28.11.2016

Obrazki z Dwójką

- Mamo, co to znaczy "miejscowość rodzinna"?
- Nnnnoooo - kombinuje Jarecka - taka, w której się urodziłaś, z której pochodzą twoi rodzice, gdzie mieszka twoja rodzina...
- Bo dzisiaj na historii mieliśmy coś napisać o naszej rodzinnej miejscowości.
Hm.
Dwójka urodziła się na Przedmieściu, więc w dokumentach stoi: Metropolia. Rodzice urodzili się w J, tam też mieszkają dziadkowie, ciotki i kuzyni, Dwójka bywa tam kilka, kilkanaście dni w roku.
Trzy lata na Przedmieściu u Pani Feli, osiem miesięcy u Gargameli, też na Przedmieściu.
Sześć lat na Zaogoniu.

- Nie wiedziałam, co mam napisać. Napisałam o Zadniej Górze.

Pół roku na Zadniej Górze.

Takie korzenie, jak rzodkiewka.






***

Ilustris przysłał kolejny pakiet świątecznych kartek, na prośbę Jareckiej. Jakimś cudem pierwsza przesyłka umknęła Dwójce, toteż kontempluje radośnie po raz pierwszy.
- Nie widziałam tego wcześniej! - wykrzykuje.

I teraz, Kaczka, Bebe, uważajcie, bo Dwójka dodała: - będziemy je mogli wysłać tym, wiesz, Straszakom.

Wzruszyłam się.

A Wy pamiętacie o Robótce?
Starszaki czekają, co rok bardziej (bośmy je rozpuścili, ot co :))))
I, jak się okazuje, moje starszaki też czekają :)




Wszystko, co musicie wiedzieć, by się przyłączyć - <TUTAJ>

25.11.2016

Surrealizm magiczny czyli Jarecki jako płonąca żyrafa i Jarecka jako twoja stara


Ileż to razy po zebraniu rodziców Jarecka zasiadała do pamiętniczka, żeby utrwalić te niewiarygodne wrażenia!

Tyleż razy zamykała go z hukiem i konstatacją, że nie udźwignie ciężaru tego absurdu.
Zebrania rodziców w szkole są jak obrazy Fridy Kahlo. I straszno, i nieprawdopodobnie, i w jaskrawych kolorach. Zwolennicy krojonych jabłek kłócą się z frakcją "jabłka tylko w całości", miłośnicy kompotu dają po łbie propagatorom picia wody, przy czym sprawy wychowania zasadniczo omijane są szerokim łukiem. Bo tu już trudno mówić o frakcjach i stronnictwach, tu każdy z osobna wie najlepiej.

Jarecki z początkiem roku (dla zdrowotności) uroczyście ślubował odstawienie wszelkiej okołoszkolnej działalności; postanowienia trzymał się wiernie aż do końca listopada, kiedy to wychowawczynie zasypały Jareckich zaproszeniami. Dwa były nienachalne, trzecie wprost przeciwnie.
Ponieważ za sprawą diabelskiego wynalazku, jakim jest dziennik elektroniczny Jarecka dzień w dzień katowana jest mailami typu: "klasa zachowuje się skandalicznie, proszę wyciągnąć konsekwencje" - ciekawa sposobu, w jaki mogłaby zdyscyplinować całą klasę naraz, delegowała po tę wiedzę Jareckiego.
Na zebraniu czwartej klasy frekwencja jak zwykle była niemal stuprocentowa.
Pani wychowawczyni z miejsca chlusnęła żalem: że dzieci takie nieposłuszne, głośne, że ciągle tylko o grach komputerowych, biegają, biorą się za łby, itp.
Rodzice swoje: a dlaczego panie tyle krzyczą na niebożęta, dlaczego tyle zadają do domu, dlaczego robią trudne sprawdziany, odpytują, itp. Wszak te nasze dzieci do 22 siedzą nad lekcjami, kiedyż się bawić i kiedyż grać na komputerze, jak tu pani imputuje.
Pani dalej; że dzieciom już nie wystarczy obrażanie siebie nawzajem, że sięgają po cięższy kaliber i obelgi z gatunku "twoja stara".
- Zgadza się - potwierdziła mama Władka - koledzy powiedzieli Władziowi, że jestem Angry Birdsem.
Rodzice zamarli (możliwe, że namysł dotyczył tego, którym konkretnie).
- I że tylko chodzę do fryzjera, farbuję włosy i siedzę w domu.
Znów pełna zakłopotania pauza.
- Nooo - zaczęła niepewnie jedna z mam - ale tego to już chyba chłopcy sami nie wymyślili. Musieli to chyba usłyszeć w swoim domu...




Wystarczy, więcej pamiętniczek nie wytrzyma.
Warto tylko dodać, że w tej grupie rodziców Jarecki jest już spalony gdyż się wypowiedział.
Jarecka, wychodzi na to, była już wcześniej, bo skoro mamie Władka tak się po domach dostaje, to uuu...


A zatem Jarecka zamaszyście zatrzaskuje pamiętniczek i oddala się by czesać włosy, malować pazury i SIEDZIEĆ.


Krztusząc się z uciechy.

17.11.2016

Kto nie pozwala Jareckiej odpocząć, lista winowajców.


Na czym polega trudność bycia matką wielodzietną?
No jakże! - powiecie - to oczywiste. Rano kilka śniadaniówek do zapakowania, kilka kursów na trasie szkoła-dom, więcej siatek z zakupami do noszenia, więcej butów i kurtek do kupienia, więcej pościeli do zmiany.
Furda to wszystko, powiadam Wam.
Jest coś, co matki wykańcza skuteczniej niż ospa w domu.

Zajrzyjmy na przykład przez okno do kuchni w Deszczowym Domu, gdzie Jarecka nad zlewozmywakiem gapiąc się w okno pucuje filiżankę (takusieńko jak Meryl Streep w Żelaznej damie).
Wyobraźmy sobie, że filiżanka jest nowa, jakiś tam prezencik albo trofeum z lumpeksu. Wchodzi któreś dziecko i mówi: - o, mamo, nowa filiżanka? Skąd masz?
Jarecka odpowiada nie odrywając ócz od krzy za oknem i pucuje dalej (choć Jareckiemu, który też ogląda tę scenę wraz z czytelnikami już drga powieka, bo kto to widział tyle wody naraz w szambo lać?)
Trzy minuty później wchodzi inne dziecko i mówi: - o, mamo, nowa filiżanka? Skąd masz?

Piąte dziecko nie może zrozumieć, dlaczego po niewinnym pytaniu matka zaczyna wrzeszczeć, rzuca filiżanką w okno i sama ucieka w ślad za nią.

Za kilkanaście lat będą opowiadać o tym leżąc na kozetkach a psychoterapeuta na próżno będzie dociekał jednostki chorobowej matki pacjenta.


- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!






I teraz możemy przejść do właściwego tematu posta.

Jeszcze tylko mała inwokacja do wszechświata, ach, czemuż ty mi nie dasz odpocząć, czemuż mi podsuwasz tyle inspiracji, czemuż się one wlewają każdą szczeliną, czemu nie mogę sobie po prostu zasiąść w fotelu przy kominku i się zdrzemnąć?

Winowajczyń było wiele:
Koleżanka Jareckiego, która przysłała na Zadnią Górę swojego męża, ciężarówką ładowaną po sufit włóczkami, materiałami i pasmanterią wszelaką.
<Joanna w kolorze>, u której widziałam na ścianach takie szyte, tekstylne ramki na zdjęcia, że klękajcie narody.
I koleżanka Krzanik Alicja, najnowsza świerszczykowa poetka, której debiut możemy akurat podziwiać w pisemku KLIK a która przywiozła mi ksiażkę z dedykacją - Szopięta Ewy Kozyry Pawlak; którą także dopisujemy do listy winowajców.





W Szopiętach Piątek zakochał się bez pamięci, do tego stopnia bez pamięci, że ciągle każe czytać sobie od nowa.
Co czynię bez przykrości napawając się pięknem szaty graficznej. Szaty ze szmatek.




No i czy ja mogłam po takim ataku lektury usiedzieć spokojnie?

No nie. Uszyłam swoje szopięta.
Proszę Państwa, oto Czwórka i Piątek. Czwórka nawet jakby podobna... nawet szczerbę ma na miejscu. Piątek do przeszycia, bo tylko brwi się zgadzają.














- Mamo, a mnie też uszyjesz?
- Mamo, a mnie też uszyjesz?
- Mamo, a mnie też uszyjesz?


Oczywiście, będzie cała galeria, o, taka:



(To już Ela Wasiuczyńska i jej Chichotnik. Jak to dobrze, że pora prezentów się zbliża! Można tyle fajnych książek sobie kupić, niby że dzieciom!)



PS. Donoszą mi krakowskie koleżanki, że Ewa Kozyra Pawlak kojarzy Jarecką z blogiem Deszczowy Dom.
Jeszcze zostało mi ten Neapol zobaczyć. Na razie się nie wybieram, więc do następnego!

9.11.2016

Pierwszy dżingiel :)

To niewiarygodne, jak pogoda wyszła naprzeciw koniunkturze!
Wczoraj odebrałam przesyłkę, dziś na Zadniej Górze spadł śnieg i na tym podwójnym haju donoszę:
Święta idą!

Firma <ILUSTRIS> kupiła ode mnie projekt, który przygotowałam w czerwcu.



Zrobiłam zylion świątecznych symulacji - i tak, pokażę Wam je, co tak będą leżeć bezczynnie w wirtualnej szufladzie.

Start!



A może jednak tło za ciemne?




A może domek z prawej, choinka z lewej?




Może jednak ciemne?




Może przyprószyć drzewa?



Może jednak szare tło?




Może jednak ciemne.




Może domek ciut mniejszy?




A może zacznijmy od początku.




Ciepło ciepło...



... gorąco!










Dochód ze sprzedaży kartek zasili stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce.

Jak Wam się podoba?

31.10.2016

Kolorowa jesień 11, czyli robótka rekordzistka


Tę robótkę zaczęłam zaraz po tym, jak skończyłam <TEN> pled, który też nie robił się bardzo szybko.

Miał to być drugi koc, koc-negatyw, koc-powidok, w kolorach zupełnie różnych od tych, które zużyłam na ten linkowany pled.
Podochocona efektem raźno zabrałam się do pracy, zrobiłam kilka obiecujących rządków i tylko na tyle starczyło mi zapału.

Kilkaset robótek później wciąż jednak musiałam przyznać, że to dobra koncepcja, dobry początek, że warto skończyć. Nadto nic mnie tak nie mierzi jak nieużywane przedmioty w domu.

Byłam bliska zrobienia z tej zaczętej robótki szalika, lecz "co raz zostało zobaczone, nigdy już nie wróci do chaosu" (V.Nabokov Tamte brzegi), a ja widziałam tam koc, pled narzutę ale nie część garderoby, bynajmniej.

Aliści, jak mawiają, co się komu należy to w rowie doleży.
Po kinderbalu Trójki Mama Zuzi, która przyszła po swoją córkę, była łaskawa zauważyć, że kiepsko dbam o fotel i że u niej nie do pomyślenia jest, żeby chadzał taki goły!

I potem już wystarczyła jedna niedziela, żeby kilka ciepłych rządków przeobraziło się w osłonkę newralgicznych miejsc fotela.

To ekskluzywny widok, ta podściółka. Gdy przychodzą goście, ściągam :)









Pozdrawiam ciepło, cmok.

29.10.2016

Mamo, łał!

To będzie smutny post, choć się tak wcale nie zapowiada.

Oto Jarecka na czystej podłodze w salonie rozkłada swoje zabawki. Pudełko pełne tubek farb, pędzle, stemple ze styroduru i wielki obrus.
Drobnica śpi, starzyzna zajmuje się sobą.

Tu Wszechwiedzący Narrator cofa taśmę i na przyśpieszeniu widzimy Jarecką lat sześć smarującą zapamiętale po marginesach siostrzanych zeszytów, Jarecką lat dziesięć wieszającą swoje rysunki na szkolnej gazetce, Jarecką lat czternaście w plenerze ze szkicownikiem, lat piętnaście przy sztalugach, osiemnaście przy prasie drukarskiej. Na koniec Jarecka wychodzi za mąż, dostaje dyplom, że niby jest już plastykiem że uhu hu -
- a potem już siedzi na podłodze w ciemnawym salonie i w finale bardzo męczącego dnia stempluje sobie obrus.
Wtedy tryk-tryk, strzelają na schodach jaśniepańskie stawy i głowa tegoż wysuwa się spod sufitu.

- Łał, mamo! Nigdy nie widziałem, żebyś malowała!



Kurtyna.

Kurtyna stemplowana w liście sumaka.



Tak sobie wymyśliłam na urodzinowy kinderbal Trójki. Nowy jesienny obrus.

















PS. Jaśnie Panicz oczywiście łże. Widział matkę przy sztalugach gdy miał pięć miesięcy, phi.

20.10.2016

Łapserdak





Co takiego ma w sobie Jarecka, że kochają ją staruszki?
Kochają tak czule, że na widok Jareckiej otwierają szafy i wydobywają z nich skarby sztuki krawieckiej bądź dziewiarskiej sprzed półwiecza?
I skąd się bierze w tych kochanych siwych głowach myśl, że Jarecka będzie w tym chadzać, mozolnie przerabiać, te elastyczne golfy i bistorowe kostiumy?
Wszelka asertywność pada w obliczu rozpromienionej staruszki.
Jarecka wylewnie dziękuje i wiesza w szafie.

I tak to właśnie było. Będzie z rok, jak do drzwi Deszczowego Domu na Zaogoniu zapukała pani Nestorka.
- Jarecka - szepnęła konspiracyjnie aż echo zadudniło na klatce schodowej - zobacz co ja tu mam!
Było to okazałe sztuczne futerko, quasi karakuły, z marszczonymi rękawami i obfitym kołnierzem.
- U Danuty w pracy jest zbiórka ubrań dla Ukrainy. No i zobacz Jarecka, ona takie futerko uprała (zobacz jak pachnie!) i chciała oddać. Ale ja sobie myślę, może na ciebie będzie, może ubierzesz, nie? Jak na ciebie!






I spróbujcie teraz stanąć w poprzek tej radości, tej hojności! A czyż nie jest rozbrajającą sama świadomość, że ktoś myśli o tobie i chce dla ciebie jak najlepiej?
Jarecka z góry przeprasza te Ukrainki, które nie dopadły tamtej zimy karakuła, lecz futerko wzięła, pięknie podziękowała, a że faktycznie pachniało upojnie, powiesiła w szafie.

Skąd wydobywała ostatnimi dniami i sprofanowała.






Wykrój wzięłam (i również sprofanowałam) ze strony Papavero. 
Serdak ma podszewkę i jest tak ciepły, że zdecydowanie jest odzieniem outdoor.
Co za żenada, tak samemu sobie pozować! Pocieszam się, że pozować komuś dopiero bym się nie przemogła.



Tak że sami rozumiecie, jeśli jeszcze jakaś miła starsza pani... biorę!



11.10.2016

Deszcz


Jesień weszła w tę fazę, kiedy człowiek przygląda się podejrzliwie drzewom, czy aby nie wypłyną zza nich ryby.



Trójka skończyła osiem lat i jak zwykle przy takich okazjach, Jarecka dobyła biczyka na swój grzbiet.
(Nie było łatwo namierzyć go po przeprowadzce!)

A że to wszystko mea, mea, mea maxima.
Że to dziecko tak śliczne, bystre, dokładne, solidne, sumienne, rzetelne, ach, dlaczegóż ono ma taki ciasno spleciony warkoczyk, a te bluzeczki, czemuż tak samo białe przez trzy dni z rzędu?
To moje (pac) moje (pac) geny, że przy tym wszystkim ciągle jakaś z siebie nie dumna i ciągle spuszczona ta głowa w splotach, z których kosmyki nie uciekają nawet po całym dniu.
A na koniec jeszcze w schedzie po mamusi dostanie ten biczyk (pac), którym się będzie smagać do znudzenia, a czemu nie jestem lepsza, inna, czemu nie jestem dużą blondynką, do ciężkiej cholery.






29.09.2016

Kolorowa jesień 10, czyli co było w walizce



Z walizką było tak.
Wypatrzyłam ją w lumpeksie, obejrzałam, pozaglądałam w przegródki i pod podłogi, zdziwiłam się stanem i urodą, zamknęłam i za cholerę nie mogłam otworzyć.
Poszłam do pani w kasie ale i ona była bezradna.
Zwierzyłam się z tego zawodu Mamie Jareckiej, z którą tak sobie grzebałyśmy i wtedy Mama Jarecka złapała za zamki i pstryk!
Walizka stanęła otworem.
I oto:















Kwiaty Fridy, przypomnę, wg wspaniałych instrukcji z <TEGO> bloga.
Studnia zastosowań nie wysycha!

Można umaić torebkę - kieszonkę -




- albo zamaskować za duży dekolt w sukience.





Ahoj!

27.09.2016

Bezradność w ogrodzie

Każdego dnia, w tej krótkiej chwili pomiędzy odłożeniem książki a zaśnięciem Jarecka łyka gorzką myśl, że oto dobiegł nieodwracalnego końca dzień, w którym zamieniała z dziećmi zdania w locie, zdania przeźroczyste i bez smaku - czy umyłaś zęby, czy masz jutro wuef - rozmowy pozbawione spotkania.
A teraz już jest noc, rano będzie rano a potem znowu ta pigułka refleksji przed snem i znowu noc.

...


Na fali tęsknoty za czasem spędzonym z dziećmi, a może nękana wyrzutem sumienia, Jarecka zwołała swoją brygadę w sobotni poranek. Przyniosła z garażu trochę narzędzi, koszyk pełen kwiatowych cebul i drogie dzieci będziemy sadzić kwiatki na wiosnę. Dziatwa rzuciła się przebierać w kolorach i fasonach kwiecia! Piątek ochoczo odrywał z torebek etykiety, co wkrótce jednak zostało zauważone i jako tako naprawione, choć (zdradzi Profetyczny Narrator) identyfikacja cebuli ze zdjęciem stosownego kwiatka nie na wiele się przydała.
Ochoczy odrywacz oddalił się z głośnym protestem.
Jarecka tymczasem za plecami mając córki układające tulipany in spe w tęczę, jęła czynić sobie grządkę. Chichocząc szyderczo wykopała dwa krzaczyska kujoków-kolcoków znanych jako jałowiec płożący, które przez szybę okienną kłuły ją w oczy od zarania. Podczas tej oczyszczającej czynności przybiegł Piątek i zażądał prawa do partycypacji oraz rękawic, koniecznie tych, które ma na rękach Jarecka.
- Masz tu synu jedną rękawicę, małą łopatkę i pokażę ci, gdzie kopać dołki - zachęcała Jarecka ale partycypant oddalił się z głośnym protestem.
Czwórka dzierżąc w dłoniach sekator pytała, co może obciąć.
Zza rogu wychynął Piątek i też chciał obcinać.
- Weź rowerek - radziła córce na ucho Jarecka, bardzo przebiegle! - on będzie chciał, ty mu oddasz i znowu weźmiesz sekator.
Piątek odjechał na rowerku, a Jarecka przystąpiła do kopania dołków.
Czwórka do obcinania.
Świat oniemieje wiosną na widok tych rabatek, gdyż co tam wylądowało w ziemi, trudno zgadnąć. W powietrzu latały cebule i cebulki, którym Jarecka nie nadążała wiercić dziur w brzuchu Ziemi, oprócz nich fruwały inwektywy, to moje, oddaj, pierwsza to wzięłam, pierwsza to zobaczyłam, daj mi ten sekator, daj mi te grabie, daj mi te rękawice!
Na to wrócił Piątek na swoim wehikule, zmiarkował, że coś go ominęło i zażądał ekshumacji.
Wobec odmowy oddalił się z głośnym protestem.
Brnąc na skróty do końca tego ogrodniczego horroru Jarecka pośpiesznie zarządziła podlewanie. Dwójka odkręciła kran, woda chlusnęła z węża, Czwórka, przestraszona nagłym szarpnięciem szlaucha, wrzuciła go do garażu wprost na kosiarkę, Piątek wrzeszczał, że on chce!! - Jarecka wrzasnęła dosyć, do jasnej anielki, do domu, wszyscy, myć się i przebierać.

Gdyż, wyjaśni Wszechwiedzący Narrator, Jareccy proszeni byli na ślub.

Ślub na Starym Mieście, czyli będzie spacer, a że w stolicy Szalone Dni Muzyki, będzie jakiś koncert - tu Jaśnie Panicz wzniósł oczy ku niebu a oczęta wezbrały łzami, bo kurdeeee, koncert, koncert jest nudny! - wszelako siostry wykonały operacje pamięciowe i trafiły na następującą ścieżkę skojarzeń: koncert - pizza! - zbieranie kasztanów. Ale zanim przyjdzie pora na te przyjemności (konkretnie pizzę) Jaśnie Panicz znów załka, bo trzeba ubrać koszulę, o nie, bez sensu, muszę? - i kurde po co.
Na szczęście dziewczęta bez protestów a nawet z entuzjazmem utrefiły loki, naciągnęły najbielsze rajty, najsztywniejsze płaszczyki i najróżowsze futerka oraz lakierki -
- aż Jarecka po ceremonii zażyczyła sobie zdjęcia z kompletem przychówku, bo po pierwsze stwierdziła, że takich zdjęć wbrew pozorom nie ma wiele, a po drugie zrobiła sobie smokey eye i szkoda by tego nie uwiecznić.
Na szóstym zdjęciu udało się zebrać wszystkich. Na dziewiątym skłonić wszystkich do patrzenia w obiektyw - do przybrania zadowolonej miny już nie. Makijaż Jareckiej wyszedł dobrze, bo akurat zamknęła oczy.

Trudno uwierzyć, że wieczorem wszyscy byli zadowoleni, nawet Jaśnie Panicz.
Także Piątek, który aż do Jesieni (Vivaldiego) siedział jak zaklęty pod sceną. Dopiero gdy dyrygent zapowiedział, że oto winter is coming zdecydował się powędrować do Jareckiej, żeby na oczach tłumów odtańczyć szaleńczy zimowy taniec.

...


W ogrodzie na Zadniej Górze cebulki już zakopane, przykryte świeżą ziemią, i co dalej? Co się robi z różami? Tnie, chochoły stawia? A te nieboraki azalie, a jabłoneczki?

Po udanym dniu z dziećmi ile razy będzie można zasnąć bez wyrzutów?

Jak się szykuje ogród do zimy?
A dzieci do bycia szczęśliwymi?

25.09.2016

Jak to robi Jarecka, czyli uszyj se paczłork.


Bardzo możliwe, iż miał miejsce jakiś zakulisowy spisek, gdyż w jednym tygodniu aż trzy osoby złożyły wnioski o sporządzenie instrukcji szycia najprostszej paczłorkowej kołderki.
Niektóre nawet publicznie!
Mile połechtana w belferski mięsień straciłam więc pół cennego roboczotygodnia; jego efektem jest maleńka i niepowalająca kołderka dla lalek oraz poniższy tutorial.
Czego się nie robi dla wiecznej sławy!

Na początku zaznaczam: być może można szyć kołderki łatwiej i efektowniej; kluczowym będzie więc tytuł: JAK ROBI TO JARECKA. Inni pewne robią inaczej. Starałam się ponadto nie nadużywać quilciarskich gadżetów, tak, by ci, którzy mają do dyspozycji maszynę z podstawowym wyposażeniem uwierzyli w swoją moc.
Niechże moc będzie z Wami zatem, naprzód!

 Potrzebne będą, absolutnie:

  • ołówek (lub mydełko krawieckie, lub inne spieralne pisadło)
  • linijka
  • dobre nożyce krawieckie. Muszą być dobre, nie ma zmiłuj. Kiepskimi wykonacie seppuku w pierwszej fazie pracy
  • maszyna do szycia
  • żelazko
  • stos tkanin, resztek, zestawy gotowych kwadratów, wedle uznania i możliwości. Powinny to być jednak tkaniny bawełniane, cienkie, nierozciągliwe i podobnej grubości.
  • ocieplina. O szczegóły nie pytajcie. Ja jadę do pobliskiej hurtowni i Panu Tadziowi, albo temu drugiemu, z wąsem, mówię: najcieńszej ociepliny tyle a tyle. I mam. Są oczywiście wypełnienia bawełniane, dużo droższe, lecz oddychające. Co tam komu w duszy zagra i na co kogo stać. Jakieś miękkie wypełnienie musi być.
  • Większy kawał tkaniny na podbicie 
  • agrafki, duże i dużo
  • igła z nitką też się czasem przyda
Opcjonalnie:
  • nóż krążkowy
  • mata do cięcia
  • stopka krawędziowa
  • górny transport (pionierom wyjaśniam, że nie chodzi o Polskie Koleje Linowe)




Wybieramy tkaniny do pocięcia i starannie prasujemy.




Jeśli nie mamy maty i noża krążkowego odmierzamy kwadraty zamierzonej wielkości i tniemy nożyczkami. Od razu mówię, że to cięcie (także to nożem krążkowym) to żmudna robota i naprawdę warto rozglądać się za zestawami gotowych kwadratów. Sklepy z tkaninami mają promocje i wyprzedaże (jak ktoś ma taki sklep niech nie waha się zareklamować w komentarzach), nie trzeba się wtedy martwić czy kolory i wzory do siebie pasują a jakość tkanin czyni dalszą pracę przyjemniejszą.
Czy  muszę wspominać o tym, że tkaninę trzeba ciąć zgodnie z układem włókien? Że tkanina składa się z osnowy i wątku i w tym przypadku nie należy ciąć po skosie gdyż grozi to naciąganiem się, siepaniem i innymi katastrofami?



Gotowe, uf!




Napawamy się tą chwilą, bo przed nami najprzyjemniejsza część roboty! Układanie kwadratów, planowanie, przekładanie. Gotowej mozaice dobrze zrobić zdjęcie, może się przydać, gdy do pracowni wpadnie wiatr lub trzylatek,




Przystępujemy do zszywania. Bardzo ważne jest, żeby każdy szew miał miejsce w identycznej odległości od brzegu naszych kwadratów. Tu przydaje się stopka krawędziowa (poniżej z prawej) ale nie ma żadnych przeszkód, żeby prowadzić taki szew równo wedle brzegu zwykłej stopki (z lewej). Trzeba tylko mocniej się skupić :)



Zszywamy wierzchnią warstwę kołderki rzędami. Kładziemy kwadraty prawą stroną na prawej i i tak, kawałek po kawałku powstaje rząd.




Rozprasowujemy szwy jak na zdjęciu poniżej.




I tak rząd za rządkiem.




Potem łączymy ze sobą rzędy. Składamy dwa rzędy ze sobą tak, żeby szwy się pokrywały. Jednakowoż, jak się trochę rozminą, żaden piorun z nieba w Was nie trzaśnie, sprawdzone. Chyba, że kogoś nierówne szwy budzą po nocach. Wtedy trzeba tu i ówdzie poprawić, może spruć, na zdrowie.





Te szwy również trzeba rozprasować a potem wyprasować całość także z prawej strony.





Teraz zaczyna się ambaras zwany robieniem kanapki. Trzeba połączyć ze sobą trzy części kołderki. Spodnia część powinna być znacznie większa niż wierzchnia. Ocieplina, która ląduje w środku, też musi wystawać poza brzegi warstwy wierzchniej. Wszystko dlatego, że w czasie pikowania mogą zdarzyć się deformacje.
Niech będzie, że nieznaczne ;)
Spodnią warstwę można przykleić taśmą malarską do podłogi, żeby zapobiec przesuwaniu i marszczeniu. Na niej układamy ocieplinę i najstaranniej jak się da, cudnie wyprasowany wierzch. Spinamy agrafkami wszystkie trzy warstwy, na tyle gęsto, żeby warstwy nie przesuwały się względem siebie.



Tu dysponujący górnym transportem mogą go obstalować. Reszta zmniejsza maksymalnie nacisk stopki i przystępuje do pikowania - wedle uznania. Są oczywiście specjalne stopki do pikowania, które mają tę przypadłość, że skaczą razem z igłą, ale o tym poczytacie gdzie indziej.
Ja pikuję jak na zdjęciach poniżej: w równej odległości np. z prawej strony szwów. Gdybym prowadziła pikowanie po szwie, rychło potknęłabym się na tych szwach, które nie schodzą się idealnie. Tak jest "bezpieczniej" a wizualnie zyskujemy ten sam efekt prostej, puszystej kołderki.





Gdy wszystko już przepikowane, pora na lamówkę.
I tu są dwie szkoły, jak we wszystkim, falenicka i otwocka, obie stosuję.
Można doszyć lamówkę według doskonałej instrukcji Kasi <TU> , w tym celu równo docinamy wszystkie trzy warstwy - i życząc jak najlepszych efektów żegnam się z tymi, którzy wybiorą tę szkołę.




Resztę proszę za mną, na skróty.

Ocieplinę przycinamy równo z wierzchnią warstwą.
Spód przycinamy tak, by wystawał naokoło na długość 4 cm.




Następnie, przy pomocy żelazka robimy origami według poniższej instrukcji:




I teraz, Kochani, sama czując wstręt do szycia ręcznego nie doradzę Wam nic innego, jak: weźcie do ręki igłę z nitką i ręcznie doszyjcie ten brzeg! Zresztą także tym, którzy zmierzą się z lamówką wg Kasi polecam ręczne wykończenie. Tak będzie najładniej.
No ale jakby kto miał dostać wysypki, może na maszynie.




Lamówka na rogach będzie się ciut otwierać, więc dobrze jest zszyć ręcznie choć te narożniki.

No i finito, the end.
Jakby co, pytajcie. I pochwalcie się efektami, koniecznie!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...