29.07.2013

Dwa i Pół

Sześć lat temu Jarecka zeszła wolnym krokiem do szpitalnego hallu.
Hall był pusty, jak to w sobotni poranek. Sklepiki i bufet zamknięte, na odwiedzających za wcześnie.
(Mogę tak po prostu ubrać się i wyjść?- zapytała Jarecka.-Tak- odpowiedziała pielęgniarka- w poniedziałek przyśle pani kogoś z rodziny po wypis)
Jarecka kupiła kawę w automacie i zaskoczyła ją przyjemność, jaką sprawił jej dotyk gorącego kubka i zapach kawy. Poprawiła na ramieniu torbę i wyszła na zewnątrz. Usiadła na schodach, obok postawiła reklamówkę z pożyczonym szlafrokiem, piżamą, kapciami, i ręcznikiem cioci Em. Parking, na którym jeszcze dwa dni temu ćwiczyła parkowanie był pusty. Świeciło słońce i ludzie, jak co sobotę, zmierzali na bazar po zakupy jakby nic się nie stało.
Jarecka przyjechała do miasta C zdać egzamin na prawo jazdy.
Jeszcze wczoraj miała w sobie dziecko.
Jeszcze kilka dni temu żyło.


-Pani z Metropolii?- pytała zaskoczona położna prowadząc Jarecką ciemnym korytarzem na oddział ginekologiczny- co panią tu sprowadza?
-Jutro mam egzamin- wyjaśniła swobodnie Jarecka.
-Ojej- zmartwiła się położna- jak pani plami, to ja nie wiem, czy doktor panią wypuści... I te bóle...

Tego samego dnia rano Jarecka wzięła nos-pę, bo coś zanadto bolał ją brzuch. Ale właściwie co w tym dziwnego- denerwuje się, ma prawo, jutro egzamin. Z autobusu, którym przyjechała na dworzec autobusowy, skąd miała odjechać do C, ledwie wysiadła. Jakimś cudem dotarła do ławki i zadzwoniła do Jareckiego. Jarecki pracuje w pobliżu, dotarł błyskawicznie. Odprowadził żonę na miejsce odjazdu busa, kupił paracetamol. Jarecka łyknęła jeszcze jedną nos-pę, paracetamol, i pojechała.
Ach, te nerwy- paracetamol łykała tego dnia jeszcze dwa razy.

-Zapraszam- lekarz wychynął z jasnego gabinetu w ciemność korytarza.
Nawet w najmniejszej ludzkiej fasolce pulsuje serduszko. Jarecka wiedziała to, bo miała już dwoje dzieci. Lekarz sprawdzał długo i dokładnie ale obraz USG pozostał nieruchomy.
-Niestety- lekarz nabrał powietrza- przykro mi. Sprawdzimy jeszcze jutro, ale...
Jarecka nie bardzo pamięta, co było dalej. O coś tego lekarza pytała i on coś jej cierpliwie tłumaczył. Potem położna zaprowadziła ją do ciemnej sali- Jarecka pamięta jak jeszcze dłuższą chwilę siedziała w ciemności dyndając bezmyślnie nogami w pomarańczowych trampkach.
Ostatnie chwile z tym dzieckiem, jeszcze do dziesiątej rano.






Minęło sześć lat a Jareckiej zdaje się, że przynajmniej sto.
Na Zaogoniu jest cmentarz, na nim grób a w nim dziesięciotygodniowe ciało Dwa i Pół.
Zapytajcie Dwójkę, ile ma rodzeństwa.
I spójrzcie TU, Dwa i Pół uśmiecha się do Jareckich z Nieba. :)

15 komentarzy:

  1. Tak bardzo nie wiem co powiedzieć. Przytuliłabym Ciebie bardzo mocno tylko... Jestem z Tobą cały dzień, bo już rano tutaj byłam...Na rysunkach moich najstarszych dzieci, z nieba się uśmiecha się zawsze do nas malutka dziewczynka... Cokolwiek byśmy na tych rysunkach nie robili, ona zawsze na nich jest... a zapytane o rodzeństwo, zawsze mówią też O Niej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się przytulona :)
      Wystarczy że wiem, że Ty wiesz jak to jest.

      Usuń
  2. Tulkam delikatnie... też wiem jak to jest, mam w niebie dwa aniołki, jednego malutkiego i jedną Hanusię z 36tc... i moje dzieci bardzo często na pytanie od np. towarzysza podróży mówią, że mają dwoje rodzeństwa i Hanię w niebie. I często pytają się ile ona ma lat i czy ją w niebie poznają... i jakie tam je jogurciki :-)
    Ps. Hania miałaby 5,5roku, groszek 6,5 (*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa tych jogurcików ;)
      I jestem przekonana, że poznam to dziecko od razu, nawet, jeśli okaże się kobietą :) Ale tym 36 tc mnie zaniepokoiłaś...

      Usuń
    2. Przepraszam, ja tak wylewnie o Hanusi zawsze piszę, a nie pomyślałam, ze może cię to zestresować. Masz po aniołku jeszcze 3 dzieci, więc spokojnie... tych moich problemów na pewno nie masz:-) Ja kolejne ciąże miałam już mega lekami i lekarzami obstawione i dwójeczka jeszcze jest :-)

      Usuń
  3. i ja wiem... choć nie wiem czy to pocieszenie, że tyle nas... na pewno rozumiemy siebie bardziej,
    a do Kaji- wierzę, że twoja Hanusia bawi się z moją bratanicą- też Hanią (40tc!) która miałaby teraz 3 miesiące..
    to są okropne tragedie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ratunku, dziewczyny, nie straszcie mnie... Brałam pod uwagę poronienie, wcześniactwo- bo z tym miałam do czynienia, ale stracić "gotowe"dziecko?...

      Usuń
    2. MÓj Boże! Przepraszam, zapomniałam o twoim stanie!!! Głupia Ja!!!!! To tylko przypadek podobno, aczkolwiek złość się we mnie zbiera, ze bratowej kazali chodzić po terminie, zamiast robić cc, wtedy wszystko byłoby dobrze.
      Wszystko będzie dobrze!

      Usuń
    3. Gosiu, nie przepraszaj :)
      Jestem świadoma, że takie rzeczy się zdarzają, więc czemu by nie mnie? No i muszę się pomartwić, co zrobić, taka natura ;)

      Usuń
  4. przykre to :(,ja mam w sumie troje dzieci Emilkę z sobą, Kubusia aniołka i dwójkę połówek ... nie ma nic gorszego dla matki jak przeżyć śmierć swojego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są rejony w których w ogóle nie chcę używać wyobraźni...

      Usuń
  5. Och Jarecka, ja też przyszłam przytulić. Tez mam aniołka, pewnie teraz na nas patrzy razem z innymi i uśmiecha się, bo wie, że nic nie jest stracone, wszystko przed nami i wszystko nadrobimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We mnie też już nie ma żalu, mimo wszystko to było bardzo cenne doświadczenie, myślę, że w gruncie rzeczy bardzo mi potrzebne. Od tamtej pory inaczej odnajduję się w macierzyństwie. Kiedyś wydawało mi się to takie proste i nudne- 9 m-cy ciąży, poród, niemowlę. Potem jeszcze nieraz przekonałam się, że to nie zawsze tak działa... A wtedy był pierwszy raz.

      Usuń
  6. ...to ja tylko przytulam, bo cóż mogłabym powiedzieć, skoro ja nie wiem?

    OdpowiedzUsuń
  7. W drugą ciążę zaszłam w dniu, w którym przypadał termin porodu pierwszej. Kiedy to odkryłam, poczułam jakąś ulgę, choć poczucia winy, że zawiodłam tę maleńką istotkę, nie pozbędę się nigdy.
    Dużo chciałabym napisać, ale nie miejsce tu i nie pora, więc tylko dopisuję się do listy rozumiejących i przytulających.

    OdpowiedzUsuń