26.01.2016

Styczeń





W styczniu Deszczowy Dom zawisł w połowie drogi pomiędzy różowo-niebieskim odległym sklepieniem a szarymi koronkami drzew.
Dziesiąta rano zastaje Jarecką w szlafroku, przy kuchennym stole, wgapioną bezmyślnie w szklany ekran okna.
Obraz śnieży.

...


Słowniczek Piątka puchnie z dnia na dzień.
Mniam mniam - jeść
O-o-o - chcę umyć zęby
Ciuch ciuch  - chciałbym obejrzeć Stacyjkowo
Opalala - weź mnie na ręce
Tatom blom blom - chcę gdzieś pojechać z tatą samochodem
Pupa bleee - zdaje się, że trzeba zmienić mi pieluchę
Bapcia alo - chcę zadzwonić do babci, dajże mi, do jasnej anielki, swoje aloooo!
Tata lala oł je - tatusiu, proszę, włącz mi ten teledysk Guns'n'roses, chcę popatrzeć, jak gra Slash

Co  ciekawe, w dalszym ciągu Piątek nie ma słowa na określenie Trójki.
Wieczorem modli się: mama, tata, mimi, maja, TO, nina, tadzio, dommm.

Państwo się przyłączą.


Zaś z lakonicznej formy posta Państwo nie wnoszą pochopnie, że coś nie teges.


Ot, styczeń, minie :)

15.01.2016

Co się w Deszczowym Domu DZIAŁO















Jaka to frajda dziergać takie literki!
Jak się człowiek rozpędzi to nie może przestać. Łatwe to nie jest z przytroczonym do nogi kilkunastokilogramowym młodzieńcem, który pragnie zrobić sobie z takiej literki blom-blom albo o-ko, albo koronę na głowę.

To jeszcze nie koniec, uprzedzam :)

We can do it!

Rok pański 2016 zastał Jarecką w fotelu pasażera, w głębokiej awersji do czynności kuchennych.


Zaczęło się tak: Jarecka spojrzała w głąb siebie jak w studnię, krzyknęła HOP HOP a echo odpowiedziało jej: no weź, Jarecka, przecież ty naprawdę, ale to naprawdę, nie masz ochoty wyjeżdżać na święta.
Najbliższa z punktu widzenia topografii rodzina Jareckich zdecydowana była obrać świąteczny kurs w rodzinne strony, stało się więc jasne, że Jareccy spędzą Wigilię sami, w swoim skromnym, siedmioosobowym gronie.
Dziatwa uderzyła w płacz; Dziadkowie! Kuzyni! WIĘCEJ prezentów!
Jarecka nie ugięła się pod naciskiem, na drugiej szali zaległo bowiem: pakowanie, pakowanie oraz planowanie, które jest niebywale męczące (choć nie aż tak, jak brak planów).

Wkrótce samochód dowiódł słuszności hegemonicznej decyzji Jareckiej psując się porządnie już w wigilijny wieczór. Natychmiast po świętach został odstawiony do najbliższego mechanika, tego, który "ma czysto"(widział kto kiedy czysty warsztat samochodowy? Jest taki, na Zaogoniu).

A skoro mowa o porządku, w toku przedświątecznych przygotowań - na które można by machnąć ręką w przypadku wyjazdu do Dziadków - Jarecka poczyniła pewne przykre spostrzeżenia i powzięła środki zaradcze.
- Jarecki! - oznajmiła - jest taki problem. Poważny, toteż oczekuję od ciebie konkretnych propozycji, nie frazesów typu "jakoś to zorganizujemy". Tu potrzeba systemowych rozwiązań!
Tu zawiesiła głos i gdy już dostatecznie zaciekawiła Jareckiego, przystąpiła do rzeczy:
- Nie radzimy sobie ze sprzątaniem. Mnie całe dnie upływają na wożeniu dzieci do szkół i nazad, gotowaniu, odgrzewaniu (tu nastąpiła drobiazgowa i w istocie oszałamiająca lista zająć, której stopnia trudności i tak nie ogarnie ten, kto nie zna Piątka) a ty przeważnie jesteś w pracy. Owszem, w ciągu dnia miewam czas na odpoczynek. Ale przecież nie mogę go poświęcić na pucowanie wanny, bo kiedyś MUSZĘ odpoczywać!
Jarecki się zgodził, musi.
- Szorowałam dziś szczotką kąty w łazience, na kolanach, i zobaczyłam co się dzieje pod umywalką - kontynuowała dramatycznie Jarecka - tak być nie może. Albo umawiamy kogoś do sprzątania albo wyznaczamy sobie jeden cały dzień raz na jakiś czas i wtedy jedno z nas musi zabrać gdzieś dzieci na cały dzień a drugie cały ten dzień sprzątać (tu Jarecka popadła w głęboki namysł, co tak naprawdę wolałaby robić i rozpaczliwy jęk rozdarł jej trzewia).
- Dobrze - odparł dzielnie Jarecki najwidoczniej rozdarty wewnętrznie tym samym spazmem - wkrótce coś postanowimy.

W przeddzień Sylwestra właściciel czystego warsztatu, schludny czterdziestolatek w firanki czesany doniósł, że owszem, usunął skutek, lecz przyczyny usunąć nie da rady i Jarecki, dziwnie czemuś smutny, odstawił samochód do najpierwszego speca, Ryżego Mechanika z Przedmieścia, tego samego, który w piegowatej dłoni wciąż dzierży 250 zł Jareckich.
Znaczyło to ni mniej ni więcej, że to Jarecki będzie pełnił funkcję sylwestrowego szofera, gdyż Jarecka zapomniała już, jak prowadzi się samochód z manualną skrzynią biegów, a w taką właśnie zasobny jest służbowy wóz Jareckiego.
A zatem, tak, Jarecki nie wypije ani drinka-drineczka z kolegą Lekarzem i kolegą Lekarza, lekarzem.
Oraz z Jarecką i żonami lekarzy, dodajmy.

I oto widzimy Jareckiego w wesołej kompanii jak grzebie widelcem w talerzu pełnym specyjałów, popija colą i zerka na zegar.

...

Tymczasem ferie świąteczne dobiegły końca i brak samochodu zaczął Jareckiej mocno doskwierać. Pospolite punkty dnia codziennego, jak zakupy w Biedronce czy kurs na pocztę - nie mówiąc o zwykłej logistycznej obsłudze uczniów! - znalazły się poza jej zasięgiem.
Ponadto w dalszym ciągu trzymała Jarecką w czułym uścisku niechęć do przygotowywania posiłków, co miało oczywiście związek z nadużyciem tych funkcji w okresie przedświątecznym. Co - powtórzmy - nie miałoby miejsca, gdyby Jareccy, jak co roku, spędzili święta w szerszym rodzinnym gronie.

Lecz czym byłby człowiek bez żelaznej woli, która za nic ma okoliczności!
Czegóż człowiek nie dokona, gdy się, zaweźmie, napnie jak te rzeźby na MDM-ie, natęży jak murarz co podaje cegłę? Gdy zaplanuje, gdy MUSI?

- Zaraz wracam - rzucił Jarecki wyskakując z samochodu pod sklepem.
Było niedzielne popołudnie.
Rodzina Jareckich właśnie udawała się na jasełka a ponieważ Jarecka nie miała ochoty upiec ciasta na poczęstunek zaplanowany po przedstawieniu, Jarecki zboczył do Biedronki.
Na parkingu było tłoczno i Jarecki wcisnął się na wolne miejsce z brzegu, nieco tylko wystając bryłą wozu poza linię.
- Chyba się zmieszczą, nie? - rzucił niedbale wysiadając.
Jarecka równie niedbale rzuciła okiem na zwężoną drogę przejazdową i stwierdziła ponad wszelką wątpliwość, że samochód osobowy przejedzie obok SPO-KOJ-NIE.
Tak, oczywiście, prawo Murphy'ego jest nieubłagane.
Gdy tylko drzwi sklepu zamknęły się za Jareckim, w okno Jareckiej załomotał kierowca wielkiej ciężarówki (niedzielne popołudnie, przypomnijmy), który niewerbalnie dał do zrozumienia, że chciałby tędy, kurde blaszka, przejechać!
Cóż było robić.
Jarecka wyjęła telefon,
Jarecki nie odbierał.
Wzięła kluczyk.
Przesiadła się i przez chwilę odgruzowywała w złogach pamięci długotrwałej "które to sprzęgło??"
Następnie nadepnęła, przekręciła, wrzuciła bieg i - w imię Ojca! - ruszyła. Postawiła samochód kilka miejsc dalej, wyłączyła silnik i wtedy na tyłach samochodu rozległy się brawa.
- Mamo! - jodłowały okrutne stwory - brawo ty!
- Dziękuję dzieci.
- Mówi się: brawo ja.
Okrutne, krwiożercze stwory.


Wszystko się da, tak brzmi błyskotliwa puenta.


- Jarecki! Co ty zrobiłeś z łazienką?! Jak tu lśni!
- Wkręciłem mocniejsza żarówkę.

1.01.2016

Wpadła gruszka do fartuszka...







A za gruszką, wiadomo, dwa jabłuszka




A potem już sypnęło obficie




I oto, co wynikło z tej fuzji:









31.12.2015

Nowa cyferka






Na ten Nowy Rok (uwaga! zmienia się cyferka!) życzę Wam przede wszystkim
POKOJU



A sobie przynajmniej pięciu, plus jeden na pracownię dla mnie.

czyli razem sześciu.






29.12.2015

Inwentaryzacja cz.2

Etykiety "meblarstwo" jeszcze w Deszczowym Domu nie było.
Zanim majstry od elewacji rozpanoszyli się na balkonie udało nam się wespół w zespół odnowić biurko.
Jarecki zeszlifował strategiczne powierzchnie a ja odmalowałam niektóre połacie farbą akrylową (półmat).
Blat został polakierowany, szuflady dostały nowe gałki.

To był lifting na bardzo szybko, ale przyznacie, że jest lepiej niż było?









No i moja ulubiona zabawa w "znajdź pięć różnic":




28.12.2015

Inwentaryzacja, cz.1



Koniec roku, pora zinwentaryzować magazyny i wywlec na światło dzienne to, co jeszcze niezarchiwizowane.
A trochę w tych magazynach zalega...

Na początek -

- robótka przewlekła, czyli bieżnik, który szyłam niemal rok, od momentu, gdy zakochałam się w podobnym na blogu Kasi, o TU.
Nie jestem taką szwaczką doskonałą jak Kasia, ale nie porównując się powiem, że jestem z mojego bieżnika bardzo zadowolona a nawet dumna :)










21.12.2015

O trudzie nie do wytrzymania

Strasznie trudno musi być ludziom, którzy nie potrafią się ot tak, po prostu roześmiać.

Weźmy takiego Saszkę - dziwny gość.
Zamieszkał sobie u Luby i Tarasa na kilka dni i został dwa miesiące.
- Ale dokłada wam się do czynszu? - wypytywali Jareccy.
Nie, nie dokłada.
- To pewnie zakupy robi?
Nie, nie robi.
Taki to gość.
Ale tak naprawdę Jarecka znielubiła Saszkę pewnego ranka, gdy o bezlitosnej piątej dwadzieścia wyprowadziła samochód z garażu i zobaczyła, że nie zgasiła lampy u dziewczynek - zapaliła ją szukając sobie ubrania. Ruszyła przeto kłusem ku klatce schodowej, otworzyła drzwi i wpadła wprost na schodzącego z góry w kompletnych ciemnościach Saszkę.
Jarecka podskoczyła, ryknęła i zaczęła się histerycznie śmiać, wszystko naraz, a ten Saszka, szuja, nic. Ani kącik mu nie drgnął.
Powiedzcie, co to za człowiek, co nie zdobędzie się na uśmiech?


...


Pamiętamy, tak, pamiętamy - Mechanik wciąż jest Jareckim dłużny dwieście pięćdziesiąt złotych.
Jarecka przypomina sobie o tym za każdym razem gdy chce przetrzeć tylną szybę a wycieraczka niezawodnie zatrzymuje się osiągnąwszy pion. 
Szyba od strony kierowcy owszem, otwiera się, lecz już nie da się jej zamknąć. Domknięta na słowo honoru nie do końca chowa się w uszczelce i nieznośnie gwiżdże. Jarecki już przyzwyczaił się, że przy każdej bramce, przy jakimś podajniku biletów parkingowych, musi otworzyć drzwi - z samą szybą lepiej nie próbować. Automatyczne otwieranie szyb jawi się teraz Jareckiej szczególnie stylowym! Niestety.
Najbardziej dokuczliwe zaś jest zimno. Samochód z niewiadomych przyczyn (Jarecki oczywiście twierdzi, że je zna, ehe) odmawia grzania. Jarecka uważa, że mniej zmarznie idąc pieszo, ale wciąż nie może się zdobyć na badania empiryczne w tym kierunku. Co prawda działa podgrzewanie foteli, które przede wszystkim jednak sprawia, że człowiek czuje się, jakby zrobił pod siebie siusiu.
Do tego, że ktoś co chwilę zaczepia Jarecką słowami "jakaś blacha ci się/pani się dynda tam pod spodem" Jarecka już się przyzwyczaiła. Jarecki mówi, że wie co to za blacha i wygląda na to, że czuje się z tą wiedzą komfortowo.
Jak w średniowieczu - nazwać chorobę, to jak ją uleczyć.


Jarecka nie wierzyła, że kiedykolwiek wyartykułuje taką myśl, ale to się stało. Brakuje jej śniegu. Z niedowierzaniem wspomina, że tak niedawno, za dni jej dzieciństwa śnieg spadłszy końcem listopada leżał do marca. Raz w formie białego puchu, raz szarej brei - ale leżał. Ale po cóż sięgać tak daleko! Czyż będąc studentką nie przemierzała kilometrów brnąc na skróty w śniegu?
- Mróz jest wspaniały - racjonalizowała koleżanka Polyanna w drodze z uczelni - tak ładnie się skrzy,  wymraża zarazki i w mroźną pogodę trudno spotkać na tych ścieżkach żula!
Ostatni zaleta mrozu już po chwili okazywała się zwykle nieprawdziwa, ale niechby był ten mróz i śnieg, choćby z żulami.


I w ogóle - Święta idą.
Za Jarecką, krok w krok,w chmurze kurzu jak diabeł tasmański (ten z kreskówki) podąża wszędzie stado Hunów.
Jarecka szepnie "pieczemy pierniczki" - i już potop zalewa kuchnię, wdeptuje surowe ciasto w fugi, pudruje się mąką od stóp do głów i miażdży foremki z tytanu.
"Ubieramy choinkę" - i już lecą pióra i trzeszczą bombki a po przejściu tego kataklizmu Jarecka z żalem odkrywa, że na dnie pudła po ozdobach choinkowych zostały wszystkie dziergane przez nią niegdyś ozdoby. Dziergane w czasach tak odległych, że zdają się tylko mrzonką, fikcją literacką, jak te pierwsze posty w Deszczowym Domu, kiedy Czwórka była w wieku Piątka, przekładała lalki, jadała przy stole a poza domem siedziała cicho na kolanach rodziców, nawet godzinami. Piątek, gdy czegoś się od niego chce, udaje psa, do snu układa się grając na gitarze a żywi się kiełbasą oraz jabłkami. Wszystko ze skórką, bo skórki są dla twardzieli.

Wieczorami Jarecka wykończona wpada nosem między kartki już o dziesiątej.
Zważywszy, że są to kartki "Ksiąg jakubowych" cioteczki Feli, całkiem możliwe, że będzie to jej jedyna lektura w nadchodzącym roku. Nawet taka straszna myśl nawiedziła Jarecką (tfu, na psa urok!), że osiemdziesięciopięcioletnia cioteczka może nie dożyć zwrotu książki...


Zaprawdę, zaprawdę, powiadam! Jak trudno człowiekowi, gdy nie umie się uśmiechnąć!

18.12.2015

O tym, że nie warto wykorzeniać złe nawyki




Wieczór, pokój dziewczynek.
Zamaszystym krokiem nadchodzi Jarecka i nakazuje Piątkowi opuścić lokal i udać się do własnego łóżka (dużego. Z dużą pościelą. Kiedy to się stało?).
- Ale mamo, on właśnie został członkiem klubu, który założyłam!  - protestuje Dwójka.
- Jakiego klubu?
- CCW.
- ?
- Czytam Codziennie Wieczorem.

...

Kilka dni później.


Jarecka: dziewczynki! - Teraz już szybko: łóżka, piżamy, zęby i spać!
Czwórka: - a czytanie?
Jarecka: - no czytać możecie,oczywiście, jak zrobicie wszystko inne.
Po chwili zwęszywszy okazję do rodzicielskiej gadki-szmatki, dodaje: - na to zawsze musicie znaleźć czas, ja też czytam codziennie przed spaniem.

Aj, jak bolesne to wspomnienie! Czwórka, która zasypia o dwudziestej otwiera oczy szeroko i bezbrzeżnie zdumiona, z niedowierzaniem, pyta:
- Mamo, TO TY CZYTASZ???


Aj aj. Było nie porzucać haniebnego nawyku czytania przy jedzeniu.


11.12.2015

O tym, jak Jarecka odniosła wielki literacki sukces

W czwartkowe popołudnie na jednej z urokliwych podmiejskich stacyjek, oczom czekających na pociąg kolejki miejskiej ukazała się rzecz osobliwa.
Oto niewiasta obleczona w obcasy, przeskakująca o tyczce zamknięte już szlabany biegła wzdłuż peronu zostawiając za sobą smugę pudru. Wpadła do przedziału - bo pociąg właśnie nadjechał - i rzuciła się na siedzenie, gdzie natychmiast zastygła z obojętną miną.
Jarecka, bo ona to była, niedbale odmotała spowijające ją chusty i jęła aktywnie udawać, że półtorametrowe bambusy stojące obok stanowią element wyposażenia wnętrza. Makijaż, sporządzony w iście bizantyjskim stylu przez Lubę, osypywał się bezszelestnie na torbę i aparat fotograficzny.
Zaraz na kolejnej stacji wsiadł do pociągu zażywny jodłujący młodzian i pchany niezawodnym prawem Murphy'ego zajął miejsce obok Jareckiej. Poza tym, że w tejże chwili ów kącik przedziału znalazł się w centrum uwagi współpasażerów, towarzystwo młodziana nie byłoby uciążliwe, gdyż nie pachniał przykro i nie rozpychał się. Nie byłoby, gdyby chłopina raz po raz, w nieprzewidywalnych interwałach nie wydawał z siebie okrzyków godnych woźnicy. Bez wulgaryzmów, wręcz przeciwnie, modulował basem jakieś poetyckie wersety o tematyce okołozimowej; niemniej Jarecka zacisnęła dłoń kurczowo na swoich tyczkach w obawie, że przestraszona niespodziewanym okrzykiem puści je wprost na głowy współosadzonych.
Kilka stacji dalej śpiewający młodzieniec postury santa clausa jodłując opuścił pociąg i pasażerowie odzyskali głos.
-  Jaki idiota! - zakrzyknął z podziwem nastolatek siedzący naprzeciwko.
-  On po prostu jest jakiś chory - wyjaśnił spokojnie jego pryszczaty kolega i Jarecka dałaby głowę, że nimb zalśnił na moment wokół jego kędzierzawej głowy.
Ale otóż i stacja Aorta. Kijki w dłoń!
Ach, jak trudno wyglądać godnie o tyczce.



Deptak Aorta wessał Jarecką bezkolizyjnie i przyjaźnie.
- Gdzie kupiła pani takie bambusy? - zapytała pożądliwie elegancka dama w futrze.
- Yyyy, na ...Przedmieściu - wybąkała Jarecka zgodnie z prawdą, czym wyraźnie zawiodła damę.
Jareckiej zrobiło się raźniej. Tym bardziej, że na moment, dosłownie na ułamek sekundy, zabłysła rzęsiście iluminacja, której oficjalna inauguracja miała nastąpić dopiero za kilka dni.

Następnie zaś rozbłysły inne Gwiazdy!

...

Państwo się zastanawiają, co mają kijki do tytułowego sukcesu literackiego Jareckiej?

Oto, co:



Zdarzyło się Jareckiej namówić te dwie kobiety do wzięcia udziału w konkursie na dokończenie powieści Tyrmanda (w TYMpoście czaił się pierwszy haczyk). Ta z prawej to Dagmara znana w internetach jako Kaczka, ta z lewej - Monika vel Skorpion aka PandeMonia (jakiż ten internetowy świat skomplikowany!).

Dziewczęta podniosły rękawicę, która trochę sobie w błocku poleżała, wzięły i wygrały!



Więcej o tym sukcesie możecie przeczytać i zobaczyć u <SKORPIONA> i <KACZKi>.


Ponieważ bardzo mi zależało, by pochwalić się fotkami z laureatkami na blogu skorzystałam z porad Elżbiety <JAK DOBRZE WYCHODZIĆ NA ZDJĘCIACH>.





(Wkleiwszy ostatni link, Jarecka odeszła ku oknu zaczerpnąć powietrza, gdyż samo wspomnienie tamtych emocji zużyło tyle tlenu z krwi, że mus był uzupełnić. Ludzie! Na drugi raz bez Nervosolu ni rusz - przyp. Wszechwiedzącego Narratora)




P.S. Pomyślałby kto, doprawdy, że bambus ma w Polsce takie wzięcie! Jeszcze w Muzeum Literatury, gdzie miała miejsce koronacja, kije zostały sprzedane pewnemu pisarzowi kryminałów in spe w zamian za wątpliwego rażenia reklamę w mediach społecznościowych.
Koniunktura na tyczki oznaczać może niestety, że pod choinkami łatwo będzie trafić na rózgę.
Czego Wam szczerze nie życzę :)



7.12.2015

Jesień na Ślepej


W efekcie letnich remontów pół ulicy zyskało nowy look.
Największa zmiana rzuca się oczy zaraz gdy człowiek skręca z Wylotówki w Ślepą. Nie ma już sklepu NaRogu! Jareccy nie mogą już objaśniać znajomym: jedziesz prosto, prosto i skręcasz w lewo za białym sklepem. Teraz skręca się za zielonym sklepem, aktualnie w świątecznych iluminacjach. Sklep nazywa się Oczko i jest jednym z wielu oczek we wszechpolskiej sieci.
Za ladą ten sam Naróg.
Czy się Jareckiej ta zmiana podoba, czy nie, nie może się zdecydować od chwili, gdy we wrześniu przekroczyła próg Oczka i starym zwyczajem wyciągnęła w kierunku Naroga siatkę ze słowami "dwanaście".
 - Pani sobie sama weźmie - odparł tryumfalnie Naróg i wskazał ukrytą w kącie obszernego wnętrza półkę z pieczywem.
Ponadto Naróg zaczął interesować się marketingiem i powziął pewne strategie.
Na środku sklepu, zaraz na wprost drzwi, ułożył na wiklinowym postumencie paluchy obficie utytłane w sezamie i chrupki w czekoladzie. Któregoś dnia Jarecka wpadła do sklepu po "coś-dobrego-nie-wiem-co"i wzrok jej padł na stosy szeleszczących torebek pełnych sezamowych wypieków. Gdyby tuż przed drzwiami sklepu ktoś kazał jej wymienić sto produktów, które miałaby ochotę spożyć NATYCHMIAST, cymes ów zapewne nie zmieściły się na liście - a jednak Jarecka roniąc ślinę chwyciła paluszki i z pośpiechem udała się do domu, gdzie czekał Jarecki z paczką czekoladowych chrupek.

Robotnicy w kolorowych portkach, którzy zatruli Jareckiej lato i upaprali balkon, zostawili budynek smuklejszym i gładkim.
W słoneczne dni na jego południową ścianę pada żyłkowany cień bezlistnej lipy i Deszczowy Dom wygląda wtedy jak gigantyczny płowy liść.
Krótka jak jesień chwila zachwytu.




5.12.2015

Marianna Oklejak & Co., czyli konkurs u Olgi


Jak by tu zacząć?
Chyba trzeba od początku, czyli od momentu, gdy Olga ogłosiła konkurs <KLIK>
Lubię blog <O tym, że>, a zachęcona bogactwem nagród sprzedałam temat dzieciom. Trójka czym prędzej narysowała swoją wersję okładki Abecelków (Małgorzata Strękowska Zaremba, ilustracje, bardzo śmieszne, Macieja Trzepałki), które akurat połyka a Dwójka przyniosła Wiersze dla niegrzecznych dzieci i powiedziała: a ja bym chciała zrobić takie drzewko, i żeby za nim stała Czwórka...
Ach, jak mi się ten pomysł spodobał!



Cóż, gdy w Deszczowym Domu zapanowała, jak zwykle jesienią, ciemność, wilgoć i ogólny uwiąd. Nie było komu chcieć go zrealizować.


Lecz! Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam! Matka dzieciom i domowy garkotłuk potrzebuje raz na jakiś czas teleportować się w inny wymiar.
Skąd wróciwszy, upojona serotoniną, przytargałam z Biedronki naręcze kartonów i zadęłam w złoty róg. 
Odzew przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

Teraz będzie dużo nie najlepszych zdjęć. Zapewniam jednak, że moc będzie z Wami! Na długo :)

Udział wzięli: 
Jaśnie Panicz lat 10,
Dwójka lat 9,
Trójka lat 7,
Czwórka lat pięć (nie działa mi klawisz z piątką. Ta serotonina go zalała, chyba),
Jarecka lat (te klawisze też nie działają),
oraz Czarodziejska Szafa.
W roli maskotki Piątek lat 2


Tak czułam, że konstrukcję drzewa najlepiej zaproponować JP. Podjął się tego ochoczo, pomagierzy równie ochoczo pomagali.




Tymczasem w drugiej izbie otworzyłam drzwi Czarodziejskiej Szafy.
To niezwykłe. Tkanin kupuję tylko tyle, ile doraźnie potrzebuję i zużywam to natychmiast. Wytłumaczcie więc, jak to się dzieje; potrzebuję brązowego pluszu na misia? Jest. Chcę uszyć niebieską suknię dla księżniczki? Proszę bardzo, jasnoniebieska mgiełka i podszewka w odpowiednim kolorze czekają w szafie.
Szyju szyju.




I już.


Drzewko na okładce książki ma trochę listków i jasnych kropek...





Czwórka "odczytuje" swój ulubiony wierszyk z tej książki. To wiersz o niej, o delikatnej anielskiej dzieweczce, która, bywa, zamienia się w potwora.




Piątek układa z klocków. Wklejam te zdjęcia i nie dowierzam, że zdarzyło się nam wszystkim takie cudowne popołudnie. Wszyscy mieliśmy ciekawe, twórcze zajęcie. WSPÓŁPRACOWALIŚMY.


Zdjęcia, z uwagi na kiepskie światło w domu, odbyły się w plenerze. 
Szybko, bo zimno a rękaw krótki :)
 
Może z tej strony?



A może z tej?



Ostatecznie do konkursu zgłaszam to zdjęcie:




Ponieważ poziom endorfin po czwartkowej eksplozji tychże jeszcze nie opadł, w domu pobawiłam się trochę tym zdjęciem, bo kto bogatemu zabroni?



Znajdźcie trzy różnice. 
Ostrzegam, nie będzie łatwo ;)



Za doskonałą zabawę dziękuję Oldze i pani Mariannie Oklejak :)


PS. Ciekawi jesteście troszkę, skąd ten niebywały przypływ energii? O tym wkrótce. O tym, jak Jarecka odniosła najprawdziwszy LITERACKI SUKCES. Właśnie tak.

2.12.2015

Kartka z kalendarza




Kalendarz adwentowy dla leniwych matek i ciekawskich dzieci.
Wisi wysoko a kolejne "zadania" leniwa ta matka produkuje z dnia na dzień, nocą, żeby nie było falstartu.





Jedno wszelako jest przesądzone.
Któraś koperta będzie kryła zaproszenie do <ROBÓTKI!>

Znacie?

Znajcie!







28.11.2015

Mamo, KIEDY to uszyłaś? II

Owszem, Czwórka mówiła, że jest konkurs. Mówiła, że dzieci już przynoszą misie.
Owszem, widziałam regulamin konkursu i przeczytałam go, chociaż był bardzo długi a Piątek jak zwykle ani myślał cierpliwie czekać, tylko uciekł z przedszkola i zawisł na klamce furtki.
Czwórka narysowała projekt pluszowego misia a ja obiecałam, że uszyjemy go w weekend.
W ten weekend, który przeleżałam w malignie. W poniedziałek okazało się, że konkurs trwa "do dzisiaj", we wtorek spotkałam zastęp pań przedszkolanek i choć jasne było, że właśnie dokonują one wyboru laureatów, umówiłam się z panią dyrektor, że "jeszcze jutro".

I cóż było robić?
Był obiad do zrobienia, ciasto do upieczenia i wyjście do wyjścia, ale słowo się rzekło, Czwórka liczyła na mnie.
Oczywiście można było akurat w taki dzień podać makaron z pesto z Lidla, ale nie, jak się człowiek w gorączce naogląda Masterszefa, to potem układa musakę ("to takie, prawda mamo, spaghetti z ziemniakami zamiast makaronu, prawda?") i zamiast "ciasta - błyskawicy"* produkuje tartę z batatów ("Co? To jest ze słodkich? Ziemniaków?? Fuj!")

Z misiem musiało więc pójść ekspresowo:







Na koniec jeszcze rzutem na taśmę zrobiłam zdjęcie szczęśliwej projektantce - 


I to mi przypomniało inne zdjęcie.
Blog Deszczowy Dom miał wtedy dosłownie kilka dni.
Znajdź dziesięć różnic.




* Na okoliczność jubileuszu Deszczowego Domu zaserwuję Wam okolicznościowe ciasto, tak proste, ale tak banalnie proste, że nawet jakby Wam przyszło w jeden dzień uszyć pięć gitar i siedem misiów - dacie radę. Nazywam je


CIASTO BŁYSKAWICA

Szykujemy jedną miskę i mikser, piekarnik odpalamy na 180stC i zapewniam, że prędzej namieszacie ciasta niż on się rozgrzeje, nawet jeśli ma turbo grzałki. 
Do michy wrzucamy: 
  • jajko
  • szklankę cukru
  • 3 szklanki mąki
  • 1,5 łyżeczki sody
  • pół słoika dżemu (ja używam konfitur wiśniowych domowej roboty; miło potem trafić w cieście na całą wisienkę - bez pestki oczywiście)
  • cynamon lub (u mnie zimową porą koniecznie) przyprawa do piernika
  • kakao
  • pół szklanki oleju
  • 1 szklanka mleka
Wszystko razem miksujemy aby-aby, byle się połączyło i pakujemy ciasto do wyścielonej pergaminem keksówki. Pieczemy ok. 50 minut, do suchego patyczka.
Moim zdaniem najlepsze jest na drugi dzień, ale rzadko mam okazję utwierdzić się w tej opinii.

"Mamo, KIEDY to upiekłaś??"




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...