14.08.2013

Memento do słoika

"Jeszcze tylko dwa dni i koniec dobrego dnia"
Takiego sms-a od syna dostała Jarecka o siódmej rano. Przeczytała i zanim runęła w głębię tego niepokojąco pozbawionego kropki zdania- zasnęła.

Śniło jej się, że było Boże Narodzenie i z całą rodziną była w swoim rodzinnym domu i wszystkie jej siostry z rodzinami, i rodzice.
-Mamo- mówiła Jarecka do Mamy CałkiemInnej- skąd tu tata? Przecież on nie żyje od dwóch lat. (Jarecka ZAWSZE wie, że sen jest snem)
Mama CałkiemInna tylko wzruszyła ramionami jakby chciała powiedzieć:"nie wiem, też się dziwię, ale skoro już jest..."

Gdy półtorej godziny później Jarecka otwiera oczy, widzi tuż przy twarzy szeroko uśmiechniętą buzię Czwórki. Dzieci Jareckie z reguły nie mogą zasypiać w łóżku rodziców  ale skoro przydrepczą nocą- niech im będzie, zostają do rana. Za Czwórką, na poduszkach leżą jeszcze dwie głowy.
-Dzień dobry córki- mówi Jarecka.
-Dzień dobry- mówią córki.

Sierpień w Deszczowym Domu mija spokojnie i bezrefleksyjnie. Same przyjemności; granie z dziewczynkami w scrabble, wspólne czytanie, ciasta z owocami, szycie. Pracy akurat tyle, żeby relaks lepiej smakował. A jednak, nieuchronnie jak jesień, już przekrada się do świadomości jakaś myśl głębsza, odGórna, którą trzeba złapać, której nie można dać uciec.
Dziś na  spacerze Jarecka śmiała się jak głupi do sera patrząc, jak Dwójka mknie na hulajnodze; jak robi się coraz mniejsza i mniejsza, aż staje się turkusowo-czerwonym punktem.
-Mamo!- woła Czwórka.
-Co?
-Kocham ciebie.

Pierwszy prześwit powstał wczoraj, gdy Jarecka piekła ciasto. Sięgnęła do zamrażalnika po kruszonkę i na chwilę krótką jak mgnienie zobaczyła tę samą szufladę zamrażalnika wypełnioną po brzegi małymi woreczkami z pokarmem mozolnie ściąganym nocami. Lśniące, żółtawe bryłki. "Czy to możliwe?"- pomyślała Jarecka- "że już zapomniałam? Że były i takie sierpnie, tak niedawno?"
Jak dobrze móc iść z własnymi dziećmi na spacer, jak dobrze mieć w zamrażalniku jagody, które się z nimi zbierało w lesie i koperek pachnący ogrodem.
Jak dobrze, że to, co smutne, można zapomnieć.

Rześki wieczór w Deszczowy Domu. Dwójka i Trójka gawędzą przy kolacji. Warkocz Trójki, napuszony po całym dniu, prześwietlony na wskroś światłem lampy.

"Żeby nie zapomnieć, żeby nie zapomnieć"-myśli Jarecka.
A Wszechwiedzący Narrator pakuje tę chwilę do słoika i odstawia na półkę w spiżarni.
Żeby nie zapomnieć.




13 komentarzy:

  1. Jarecka, Ty książkę powinnaś wydać i to szybko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ilustracjami Mery Selery ;)
      Już to widzę na meryselerowym obrazku jak Dwójka mknie na hulajnodze w pozycji jaskółki! :)

      Usuń
  2. hehe dobre ale ja Cie lubię Jarecka czytać:D

    OdpowiedzUsuń
  3. faktycznie też mnie ten literacki talent powalił, pisz, pisz .... żeby nie zapomnieć....

    OdpowiedzUsuń
  4. Wekuj, a my będziemy kosztować, jak coś dla nas odkręcisz. Bo wytrawnie i słodko to smakuje. O tak!

    OdpowiedzUsuń
  5. jak dobrze przeczytać taki pozytywny, magiczny tekst

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale napisałaś...
    pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jarecko, po pierwsze nie wiem, jak działają blogi, więc nie wiem, czy ten komentarz do Ciebie dotrze.Po drugie to ja - czajnik z wpisu ze zwierzaczkiem szydełkowym do wygrania.
    Po trzecie - dziękuję . I gdybym umiała wyrazić, ile się w takim "dziękuję" może pomieścić, czym prędzej wyraziłabym. Ale nie potrafię, więc -dziękuję. P. S. Czytam regularnie i na wyrywki, jak się da.Stąd wędrówka w czasie.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń