jarecka czuje się gwiazdą w swoim domu :)
Pod trawą, pod chmurą ukryły się sygnaturki "społem".
Już wkrótce Jarecka zaproponuje dzieciom samodzielne malowanie na talerzach, nie będzie im żałować, skądże znowu!
A zanim przyszły na świat dzieci Jareckie, Jarecka musiała szukać inspiracji gdzie indziej.
U Chagalla, na przykład:
Ten wielki talerz powstał wiele lat temu, służy do dziś. Zdobny w ulubione motywy z obrazów Chagalla.
Jest myty tylko ręcznie, ale i tak już nieco podrapany.
Ryba-skrzypek ukrywa pod skrzydłem znaczek "Hotel Diament". :)
Do pracy były potrzebne:
-farbki do ceramiki,
-cienkie pędzelki,
-woda do płukania pędzli,
-papier toaletowy do osuszania pędzli,
-waciki, patyczki do uszu i zmywacz do paznokci- w charakterze gumki,
-zakrętka od słoika jako paleta malarska.
A na początek dobrze jest zamieszać farbkę w słoiczku wykałaczką, zwłaszcza jak się ma tak leciwe farby jak Jarecka :)
A teraz półmiski wędrują do piekarnika na "wypalanie"- będzie brzydko pachniało!
Do następnego!
Etykiety:
malowana ceramika
18.05.2013
Zaogonie w słusznej sprawie ;)
Brzydko jest wyrzucać śmieci do lasu.
Bardzo brzydko, fe.
A na Zaogoniu, proszę ja Was, można, o ile spełni się określone warunki:
O!
Etykiety:
Na Zaogoniu
10.05.2013
O wiedźminie w Deszczowym Domu i o smutkach, co przychodzą wieczorem
Ciepłe, leniwe popołudnie.
Jarecka wyleguje się na balkonowej sofie.
Obok Dwójka i Trójka rozkładają sobie namiot. Nagle Trójka wydaje okrzyk przerażenia, słychać lekkie tupnięcie i...wielki wrzask Dwójki.
-Dlaczego to zrobiłaś?!- wrzeszczy Dwójka wielkim głosem. Gołębie sąsiada zrywają się przerażone.
-Dlaczego go zabiłaś? Musiałaś to zrobić??
Trójka jest wyraźnie zbita z tropu, nie zdawała sobie sprawy, że zadeptanie robaczka wywoła taki zamęt.
Jarecka też jest zaskoczona, na miejscu Trójki zrobiłaby dokładnie to samo. W ogóle, to co robi i mówi Trójka wydaje się zawsze Jareckiej logiczne, oczywiste i jedynie słuszne. Wie, co ją cieszy, co smuci, czego się boi, a nawet jeśli czegoś nie wie, odczyta to w mig z trójkowej twarzy.
Reakcje Dwójki to zawsze wielka niespodzianka.
Tak więc Jarecka i Trójka wpatrują się zdziwione w spazmującą Dwójkę.
-Nie trzeba zabijać takich stworzonek!- Dwójka powoli przechodzi do racjonalnej perswazji- mogłaś mi powiedzieć, ja bym go wyrzuciła.
Po jakimś czasie siedzącą w kuchni Dwójkę dobiega z balkonu siostrzane wołanie.
-Chodź!- wzywa Trójka z napięciem w głosie- tu jest jakiś OWAD!
Dobrze, że Dwójka już spała tego wieczoru, gdy Jarecki pojechał w rodzinne strony zostawiwszy Jarecką samą na straży domowego ogniska.
Późnym wieczorem Jarecka siedziała w fotelu, czytała gazetę i oglądała telewizję- tak, jednocześnie, albowiem w toku macierzyńskiej ewolucji zatraciła zdolność zajmowania się wyłącznie jedną rzeczą.
I gdy tak wzniosła oczy znad gazety ku błękitnej plamie ekranu nagle doznała jakiegoś paraliżu, skurczu, jakby ktoś chwycił ją za skórę tu przy uszach i usiłować zebrać ją w kucyki.
Po podłodze lazł wielki czarny pająk. Tłusty, kosmaty, na grubych nogach.
Jarecka nie była w stanie się ruszyć.
Ilekroć spoglądała w kierunku bestii (czy aby się na nią nie rzuci? a nuż skacze!) czuła ten sam skurcz w okolicy uszu.
Jarecki był w najlepszym wypadku jakieś trzysta kilometrów od Deszczowego Domu, więc Jarecka w desperacji wymierzyła i z całej siły rzuciła w pająka gazetą. Dłuższą chwilę wpatrywała się w to narzędzie zbrodni czy aby zmora nie wypełznie spod niego nietknięta.
Nie wypełzła.
Tuż przed zaśnięciem Jarecka wysłała do męża sms-a: "Pod gazetą koło komody jest wielki pająk. Pozbądź się go!"
Ponieważ Dwójka, jako się rzekło, spała.
Teraz, gdy jest ciemno i cicho, a za oknem pada deszcz, przy tych głupich historyjkach o robalach Jarecka czuje głęboki smutek.
Tyle rzeczy czeka w życiu Dwójkę smutniejszych i straszniejszych niż zadeptany robaczek.
Jak ją ochronić?
P.S. Wszechwiedzący Narrator kiwa głową zatroskany nad Jarecką, która nie rozumie swojego dziecka (tylko tego jednego- żebyż chociaż wszystkich hurtem) i oddala się pozwalając wysmucić się jej do dna, bo już wie, że idą na Jarecką strachy większe niż ten o Dwójkę i nie dające spokoju jak ten pająk pod gazetą.
Jarecka wyleguje się na balkonowej sofie.
Obok Dwójka i Trójka rozkładają sobie namiot. Nagle Trójka wydaje okrzyk przerażenia, słychać lekkie tupnięcie i...wielki wrzask Dwójki.
-Dlaczego to zrobiłaś?!- wrzeszczy Dwójka wielkim głosem. Gołębie sąsiada zrywają się przerażone.
-Dlaczego go zabiłaś? Musiałaś to zrobić??
Trójka jest wyraźnie zbita z tropu, nie zdawała sobie sprawy, że zadeptanie robaczka wywoła taki zamęt.
Jarecka też jest zaskoczona, na miejscu Trójki zrobiłaby dokładnie to samo. W ogóle, to co robi i mówi Trójka wydaje się zawsze Jareckiej logiczne, oczywiste i jedynie słuszne. Wie, co ją cieszy, co smuci, czego się boi, a nawet jeśli czegoś nie wie, odczyta to w mig z trójkowej twarzy.
Reakcje Dwójki to zawsze wielka niespodzianka.
Tak więc Jarecka i Trójka wpatrują się zdziwione w spazmującą Dwójkę.
-Nie trzeba zabijać takich stworzonek!- Dwójka powoli przechodzi do racjonalnej perswazji- mogłaś mi powiedzieć, ja bym go wyrzuciła.
Po jakimś czasie siedzącą w kuchni Dwójkę dobiega z balkonu siostrzane wołanie.
-Chodź!- wzywa Trójka z napięciem w głosie- tu jest jakiś OWAD!
...
Późnym wieczorem Jarecka siedziała w fotelu, czytała gazetę i oglądała telewizję- tak, jednocześnie, albowiem w toku macierzyńskiej ewolucji zatraciła zdolność zajmowania się wyłącznie jedną rzeczą.
I gdy tak wzniosła oczy znad gazety ku błękitnej plamie ekranu nagle doznała jakiegoś paraliżu, skurczu, jakby ktoś chwycił ją za skórę tu przy uszach i usiłować zebrać ją w kucyki.
Po podłodze lazł wielki czarny pająk. Tłusty, kosmaty, na grubych nogach.
Jarecka nie była w stanie się ruszyć.
Ilekroć spoglądała w kierunku bestii (czy aby się na nią nie rzuci? a nuż skacze!) czuła ten sam skurcz w okolicy uszu.
Jarecki był w najlepszym wypadku jakieś trzysta kilometrów od Deszczowego Domu, więc Jarecka w desperacji wymierzyła i z całej siły rzuciła w pająka gazetą. Dłuższą chwilę wpatrywała się w to narzędzie zbrodni czy aby zmora nie wypełznie spod niego nietknięta.
Nie wypełzła.
Tuż przed zaśnięciem Jarecka wysłała do męża sms-a: "Pod gazetą koło komody jest wielki pająk. Pozbądź się go!"
Ponieważ Dwójka, jako się rzekło, spała.
Teraz, gdy jest ciemno i cicho, a za oknem pada deszcz, przy tych głupich historyjkach o robalach Jarecka czuje głęboki smutek.
Tyle rzeczy czeka w życiu Dwójkę smutniejszych i straszniejszych niż zadeptany robaczek.
Jak ją ochronić?
P.S. Wszechwiedzący Narrator kiwa głową zatroskany nad Jarecką, która nie rozumie swojego dziecka (tylko tego jednego- żebyż chociaż wszystkich hurtem) i oddala się pozwalając wysmucić się jej do dna, bo już wie, że idą na Jarecką strachy większe niż ten o Dwójkę i nie dające spokoju jak ten pająk pod gazetą.
Etykiety:
Jarecka w zadumie
9.05.2013
O czym marzą matki
Dawno dawno temu, gdy Jarecka zwana wówczas CałkiemInną chodziła do podstawówki, dostała w szkole następujące zadanie- przeprowadzić wywiad z mamą.
Ostatnie pytanie brzmiało: o czym marzysz, mamo?
Gdy Jarecka CałkiemInna odczytała swoją pracę domową w klasie, pani zdziwiła się.
-Jak to? Twoja mama marzy o tym, żeby mieć więcej czasu na czytanie książek? A nie o tym, żebyście się dobrze uczyły, były zdrowe, skończyły studia?
Tak, drodzy Państwo, albowiem matka czterech zdrowych, dobrze się uczących córek nie ma prawa marzyć o czymś dla siebie- siebie to składa w ofierze całopalnej na intencję, żeby jej te córki jeszcze skończyły studia, wyszły za lekarzy, względnie prawników i powiły zdrowego chłopca i zdrową dziewczynkę.
CałkiemInna, która była dzieckiem całkiem bystrym (i cóż się z nią stało? Lobotomia okołoporodowa) zmiarkowała, że coś nie tak i pośpieszyła rehabilitować swoją płochą matkę:
-Tak, mówiła takie rzeczy- wyjaśniła- ale powiedziała, że to byłoby strasznie dużo pisania, więc żebym napisała tylko tyle.
Dziś Jarecka jest swojej mamie niezwykle wdzięczna za tę lekcję- odważna kobieta, miała odwagę marzyć o chwili czasu dla siebie, na czytanie!
A Jarecka marzy o tym, żeby choć raz móc obejrzeć od początku do końca, nieprzerwanie, bez zakłóceń, nadążając za akcją, w dzień (to ważne, bo w nocy Jarecka zasypia przy telewizji) i SAMA!- odcinek serialu typu "Gliniarz i prokurator"
Ostatnie pytanie brzmiało: o czym marzysz, mamo?
Gdy Jarecka CałkiemInna odczytała swoją pracę domową w klasie, pani zdziwiła się.
-Jak to? Twoja mama marzy o tym, żeby mieć więcej czasu na czytanie książek? A nie o tym, żebyście się dobrze uczyły, były zdrowe, skończyły studia?
Tak, drodzy Państwo, albowiem matka czterech zdrowych, dobrze się uczących córek nie ma prawa marzyć o czymś dla siebie- siebie to składa w ofierze całopalnej na intencję, żeby jej te córki jeszcze skończyły studia, wyszły za lekarzy, względnie prawników i powiły zdrowego chłopca i zdrową dziewczynkę.
CałkiemInna, która była dzieckiem całkiem bystrym (i cóż się z nią stało? Lobotomia okołoporodowa) zmiarkowała, że coś nie tak i pośpieszyła rehabilitować swoją płochą matkę:
-Tak, mówiła takie rzeczy- wyjaśniła- ale powiedziała, że to byłoby strasznie dużo pisania, więc żebym napisała tylko tyle.
Dziś Jarecka jest swojej mamie niezwykle wdzięczna za tę lekcję- odważna kobieta, miała odwagę marzyć o chwili czasu dla siebie, na czytanie!
A Jarecka marzy o tym, żeby choć raz móc obejrzeć od początku do końca, nieprzerwanie, bez zakłóceń, nadążając za akcją, w dzień (to ważne, bo w nocy Jarecka zasypia przy telewizji) i SAMA!- odcinek serialu typu "Gliniarz i prokurator"
Nie dlatego, żeby się Jarecka ekscytowała tym gliniarzem. Jest on dla Jareckiej za śliczny i zbyt uczuciowy (nie to, co twardziel Borewicz). Dobry może na męża, ale tego Jarecka już ma, więc chce oglądać w serialach kryminalnych bezczelnych twardzieli, inteligentnych i wyszczekanych, co to nie drga im warga, gdy kobieta, choćby najpiękniejsza, trzaśnie drzwiami. A Jake Styles niemal w każdym odcinku rozmaśla się na widok jakiejś odpicowanej paniusi...
I to właśnie ze względu na te kobiety Jarecka lubi "Gliniarza i prokuratora". Wszystkie kobitki występujące w tym serialu są piękne, dopracowane, wyfryzowane, natapirowane, wymalowane wedle najlepszych wzorców z przełomu lat 80 i 90, noszą wielkie klipsy, marynarki z ogromnymi poduszkami i torebki na długaśnych paskach dyndające w okolicy kolan.
Cud, miód, palce lizać! A do tego jeszcze inteligentne, twardo dążące do celu, przebojowe.
Hm.
A dzieci Jareckiej zapytane o marzenie mamy pewnie wspomniałyby o tym, że Jarecka chciałaby być ośmiornicą.
Bo ośmiornica ma aż osiem chwytnych kończyn.
I niech no jakaś pani uczycielka powie, że matce się nie godzi mieć takie marzenia!
I to właśnie ze względu na te kobiety Jarecka lubi "Gliniarza i prokuratora". Wszystkie kobitki występujące w tym serialu są piękne, dopracowane, wyfryzowane, natapirowane, wymalowane wedle najlepszych wzorców z przełomu lat 80 i 90, noszą wielkie klipsy, marynarki z ogromnymi poduszkami i torebki na długaśnych paskach dyndające w okolicy kolan.
Cud, miód, palce lizać! A do tego jeszcze inteligentne, twardo dążące do celu, przebojowe.
Hm.
A dzieci Jareckiej zapytane o marzenie mamy pewnie wspomniałyby o tym, że Jarecka chciałaby być ośmiornicą.
Bo ośmiornica ma aż osiem chwytnych kończyn.
I niech no jakaś pani uczycielka powie, że matce się nie godzi mieć takie marzenia!
Etykiety:
Jarecka i jej idole,
Jarecka w zadumie,
szydełko,
zabawki hand made
7.05.2013
Wielce optymistyczny post o tym, że śpiewać każdy może!
Jarecka już od dawna podejrzewa, że jest w stanie nauczyć się WSZYSTKIEGO.
O ile tylko będzie odpowiednio zmotywowana!
Gdyby na przykład Jareccy zamieszkali w sercu Australii, z pewnością Jarecka już wkrótce zaczęłaby pilotować samolot a może i strzyc owce.
Podejrzenie dotyczące swoich niezwykłych zdolności powzięła po raz pierwszy, gdy mając już prawie dwadzieścia lat nauczyła się pływać. To było na zajęciach, które jako studentka pierwszego roku musiała zaliczyć, koniec kropka. Jarecka już się była przyzwyczaiła, że pływać nie umie i ani jej to nie cieszyło, ani zawstydzało, ale skoro już miała te zajęcia na basenie- czemu by się nie nauczyć?
Tedy się Jarecka nauczyła a żeby postawić kropkę nad i uzyskała nawet (psu na budę potrzebną) kartę pływacką, w związku z czym musiała nawet skoczyć do basenu na główkę i był to jej ostatni w życiu skok.
Ostatecznie- bez przesady!
Kolejny przebłysk podejrzenia miała trzy lata później, gdy nauczyła się... jeździć na rowerze. Ależ tak, na rowerze, bicyklu, takim, na którym jej dzieci bez mrugnięcia okiem zasuwają z Ustronia Morskiego do Kołobrzegu i nazad. Jareckiej ta umiejętność była wówczas bardzo potrzebna, bo akurat zaczęła pracę w miejscu odległym od domu o kilka kilometrów. Zatem obiła nieco kolana, podrapała się do krwi a potem już tylko napawała się jazdą po zielonych uliczkach Przedmieścia.
A jak już Jarecka zrobiła prawo jazdy! To już, proszę Państwa, świat stanął przed nią otworem!
Mając więc żywo w pamięci wszystkie te wiekopomne sukcesy, w pierwszą majową sobotę tego roku Jarecka postanowiła uszyć swojej córce sukienkę.
Najpierw w nocy poguglała w poszukiwaniu "prosta sukienka dla dziewczynki wykrój" i już nazajutrz z rana miała gotowy wykrój, jak się należy, z szarego papieru.
Następnie wybrała materiał, piękny, gruby i miękki len w kolorze ecru. Jarecka ma pokaźny zasób kuponów wielce zacnych materii, albowiem bliżsi i dalsi znajomi Jareckiej żywią nie wiadomo skąd wzięte przekonanie, że Jarecka potrafi szyć! Jeśli więc ktoś ma na zbyciu niepotrzebne materiały (a także włóczki, czy wszelaką pasmanterię- ale to akurat dość zasadne), skarby te zawsze trafiają we wdzięczne ręce Jareckiej a potem do mniej wdzięcznej szafy, skąd są dobywane w chwilach jako ta, sobotnia, majowa.
Po czym, Kochani, Jarecka tę sukienkę uszyła!
Klnąc w duchu, że:
a) na modelkę dla pierwszego szytego przez siebie ciucha wybrała Dwójkę, która jest absolutnie niezdolna do ustania chwili bez ruchu, wtedy, gdy się ją o to prosi,
b) wybrała tak jasny materiał dla Dwójki, która w czystym ubraniu nie wytrzyma dłużej niż pięć minut i której piżamę trzeba zmieniać co drugą noc, bo zdaje się prowadzi ona jakiś tajemny nocny żywot, podczas którego, jak mniema Jarecka, czołga się po tarasie.
Oraz gratulując sobie, że swego czasu okazała się mądrym dziewczęciem i podglądała przy pracy Mamę CałkiemInną (krawcową!), dzięki czemu wiedziała, jak zabrać się za wykończenie otworów na ręce i głowę.
W prawdziwej euforii zakończyła pracę, odprasowała suknię, dogoniła Dwójkę i przybrała ją jak należy.
Wtedy okazało się, że góra sukienki jest niesymetryczna. Odległość od dekoltu do wycięcia rękawka z jednej strony mierzyła 5,5cm, z drugiej- 7,5! Jarecka wciąż pod wpływem nieznanej substancji, która wprowadziła ją w ów euforyczny stan najpierw zakrzyknęła :"A co tam! Ubierze sobie bolerko/ zawiąże apaszkę/ przypnie mega broszę! Doszyję jej kokardę, kwiat, cokolwiek!"
Ale w nocy Jarecka nie mogła spać, bo ją ten krzywy dekolt męczył. Moc substancji na bazie adrenaliny osłabła, za to odezwał się czip zaszczepiony przez Mamę CałkiemInną, która jest i była- nie bójmy się tego słowa- pedantką, i na pewno by nie pochwaliła córki za krzywą sukienkę.
Rano Jarecka poprawiła dekolt, choć już nie udało się go wykończyć tak ładnie, jak było wcześniej.
Niemniej Jarecka odpocząwszy w niedzielę, w poniedziałek uszyła drugą sukienkę, dla Trójki, w kolorze czarnym, albowiem ta córka Jareckich ma urodę cyganki i upodobanie do biżuterii, w związku z czym mamusia narządziła jej stosowne tło dla jej sroczych upodobań.
Teraz Jarecka nie może spać z innego powodu.
Przypomniała sobie, że przed szyciem powinna była materiał zdekatyzować, czyli mówiąc po naszemu, wyprać go w ciepłej wodzie. Teraz może się okazać, że sukienki po praniu zmienią rozmiar.
Ale i na to Jarecka jest przygotowana!
Przecież ma w zanadrzu jeszcze jedną córkę! Jeśli ziści się czarny scenariusz, Czwórka przejmie małą czarną po Trójce, ta zaś wskoczy w ecru Dwójki!
I gra gitarra!
A oto one:
Na razie w odsłonie "na surowo".
(Już wkrótce, jak pogoda dopisze na pewnej komunii, odbędzie się sesja z modelkami i dodatkami)
Doprawdy, wszystkiego się można nauczyć!
Całkiem możliwe zatem, Tato Jarecki, że Jarecka kiedyś nauczy się ekonomicznie obierać ziemniaki.
I być może, Mamo CałkiemInna, Jarecka będzie kiedyś perfekcyjną panią domu i może nawet nauczy się równo układać ubrania w szafie.
W tym miejscu Wszechwiedzący Narrator pozwoli sobie zakończyć niniejszy post, zanim choć cień zwątpienia padnie na jasną myśl Jareckiej.
O ile tylko będzie odpowiednio zmotywowana!
Gdyby na przykład Jareccy zamieszkali w sercu Australii, z pewnością Jarecka już wkrótce zaczęłaby pilotować samolot a może i strzyc owce.
Podejrzenie dotyczące swoich niezwykłych zdolności powzięła po raz pierwszy, gdy mając już prawie dwadzieścia lat nauczyła się pływać. To było na zajęciach, które jako studentka pierwszego roku musiała zaliczyć, koniec kropka. Jarecka już się była przyzwyczaiła, że pływać nie umie i ani jej to nie cieszyło, ani zawstydzało, ale skoro już miała te zajęcia na basenie- czemu by się nie nauczyć?
Tedy się Jarecka nauczyła a żeby postawić kropkę nad i uzyskała nawet (psu na budę potrzebną) kartę pływacką, w związku z czym musiała nawet skoczyć do basenu na główkę i był to jej ostatni w życiu skok.
Ostatecznie- bez przesady!
Kolejny przebłysk podejrzenia miała trzy lata później, gdy nauczyła się... jeździć na rowerze. Ależ tak, na rowerze, bicyklu, takim, na którym jej dzieci bez mrugnięcia okiem zasuwają z Ustronia Morskiego do Kołobrzegu i nazad. Jareckiej ta umiejętność była wówczas bardzo potrzebna, bo akurat zaczęła pracę w miejscu odległym od domu o kilka kilometrów. Zatem obiła nieco kolana, podrapała się do krwi a potem już tylko napawała się jazdą po zielonych uliczkach Przedmieścia.
A jak już Jarecka zrobiła prawo jazdy! To już, proszę Państwa, świat stanął przed nią otworem!
Mając więc żywo w pamięci wszystkie te wiekopomne sukcesy, w pierwszą majową sobotę tego roku Jarecka postanowiła uszyć swojej córce sukienkę.
Najpierw w nocy poguglała w poszukiwaniu "prosta sukienka dla dziewczynki wykrój" i już nazajutrz z rana miała gotowy wykrój, jak się należy, z szarego papieru.
Następnie wybrała materiał, piękny, gruby i miękki len w kolorze ecru. Jarecka ma pokaźny zasób kuponów wielce zacnych materii, albowiem bliżsi i dalsi znajomi Jareckiej żywią nie wiadomo skąd wzięte przekonanie, że Jarecka potrafi szyć! Jeśli więc ktoś ma na zbyciu niepotrzebne materiały (a także włóczki, czy wszelaką pasmanterię- ale to akurat dość zasadne), skarby te zawsze trafiają we wdzięczne ręce Jareckiej a potem do mniej wdzięcznej szafy, skąd są dobywane w chwilach jako ta, sobotnia, majowa.
Po czym, Kochani, Jarecka tę sukienkę uszyła!
Klnąc w duchu, że:
a) na modelkę dla pierwszego szytego przez siebie ciucha wybrała Dwójkę, która jest absolutnie niezdolna do ustania chwili bez ruchu, wtedy, gdy się ją o to prosi,
b) wybrała tak jasny materiał dla Dwójki, która w czystym ubraniu nie wytrzyma dłużej niż pięć minut i której piżamę trzeba zmieniać co drugą noc, bo zdaje się prowadzi ona jakiś tajemny nocny żywot, podczas którego, jak mniema Jarecka, czołga się po tarasie.
Oraz gratulując sobie, że swego czasu okazała się mądrym dziewczęciem i podglądała przy pracy Mamę CałkiemInną (krawcową!), dzięki czemu wiedziała, jak zabrać się za wykończenie otworów na ręce i głowę.
W prawdziwej euforii zakończyła pracę, odprasowała suknię, dogoniła Dwójkę i przybrała ją jak należy.
Wtedy okazało się, że góra sukienki jest niesymetryczna. Odległość od dekoltu do wycięcia rękawka z jednej strony mierzyła 5,5cm, z drugiej- 7,5! Jarecka wciąż pod wpływem nieznanej substancji, która wprowadziła ją w ów euforyczny stan najpierw zakrzyknęła :"A co tam! Ubierze sobie bolerko/ zawiąże apaszkę/ przypnie mega broszę! Doszyję jej kokardę, kwiat, cokolwiek!"
Ale w nocy Jarecka nie mogła spać, bo ją ten krzywy dekolt męczył. Moc substancji na bazie adrenaliny osłabła, za to odezwał się czip zaszczepiony przez Mamę CałkiemInną, która jest i była- nie bójmy się tego słowa- pedantką, i na pewno by nie pochwaliła córki za krzywą sukienkę.
Rano Jarecka poprawiła dekolt, choć już nie udało się go wykończyć tak ładnie, jak było wcześniej.
Niemniej Jarecka odpocząwszy w niedzielę, w poniedziałek uszyła drugą sukienkę, dla Trójki, w kolorze czarnym, albowiem ta córka Jareckich ma urodę cyganki i upodobanie do biżuterii, w związku z czym mamusia narządziła jej stosowne tło dla jej sroczych upodobań.
Teraz Jarecka nie może spać z innego powodu.
Przypomniała sobie, że przed szyciem powinna była materiał zdekatyzować, czyli mówiąc po naszemu, wyprać go w ciepłej wodzie. Teraz może się okazać, że sukienki po praniu zmienią rozmiar.
Ale i na to Jarecka jest przygotowana!
Przecież ma w zanadrzu jeszcze jedną córkę! Jeśli ziści się czarny scenariusz, Czwórka przejmie małą czarną po Trójce, ta zaś wskoczy w ecru Dwójki!
I gra gitarra!
A oto one:
Na razie w odsłonie "na surowo".
(Już wkrótce, jak pogoda dopisze na pewnej komunii, odbędzie się sesja z modelkami i dodatkami)
Doprawdy, wszystkiego się można nauczyć!
Całkiem możliwe zatem, Tato Jarecki, że Jarecka kiedyś nauczy się ekonomicznie obierać ziemniaki.
I być może, Mamo CałkiemInna, Jarecka będzie kiedyś perfekcyjną panią domu i może nawet nauczy się równo układać ubrania w szafie.
W tym miejscu Wszechwiedzący Narrator pozwoli sobie zakończyć niniejszy post, zanim choć cień zwątpienia padnie na jasną myśl Jareckiej.
Etykiety:
szycie,
ubrania hand made
3.05.2013
Serial drogi, odcinek trzeci, czyli powrót z majówki
Wieczorem samochód Jareckich mknie przez pewną Metropolię.
(Zaraz tam mknie!- za kierownicą Jarecka)
Jarecki, który się nakosztował palinki siedzi obok i mógłby zamknąć zmęczone oczęta, gdyby nie to, że jego żona zna tylko te drogi, którymi już jeździła; więc Jarecki nawiguje.
-W prawo. W lewo.
Zapewne umknęłoby uwadze przypadkowego obserwatora, że po każdej takiej dyspozycji Jarecka na mgnienie oka rozprostowuje dłonie.
Po cóż to czyni?- zapytacie.
Ano tajemnicza ta czynność służy orientacji- tam, gdzie zalśni obrączka, tam jest prawa strona, ot, co.
Zmęczona Dwójka opuszcza oparcie fotela, czym rozsierdza siedzącą za nią Trójkę.
-Ciasno mi!- krzyczy rozwścieczona Trójka- czy ty myślisz, że my mamy taki mały samochód, że za tobą już nikogo nie ma?
Trójka, nadal w nastroju bojowym usiłuje wyżyć się na Jaśnie Paniczu.
-Koło twojej szkoły nie będziemy przejeżdżać, a koło mojej tak! (Zyg zyg marchewka!)
-Ty nie chodzisz do szkoły- Jaśnie Panicz odpiera atak niewzruszenie, z flegmą.
-Chodzę- upiera się Trójka.
I wtedy Jaśnie Panicz zadaje śmiertelny cios. Kilkulatki pojmą to okrucieństwo. Trójka ma w grupie tylko jedną rówieśnicę, reszta to dwulatki, względnie pampersowe trzylatki... Jaśnie Panicz wbija ostrze w samo serce i Trójka już tylko charczy i rzęzi, gdy brat bezlitośnie przekręca ostrze:
-Raczej do żłobka!
Nazajutrz w Deszczowym Domu ruszył sezon grillowy.
Miłego majówkowania!!
(Zaraz tam mknie!- za kierownicą Jarecka)
Jarecki, który się nakosztował palinki siedzi obok i mógłby zamknąć zmęczone oczęta, gdyby nie to, że jego żona zna tylko te drogi, którymi już jeździła; więc Jarecki nawiguje.
-W prawo. W lewo.
Zapewne umknęłoby uwadze przypadkowego obserwatora, że po każdej takiej dyspozycji Jarecka na mgnienie oka rozprostowuje dłonie.
Po cóż to czyni?- zapytacie.
Ano tajemnicza ta czynność służy orientacji- tam, gdzie zalśni obrączka, tam jest prawa strona, ot, co.
...
Zmęczona Dwójka opuszcza oparcie fotela, czym rozsierdza siedzącą za nią Trójkę.
-Ciasno mi!- krzyczy rozwścieczona Trójka- czy ty myślisz, że my mamy taki mały samochód, że za tobą już nikogo nie ma?
...
Trójka, nadal w nastroju bojowym usiłuje wyżyć się na Jaśnie Paniczu.
-Koło twojej szkoły nie będziemy przejeżdżać, a koło mojej tak! (Zyg zyg marchewka!)
-Ty nie chodzisz do szkoły- Jaśnie Panicz odpiera atak niewzruszenie, z flegmą.
-Chodzę- upiera się Trójka.
I wtedy Jaśnie Panicz zadaje śmiertelny cios. Kilkulatki pojmą to okrucieństwo. Trójka ma w grupie tylko jedną rówieśnicę, reszta to dwulatki, względnie pampersowe trzylatki... Jaśnie Panicz wbija ostrze w samo serce i Trójka już tylko charczy i rzęzi, gdy brat bezlitośnie przekręca ostrze:
-Raczej do żłobka!
Nazajutrz w Deszczowym Domu ruszył sezon grillowy.
Miłego majówkowania!!
Etykiety:
serial drogi
2.05.2013
Biało czerwona
Dzień flagi państwowej zaczął się w Deszczowym Domu późno, ale jak się już zaczął to z kopyta.
Jarecka wywiesiła na balkonie flagę- w roli drzewca tradycyjnie wystąpił kij od mopa. Dla przyzwoitości etykieta "vileda" została zalepiona żółtą taśmą i teraz można się spierać czy rzeczywiście wygląda to lepiej.
Dla uczczenia tej doniosłej chwili (dzieci Jareckie popadają w jakąś niewytłumaczalną euforię gdy na balkonie łopocze biało- czerwona flaga) Jarecka postanowiła przygotować deser w barwach narodowych.
Najpierw leniwa ta kobieta przekopała szufladę w poszukiwaniu czerwonej galaretki, którą miała nadzieję załatwić sprawę, nie stwierdziwszy zaś żadnej galaretki na stanie, zamyśliła się głęboko. I otóż przypomniała sobie, że od dawna już chciała wypróbować przepis na tort o wdzięcznej nazwie red velvet.
To, iż do tej pory się z ową recepturą nie zmierzyła, to wina trudnych relacji na linii Jarecka- barwniki spożywcze.
Jakiś czas temu (będzie prawie rok!) Jarecki nabył zestaw barwników we wszystkich kolorach tęczy.
Na urodzinową kolację Dwójki mamusia, którą świerzbiły rączki, by cudo zastosować w Deszczowej kuchni, przygotowała potwory ciasteczkowe, ot, niebieskie babeczki z bajerami. Hojnie sypnęła barwnikiem, z którym wcześniej nie miała do czynienia i z przerażeniem patrzyła, jak jej rodzina po kolacji przeistacza się w szafirowe...
-Teraz wszyscy wyglądamy jak potwory!- podsumowała celnie Trójka post factum.
Cóż.
Usta, zęby i języki odzyskały w końcu swój naturalny kolor, nawet blaty w kuchni udało się doczyścić.
Przez kolejne dni jednak rodzina wypróżniała się na szmaragdowo (Jarecka ręczy za pięć szóstych składu!), zaś Dwójka złuszczyła się i zmieniła kolor skóry na czerwony, jest bowiem tajemniczą alergiczką, choć w tym przypadku nie było wątpliwości co do sprawcy jej cierpień.
Od tamtego czasu barwniki spożywcze służyły Jareckiej tylko do zabaw, których efekty nie służyły konsumpcji.
Jaśnie Panicz przygotował okolicznościowe znaczki dla wszystkich.
A Jarecka upiekła placek w prostokątnej blaszce, bo nie zamierzała go przekładać! W końcu to miało być święto flagi polskiej, nie austriackiej!
Następnie dobyła z lodówki tajemniczą paczuszkę zawierającą coś, co nasuwa jednoznaczne skojarzenia, nieprawdaż? Że co, że salami?
Nie! Marcepan z nieobranych migdałów, obrzydliwy! Przeleżał biedny kilka miesięcy w lodówce a dziś nastał jego czas.
Dziewczynki dostały ściągę z napisem POLSKA i polecenie znalezienia potrzebnych liter wśród foremek do ciastek.
Drogi Czytelniku, wiedz, że powyższy widok nie był dany wszystkim!
Wkrótce po tym, jak Jarecka utrwaliła swój twór na karcie pamięci, deserkowi zdarzył się mały wypadek...
Trójka złapała za akurat TĘ półeczkę w lodówce i ją nieco przechyliła... Jaśnie Panicz uratował ciasto własnym ciałem, roniąc niestety nieco kremu na podłogę, lodówkę i własny rękaw. Napis zniknął pod lawiną kremu...
Oj tam.
Smak pozostał. Wspaniały smak.
P.S. Pozdrowienia dla krajan zza granicy! Dziś Wasze święto!!
Etykiety:
Deszczowa kuchnia
1.05.2013
O wiosennych zwyczajach w Deszczowym Domu
Po raz pierwszy w tym roku Jarecka widziała Panią Wiosnę koło salonu fryzjerskiego pana Adriana, na Zaogoniu.
(Zgoda, salon to może za wielkie słowo. Zakład pana Adriana to domek wielkości szopy na węgiel, pieczołowicie odszykowany na salon, zaś blasku przydaje mu sam pan Adrian, typ macho, starannie ufryzowany, starannie umięśniony i w ogóle staranny)
W tej właśnie okolicy Jarecka ujrzała Wiosnę. Wyglądała ta Wiosna jak zwykła staruszka, z gołą głową, końcem laski rozgarniała ostatnie placki śniegu.
Wraz z wiosną nastały w Deszczowym Domu nowe zwyczaje.
Czwórka budzi się skoro świt, zjawia się uśmiechnięta przy łóżku rodziców i szepcze:
-Ublać.
Jarecka wie, że opór nie ma sensu. Wstaje i podaje córce ubrania, które małe rączki w mgnieniu oka naciągają na odpowiednie członki.
-Jeść- oznajmia następnie Czwórka.
I tę prośbę trzeba możliwie szybko spełnić, albowiem:
-Ce jechać z mamusiom- brzmi następna (o tak, czasy "juję" to już odległa historia).
I pomyśleć, że jeszcze niedawno wystarczyło włączyć temu dziecku Świnkę Peppę, pomachać, i można było spokojnie wyskoczyć z domu by dostarczyć Dwójkę do zerówki albo Jaśnie Panicza do szkoły, albo oboje naraz w stosowne miejsca.
Teraz Jarecka skoro świt zmierza do samochodu wiodąc za rękę skrzata, który ma inną wizję poranka niż ta, która jej samej wydaje się jedynie słuszna.
-Tutawa!- Czwórka uderza w lament na widok huśtawki - nie bujałam!!!
-Teraz nie będziesz się bujać, teraz musimy zawieźć dzieci do szkoły- tłumaczy Jarecka.
Kolejna potyczka ma miejsce przy zapinaniu pasów- Czwórka chciałaby to zrobić sama i być może dałoby się to załatwić, ale wszystko rozbija się o brak czasu- Jarecka wyręcza więc Czwórkę na siłę i na chwilę nastaje spokój, do momentu, gdy całą operację trzeba będzie powtórzyć w drodze powrotnej.
Pod domem Jarecka wyskakuje radośnie z samochodu i pędzi do domu orzeźwiona porannym powietrzem, pędzi, bo z kuchni mruga już na nią niebieskie oko ekspresu do kawy, w nim zaś szumi gorący napój.
Otwiera drzwi mieszkania, które o tej porze nawiedza słońce...
...i w tym słonecznym olśnieniu przypomina sobie o Czwórce, nadal wpiętej bezpiecznie w samochodowy fotelik.
Oto właśnie nowy, wiosenny rytuał Jareckiej, który dowodzi jedynie zgubnego wpływu wiosennego powietrza, nie zaś- Boże, uchowaj!- postępującej demencji pewnej matki.
A poza wszystkim, przebiec się z rana po schodach tam i siam to samo zdrowie!
(Zgoda, salon to może za wielkie słowo. Zakład pana Adriana to domek wielkości szopy na węgiel, pieczołowicie odszykowany na salon, zaś blasku przydaje mu sam pan Adrian, typ macho, starannie ufryzowany, starannie umięśniony i w ogóle staranny)
W tej właśnie okolicy Jarecka ujrzała Wiosnę. Wyglądała ta Wiosna jak zwykła staruszka, z gołą głową, końcem laski rozgarniała ostatnie placki śniegu.
Wraz z wiosną nastały w Deszczowym Domu nowe zwyczaje.
Czwórka budzi się skoro świt, zjawia się uśmiechnięta przy łóżku rodziców i szepcze:
-Ublać.
Jarecka wie, że opór nie ma sensu. Wstaje i podaje córce ubrania, które małe rączki w mgnieniu oka naciągają na odpowiednie członki.
-Jeść- oznajmia następnie Czwórka.
I tę prośbę trzeba możliwie szybko spełnić, albowiem:
-Ce jechać z mamusiom- brzmi następna (o tak, czasy "juję" to już odległa historia).
I pomyśleć, że jeszcze niedawno wystarczyło włączyć temu dziecku Świnkę Peppę, pomachać, i można było spokojnie wyskoczyć z domu by dostarczyć Dwójkę do zerówki albo Jaśnie Panicza do szkoły, albo oboje naraz w stosowne miejsca.
Teraz Jarecka skoro świt zmierza do samochodu wiodąc za rękę skrzata, który ma inną wizję poranka niż ta, która jej samej wydaje się jedynie słuszna.
-Tutawa!- Czwórka uderza w lament na widok huśtawki - nie bujałam!!!
-Teraz nie będziesz się bujać, teraz musimy zawieźć dzieci do szkoły- tłumaczy Jarecka.
Kolejna potyczka ma miejsce przy zapinaniu pasów- Czwórka chciałaby to zrobić sama i być może dałoby się to załatwić, ale wszystko rozbija się o brak czasu- Jarecka wyręcza więc Czwórkę na siłę i na chwilę nastaje spokój, do momentu, gdy całą operację trzeba będzie powtórzyć w drodze powrotnej.
Pod domem Jarecka wyskakuje radośnie z samochodu i pędzi do domu orzeźwiona porannym powietrzem, pędzi, bo z kuchni mruga już na nią niebieskie oko ekspresu do kawy, w nim zaś szumi gorący napój.
Otwiera drzwi mieszkania, które o tej porze nawiedza słońce...
...i w tym słonecznym olśnieniu przypomina sobie o Czwórce, nadal wpiętej bezpiecznie w samochodowy fotelik.
Oto właśnie nowy, wiosenny rytuał Jareckiej, który dowodzi jedynie zgubnego wpływu wiosennego powietrza, nie zaś- Boże, uchowaj!- postępującej demencji pewnej matki.
A poza wszystkim, przebiec się z rana po schodach tam i siam to samo zdrowie!
Etykiety:
Życie rodzinne
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































