Mama CałkiemInna należy do tego rzadkiego gatunku babć, które- czytać dzieciom, owszem, choćby cały dzień, ale wieczorem, do poduchy- bajki OPOWIADAJĄ.
-No to o czym dzisiaj?- pyta zasiadając na stołeczku w zaciemnionym pokoju dziewczynek.
Okazuje się (co odnotowuje Jarecka przycupnięta przy łóżku Czwórki), że dzieci są doskonale zorientowane w babcinym repertuarze. Jarecka nie przypomina sobie z własnego dzieciństwa tych baśni, za to doskonale pamięta historie opowiadane przez jej babcię, Babcię CałkiemInną. Ależ to były opowieści, niech się schowają bracia Grimm ze swoim "Krzakiem jałowca"! Ciarki chodzą po plecach na wspomnienie diabolicznej "Kozuni"... Szczęściem Dzieci Jareckie mają do dyspozycji lżejszy repertuar.
-O koniku Garbusku!- życzy sobie Jaśnie Panicz, który na czas wizyty babci sypia w pokoju sióstr.
-Wczoraj było- przerywa mu Dwójka- o dwóch Dorotkach!
-O kogutku Złotym Grzebyku...- proponuje nieśmiało Trójka.
-O Dorotkach- przesądza... Jarecka.
-Dobrze, to o Dorotkach- Mama CałkiemInna nabiera powietrza i zaczyna opowieść.
...no a zimą koło studni jest oblodzone. Jak się czerpie wodę, to ona się wychlapuje i zamarza. Trzeba bardzo uważać, bo korba może się wymknąć z ręki a to niebezpieczne, można złamać rękę albo wybić zęby, albo i wpaść z wiadrem do studni!...
-Ta bajka to horror- szepcze Jaśnie Panicz.
...Dorotka wpadła, ale o dziwo, na dnie nie było wody, tylko drzwi. A za nimi- lato! Jabłka na drzewach...
-To chyba jesień- prostuje Jaśnie Panicz i zostaje szeptem obsztorcowany przez swoją matkę. Jarecką korci żeby krzyknąć "a papierówki?!", ale ciekawa jest, co dalej z tą Dorotką. Jej dzieci już to wiedzą.
...spotkała konika, a on miał pełno rzepów w swojej dłuuugiej grzywie...
-Miał taką grzywą, jak te konie z konika Garbuska?- dopytuje Dwójka.
...Jaką skrzynkę dać tej leniwej Dorotce?-pyta babuleńka pieska i kotka. Czarną! - szczeka piesek. Czarną! -miauczy kotek. Dorotka wzięła skrzynkę a babcia odprowadziła ją jeszcze kawałek i swoimi czarami sprawiła, że zła Dorotka znalazła się w domu. Tam już na nią czekała jej mamusia i ucieszyła się na widok skrzynki. Ale gdy ją otworzyły, okazało się, że wcale nie ma tam skarbów tylko węże, jaszczurki...
-Muchy?-podsuwa Trójka.
-Osy- dodaje złowieszczo Dwójka.
-Ślimaki bez muszli- szepcze z przerażeniem Jaśnie Panicz (pomrów budzi w nim obrzydzenie na granicy lęku).
-Jeszcze o kogutku!- prosi szeptem Dwójka.
-Nie- Mama CałkiemInna wstaje ze stołka- jutro.
I Jarecka wcale a wcale się tej stanowczej decyzji nie dziwi.
...
Gdyby jakiś zabłąkany wędrowiec zapuścił się dziś w zaogońskie ostępy, jego oczom mógłby się okazać osobliwy widok:
Mlecznowłosa pani gnąca się nad zarośniętym rowem z telefonem komórkowym coś namierza, ogląda, po czym wsiada do samochodu, z pobliskiej bramy zaś wybiega ciężarna kobieta i ślizgając się na mokrej trawie powtarza dziwaczny rytuał.
Nikt tego nie widział oprócz stadka dzwońców.
A oto przyczyna owego zamieszania, i- powiedzmy sobie szczerze- euforii! Czy kogoś zdziwi, że warto było skakać w deszczu po śliskich rowach, żeby uwiecznić to? O, to:
I już niestraszny deszcz i plucha, bateria doładowana przez oczy. Potem jeszcze talerz gorącej dyniowej, pomarrrańczowej jak... jak...dyniowa, i dalej, naprzód, w jesień!
P.S. Teraz sobie matka z córką pokazują swoje muchomorowe zdjęcia i tapety w telefonach i się cieszą, i wysyłają znajomym muchomorowe mms-y :)
















































