16.06.2013

Wspomnienia i truskawki

Będąc w ciąży z Dwójką Jarecka obiecywała sobie solennie, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi po urodzeniu dziecka będzie spuszczenie mu lania.
Przez pierwsze pięć miesięcy ciąży Jarecka wymiotowała dzień i noc.
Żołądek w ogóle odmówił współpracy. Nie dość, że nie przyjmował tego, co mu Jarecka aplikowała, ale wcale się nie komunikował z centrum dowodzenia, wskutek czego Jarecka nie miała pojęcia czy jest głodna, czy akurat się najadła do syta i pora kończyć- na wszystko była jedna odpowiedź- paw.
Paw rano. Paw przy przygotowywaniu obiadu, paw po obiedzie. W nocy budziła Jarecką potrzeba udania się do Rygi, gdzie udawała się bezzwłocznie i rozgłośnie.
Po pięciu miesiącach nastąpił wreszcie kres tej mordęgi i Jarecka osiągnęła znów wagę sprzed ciąży, co nie przeszkodziło jej jednak w kolejnych miesiącach utyć dwadzieścia kilo, to z kolei pociągało za sobą kolejne rozliczne atrakcje, jako to bóle miednicy czy puchnięcie nóg.
A końca nie było widać!
Minął termin porodu, kolejny dzień i jeszcze następny...

Pewnego wtorku, jak co dzień, Jareccy udali się do szpitala na ktg. Dyżurowała akurat wyjątkowo niesympatyczna położna- na dzień dobry zrugała Jarecką, że położyła się na leżance nie zdjąwszy klapek- nawet nie dotykają leżanki?-to nic, nie wolno! Jareckiemu dostało się bardziej ogólnie, za to że jest i oddycha tym samym powietrzem.
-O, rysuje się skurcz!- zauważyła Jarecka wpatrzona w zmieniające się na monitorze cyferki.
-To tylko głupia maszyna!- zrzędziła położna- sama pani czuje skurcze albo nie!
Jareckiej zdawało się właśnie, że czuła, ale bała się odezwać.
Po pięciu minutach liczby na głupiej maszynie znów niebotycznie wzrosły a Jarecka poczuła- tym razem na pewno- skurcz, ale powzięła już decyzję: "nie urodzę z tobą, jędzo!" Było jeszcze parę skurczy, ale Jarecka wszystkie przemilczała i badanie dobiegło końca.

(Z tą położną Jarecka urodziła Trójkę. Zaczęła rodzić z inną, ze sławą owego szpitala, ale wkrótce nastąpiła zmiana i na salę wkroczyła znajoma jędza. Zbeształa Jareckiego- za co, nieważne- a potem oddała się swojej pracy z wielkim zaangażowaniem. Dla Jareckiej była troskliwa a nawet czuła i okazała wielką radość i ulgę, gdy Trójka wyszła na świat)

Wprost ze szpitala Jareccy udali się na zakupy, potem do domu. Kolacja, Jaśnie Panicz do spania. Obejrzeli pierwsze dwa odcinki serialu "Lost" i Jarecka udała się do łóżka, skąd po chwili wróciła oznajmiając, że oto były już trzy regularne skurcze i pora jechać urodzić.
Gdy o północy zjawili się w szpitalu, rozwarcie było już na siedem centymetrów. Poród był niedługi lecz strasznie bolesny; ten ból pamiętała Jarecka jeszcze długo. I otóż trzeba Ci wiedzieć, o Czytający, że Jarecka nie należy do tej frakcji, która uważa ciążę za niezwykłe doznanie a poród za akt mistyczny. W jej pojęciu ciąża to dziewięć miesięcy (albo mniej) wyrafinowanej tortury zmierzającej ku krwawej jatce dokonującej się na sali porodowej. Doświadczenia pierwszego porodu nie nastrajały też Jareckiej optymistycznie gdy po bolesnym szyciu leżała na owym madejowym łożu z Dwójką w objęciach.

I jakże się Jarecka zdziwiła, gdy nazajutrz o siódmej rano była w stanie samodzielnie udać się pod prysznic!
A to był dopiero początek niespodzianek, które przyniosła jej ta okrąglutka dziewczynka.
Dwójka spała. Jadła. Jeśli nie spała, leżała spokojnie przyglądając się pogodnie otoczeniu. W dotyku była miękka i przytulna, nie to co Jaśnie Panicz ze swoim wzmożonym napięciem mięśniowym.
Było upalne lato i Jarecka wspomina te kąpiele Dwójki w wanience ustawionej na podłodze w kuchni i strużkę potu płynącą jej samej wzdłuż kręgosłupa. 
Niespodziewanie wraz z drugim dzieckiem dla Jareckiej nadeszły wielkie wakacje.

...

Siedmioletnia Dwójka nie jest już taka łagodna i opanowana jak dawniej, ale jak dawniej okazuje dużo czułości. Gdy ktoś się potknie, zawsze pierwsza pyta czy nic się nie stało. Dużo pamięta. Słowa, ludzi, wydarzenia.

Urodzinowy tort Dwójki zawsze jest pełen truskawek.
W tym roku przyjęcie odroczone, bo Dwójkowe rodzeństwo dopadł tajemniczy wirus, zapewne ten sam, który zaatakował aparaty fotograficzne w Deszczowym Domu. U ludzi bakcyl ten objawia się wysypką i gorączką, u aparatów- śmiercią :(






Po raz pierwszy od kilku lat ceny truskawek  zachęciły Jarecką do zrobienia dżemów na zimę. Objadłszy się truskawkami po same gardło, po zaliczeniu obowiązkowych sezonowych dań, jako to pierogi z truskawkami, ciasto z bitą śmietaną i galaretką  oraz codzienne koktajle na maślance, ekipa Jarecka&Córki (Jaśnie Panicz bawił na Zielonej Szkole) dokonała tych oto przetworów, przy nieocenionym wkładzie cudownego lejka, również widocznego na zdjęciu. To Jareckiej zakup roku! Stosy papierowych ręczników, którymi obcierała zawsze wypaćkane brzegi słoików w tym roku w ogóle nie miały miejsca! Przecudnej urody etykiety to dzieło Dwójki i Trójki, zaś zdjęcia dzięki uprzejmości telefonu.

Truskawkowe pozdrowienia z Deszczowego Domu!





18 komentarzy:

  1. U nas tak samo, jak u Jareckiej: w ciąży nudności przez niekonczące się miesiące, truskawki teraz wszechobecne i trupy aparatow po kątach...Tylko lejka jeszcze nie mamy :-) Pozdrawiamy serdecznie Jarecką i Piąteczkę - Piątaka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lejek to absolutny must have!
      A czy to Piątka czy Piątek to jeszcze nie wiemy :) Po cichu mam nadzieję, że to będzie...ale może nie wypada tak sobie wybierać ;)
      No i co za licho z tymi aparatami? Czernobyl jaki, czy co?

      Usuń
  2. Wiesz co Jarecka? Coraz bardziej Cie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. oh! truskawki....nam się marzą takie nieprzebrane rzesze normalnych truskawek z pola, w przystępnej cenie albo
    najlepiej od Prababci ze wsi... cóż Tutaj tylko " chińskie" z pudełka, o cenie nie wspomnę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję i jeszcze się poznęcam...
      My byliśmy na ziemi wareckiej. Po obu stronach drogi jak okiem sięgnąć truskawkowe pola a przy każdym żona rolnika z pełnymi łubiankami. A każda truskawka ogromna, ciemnoczerwona i słodka. Aż żal, że sezon taki krótki...

      Usuń
  4. Odczuć ciążowych współczuję bo mnie ominęły. W każdej z trzech ciąż ;) No może w drugiej miałam przez pierwszą połowę nudności ale do Rygi nigdy nie dojechałam ;)

    Sezon truskawkowy zaczynam dziś. Truskawki czekają od wczorajszego wieczora na moją inwencję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tej ciąży też nie mogę narzekać, tamta była wyjątkowa.
      A mnie syn męczy znowu o pierogi z truskawkami, bo wtedy go ominęły. Może jutro...

      Usuń
  5. A naleweczka?..truskawkowa...
    mniam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z naleweczką to muszę zaczekać jakieś półtora roku :(

      Usuń
  6. Dodam jeszcze, że Dwójka jest jedynym potomkiem, który doświadczył zaszczytu przecięcia pępowiny przez Jareckiego;)
    Wprawdzie Jarecki był przy trzech porodach ale przy pierwszym położna nie wpadła na to, aby Jareckiemu to zaproponować, a przy narodzinach trójki Jarecki wolał się nie wychylać ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I naprawdę nie należy się Jareckiemu dziwić...

      Usuń
  7. Krew, pot i łzy ;)
    A na koniec truskawkowa konfitura... Czyli jednak warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. Kto by mi nalepki na słoiki zrobił?

      Ha, ha, wiedziałam, że komuś zgrzytnie ten zestaw- poród i dżem :):):):)

      Usuń
  8. O Jarecka zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. I dzięki za przypomnienie, że pora robić dżem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę :) Koniecznie zaopatrz się w lejek :)

      Usuń
  9. Aż zachciało mi się urodzić dziewczynkę :) U nas na takie etykietki nie ma szans. Każdy rysunek to droga przez mękę. Może porównywalna z porodową, kto tam tych mężczyzn zrozumie. Ja nie wiem jak Jarecka ale mnie od zupełnego szału porodu nr 2 uratowała obecność głosu męża. On chyba przez całe życie tyle nie powiedział co w trakcie tego porodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś podobnego, mój syn rysuje wszystko, co zawładnie jego (niezrozumiałą skądinąd) wyobraźnią! A córki polecam, z całego serca ;)

      A mnie tym razem przyszło do głowy żeby zastąpić Jareckiego przy porodzie zaprzyjaźnioną położną. Jarecki, który jest oaza spokoju i ogólnie przytomny, w trakcie porodu traci głowę i nie rozumie co się do niego mówi. Przy tamtym porodzie na przykład zasłaniał mi oczy. Po co? Nie wiem, on też :)))

      Usuń
  10. Ha to mój małżonek najbardziej przytomny był w trakcie porodu. Z życiem codziennym różnie bywa :)) Nic tylko rodzić mi przyszło zatem :)

    OdpowiedzUsuń