19.09.2013

Mama CałkiemInna opowiada bajkę

Do Deszczowego Domu zjechała Mama CałkiemInna, czyli rodzona mama Jareckiej.
Mama CałkiemInna należy do tego rzadkiego gatunku babć, które- czytać dzieciom, owszem, choćby cały dzień, ale wieczorem, do poduchy- bajki OPOWIADAJĄ.
-No to o czym dzisiaj?- pyta zasiadając na stołeczku w zaciemnionym pokoju dziewczynek.
Okazuje się (co odnotowuje Jarecka przycupnięta przy łóżku Czwórki), że dzieci są doskonale zorientowane w babcinym repertuarze. Jarecka nie przypomina sobie z własnego dzieciństwa tych baśni, za to doskonale pamięta historie opowiadane przez jej babcię, Babcię CałkiemInną. Ależ to były opowieści, niech się schowają bracia Grimm ze swoim "Krzakiem jałowca"! Ciarki chodzą po plecach na wspomnienie diabolicznej "Kozuni"... Szczęściem Dzieci Jareckie mają do dyspozycji lżejszy repertuar.
-O koniku Garbusku!- życzy sobie Jaśnie Panicz, który na czas wizyty babci sypia w pokoju sióstr.
-Wczoraj było- przerywa mu Dwójka- o dwóch Dorotkach!
-O kogutku Złotym Grzebyku...- proponuje nieśmiało Trójka.
-O Dorotkach- przesądza... Jarecka.
-Dobrze, to o Dorotkach- Mama CałkiemInna nabiera powietrza i zaczyna opowieść.

...no a zimą koło studni jest oblodzone. Jak się czerpie wodę, to ona się wychlapuje i zamarza. Trzeba bardzo uważać, bo korba może się wymknąć z ręki a to niebezpieczne, można złamać rękę albo wybić zęby, albo i wpaść z wiadrem do studni!...

-Ta bajka to horror- szepcze Jaśnie Panicz.

...Dorotka wpadła, ale o dziwo, na dnie nie było wody, tylko drzwi. A za nimi- lato! Jabłka na drzewach...

-To chyba jesień- prostuje Jaśnie Panicz i zostaje szeptem obsztorcowany przez swoją matkę. Jarecką korci żeby krzyknąć "a papierówki?!", ale ciekawa jest, co dalej z tą Dorotką. Jej dzieci już to wiedzą.

...spotkała konika, a on miał pełno rzepów w swojej dłuuugiej grzywie...

-Miał taką grzywą, jak te konie z konika Garbuska?- dopytuje Dwójka.

...Jaką skrzynkę dać tej leniwej Dorotce?-pyta babuleńka pieska i kotka. Czarną! - szczeka piesek. Czarną! -miauczy kotek. Dorotka wzięła skrzynkę a babcia odprowadziła ją jeszcze kawałek i swoimi czarami sprawiła, że zła Dorotka znalazła się w domu. Tam już na nią czekała jej mamusia i ucieszyła się na widok skrzynki. Ale gdy ją otworzyły, okazało się, że wcale nie ma tam skarbów tylko węże, jaszczurki...

-Muchy?-podsuwa Trójka.
-Osy- dodaje złowieszczo Dwójka.
-Ślimaki bez muszli- szepcze z przerażeniem Jaśnie Panicz (pomrów budzi w nim obrzydzenie na granicy lęku).

-Jeszcze o kogutku!- prosi szeptem Dwójka.
-Nie- Mama CałkiemInna wstaje ze stołka- jutro.

I Jarecka wcale a wcale się tej stanowczej decyzji nie dziwi.


...



Gdyby jakiś zabłąkany wędrowiec zapuścił się dziś w zaogońskie ostępy, jego oczom mógłby się okazać osobliwy widok:
Mlecznowłosa pani gnąca się nad zarośniętym rowem z telefonem komórkowym coś namierza, ogląda,  po czym wsiada do samochodu, z pobliskiej bramy zaś wybiega ciężarna kobieta i ślizgając się na mokrej trawie powtarza dziwaczny rytuał.
Nikt tego nie widział oprócz stadka dzwońców.

A oto przyczyna owego zamieszania, i- powiedzmy sobie szczerze- euforii! Czy kogoś zdziwi, że warto było skakać w deszczu po śliskich rowach, żeby uwiecznić to? O, to:




I już niestraszny deszcz i plucha, bateria doładowana przez oczy. Potem jeszcze talerz gorącej dyniowej, pomarrrańczowej jak... jak...dyniowa, i dalej, naprzód, w jesień!



P.S. Teraz sobie matka z córką pokazują swoje muchomorowe zdjęcia i tapety w telefonach i się cieszą, i wysyłają znajomym muchomorowe mms-y :)

16.09.2013

Drugie śniadanie po raz pierwszy i... bonus :)

Pewnie, że najlepsze są kanapki. Z masłem, warzywkiem, mięskiem, rybką, serem...
To niestety znaczy z rana krojenie, smarowanie, mycie, obieranie, znów krojenie, układanie. W Deszczowym Domu drugich śniadań trzeba przygotować kilka. Jednocześnie podając pierwsze śniadanie, zaplatając włosy, przypominając, wydając odzienie i tak dalej, i tak dalej...
Jarecka czasem (często) ułatwia sobie życie i piecze wieczorem drożdżówki. Najlepiej z czymś, co nie wycieknie, co się nie pokruszy, nie pobrudzi zanadto rąk i ubrań.
Przepis z sieci, ale skąd dokładnie, trudno powiedzieć  (zdaje się, że miało to związek z Karlssonem z dachu- o, STĄD- dogrzebała się!! ). W Deszczowym Domu jest używany tak często, że Jarecka przepisała go sobie do zeszytu i zawsze ma pod ręką. To receptura z gatunku takich, co nie wymagają wielu składników i dużego nakładu pracy!(!!) Oryginalnie nadzienie jest maślano- cynamonowe i jest  to naprawdę doskonałe drugie śniadanie (a dla zostającej w domu mamy- słodycz do kawy :))
Oczywiście Jarecka pakuje do środka wszystko, co jej się zamarzy, czyli to, co akurat w domu ma ;)

Na pierwszym zdjęciu wersja letnia, domowa, ze śliwkami i wiśniami.









I wersje "kanapkowe", w wykonaniu Jareckiego.
Jarecki zapewne korzystał z innego przepisu, bo on wyrabia ciasto ręcznie, na co jego żona nie ma siły.







Kanelbullar:
  • 50-100g masła
  • 0,5 l mleka o temp. 37stC
  • 50g drożdży
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 50g cukru
  • ok. 1kg mąki 
  • cynamon (torebka)
  • jajko do posmarowania bułeczek przed wstawieniem do pieca
  • Tłuszcz, mleko, drożdże, sól, cukier zmiksować, na koniec dodać mąkę. Odstawić w ciepłe miejsce na ok. 40 min (powinno podwoić objętość). Potem rozwałkować, posmarować roztopionym masłem, posypać cynamonem i cukrem, zwinąć w rulon. Kroić na plastry i układać na blaszce. Gdy "ślimaki" podwoją objętość, posmarować je rozkłóconym jajkiem i piec 5-10 min. w temp. 225stC (naprawdę!)

...


A zgodnie z nową świecką tradycją, przy wypiekach w Deszczowym Domu można- trzeba!- poplotkować.
Pochwalić się wyróżnieniem, od GAŁĄZKI. Dziękuję Agnieszko!


Jednym z obowiązków Jareckiej, w związku z powyższym, jest ujawnienie siedmiu faktów o sobie...
Oto siedem zaskakujących faktów o Deszczowym Domu:

1. W Deszczowym Domu nie ma komputera (serio serio)
2. W Deszczowym Domu zamieszkała mysz. Mieszka w spiżarni i robi kupy w patelnie. Głupia, nie wie, że w Deszczowej Spiżarni nie ma jedzenia! Jarecka boi się, że lada dzień mysz nabierze rozumu i przeniesie się do salonu, w kosze z jej włóczkami i materiałami- tam przynajmniej będzie mogła miło pobuszować.
3. Jarecka nie potrafi sama otworzyć okna w salonie, no ni cholery!
4. Zimą strych Deszczowego domu jest pełen śniegu.
5. Gdy Jareccy zamieszkali w Deszczowym Domu, w ogrodzie mieszkały czesiuniowe króliki. Ponieważ Jarecka nie ma w zwyczaju zamykania za sobą bramy ani czegokolwiek w ogóle, jeden z nich został pożarty. Nie wiadomo przez kogo, ale jednak... Nie przez Jareckich w każdym razie.
6. Niewidzialny koń okazał się być kobyłą! Oźrebił się!- czy potrzeba więcej dowodów?
7. W Deszczowym Domu zawsze są drożdże-
  - i ten fakt, niby klamra, zamyka ów post, który zaczął się od drożdżówek.

Nie każcie Jareckiej nominować! To tak, jakby kazać jej wskazać wśród swoich dzieci jedno ulubione...



14.09.2013

Wrześniowy dołek, czyli o emocjach w Deszczowym Domu


Krzywa dobrego samopoczucia w Deszczowym Domu opadła.
Jaśnie Panicz przyniósł dwa minusy za nieodrobione zadanie domowe (nie licząc tych plusów, piątek i szóstki, co teraz wydaje się być sprawą drugorzędną, przynajmniej jemu).
Dwójkę codziennie boli brzuch. Jej skóra, ów emocjonalny barometr, zaczerwieniła się, spierzchła i swędzi.
Trójka, która pierwsze dni roku szkolnego przywitała z uśmiechem, zaczyna buczeć- coraz wcześniej!
Najpierw zaczynała chlipać w drzwiach sali, w której Jarecka rano ją zostawia.
Potem nieco wcześniej, w szatni. Potem trudno już ją było wyłuskać z samochodu. Teraz budzi się ze słowami:"ja nie chcę do przedszkola..." na ustach.
Słonka brak i Jarecka coraz częściej sama jest bliska płaczu, bo czuje, że nie da rady unieść emocji całej rodziny, a w związku z tym także swoich własnych.


I to wszystko?- zapytasz, Czytelniku- oto cały Jareckiej problem i przyczyna kryzysu; dziecko płaczące w drodze do przedszkola?
Nie, nie wszystko. Weźmy taki czwartkowy poranek:
Jaśnie Panicz, który, zdawałoby się, starannie spakował się w środę wieczorem, nazajutrz rano pyta w popłochu:
-Gdzie jest mój zeszyt i ćwiczenia z przyrody?!
Zaczyna się szukanie; najpierw przetrząsa plecak. Potem przeszukuje biurko, ale ostrożnie, żeby nie uszkodzić zaczętego modelu samolotu i paru innych artefaktów zalegających na biurku. Potem zaczyna się bieganina na po całym domu.
-Gdzie to ostatni raz widziałeś, gdzie odrabiałeś lekcje?- pyta Jarecka.
-Tu!- Jaśnie Panicz w rozpaczy wskazuje biurko.
-Kiedy? (Niech Cię nie zwiedzie, Czytelniku, rzeczowy ton indagacji! Jarecka jest bliska eksplozji)
-Wczoraj!
Te fakty dobrze zapamiętajmy. Wczoraj. Na biurku.
Zegar wskazuje 7.51 i Jarecka zaczyna straszyć spóźnieniem, Jaśnie Panicz zawodzi, Jarecka krzyczy, wychodzi mówiąc, że "jeśli nie dostaniesz minusa za brak zeszytu, to i tak dostaniesz go za spóźnienie" i o godzinie 7.56 odjeżdża spod domu z poczuciem klęski, zdruzgotana, wbita w fotel i pusta w środku. Jeszcze jej się w środku gotuje z wściekłości, ale już na pierwszy plan wysuwa się bezradność i żal, że zamiast w nerwowej sytuacji wesprzeć swoje dziecko niewzruszonym spokojem, jeszcze podsyca złe emocje.

-Ale jestem głupi!- wykrzykuje Jaśnie Panicz, gdy samochód rusza z kopyta- przecież na ostatniej lekcji pani zbierała zeszyty i ćwiczenia!




...



Żeby łatwiej było się rozstać w drzwiach do sali grupy "Wiewiórki", Jarecka zrobiła Trójce spinkę i broszkę.










Spineczka ma około 4,5 cm, broszka jest trochę większa. Niestety, jej czar nie zadziałał na Trójkę :( Szczęśliwie miał zbawienny wpływ na samopoczucie Jareckiej, której patrzenie na ten energetyczny kolor chwilowo ukoiło skołatane nerwy.

Pozostałe córki Jareckiej- a jakże!- do głębi przejęte ideą równości, również zażyczyły sobie nowych spinek i broszek.

No i Jarecka uszyła.




Czwórka wybrała kotka i kolor zielony.
Dwójka nie została zapytana o preferencje, nieco znużona mamusia poszła na łatwiznę i uszyła arbuza.








Teraz kolej na broszki...


...


Dziś rano śniadanie powiedziało do Jareckiej; "uśmiechnij się!"
I naprawdę była skłonna zastosować się do tej sugestii. 
Niestety, przyszła pora na to, by kazać Czwórce się ubrać...



Ale Wy się uśmiechnijcie! :)

11.09.2013

Książeczka sensoryczna 2

Deja-vu?
Druga książeczka sensoryczna, zarezerwowana dla najmłodszego dziecka Jareckich- na najbliższą okazję :)
Literkowa.
Ostatecznie co to za różnica- zamiast kłaść dziecku do głowy: tu jest kotek a to piesek, można: to A a to O.






Dyndająca truskawka, wbrew pozorom nie jest li i jedynie elementem dekoracyjnym- ma swoją ściśle określoną funkcję praktyczną...












Książeczka była starannie przemyślana, w trakcie pracy jednak (jak zwykle, nic nowego!) Jareckiej się zmieniło- niestety, efekt tych spontanicznych zmian był taki, jak widać wyraźnie poniżej- rzep z prawej strony trafił na wstążeczki-truskawkowe szypułki. Haczył, niszczył i szpecił...




Jarecka obstalowała więc truskawkę na rzep, która ma za zadanie choć trochę osłonić nieszczęsną szypułkę.




Truskawka na czarnym tle jest trochę wypukła- wypełniona małymi kamyczkami, dla ciekawszych doznań dotykowych. Kropkowana okładka szeleści, a jakże :)





I na razie tyle w temacie książeczek.
Trzeba dać sobie- i Czytelnikom- od nich odpocząć :)

Pozdrowienia z Deszczowego Domu!

10.09.2013

Dialektyka żon :)

W niedzielny poranek Jarecki prasuje sobie koszulę.
-Żono, tak dłużej nie może być!- wybucha nagle- wszystkim moim kolegom to żony prasują koszule! I koleżanki też prasują swoim mężom.
-Tak? A ile oni mają dzieci?- pyta w roztargnieniu Jarecka, która doskonale wie, ile dzieci mają koledzy i koleżanki Jareckiego.
-Troje!
-A ile w tym dziewczynek?
-Dwie...
-I ona mu prasuje???- wykrzykuje oburzona Jarecka- temu... temu...
-No, już nie- przyznaje niechętnie Jarecki.
-A widzisz! Widzisz, do czego ich to doprowadziło! To prasowanie koszul.

I żeby lepiej zabezpieczyć swoje małżeństwo przed złymi przygodami, Jarecka dokłada mężowi jeszcze trzy sukienki do uprasowania.

8.09.2013

Wiankowe wyzwanie u Addicted to crafts





Jarecka przeczytała na blogu Addicted to crafts o wiankowym wyzwaniu i poczuła, że to coś dla niej.
Z dawna chciała popełnić jakąś wiankową dekorację, ale jakoś nie było okazji... Przeczytawszy zaś, że uzależnione od rzemiosła dziewczyny czasu nie dają zbyt wiele, zakasała rękawy...

Były sobie kwiatki, ze sto pięćdziesiąt z hakiem. Zrobione trzy lata temu na szal podpatrzony w jakiejś Dianie, czy tym podobnym pisemku. Jarecka udziergała stosy kwiatków, lecz gdy je zszyła- ręce opadły :(
Szal nie tylko okazał się o połowę krótszy niż na zdjęciu w gazecie (gdzie modelce swobodnie zwisał od kolana do kolana), był też sztywny i w ogóle mało efektowny. W pierwszą nadarzającą się niedzielę Jarecka wyheklowała więc dwie ażurowe czapki- dla Dwójki i Trójki; dla rozróżnienia jedna z "uszami"- i obszyła je kwiatami z niewydarzonego szala. W tej formie przetrwały dwie zimy, choć Jarecka nie była zachwycona efektem. A przecież same kwiatuchy bardzo jej się podobały i marzyła o lepszej przyszłości dla nich...

Ale oto pojawiło się wiankowe wyzwanie i czapki poszły pod nożyce!
Pięknego wrześniowego dnia Jarecka uszyła spory obwarzanek ze szlachetnej wełenki (prawdziwe krawcowe załamują ręce nad tym marnotrawstwem!). Potem już tylko upięła kwiecie, potem je przyszyła-
et voila!



(Jak widać obwarzanek macały jakieś czekoladowe łapki...:)





Wianek jest wielofunkcyjny- na głowę, szyję, na drzwi-
-a Jarecka najbardziej lubi toto w roli poduszki... :)






P.S. W swoim czasie Czytelnicy zostaną poproszeni o głosy, bo wyzwanie to konkurs!
A tymczasem- jak Wam się podoba?

7.09.2013

Stan odmienny

Znacie opowiastkę o Żydzie, który przyszedł wyżalić się rabinowi na swoją niedolę a ten kazał mu kupić kozę? A-a-ale rebe, tyle dzieci, bieda, jedna izba- i jeszcze kozę? Posłusznie jednak kozę kupił a po jakimś czasie rabin kazał mu ją sprzedać. I jak?-pyta mistrz. Rebe!- woła zachwycony Żyd- tyle miejsca, spokój, porządek...!

Podobnie rzecz się ma z Jarecką. Kozy co prawda nigdy nie kupiła, ale półtora roku temu jako udręczona matka dzieciom i gospodyni domowa zaczęła pracę w przedszkolu. Codziennie pięć dni w tygodniu od czterech do siedmiu godzin, do tego szoferowanie własnym dzieciom i wszystkie prace domowe. Jarecki co prawda prac domowych i dzieci się nie boi, ale nie ma go w domu dziesięć godzin na dobę.
Od kilku miesięcy Jarecka już nie pracuje poza domem.
W ferworze początku roku szkolnego, w tych dniach, gdy rodzice uginają się pod ciężarem spraw organizacyjnych, wyprawek, zebrań i czarnych wizji roku szkolnego- nie masz w Polsce człeka tak luźnego i zadowolonego jak Jarecka! Wozi się pod szkołę cztery razy dziennie, bo ma dwoje uczniów i jedną zerówkowiczkę, których rozkłady zajęć nie są kompatybilne, a jak ma dość samochodu a wrześniowego słońca (nigdy!) nie, bierze Czwórkę w  wózek i człapie przed siebie. Gotuje kaszki, lepi kluchy, knedle i inne kartacze, miesza dżemy, smaży placuszki, racuszki i jeszcze sobie szydełkuje, i szyje, i patrzy z zachwytem na swoje piękne dzieci, na Dwójkę, co wraca ze szkoły w czystym ubraniu, Czwórkę z kucykami-pędzelkami... Jaśnie Panicz zaczął naukę rosyjskiego i jest bardzo przejęty. Trójka trochę płacze w zerówce.
Jarecka nawet nie jest w stanie już sobie przypomnieć jak to było rok temu, gdy Jaśnie Panicz jeszcze nie mógł wracać sam do domu, gdy wiecznie spóźniała się po Dwójkę do zerówki... 

Jedna rzecz tylko Jarecką uwiera, i to nawet dosłownie.
Pomału, bardzo pomału, lecz nieuchronnie, dociera do Jareckiej, że jest w ciąży. Już się nie złoży jak scyzoryk! Spacer w tempie marszowym kończy się lekkim bólem w dole brzucha. Krok już nie tak sprężysty. No i co ubrać jesienną porą? Prawie wszystkie ciąże Jareckiej kończyły się latem, sukienki i klapki wystarczyły- a jak, do diabła, wyglądają rajstopy dla ciężarnych?
Zaczął się trzeci trymestr, który w ostatniej ciąży Jareckiej nie miał miejsca. Jak to było wcześniej?
-Ostatnio w tym tygodniu ciąży już urodziłam- Jarecka trajkocze radośnie w gabinecie doktora Ahmeda.
-To uważa na siebie...- przestrzega doktor z troską w głosie- dużo leży, odpoczywa, nie forsuje się... I nos-pę można brać, nawet profilaktycznie...
Doktor Ahmed wiele lat temu przyjechał na studia z Bliskiego Wschodu i już został. Poza egzotycznym wyglądem obce pochodzenie zdradza silny akcent i specyficzna składnia.
-Cukier dobry, ale mógłby być trochę wyższy. Więcej słodkiego je- dodaje na pocieszenie.
Dwa razy nie trzeba Jareckiej powtarzać!
W drodze powrotnej myśli o tym, że chyba właśnie cukier jej spadł, bo powieki jakoś opadają i słabość ogarnia... I jeszcze myśli o tej zgrzewce wody, co ją wczoraj własnymi rękoma przerzuciła z palety w sklepie do wózka a potem z wózka do bagażnika. I o skrzynce pełnej dżemów, co ją sama zniosła do garażu.
I więcej już nie chce myśleć o tym, że jest w ciąży, ale właśnie- pomału, pomału, już nie da się o tym nie myśleć.


Pewne rzeczy zawsze pozostaną jednak takimi, jakimi są.
Wsiada Jarecka z dziatwą do samochodu. Zadowolona omiata wzrokiem wnętrze- w czasie wakacji w samochodzie panował porządek i tak jeszcze zostało. Pod fotelem pasażera leżą tylko dwie kiście suszonej jarzębiny, pusta butelka po coli i prawy but Jareckiej (na wypadek, gdyby wsiadła za kółko w klapkach albo na obcasach).
Ujechawszy kilometr zaczyna pociągać nosem.
-Śmierdzi mi tu padliną- oznajmia zdziwionym dzieciom- sprawdźcie te swoje schowki, czy tam jakieś jedzenie się nie zepsuło.
-Ja tu mam tylko rysunki...- wyznaje ze skruchą Dwójka.
-A ja tylko kamienie i patyki- oburza się Jaśnie Panicz.

Na szczęście są na świecie rzeczy, które nigdy się nie zmienią :)









P.S. Na zdjęciu nieprawdopodobna zakładka- prezent od AELJOT.
Jarecka co raz przerywa czytanie, przygląda się i nie umie dociec, jak toto jest zszyte? Szwów się nie dopatrzyła, a przecież gdzieś muszą być! I jak ta wstążeczka jest wszyta? Śladu żadnych nici- poza dekoracyjną muliną- nie stwierdzono. To są czary mary! A to jeszcze nie wszystko od Aeljot!

Tymczasem książka na bok, Jarecka spędzi weekend pracowicie. I o wszystkim doniesie Czytelnikom :)

5.09.2013

Nic nie może się zmarnować, czyli o wrześniowym swetrze i dżemie z winogron



Dawno temu miała Jarecka szafę pełną kłębuszków w odcieniach bieli, szarości i beżu. I choć kłębuszki pięknie komponowały się kolorystycznie, niestety- każda włóczka była innego rodzaju i grubości; wełny, akryle i mohery w różnych kombinacjach.
Wzięła więc Jarecka druty-kołki nr12, związała trzy nitki i popełniając tylko prawe oczka zabrała się do pracy. Coraz to zmieniała nici i łączyła je w różnych zestawieniach. Czasem były trzy naraz, czasem cztery, w zależności od grubości składników. Tak powstał ciepły, wielki sweter.
Jarecka zawsze czeka na moment, gdy będzie mogła go ubrać, bo okrycie to ma wychodne tylko kilka dni w roku; za to są to dni najpiękniejsze z najpiękniejszych- dlatego Jarecka tak czeka.
Dzień musi być odpowiednio chłodny lecz bezwietrzny, koniecznie słoneczny.
Piękny, jesienny dzień, taki, jakie zdarzają się końcem września, już niedługo :)





A z dżemem było tak:
Któregoś dnia- a były to jeszcze wakacje- Jaśnie Panicz oznajmił z tajemniczą miną:
-Już wiem, co będziemy robić po obiedzie- i posłał w kierunku Dwójki konspiracyjne spojrzenie.
-Co?- zainteresowała się grzecznie Jarecka.
-Będziemy zbierać winogrona!
-Nie!- zaprotestowała odruchowo Jarecka, lecz widząc, że w oczach syna coś zgasło, zaczęła pośpiesznie tłumaczyć- ja nie wiem, czy one już są dobre... Najpierw sprawdzę, dobrze? Jak już się nadają, będziecie mogli zbierać.

Jareccy czwartą jesień spędzają w Deszczowym Domu ale jeszcze nigdy nie widzieli, żeby winogrona tak obrodziły! Doprawdy, rok płodności! Prawdę mówiąc, Jareccy myśleli, że ich płot porasta jakaś ozdobna odmiana winorośli...

Ale wróćmy do Deszczowej Kuchni, gdzie przy obiedzie siedzi Jarecka z dziećmi. Z Jaśnie Panicza pokerzysta żaden, więc Jarecka nic a nic się nie dziwi, gdy słyszy, że za jego miną (głupią, powiedzmy to otwarcie!) coś się kryje:
-ale my już zaczęliśmy...

A ponieważ, jako się rzekło, nic nie może się zmarnować, z fachowo uzbieranych winogron (każda kuleczka osobno, nie w kiściach!) Jarecka zrobiła odrobinę przecieru, w sam raz do wieczornej kaszy manny.






I od tej pory w Deszczowej Zagrodzie trwa regularne winobranie :)








Miejcie oczy i uszy otwarte! Prawie wszystko nadaje się do jedzenia i prawie ze wszystkiego da się zrobić ubranie! ;)


2.09.2013

Szczyt nieróbstwa, czyli ostatnie dni wakacji w Deszczowym Domu

Jarecka wśród wielu słabości ma i taką.
Puzzle!
Niezwykle rzadko ma okazję ulec tej słabości, bo nawet w ramach odpoczynku nie lubi robić rzeczy niepotrzebnych, niepraktycznych. Nawet jeśli szydełkiem zrobi jakąś bzdurkę, pierdółkę, zawsze można ją  podarować komuś albo sprzedać- a co komu przyjdzie z układania puzzli? Nawet nie da się tego podciągnąć pod rekreację z dziećmi, bo układanki Jareckiej muszą spełniać ściśle określone warunki.
Żadnych kreskówkowych bohaterów, zdjęć, piesków i kotków.
Jeno ptaki. Motyle. Sceny rodzajowe. Koniecznie malowane, old style i przynajmniej 500 elementów.
Takie układanki Jarecka znosi sobie z lumpeksów, a jakże! Ceny doskonałe, nie drożej niż cztery złote!

W ostatnim tygodniu wakacji nadeszła ta długo wyczekiwana chwila, gdy Jarecka przyznała sobie prawo do rozrywki służącej li i jedynie rozrywce. Na warsztat wzięła jedyne nie ułożone wcześniej puzzle, Boże Narodzenie w stylu wiktoriańskim.







To bardzo emocjonujące- otwierasz pudełko i porywa cię pusty śmiech! Setki identycznie wyglądających kawałeczków- nie do ułożenia! A potem powoli, w miarę układania, wystarczy rzut oka, żeby wiedzieć, że ten blik żółci na mikrym kartoniku to nie światełko w oknie, lecz jego odbicie w kałuży, w drugim końcu obrazka, albo że ta szarość to kolor nieba, nie wody, a ta zieleń to nie trawa, to piórko w skrzydle ptaka.
(Zwróć uwagę, Czytelniku, w odniesieniu do życia to zjawisko nie ma miejsca- ile byś się nie przyglądał wydarzeniom, które Cię spotykają, nie dojdziesz, jak wyglądać może CAŁOŚĆ)








Gotowe! Kilka dni pracy, nawet z pewnym wkładem pracy potomstwa, uwłaczający godności matki i gospodyni szczyt nieróbstwa osiągnięty... (bardzo nieładnie, że w pudełku brakowało aż tylu kawałków- zazwyczaj jeśli brakuje to najwyżej jednego!)

Tylko co teraz? Zburzyć żal a wolny blat jednak się przyda...



P.S. Blaty uwolniono. I to tyle w temacie wakacji :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...