5.10.2015

Gościnne występy w Deszczowym Domu - EDIT!



Poszłam do sąsiadki z aparatem, bo uwielbiam podglądać ludzi z pasją.














Nocą, gdy dzieci śpią, sąsiadka miesza te składniki w wielkim kotle nad paleniskiem i spójrzcie, co jej z tego wychodzi:















Gumki, spinki i opaski, do wyboru, do koloru.

Mamy już swoje własne, a jakże. Tu moja ulubiona gumka na głowie Dwójki:





A tę opaskę zamówiłam jako jeden z prezentów urodzinowych dla Trójki:








A wlaśnie. Trójka ma dziś urodziny. Upiekłam dla niej tort a Was, Drodzy Czytelnicy, zapraszam (może już wieczorem?) na okolicznościową gawędę.


Ale, ale! Wszelkie dzieła rąk mojej sąsiadki można nabyć drogą kupna! Do wyboru do koloru, za jakość ręczę głową zdobną w kwiaty :) Święta idą, Mikołajki i karnawały.
I jakby tu rzec, by oszwabić translatory, z których rzeczona nie omieszka skorzystać... Wicie rozumicie, puszczam oko Wam perskie. Trzaby nabywać, trza.


Z OSTATNIEJ CHWILI!
Ceny: opaski - 25zł
gumki (para) - od 10-15 zł
spinki - podobnie
Od siebie dodam, że stopień trudności wykonania jest różny, więc niektóre modele są droższe (na przykład taka błękitna gumka a'la Elza i Anna kosztuje 10zł/szt, kwiaty o średnicy ok.10cm - 15zł
Oczywiście można zamówić coś wg indywidualnych pomysłów (jak ja tę ostatnią opaskę - wtedy cena do negocjacji)

Kontakt przez fb i więcej zdjęć <TUTAJ>

1.10.2015

DZISIAJ

Właśnie Jarecka zatrzymała samochód przed pasmanterią, gdy wybiła dziesiąta i radio przeczytało wiadomości.
Wiadomość była taka na przykład, że polski autokar wycieczkowy, mknący z Wenecji do Polski, miał nocą wypadek w Czechach.
Trybiki w głowie Jareckiej drgnęły i ruszyły ze zgrzytem, najpierw powoli, jak żółw ociężale - dlaczego miałyby nie drgnąć? Był słoneczny dzień, po dwóch kawach.
Zdaje się, że Wlepka, młodsza siostra Jareckiej miała wracać jakoś na dniach ze swoich wojaży?
- Trzynastu pasażerów jest lekko rannych - powiedziało radio i zapewniło, że o obrażeniach zagrażających życiu nie ma mowy.
Jarecka wybrała numer Wlepki ale włączyła się poczta głosowa.
Wówczas, jednak lekko wzburzona, zadzwoniła do Mamy CałkiemInnej - w tym celu nastroiła głos, by brzmieć jak leniwy plażujący górnik:
- No cześć... A kiedy to Wlepka wraca z tej swojej wycieczki...?
(Trzeba by to usłyszeć, o Czytelniku. Jarecka, z nadbużańskich rodziców, na Śląsku chowana, od piętnastego roku życia między koleżankami Góralkami, ma specyficzny akcent, zaśpiew a nawet mazurzenie - przyp. Wszechwiedzącego Narratora)
- Dzisiaj - oznajmiła pogodnie Mama CałkiemInna - dzisiaj w nocy.
- A skąd?
- A z Wenecji.
Zapadki się zapadły, zębatki zazębiły.
Żebyż Jarecka miała szansę pomyśleć jeszcze z pięć minut, wymyśliłaby, żeby jakoś beztrosko zakończyć tę rozmowę, bo raczej trudno było udawać, że dzwoni do mamy na ploty, skoro w tym celu dzwoniła kilkanaście godzin wcześniej. Nie wymyśliwszy zatem nic, Jarecka zakrzyknęła: tylko się nie martw, nic się nie stało! - i powtórzyła, co mówiło radio.
Głos Mamy CałkiemInnej osunął się po ścianie na podłogę.
Jarecka zaś zadzwoniła do Jareckiego, bo ktoś musi działać by palpitacje mógł mieć ktoś.

Trzeba powiedzieć, że ustawa o ochronie danych osobowych wiele ułatwia. Nikt nic nie musi wiedzieć, z niczego się tłumaczyć - toteż Jarecki obdzwoniwszy wszystko, łącznie ze stróżówką Pałacu Prezydenckiego i budką z kebabami przy dworcu Warszawa Zachodnia, dowiedział się tylko tyle, że autobusów było więcej i że niekoniecznie Wlepka siedziała w tym feralnym. Więcej nawet! - do miasta zamieszkania Wlepki wycieczka na pewno dotarła zdrowiusieńka.
- A czy jest możliwe - drążył Jarecki - że pechowy autobus, ten do miasta A miał jechać przez miasto B (w którym miała wysiąść Wlepka)?
Pani, która miała to wyjaśnić, nabrała wody w usta i się zachłysnęła.


Jarecka czym prędzej (kukułki kukały już południe) przekazała mamie te uspokajające wieści, powtarzając raz po raz, że i tak nie ma się czym martwić, Wlepka najwyżej ma złamany paznokieć, rękę a choćby skórę zdarła z kolana - phi!
- Ale wiesz - rzekła z namysłem Mama CałkiemInna - ona chyba jednak wraca dopiero DZISIAJ w nocy.

DZISIAJ w nocy!


Wieczorem Wlepka przysłała esemesa, że właśnie je kebaba pod Brnem, i zęby ma wszystkie.






P.S. powiedzcie sobie kilka razy słowo: dzisiaj. Dziwnie brzmi, nieprawdaż? Dzisiaj. Dzisiaj. Śmisznie :)

30.09.2015

Kolorowa jesień 9


W pewnym biurowcu, gdy czekałam na windę, dopadła mnie jakaś pani.
- Gonię panią - wyjaśniła - bo chcę popatrzeć na te kolory.

To był bardzo miły dzień :)






Dawno, dawno temu, zamieszczałam na DD instrukcję zrobienia takiej zamotki, ale tutek ów jest tak brzydki, ale tak brzydki!
Że zrobię nowy.

Wkrótce.

13.09.2015

Kombinacje zaogońskie

Jak już się wyjdzie z domu, jak już się wsiądzie na ten rower, jak już nogi oderwą się od ziemi - można żyć.
- Dziesięć? - pyta pan Naróg.
- Dwanaście - mówi  Jarecka - bo jak już się wyda to śniadanie, jak już się porobi te kanapki to nic dla mnie nie zostaje.
- Już nic nie mówię - oznajmia enigmatycznie Naróg i rzeczywiście, bez słowa pakuje Jareckiej do koszyka dwanaście kajzerek.
Przyjemna jest ta poranna przejażdżka, krótka i kolorowa, pachnąca bułkami i jesienią, ale Jarecka myśli tylko o tym, że przed nią jeszcze kilka takich przejażdżek rowerem do szkoły i z powrotem, całkiem jakby bawiła się z dziećmi w wilka, kozę i kapustę, choć już przy drugim kursie najchętniej sama zeżarłaby cały ten łańcuch pokarmowy.

Bo jak już jest ładna pogoda, dzieci zdrowe i jeszcze złaknione szkoły, to samochód weźmie i się, cholera jasna, zepsuje.


...


Takie historie zdarzają się tylko na Zaogoniu.
Nawet mieszkańcom ulicy Czereśniowej (P.L.Travers, Mery Poppins i numer osiemnasty) nie udało się - choć rzecz działa się w książce, a w książkach można wszystko - wymarzyć sobie lokatora, który osiedliłby się w ich pustostanie, choć w marzenia te wkładali wiele serca. 
A na Ślepej stała się rzecz niespodziewana i zadziwiająca. 
Danuta marzyła o czystej sąsiadce, która by sama z potrzeby serca myła schody i zamiatała podwórko - i ma. pani Nestorka chciała chrześcijańską rodzinę bez nałogów - i, przebóg, ma! - Jarecka zaś w osobie nowej lokatorki zyskała wymarzoną ciotkę-plotkę, z którą może przechadzać się po gościńcu jak te balzakowskie zwierciadła.

W związku z powyższym Jarecka wykombiowała, że Luba i Taras są szpiegami.
("Luba?" - zakrzyknie bsytry Czytelnik - "kakaja Luba? kilka postów temu była Sonia!" Zaiste, lecz tylko imię Luba odda uczucie, jakim z góry na dół zapałali do sąsiadki mieszkańcy Ślepej Ulicy, na czele z Piątkiem, który na widok blond krasawicy rzuca się na ziemię i staropolskim zwyczajem - wot, dżentelmen - podejmuje ją za nogi).
...są szpiegami - dedukuje Jarecka. Po pierwsze - nie piją alkoholu! Po drugie - po dwóch miesiącach Luba rozumie już i mówi po polsku. Czasem tylko angielskim słowem upewnią się z Jarecką, że myślą o tym samym, i, że na przykład, I didn,t see i I didn,t know wymawia się po polsku ciut inaczej. Azaliż to możliwe, że anielska ta para pozuje sąsiadom w puchatych kombinezonach owieczek by nocą wyciągnąć z szafy (starej szafy Jareckiej!) radiostację i nadawać meldunki wrażym mocarstwom? Że sąsiad Znaprzeciwny ma broń na gumowe kulki i biega z nią po lasach w stroju Taliba uszytym przez żonę, na przykład? Że Jareccy tych dzieci mają podejrzanie dużo i podejrzanie te dzieci do siebie niepodobne?...

Zresztą dzieci naprawdę podobne do siebie coraz mniej.
Dwójka okazała się nastolatką w przyciasnym kostiumie dziewięciolatki, ujawniła też kierunek swoich zainteresowań - prawo. "To niesprawiedliwe, to niesprawiedliwe, to niesprawiedliwe"- powtarza. Wykazuje też ciągoty ku psychologii a nawet psychoanalizie: - wy kochacie tylko Jaśnie Panicza, Czwórkę i Piątka! - rzuca Jareckim w twarz.
Jareccy wycierają to, co im zostało w twarz rzucone, lecz wycierają dziwnie długo i powoli, z ociąganiem i charczeniem niewyraźnym, oblicza im od tego wycierania czerwienieją, oczy łzawią i wstrząsają nimi dreszcze.
Jarecka kombinuje, że skoro tak wcześnie się zaczęło, wcześnie się skończy.


...


I różne jeszcze rzeczy sobie Jarecka wymyśla.
Na przykład: dlaczegóż człowiek w swoim doświadczeniu jest taki samotny, nikogo nie może zapytać, jak sobie z tym matkowaniem pięciorgu poradzić, jak udźwignąć, nie można powiedzić: "mamo, a jak ty to robiłaś?" nawet jeśli mama też miała piątkę, bo miała ją w innym świecie, sto lat temu, te sto lat samotności temu. 

Może zrezygnuj z czegoś - mówi Mama CałkiemInna a słowa te brzmią w uszach Jareckiej jak odgłos awaryjnego hamowania pociągu.

Czasem, raz na kilka miesięcy, Jarecka z radością pogrąża się w domowych zajęciach żałując - z każdą minutą nieuchronnie coraz bardziej - że nie może zostać w tym stanie na dłużej. 
Jaka szkoda - myśli sobie - że nie mogę rozkochać się w pakowaniu śniadaniówek i dopasowywaniu butów do spódniczek. Jak smutno, że nie przeszkadza mi, że Czwórka nosi dwie różne skarpetki! Jak to niedobrze, że zamiast prasować wypisuję w internecie historyjki o szpiegach!






5.09.2015

Kołderka dla czternastego

W samym środku wakacji urodził mi się czternasty siostrzeniec.
Kto przebije taką CIOTKĘ, hę? Ktoś ma więcej siostrzeńców/bratanków?
Nie? Tak myślałam.

Zawczasu szykowałam się na ten moment i jeszcze zimą uszyłam wierzch kołderki; tematyka leśna, brązy przełamane żywymi kolorami.
Wszystko po to, żeby na finiszu stwierdzić: nie, to nie to, może siostra Mirecka wolałaby coś bardziej klasycznego, może w oczy będzie ją kłuła ta kolorystyczna orgia?

Wyjęłam więc dwie paczki pociętych już szmatek od niezawodnych ROBOTNIC, kilka haftów od niezawodnej AELJOT (dziękuję dziewczyny!) i szyju szyju, piku piku.
Lamówkę uszyłam według doskonałej instrukcji KASI z bloga BeeInQuiltsland i jestem z niej niezwykle dumna. Wkrótce czeka mnie znów wszywanie lamówki i już się na to cieszę :)

Personalizowana kołderka dla Michała.








3.09.2015

KTO TO JEST?

Gniazda rodzinne Jareckich w mieście J dzieli jakieś kilkadziesiąt metrów - spory przechodni parking, raptem trzy minuty drogi.
Tę właśnie drogę odbywała Jarecka w pewien letni ranek w towarzystwie swoich dzieci.
Ledwie przednie kółka piątkowego wózka dosięgły brzegu parkingu, kobieta, która szła naprzeciw Jareckiej rozpromieniła się i wydała frapujący okrzyk:
- Jarecka, Mirecka czy Drumla?
Na to Jarecka odparła radośnie:
- Jarecka!
I zrelaksowana faktem, że imię napotkanej od razu wychynęło z pamięci, dodała:
- Magda!
Magda, bo ona to była, nikt inny, wypytała Jarecką o losy tych sióstr, którymi się nie okazała, zawierzyła Jareckiej cel własnej przechadzki i poszła.
- Mamo - zapytały dzieci Jareckie, które powyższej scenie przyglądały się w milczeniu - KTO TO BYŁ?
- Koleżanka ze szkoły cioci Fist... - zaczęła Jarecka i urwała albowiem twarz kierowcy w mijającym ją samochodzie wydała jej się znajoma. Podążyła więc ku maszynie, która właśnie zajęła miejsce na parkingu i bezceremonialnie zapukała w szybkę.
Dzieci trwały w stuporze.
- Czeeeść! - zakrzyknęła kierowczyni auta na widok Jareckiej i automatycznie otworzyła boczne drzwi - dzieci! - huknęła przez ramię do swoich pasażerów - przywitajcie się z ciocią!
Młodzież, co to ją Jarecka pamięta w pampersach, zamrugała nerwowo na melodię "mamo-kto-to-jest" ale posłusznie wymamrotała: dzieńdobryciociu.
Po chwili nie krótkiej nie długiej lecz w sam raz Jarecka dołączyła do przyczajonej w głęb parkingu grupki swoich lekko znudzonych dziatek (pomyślałby kto, że to tylko kilkadzieiąt metrów i trzy minuty marszu).
- Mamo! KTO TO BYŁ??


...



Jak zrobić zdjęcia, żeby byli na nich wszyscy a nie było nikogo?

Po latach blogowania ma się tę wprawę, nawet kadrować nie trzeba :)




31.08.2015

Jestem goła!

Wrócić z wakacji to jak obudzić się w trakcie lunatycznego spaceru.

Albo nie - powrót z wakacji jest wiernym odbiciem tego najpierwszego z doświadczeń ludzkości, kiedy to Adam stwierdził nagle: jestem goły!
Ciekawe. Człowiek wsiada do samochodu jakby nigdy nic, jedzie do domu, a gdy wysiada na miejscu okazuje się, że spodenki ma za krótkie, dekolt za duży a twarz pozbawiona makijażu to szczyt niechlujstwa. Obciągając więc przykrótkie gacie i upychając z zażenowaniem ramiączka od biustonosza pod bluzkę, Jarecka dziwi się światu, że już jesień, że ominął ją latoś coroczny sierpniowy spleen pod banderą vanitas vanitatum oraz memento mori, i że Jaśnie Panicz mierzy już 152 cm, nadto lat ma naście(!).
Po powrocie Jareccy odliczyli przychówek do pięciu i rachunek się zgadzał, choć nie można być do końca pewnym, czy ten podpieczony jak kajzerka blondynek to Piątek. Nikt inny się do niego nie przyznał, więc niech mu będzie.

A w ogóle wróciła Jarecka z wakacji z bólem gardła. Właściwie nie był to ból, tylko jakby drapanie czy nieprzyjemne łaskotanie, tak, że musiała odchrząknąć, odcharknąć i splunąć sobie pod nogi - wówczas przekonała się, że to dławiły ją te okrągłe, puchate jak kłaczki waty konkluzje z poprzedniego wpisu, jakoby podróżowanie było przyjemne samo w sobie.
Tfu!
Dwa dni w samochodzie - od świtu do nocy - leczą z tych pypci, co obrastają język wskutek gadania głupot.

Powrótów z wakacji nie należy mylić z powrotem do normy.



Witajcie! Stęskniłam się za Wami jak nie wiem co :)

12.08.2015

Tabliczka z napisem URLOP

Co słychać w Deszczowym Domu, zapytacie?
Raczej czego nie słychać.

Można powtórzyć za Jareckim: nie ma już Deszczowego Domu.
Dokładnie tak powiedział, gdy pewnego dnia ekipa remontowa, ta od elewacji, zdemontowała blaszany daszek nad wejściem do budynku.
- Moja żona tak lubiła jak deszcz bębnił o ten daszek - westchnął Jarecki.
- A Maria tego nie cierpiała! - odpalił Generał Sosna - skarżyła się, że jej ten hałas nie daje spać!
Pochylając się tedy z troską nad snem jedynej córki, Generał kupił drzwi pancerne, takie, którym nijaki daszek nie jest potrzebny bo za nic mają deszcz, grad, mrozy i ptasie guano.
"Może by tak"- przemknęło Jareckim przez głowy (przez obie jednocześnie!) -"poszukać dla siebie czegoś innego...?"


...


Pewnego dnia Jarecka oślepiona słońcem, które absorbowała na balkonie, nieomal wpadła we własnym domu na półnagiego młodziana.
- Chciałem tylko zobaczyć, czy ktoś jest w domu - wytłumaczył się Mateusz Sosna - bo listonosz przywiózł paczkę.
Listonosz kroczący tuż za Mateuszem, lekko ugięty pod tajemniczym ciężarem, wyjaśnił krzepiąco:
- Ta pani ZAWSZE jest w domu.

Auć!


...


- Ach, żeby tak zamknąć oczy i obudzić się już na miejscu! - takie życzenie z głębi udręczonego serca rok w rok wypowiadała Mama CałkiemInna w dniu wyjazdu na wakacje. Mała Jarecka dziwiła się niezmiernie temu pragnieniu, bo doprawdy, co może być lepszego niż kilkanaście godzin jazdy pociągiem, z przesiadkami, z herbatą nad ranem, do której trzeba było wspiąć się na palce, bo blaty w lubelskim Warsie sięgały Jareckiej grzywki, z pieczonymi udkami kurcząt w tłustych dłoniach współpasażerów i niesamowitą toaletą ziejącą dziurą w hałaśliwą ciemność.
Najlepsza w tym wszystkim była Noc, która w domu miała postać ciemnego prostokąta za gęstą firanką a w podróży okazywała się być całym alternatywnym światem. Jarecka z zachwytem wpatrywała się w jasne kratki blokowisk za oknem pociągu i nie chciało jej się wierzyć, że w każdym okienku jest taka sama jak ona dziewczynka z kucykami, bo w ogóle zdawało się Jareckiej, że świat wypełniają identyczne dziewczynki skaczące na skakankach, jedzące kaszę mannę na kolację, ich wąsaci ojcowie i zatroskane mamy, czyli zmultiplikowane rodziny CałkiemInych.
Fascynował Jarecką kolor nocy, i to, że w pomarańczowym świetle latarń wszystko zmienia barwy, i te wszystkie dworcowe budynki z niewiadomo czemu służącymi  rampami i wielkimi wrotami z łuszczącą się farbą.


Trzydzieści lat później niewiele się zmieniło - najwspanialszym dniem w roku jest dla Jareckiej dzień wyjazdu na wakacje.
Torby zapakowane, dzieci przypięte w fotelach, kawa w uchwytach. 
Dziś, gdy będą spadać perseidy, Jarecka nie wypowie życzenia ''...żeby tak być już na miejscu!"
Za niczym nie będzie tęsknić i przez kolejne dwa tygodnie nawet nie pomyśli " a co tam w domu..."



W końcu ta pani ZAWSZE jest w domu :)











20.07.2015

Historia wielce romantyczna


Wiecie, jak to jest?
Kiedy w jakiejś grupie trafi się fajna wolna dziewczyna i fajny wolny chłopak (a większość grupy to małżonkowie, zajęci na inne sposoby lub gimnazjaliści, dla których tych dwoje to staruszkowie), zaraz -plotu plotu - robi się z nich parę.
No więc ci fajni wolni poznali się na rozłożonej folii, uścisnęli sobie poplamione farbą dłonie - mieli na sobie koszulki z serduszkami! - i zmalowali razem kilka ładnych ścian, np. TU.
A naokół szeptano: ach - może by tak mieli się ku sobie, ach - wyszli razem, ach - ona go zaprosiła na wesele jako osobę towarzyszącą...

W upalny sobotni wieczór fajna ta para ślubowała sobie miłość i wierność a wolontariackie ciotki-plotki płci obojga wzdychały ze wzruszenia.
Proszę jeszcze nie chować chusteczek!
Państwo Młodzi zamiast kwiatów zażyczyli sobie akcesoria dla niemowląt z TEGO ośrodka.

Oczywiście, w żarze tych uczuć upiekę jeszcze własną pieczeń, czyli pochwalę się tym, co na tę okazję przygotowałam.
Nie ma się czym chwalić! - zakrzykną szwaczki perfekcyjne. Krzywulas, krzywulas, krzywulas!








Do uszycia tej kołderki zużyłam pakiet próbek kupiony w promocji w SWEET CRAFT - zawierał on ze trzydzieści bawełnianych kwadratów, dwa metry lamówki i kilka guzików.
Podbicie - minky, dzięki -E.W., która nabyła je w przekonaniu, że to zwykły polar a niezwykłego - nie chciała.

Niech im będzie dobrze razem, Państwu Młodym, dziecku i kołderce :)

15.07.2015

Pojedynek na argumenty

O dwudziestej pojedyncze sztuki zaczynają nudzić o wycieczkę rowerową.
(rzekomo obiecaną, obiecaną niebacznie w stylu: a może, być może, jak się uda, zobaczymy)

Jarecka: Nie! Jestem zmęczona, nie mam siły, cały dzień praCowałam i praSowałam.
Dwójka: A my ci cały dzień nie przeszkadzaliśmy!

10.07.2015

Winne torebki


Myślicie sobie, że w Deszczowym Domu już się nic nie robi tylko ględzi i fanzoli?
Przede wszystkim, ale nie tylko.

Niektórych nie zdążyłam sfotografować, zanim przekazałam właścicielkom. Wyglądają niewinnie, lecz są winne, winne zakwasom w ramionach i temu, że opuszki palców mam jak z drewna.








Dla prawdziwych elegantek, Marylin, Audrey oraz Jareckiej i jej koleżanek na czerwone dywany :)








Miłego weekendu!

9.07.2015

Powrót Cy...romki

Pod Deszczowy Dom zajechała limuzyna.






Z krakowskich wojaży powróciła nią celebrytka. Po co? To na razie top secret, tajemnica produkcji.
Tymczasem Cy...romka udziela sie dobroczynnie, jak na prawdziwą gwiazdę przystało.




UWAGA! Do końca tygodnia można ją sobie nabyć, spełnić uczynek miłosierdzia i poklepać po ramieniu jakichś zatroskanych rodziców - wszystko w pakiecie!

Deszczowy Dom SERdeCzniE zaprasza, TUTAJ


PS. Już, już dziś panowie w żółtych portkach mają mi się wynieść z balkonu. Będę mogła robić zdjęcia, zamknąć tam Piątka i suszyć pranie! Tyle dobra panie tego! Chyba oszaleję ze szczęścia!

1.07.2015

Pouczająca wycieczka

W pierwszą wakacyjną niedzielę Jareccy udali się na wycieczkę pchani doniosłym imperatywem (wywieźmy ich gdzieś choćby na pół dnia, będzie wieczorem mniej sprzątania).
Cel - Muzeum Plakatu.
Ledwie samochód wypchany Jareckimi wytoczył się za rogatki Zaogonia i na horyzoncie zamajaczył szalony grzebień Metropolii, w tyle autobusu podniósł się raban, że Czwórka chce wymiotować.
Prawdziwa dama z tej Czwórki.
Biała na twarzy, z wybałuszonym okiem i nadętym policzkiem zaczekała grzecznie aż rodzice narządzą jej naprędce worek lotniczy i dopiero wtedy pozwoliła sobie otworzyć usta.
Po krótkim serwisie na poboczu poprosiła, by jechać wolniej i wycieczka potoczyła się (dosłownie) dalej.
(Jarecka potwierdza: los pasażera Jareckiego do komfortowych nie należy. Ulubionym manewrem tegoż jest na przykład gwałtowne przyśpieszenie na widok żółtego światła - rzekłbyś: chce zdążyć przejechać - by następnie zahamować z piskiem opon w połowie zebry)

Ponieważ na miejscu Piątek spał snem sprawiedliwego a Czwórka pogrążona była w malignie, postanowiono, że Jarecki zostanie ze śpiącymi, Jarecka zaś poprowadzi przytomną część wycieczki do świątyni sztuki.

Plakat!
To zjawisko z pogranicza literatury i sztuk plastycznych zajmuje szczególne miejsce w sercu Jareckiej!

Podczas gdy rzeczona wykładała dzieciom fenomen tej dziedziny sztuki, Jarecki na parkingu odczuł potrzebę schłodzenia się za pomocą klimatyzacji i w tym celu przekręcił kluczyk w stacyjce.
Niestety, nie wydarzyło się nic.
Jarecki, człek zaprawiony w walce z przeciwnościami losu, z bebechów auta wyjął akumulator, z bagażnika prostownik, i udał się do budynku mieszczącego toalety i sklep z pamiątkami po ratunek.
Teraz sobie, Cztyelniku, imaginuj.
Jarecki przywykły do zaogońskich standardów, gdzie pod nieobecność Jareckich każdy sąsiad może wejść do Deszczowego Domu, żeby zamknąć okno w czasie burzy lub wyjąć z prądu wtyczki strategicznych sprzętów, gdzie po drzwiami znajduje się ubrania a w sezonie letnim owoce na przetwory, gdzie sąsiadki hojnie szafują szklankami cukru a sąsiedzi naprawiają dzieciom zwichrowane jeździki, gdzie Narogowa nie sprzeda nieświeżego towaru a mechanik będzie wydzwaniał, że jest Jareckiemu winien pieniądze - imaginuj, Czytelniku, jaką tenże Jarecki miał minę, gdy na prośbę o chwilowe podpięcie prostownika usłyszał pytanie: ZA ILE?

To była bardzo pouczająca wycieczka.




...

Nazajutrz odbyły się plakatowe warsztaty:
(wybaczcie marne zdjęcia - robione były w miejscach docelowych, czyli - w ciemnych miejscach)

Dwójka postawiła na uproszczoną formę i suprematyczną kompozycję:


Czwórka odwołała się do własnych, trudnych doświadczeń i oplakatowała szafkę z kaloszami na korytarzu:



Jaśnie Panicz postawił na chwytliwe hasło. Cała rodzina powtarza teraz autoamtycznie: Halo?! A buty gdzie? (Jaśnie Panicz wyznał, że inspiracją dla niego był plakat "nie zakładaj taśmy na wałek gołymi rękami")
Plakat ten porusza bardzo, jak Państwo widzą, palący problem.



Podobnie jak ten, Trójki:




Poniższy plakat również, lecz został źle ulokowany, co sprawia, że grupa docelowa, czyli Piątek, nie może zapoznać się z jego treścią.





Możecie wierzyć, lub nie, propaganda robi swoje. Tak czystych nóg w Deszczowym Domu jeszcze nie było.
Po deszczu też już się nie chodzi, najwyżej biega :)




29.06.2015

Biało-bluzko-fobia

Mogłoby być tak miło, tak radośnie.
Wszyscy wszystkim dziękują, wszyscy się do wszystkich uśmiechają, kwiaty, czekoladki, oklaski i zdaje się, że naprawdę, nikt w tym dniu nie pamięta porannych fochów przy pobudkach, zimowych poranków ciemnych, spleśniałych kanapek w plecaku i pięciu błędów w słowie dzięcioł (swoją drogą - kto wymyślił taką nazwę?)
Ale nie.

W czwartkowy wieczór Jaśnie Panicz oznajmił, że potrzebuje garnituru, gdyż będzie chorążym w poczcie sztandarowym.
Jarecka wiedziała o sprawie wcześniej lecz ani do głowy jej nie przyszło, by na tę okazję zaopatrzyć syna w garnitur - koszulę białą: ma, portki zacne w kolorze aksamitna czerń, nic nie wytarte, niewybłyszczone żelazkiem (czym?): są. Gorzej z butami, bo czarne tenisówki mają przetarcie na jednym z nosów, ale doprawdy, czy nie możnaby tego uznać za indywidualny rys? Wszak Jaśnie Panicz reprezentuje sobą coś więcej niż szmatki, ma najlepszą średnią w klasie i wzorowe zachowanie, nadto jest dla nauczycieli jak powiew bryzy w upalny dzień, gdyż zwyczajnie interesuje go, co mają do powiedzenia.
A podobno jest to cecha-panda, na wymarciu.

Białą bluzkę dla Dwójki Jarecka postanowiła uszyć sama i materię nabyła już kilka miesięcy wcześniej; niestety, w instytucji białej bluzki jest coś tak sztywnego, tak przymusowego i tak Jareckiej wstrętnego, że szycie nie doszło do skutku.
(Jarecka ma alergię na białe bluzki i od czasów szkoły podstawowej* nie skalała czymś podobnym swojego korpusu. W liceum plastycznym kwestia stroju galowego nigdy nie była dla ciała pedagogicznego sprawą najwyższej wagi, dla uczniów co najwyżej okazją do kreacji-wariacji "na temat". Nawet do matury Jarecka przystąpiła w czarnej dżersejowej bluzce i białym żakiecie naszpikowanym okolicznościowymi kieszonkami)

W końcu białą bluzkę dla Dwójki wygrzebano ze złogów ubrań "po kuzynkach, córkach koleżanek i sąsiadkach" a dla Jaśnie Panicza Jarecki wypastował halówki, które dotychczas robiły za obuwie zamienne.
W piątkowy poranek Jarecki przywdział garnitur i zaczesał włos na Roberta Więckiewicza.
Jarecka wciągnęła dżinsy; nie z pogardy dla szkolnej pompy bynajmniej, lecz z tej prostej przyczyny, że nie wystarczyło dla niej i Piątka miejsca w samochodzie (gdyż był to dzień, w którym wedle grafiku Jareccy zawożą do przedszkola także sąsiedzkie dzieci) i musiała udać się na miejsce końcoworocznej gali rowerem.
(przy okazji: w spódnicy na rowerze być może wygląda się dobrze na zdjęciu albo w spocie reklamowym - w praktyce taka przejażdżka to męka i pornografia, nie mówiąc o niebezpieczeństwie wyrypania się do rowu w trakcie naciągania spódnicy na kolana; sprawdzone)

Dwójka kończyła rok szkolny w godzinach porannych, Jaśnie Panicz okołopołudniowych, co daje razem pół dnia w szkole pełnej ludzi, wśród białych bluzek i rajtek.
Jaśnie Panicza i tak nie było widać spod zwojów sztandaru.


...

A teraz wyznajmy - Jarecka ma białą bluzkę! (raczej kremową, ale to prawie to samo). Uszyła sobie sądząc, że jest już na tyle dorosła, że mieć takową powinna. Przy pierwszym wyjściu poplamiła ją oliwą, przy drugim - barszczem.
Uprała, powiesiła w szafie i poczeka aż do niej dorośnie, a to trochę potrwa.





Co myślicie, czy naprawdę musimy w tych białych bluzkach? Jest w tym jakiś cel? Warto do niego dążyć?
Pytam nie dla podpuchy, lecz by wyłudzić rozsądne argumenty - tylko takie skłonią mnie do uszycia Dwójce białej bluzki.

...

Tymczasem są wakacje i taplamy się we wzorach i kolorach.
Kropki do kratek -



- hafty i cekiny do krasnali -



 - grochy do prowiantu (i wcale nam nie wadzi, że ogórki z lizakami i ciasto z salcesonem)**







Na pohybel białym bluzkom!

*Na zdjęciu z ósmej klasy bardzo łatwo wyodrębnić Jarecką - pośród białych bluzek i granatowych spódnic/spodni stoi w spłowiałych sztruksowych dzwonach i za dużym swetrze zdobnym w drewniane korale (tak naonczas wyglądał mundur buntownika, można się śmiać :)).

**Spódnica Dwójki i sukienka Trójki z (części) materiałów, które trafiły do Deszczowego Domu w ramach wymiany barterowej. W zamian za uszycie tych sukienek:



I wiecie co? Tęsknię już za szydełkiem!

28.06.2015

Subotnik

W kwestii pustostanu po Sebach pani Nestorka zaczęła popadać w desperację.
- Jarecki, nie masz pan tam wśród znajomych jakiegoś chętnego?

Warunków było kilka.
Najlepiej rodzina, liczba dzieci nie gra roli (powtórzmy, bo to rzadkie: liczba dzieci nie gra roli. "Hola hola!" - zakrzyknęli Jareccy - "zaś żeby nam tu się jakaś wielodzietna patologia nie pałętała po suficie!") Po wtóre: katolicy. Przed Jareckimi co prawda lokal zajmowali muzułmanie i zostawili po sobie jak najlepsze wspomnienia a także ulubioną Jareckiej przepastną komodę, ale czasy już inne. (Szczerze mówiąc - co tam na Zaogoniu za muzułmanie! Weźmy taką Ramonę. Mąż muzułmanin nie sprzeciwił się, żeby na wiosnę dzieci ochrzcić i do komunii posłać.
- Taką decyzję podęliśmy wspólnie - oznajmiła z pełną powagą Ramona - teraz ochrzcimy, a jak dorosną to sobie sami zdecydują, i jak będą chcieli, to przejdą na islam.
- Ale nie sądzę - dodała śpiesznie, zanim Jarecka zdążyła wyobrazić sobie ramonią córeczkę w czarczafie)

Trzeci warunek pani Nestorki był taki, żeby płacone było uczciwie i w porę.

Minęło czasu mało-wiele i rozpromieniona Nestorka doniosła, że trafił się lokator co jej się podoba i będzie się wprowadzał. Stolarz, Ukrainiec. Żona, dwie córeczki. Tylko, że to mieszkanie puste, a oni nie mają nic, może by, Jarecka, te szafy co u was na balkonie...?
- Oczywiście - powiedziała Jarecka - tylko, że one już rok tam stoją i czekały tylko, żeby je wyrzucić (robiąc tymczasem z powodzeniem za szafę na szczotki, mopy, tudzież za magazyn tkanin B).
- Czesiuniowa ma na tarasie sofkę, będzie chociaż dla dziecka do spania. Kuchenkę im kupię, Danuta lodówkę z garażu da.

Smutne. Rodzina z dwójką dzieci, która nie ma nic, tylko torby, po które nawet Generał Sosna pojedzie, bo sami nie mają czym przewieźć.
- Ta żona - informowała niestrudzenie Nestorka - jest nauczycielką angielskiego.
- Fantastycznie! - ucieszyła się Jarecka - będzie dawała lekcje naszym dzieciom!
- Ale ona nic nie mówi po polsku!
- Tym lepiej!


W sobotę meble z wszech balkonów i garaży trafiły do mieszkania na górze. Szorując podniszczone szafy Jarecka odczuwała coś na kształt wstydu, że tylko coś takiego będzie na tych nowych lokatorów czekało.
Starsza córka ma trzy lata, młodsza trzy miesiące. Ta młodsza urodziła się jeszcze na Ukrainie.
Znaczy się: eksodus z noworodkiem.


A teraz odjedźmy kamerą w górę i popatrzmy z lotu ptaka na ten obrazek, bo ładny: Jareccy szorują i odkurzają meble, sąsiadki doglądają brykającego Piątka. Małe pospolite ruszenie, bezinteresowny, pogodny subotnik.

Tylko tło brzydkie, bo w tle wojna.


9.06.2015

Ku przestrodze

Pewnego ranka, gdy Jarecka stała w kuchennym oknie, miała nieostrożność wyrazić życzenie.

Kręta ścieżka, jaka ją do tego przywiodła miała swój początek w gołębniku Pana Gołąbka, który już dawno stoi pusty - a Jarecka tak lubiła podglądać jego mieszkańców! Po tajemniczym eksodusie ptactwa pociechą były wiewiórki ganiające się ochoczo po zaokiennej lipie.
Lipę wycięto, wiewiórki uciekły na inne lipy.
Lipa.
Nuda.
Jarecki odmówił zamocowania budki lęgowej na kikucie drzewa; pomyślałby kto, że to taki problem przybić domek pięć metrów nad ziemią, na cienkim pniu!
I tak, stojąc w oknie wychodzącym na samą nudę, Jarecka pomyślała, że byłoby cudownie mieć za oknem coś żywego, co można by podglądać pijąc kawę.

Akuratnie w niebiesiech Niebieskie Ciało trenowało do sierpniowego turnieju gwiezdnej kometki. I akuratnie, gdy Jarecka zaczęła w myślach precyzować życzenie, Ciało złożyło się do serwisu i siekło. No i Jarecka powiedziała, i się stało, gdyż to nie spadające gwiazdy spełniają życzenia ale lotki gwiezdnej kometki na corocznym turnieju zwanym Uniwersumiadą.
Serwis był tylko treningowy, ale przepadło.
Trzeba uważać na to, czego człowiek sobie życzy.

Teraz ma Jarecka za oknem całkiem żywe nogi, dwie pary, w żółtych spodniach. Chodzą sobie w te i wewte a czasem dostają rąk, i twarzy, i mówią dzień dobry.
Ponadto hałasują, brudzą a co gorsza zajęli pół tarasu, czyli letniego salonu Jareckich i suszarni tysiąca prań. Wszystko to czyni lato nieznośnym.

Generał Sosna doniósł, że Trójka pięknie śpiewa - słyszał robiąc inspekcję na rusztowaniu.
Podobno jeden z majstrów był też zachwycony stiukami w pustostanie nad Jareckimi.
Strach pomyśleć, co jeszcze z rusztowania słyszano i widziano.

***

Dziś w sklepie:
Jarecka: Złamałam nóżkę.
Sprzedawca: To ja proponuję taką. Jest mocniejsza, i - regulowana!
Jarecka: Dobrze, poproszę.

***

Wieczór, czytanie i gadanie z dziećmi przed spaniem, co niestety, ostatnio zdarza sie rzadko
Jarecka: jak będziemy jechać na wakacje, kupimy sobie taką maskę do nurkowania?
Czwórka: Tak! I jeszcze takie... takie...
J: ?
Cz: ...takie buty jak ma kaczor.

***

Drogą kupna Jarecka nabyła (na tę nową nóżkę) kapcie; klapki-espadryle z czubem, naszywane cekinami.
Jarecki prosił, żeby nie pokazywała się w nich gościom.

Teraz zapytajcie Jareckiego - niech Wam powie, że naprawdę, ale to naprawdę, trzeba uważać na to, czego sobie czlowiek życzy.

8.06.2015

Jak uszyć wieeeelką torbę





Potrzebne będą:

  • materiał na "wierzch" - prostokąt o wymiarach 48x103cm i dwa prostokąty o wymiarach 12x90cm





  • materiał na podszewkę - dwa prostokąty 48x53cm




  • i wedle uznania skrawki na wewnętrzne kieszonki, tasiemki, karbińczyki, itp.
(moja torba w kwiaty nie posiada kieszeni, programowo, gdyż żadna ilość przegródek nie jest w stanie zmusić mnie do trzymania porządku. Tedy, gdy szukam kluczy, szukam ich w jednej komorze, nie w dziesięciu, o)


Zaczynamy. Najpierw szyjemy paski na ucha. Składamy nasze prostokąty wzdłuż na pół i te połówki też na pół, zaprasowujemy. Stębnujemy na obu brzegach.


Na kawałkach materiału (48 cm to szerokość torby, 53 - wysokość) przeznaczonych na podszewkę przyszywamy kieszonki.Ta konkretna torba, dla pewnej lepiej zorganizowanej osobniczki zawiera pasek z karabińczykiem, na którym można mocować klucze i będzie łatwo je znaleźć oraz kieszonkę na 3 długopisy.



Następnie, na tejże podszewce układamy pasek-ucho.
12,5 cm od brzegu materiału.


Paski wystają 10 cm ponad podszewkę.


Tak przygotowaną podszewkę nakrywamy materiałem wierzchnim (prawą stroną do prawej) i przeszywamy ten brzeg torby w odległości 1,5 cm od brzegu.


Tak samo układamy i przeszywamy drugie ucho na drugim kawałku podszewki i nasza torba w tej chwili wygląda tak:


Składamy na pół i zszywamy dłuższe boki tego prostokąta, podszewka dołem pozostaje otwarta.


Odwracamy torbę na prawą stronę.


Mocujemy ucha przeszywając wszystkie warstwy razem.


Podszewka nadal jest dziurawa, pamiętacie? Brzegi podszewki podkładamy o jakieś 1 - 1,5cm i zaprasowujemy. Przeszywamy zaraz przy brzegu.


Pakujemy bambetle, dużo bambetli.




I udajemy się na miasto lansować się z chemikami, albo z kwiatami.





PS. Ten tutorial jakiś czas przeleżał w poczekalni. Teraz, gdzy wróciłam do niego po jakimśczasie stwierdzam, że cechuje go duży poziom abstrakcji ;p
Cóż począć. Cierpliwości i przenikliwości życzę zuchwałym, którzy zechcą taką torbę sobie uszyć - Wasza nagroda będzie wielkaaaa!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...