23.03.2016

A więc...

- Jarecki, musimy być czujni - ostrzegła Jarecka wkrótce po tym, jak plany przeprowadzki zostały przypieczętowane (słownie i zdalnie, lecz skutecznie, jak to między dżentelmenami) - teraz wszyscy znajomi będą nam chcieli wciskać stare meble, że niby nam się przydadzą na początek.
- Nie, nie i nie - wyskandował twardo Jarecki - NIC nie bierzemy.
- Nic - zgodziła się Jarecka - damy radę z tym, co mamy a potem będziemy sobie kupować takie, jakie chcemy.

Nazajutrz jednak koleżanka Mecenaska podesłała zdjęcie stolika i stołków z zapytaniem, czy by Jareccy nie chcieli, bo jej taki zestaw zbywa. Stolik był drewniany, z szufladą, dokładnie jak ten stół z dzieciństwa, spod jabłonki, albo spod orzecha, przy którym na wakacjach jadało się smażoną fasolkę szparagową z jednej patelni.
Jarecki oczywiście nie miał pojęcia o tej szufladce w pamięci żony, otwartej dzięki niepozornemu meblowi, toteż powtórzył "nie, nie i jeszcze raz nie" oraz, że nie wie, do czego ów stolik miałby służyć.
Jarecka wyjaśniła, że naturalnie jako biurko, wiadomo, potrzeba będzie przynajmniej czterech biurek! Jarecki się zdziwił, gdyż był pewny, że biurka zakupi w IKEA, podobnie jak resztę niezbędnych mebli.
Teraz Jarecka powiedziała "nie, nie i jeszcze raz nie", nie pozwolę przerobić mojego (mojego!) domu na przegródkę z Ikei! A poza tym, dodała Jarecka, chcę zabrać z garażu tę komódkę bez nóg.
- Ale ona jest bez nóg! - rozsierdził się Jarecki.
- To się jej zamówi nowe nogi. To jest popularny w latach siedemdziesiątych model.
- Przecież to stoi od lat w garażu, śmierdzi kotem i na pewno ma grzyba! No i - ratował się Jarecki - nie jest nasze.
- Zapytam Czesiuniową. Na pewno będzie zachwycona, że to zabierzemy.

I tu doprawdy nie ma potrzeby zanudzać dalej Czytelników starciem, w którym Jareckiego upodobanie do prostoty, ergonomii i minimalizmu stanęło w kontrze do eklektycznego rozpasania Jareckiej.

Wystarczy powiedzieć, że Jarecka umówiła się z Mecenaską na przejęcie mebla, nie wtajemniczając męża w szczegóły.

Oraz, że zanosi się na długą estetyczną wojnę.

34 komentarze:

  1. Nie wiadomo, który typ gorszy, ten co mawia: rób jak chcesz i nic go nie obchodzi, czy ten za bardzo zaangażowany. Mój małżonek jest zaangażowany, wyraża opinie, a nieraz i sprzeciw - niestety. Gdy mu ulegnę, to jednak zawsze żałuję. Wygranej "bitwy" życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, wspieraj mnie dobrą myślą, bo lekko nie będzie!

      Usuń
  2. Jakoś nie mam wątpliwości kto wygra. Biedny Jarecki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Caly narod stoi za Jarecka! Gdyby Norweski dekorowal, trzymalibysmy wszystko w kartonowych pudlach... a tak, tylko polowe :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdyby rządził Jarecki, mielibyśmy tylko szafy pax, sofy beddinge i biurka pici pici jakieś tam.
      No i właściwie tak mamy, hm.
      Hm.

      Usuń
  4. Jakbym czytała o naszej bitwie :) do dzisiaj wymieniamy meble, które tylko przygarnęliśmy, tak na chwilę, zanim nie kupimy nowych, tych wymarzonych i wyśnionych, tych jedynych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie dopuszczaj Jareckiego do głosu! Uszyj Mu taki śliczny knebel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kajdanki z futerkiem? I smycz z ćwiekami?

      Usuń
    2. Na knebel polecam ręcznik kapielowy ÅFJÄRDEN albo mniejszy, kuchenny TVINGEN, 100% bawełna i ikea. Mówię z głębi serca oraz doświadczenia ;)

      Usuń
  6. Tyle pokoi macie w tym nowym domu, że Jarecki sobie eklektyzm i minimalizm zrobi w jednym w którym przebywa najczęściej a jareckiej pozwoli na rozpasanie meblowo-starociowe w pozostałych :)
    Bo przecież ulituje się nad czytelniczkami , które będą czekać na zdjęcia tych cudeniek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jarecki najczęściej przebywa jednak w pracy, niechże się tam wyżywa wnętrzarsko :)

      Usuń
    2. Ot i problem rozwiązał się sam :)

      Usuń
  7. haha, jakbym widziała dyskurt z moim ślubnym na temat cudownego zydla, na którym moja babcia doiła krowy. po pomalowaniu, no co ja będę tłumaczyć...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie umówiłam się z Mecenaską na stół. Ale już sobie myślę, że może i te stołki mi się przydadzą..?

      Usuń
  8. Tylko pamiętajcie, że to będzie także mieszkanko Jareckiego - ma prawo mieć część urządzoną po swojemu.
    Problem wojenny rozumiem. U nas jest to samo - ja eklektyzm, mąż minimalizm w dodatku wściekle modernistyczny. Trza to jakoś pogodzić, niekoniecznie tak, że jedno narzuca drugiemu. Może dyskusja, pójście na ustępstwa, ja ci ten kącik, a ty mi kawałek salonu...? Od razu mówię - ja to eklektyzm i spokojnie krzesło Louis XIV postawię obok nowoczesnej półeczki, ale mąż cierpiałby, więc dyskutujemy wszyściutko... Ustępstwa po obu stronach: spiszcie sobie to wszystko.
    Noemi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, ze będziemy sobie ustępować! Godzę się na wszystkie szafy pax, jakie zechce jeszcze kupić :)))

      Usuń
    2. he, he, he. Dawaj co jakiś czas zdjęcia umeblowania nowego domu. Koniecznie. Chociaż fragmenty. Powodzenia z przeprowadzką. Zaczynam też marzyć o takowej.
      Noemi

      Usuń
  9. A może niech Jarecki urządzi męskie pokoje, a Jarecka damskie??? :)
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że które to te męskie a które damskie? :))

      Usuń
    2. Jarecki urządza pokoje dla synów... Jarecka dla córek :) a sypialnia... tu chyba potrzebny będzie kompromis ;)

      Usuń
  10. PRZEPROWADZKA!!!! ♥♥♥♥♥♥
    Cieszę się z Tobą Jarecko, jak kilkulatek po pierwszej wizycie Wróżki Zębuszki!

    A stolika potrzebujesz. Rzecz jasna.
    Do pracowni! Rzecz jaśniejsza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do pracowni to potrzebuję stołu, stoliszcza, nie tylko stolika! :))

      Usuń
  11. Jareckim życzenia świąteczne zostawiam, radosnych świąt :)


    może Ci się Jarecka link przyda, a może już znasz te prace :)

    http://annemarieshaakblog.blogspot.com/2016/03/link-your-stuff_19.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam blog, dziękuję za życzenia; nawzajem!

      Usuń
  12. A ja to mam zawsze tak: zaczyna sie od minimalizmu, marze o lekkiej, oddychajacej przestrzeni bialych scian, o nielicznych meblach wtopionych w tlo, bez chaosu tryliardów miseczek, obrazków, figurek, galazek itp, wszystko czyste i zagrabione jak ogródek zen. Energia przeplywa swobodnie przez komnaty, ja ja wdycham kazdym porem skóry i swiece.
    A potem jest tak, ze stawiam pare miseczek, bo takie sliczne. I ta figurka, no cudo. O, i taka póleczka tutaj. I ten kamerdolec dziwaczny i galazka znalezione nad morzem. I obrazek, potem drugi, dziesiaty. I sama nie wiem kiedy mój minimalizm znika, a chaotyczny eklektyzm krzewi sie w kazdym kacie...

    A walke o stolik wiadomo ze wygra Jarecka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładniusieńko tak mam. Na chwilę obecną marzę tylko o białych ścianach i przestrzeni.
      A że trzeba będzie na czymś usiąść. Przy czymś usiąść. Gdzieś schować bambetle - wot' żyzń.

      Usuń
  13. Ooo, cos jakbym wiedziala na temat wojny estetycznej, trwa juz mniej wiecej od osmiu lat, oczywiscie, teraz sie ledwie tli. Ale ile bylo potyczek, o to, ze ma byc nowe, pachnace, z metka, a nie stare z kornikami:)

    Kochani, Spokojnych Swiat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, jakże czuję się pokrzepiona tym komentarzem! Czyli jest szansa, że się uda :)

      Usuń
  14. Oj, Jareccy, ostrożnie - estetyczne wojny kończą się nieestetycznymi sińcami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ależ, będziemy się chłostać tylko słowem :)

      Usuń
  15. Pf, że bez nóg.
    A na cóż jej nogi, tej komodzie?
    Ważne, by szuflady miała przepastne, na wszelkie nici, szydła, motki i ścinki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szuflady na moje bambetle raczej za małe, to taki biżuteryjny mebel raczej. Znajdzie się zastosowanie!

      Usuń