Jaśnie Panicz na próżno narychtował teleskop.
Niebo zasnuły chmury i nikt na Zaogoniu nie widział ani pół perseidy.
Czy z perseidami jednak, czy ze zwykłym deszczem, coś spadło na Deszczowy Dom; zdawało się Jareckiej, że prosto na jej serce i zaległo na nim ciężkim kamieniem. Najpierw przyszedł Jaśnie Panicz i się przytulił, a Jarecka zapytała: synu, czy coś zbroiłeś? Powiedział; nie, po prostu mi smutno, i się rozpłakał.
Zaraz potem spadły na Jarecką Strachy i Smutki, a wszystkie przez wielkie S, przerażające i ostateczne - a przy tym takie, że się nazajutrz nie pamięta; o co to płakałam w nocy...?
Ubyło księżyca a razem z nim smutków, sierpień przechylił się i potoczył -
- ku czemu? -
- ku końcowi -
- czego?
- ...
Piątek jako antydepresant daje radę, choć stało się boleśnie jasne, że wszystkie sznurki - atrybuty strażniczki domowego ogniska - ostatecznie wymknęły się Jareckiej z rąk.
Nie chce mi się - myśli Jarecka, nie chce mi się, nie chce mi się chcieć, nie mam siły chcieć.
Ejże, zepnij się - szepcze jej w ucho jakaś alternatywna Jarecka, jakaś taka idealna - zabierz gdzieś te dzieci, coś im zorganizuj, wakacje są.
Ale, mówi zwykła Jarecka, ja jestem sama a ich pięcioro.
Cmok, cmok, cmoka Jarecka idealna, to choćby na spacer, mówi, choćby do lasu, do kaczek, do koni...
Nie chce mi się, mówi Jarecka, nie chce mi się, nie chce, nie chce.
To są tajemne słowa, zakazane matkom, gorsze niż kurwa mać.
NIE. CHCE. MI. SIĘ.
...
Poza tym wszystkim, doskonale obojętny na wszystkie smutki, strachy i bezwład świata, Piątek wstaje codziennie jak słońce, cały w blaskach.
Spędził dziewięć miesięcy w brzuchu, drugie dziewięć po tej stronie.
Dopiero co dostał pierwsze jabłuszko
(KLIK) a już siedzi w foteliku przymocowanym do blatu stołu i w pulchnych łapkach, jak jaka wiewiórka*, ściska wielkie, obrane jabłko, i orze je trzema zębami.
- Mamo! - woła z zachwytem Trójka - on wygląda jak PRAWDZIWY CHŁOPCZYK!
To prawda!
A zatem plwaj, Jarecka, na kamienie, te lecące z nieba, co ich nikt nie widział, i te, co zalegają na sercu, i też ich nikt ich nie widział; gwoli uczciwości.
Zażyj, Jarecka, pigułkę z Piątka, co chybocząc się stoi przy balustradzie na stopach jak kartofelki, i piszczy z uciechy, i suń spokojnie po tej równi pochyłej ku końcowi wakacji.
Jakoś to będzie, nie?
* Co ma wiewiórka do pulchnych łapek i jabłka, to jedna Jarecka wie (przyp. Wszechwiedzącego Narratora)