11.11.2013

O tym, jak Roman Dmowski wszedł Jareckiej w drogę i jak sam Marszałek pośpieszył jej z pomocą, czyli luźne skojarzenia na okoliczność Święta Niepodległości

Wiedza historyczna Jareckiej jest ukuta wedle odwiecznych wzorców rodzimego szkolnictwa.
Rok bebrania się w starożytności, potem przez wszystkich średniowiecznych królów Ćwieczków, by w ostatniej klasie na dwa miesiące przed wakacjami ocknąć się z ręką w nocniku- rany koguta, a jeszcze całe dwudzieste stulecie przed nami! I tak kombajnem przez wiek dwudziesty, najdalej do drugiej Wojny Światowej - a w szkole wyższego stopnia apiat' od nowa- najpierw powoli jak żółw ociężale... I znów przed maturą- rany koguta, a wiek dwudziesty?
Na własną maturę z historii Jarecka przyswoiła wiedzę o wydarzeniach do wieku osiemnastego - a i ten już po łebkach- sądząc, że jeden z trzech tematów maturalnych musi dotyczyć tego okresu. Zimny pot oblał ją z góry na dół, gdy komisja ujawniła tematy; dwa dotyczyły dwudziestego wieku a  jeden czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego... Jarecka została z plikiem kserowanych tabelek (najważniejsze wydarzenia okresu) w kieszonce wszytej w zanadrze, oraz - szczęśliwie - z wiedzą na temat literatury i sztuki tych czasów (bo matura z polskiego i historii sztuki). Wszystko skończyło się nadspodziewanie dobrze lecz ten przydługi wywód ma dowieść, że nie należy się po Jareckiej spodziewać dogłębnej wiedzy historycznej na temat wydarzeń sprzed  95 lat.
Niemniej do Romana Dmowskiego i Marszałka Piłsudskiego ma stosunek osobisty- jeden wszedł jej w drogę, drugi niespodziewanie ujął się za nią w sprawie sercu najbliższej...

...

Trzy lata temu, jedenastego listopada, Jarecka z bolesnym westchnieniem odłożyła maleńką Czwórkę do szpitalnego łóżeczka-korytka i upewniwszy się, że dziecię śpi spokojnie, galopem rzuciła się do wyjścia. Wypadła z oddziału, przebrała buty, potem biegiem przez korytarze do szatni po kurtkę -  wybiegła ze szpitala i... stanęła jak wryta.
Ulicą płynął wartki potok ludzi.
Samochód Jareckiej stał na parkingu, odcięty od świata tą ludzką rzeką.
- Ro - man Dmowski! Ro - man Dmowski!- skandowali młodzi  ludzie przyodziani elegancko, w krawaty i białe bluzki (tudzież koszule).
Jarecka ruszyła bezradnie chodnikiem wzdłuż tego tłumu sunącego zwartą bryłą jakby to był jeden żywy organizm, jedno płynne cielsko lejące się w dół ulicy.
Bezsilna wściekłość ogarnęła matkę, której śpieszyło się do dzieci, do domu. Komuś trzeba urwać łeb!  (wielonogi stwór zdawał się nie mieć końca)- więc Jarecka chwyciła za telefon i wybrała numer do swojej młodszej siostry Wlepki. Wlepka, która studiowała naonczas w Katowicach i tam powinna być, nie w Metropolii!- odebrała po dłuższej chwili; w telefonie zaś Jarecka usłyszała tę samą wrzawę, która otaczała ją zewsząd.
-To ty??- wrzasnęła - jesteś tu??
Wlepce trudno było przekrzyczeć skandowanie otaczającego ją tłumu, toteż niewiele sobie Jarecka ulżyła. Pokrzyczała na siostrę, że: nie macie co robić? Po co łazić i jej, Jareckiej, zagradzać drogę? A przyjedziesz do nas? Chodź tu i jedź ze mną za Zaogonie!! Pomogłabyś nam lepiej a nie maszerowała i krzyczała!!!
Tymczasem "oddział" eleganckich młodzieńców i dziewcząt, który uniósł już był Wlepkę poza zasięg mściwych rąk Jareckiej, przedefilował już w dół ulicy i cielsko pochodu wygięło się ku Starówce, ale oto bieżył kolejny segment tego stwora - milczące łeby w strojach mniej oficjalnych, w kapturach i z chustkami na twarzach (i nie był to Ku-Klux-Klan!)

Tego już było Jareckiej za wiele.
Wszechwiedzący Narrator ze zdumieniem odnotował to, co się stało.
A Ty, Czytelniku, zważ, do czego zdolna jest matka w desperacji!

Jarecka, która jest nieśmiała, pokojowo nastawiona do ludzi , by nie powiedzieć: pierdołowata, Jarecka, co nie ma odwagi powiedzieć sprzedawczyni, że włożyła jej do siatki obite jabłko czy nie tę drożdżówkę, o którą prosiła, stanęła oto sama jedna  na rogu ulicy i wrzasnęła w kierunku zastępu zamaskowanych łobuzów:
- Pokażcie twarze! Wstydzicie się? Nie macie odwagi się pokazać??

No i trochę Jareckiej ulżyło.

...

Końcem tamtego listopada (mijał czwarty miesiąc hospitalizacji Czwórki, która w dalszym ciągu nie umiała jeść jak należy) Jarecka powiedziała:
-Proszę już mi ją dać do domu. Ja ją będę karmić choćby co dziesięć minut, będę mogła jej lepiej dopilnować niż tutaj.
Pani doktor, kobieta oddana swojej pracy, zamilkła na chwilę, a Jarecka dałaby głowę, że to ulga wypłynęła na pulchną twarz zbrojną w okulary.
-Wie pani, że i ja tak myślę... - zaczęła niepewnie - ...pójdę i porozmawiam z panią profesor.
Już po chwili obie lekarki wkroczyły do sali, czwórkowa doktor perswadowała grzecznie profesorce:
- ...pani mówi, że sobie poradzi - to jest doświadczona matka. To ich czwarte dziecko...
Pani profesor przyjrzała się Jareckiej uważnie acz życzliwie i zadała tylko jedno, zdumiewające pytanie:
- Gdzie pani mieszka?
Jarecka wymieniła nazwę miejscowości.
- Tam jest dobry klimat!- zakrzyknęła pani profesor radośnie - duch Marszałka...!

Jarecka i pani doktor zaśmiały się ostrożnie...
Trzy dni później, gdy z nieba walił śnieg, Jareccy zabrali swoje dziecko do domu.

Czyś ty był Marszałku dobry, czy zły - dzięki za tę przysługę!!!





22 komentarze:

  1. No, ale Jarecka, nie napisałaś, jaka była reakcja zakapturzonych na Twoją pokojową odezwę;) Była w ogóle jakaś? Kierowana obawą o Twe bezpieczeństwo, mam nadzieję, że nie;)
    I popatrzcie ludzie, może i u mnie kołacze się czasami Duch Marszałka i klimat poprawia, skoro przez wieś moją przechodził wraz ze swoimi oddziałami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakapturzeni ledwie rzucili okiem na chudą wygrażającą pięścią babę, czyli Jarecką, za to jakaś ichniejsza markietanka zaproponowała mi swoją twarz do patrzenia, a ja na to, że ja chcę ICH!!!
      No i sobie poszli, bo to już był ogon, Młodzież Wszechpolska się oficjalnie nie przyznała, że jeszcze taką sobie bojówkę prowadzili, tchórzątka małe :)
      No i ja zaraz potem hop w samochód, i do domu!

      Usuń
  2. I ja jestem ciekawa reakcji tej zakapturzonej defilady :)))

    Mało się znamy (jeszcze!), więc śmiem donieść, że i ja z tych pierdołowatych ;) , co to nielubianą drożdżówkę zjedzą bez mrugnięcia okiem, byleby nie robić problemu miłej (czy też mniej miłej) ekspedientce w piekarni. I z zachwytu wyjść nie mogę, że w człowieku mego pokroju może drzemać podobny potencjał ;D Do czego to zdolny jest człowiek w akcie desperacji!!! :)))

    Pozdrawiam Jarecką bardzo serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O reakcji w komentarzu powyżej :)
      Ja sama wyjść nie mogę z podziwu, jaki to waleczny zwierz drzemie w spokojnych ludziach :) POczekaj, niech Cię ktoś dobrze wkurzy ;D
      Trzy razy w życiu zdarzyło mi się unieść gniewem na obcych ( nie licząc epitetów zza kierownicy ;)) a tylko ten raz tak się wydarłam! No nie znoszę takich pseudoodważnych gnojków...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jakie omlety patriotyczne!!!!!! a tymi drożdżówkami i obitym jabłkiem, to mnie Jarecka przy święcie na duchu podniosła, bo ostatnio śliwki brzydkie mi się przydarzyły, a ja nawet nie zaprotestowałam ;) W kupie raźniej! I tym zakapturzonym i tym nieporadnym w "dżungli".
    Odmeldowuję się ze śpiewem na ustach "my Pierwsza Brygada ..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja już nie wspomnę, jakie sobie dałam wcisnąć wiśnie w okazyjnej cenie... Połowa poszła do śmieci...
      Czuj, czuj, czuwaj!
      Właśnie szykuję dziatwie galowe wdzianka i wieczorem idziemy do szkoły śpiewać pieśni patriotyczne... :P

      Usuń
  4. Już widzę oczyma wyobraźni jak Jarecka do nich woła:))) W każdej Matce drzemie Lwica jesli chodzi o sprawy dzieci:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Do Zaogonia to my z Ewką na rowerach jeździły Marszałka wdychać.I Czwórce się dziwkić nie będziemy,że się w tym powietrzu do życia zebrała.Jak taka Jadwiga pilotem WP po Ojcu została,to i Czwórce,na Marszałku karmionej nie wiadomo co jeszcze pisane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czwórka, co się przy jedzeniu dusiła, ledwie zjechała na Zaogonie, zaczęła jeść z piersi jak Pań Bóg przykazał, jakby od urodzenia tylko w ten sposób jadła. I spać zaczęła spokojnie, chociaż się pielęgniarki nade mną użalały, że ja taka biedna, wielodzietna a jeszcze będę musiała Czwórkę nocami na rękach nosić, jak one...
      Strach pomyśleć, co ten Duch Marszałka może...

      Usuń
  6. a ja byłam 3 dni w Sulejówku na konferencji kiedyś... daaawno...duchowo od Marszałka to tam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dom Marszałka jest w Sulejówku, ale od razu zaznaczam, że Sulejówek i Zaogonie to nie jest to samo. Po Zaogoniu hulają tylko, jak się wkrótce okaże, duchy kosmitów :)

      Usuń
  7. A ja byłam kilka dni temu na koncercie Chóru Aleksandrowa- jak ci chłopcy w rosyjskich mundurach zaśpiewali "Czerwone maki na Monte Casino"... Ponaddwutysięczna publiczność na stojąco i ze łzami w oczach słuchała jak zaczarowana... Piękne mamy pieśni patriotyczne. Dlatego zazdroszczę Ci wspólnego ich śpiewania w szkole. Dziś dzieci nie znają już tylu pieśni, co kiedyś. A wiesz, że i Marszałkowi się zdarzyło raz wpaść w porywczość? Idąc ulicą, rąbnął z broni człowieka, który czymś tam zwrócił na siebie uwagę, Dokładnych okoliczności nie znam, bo się nie wgłębiałam w temat, ale jednak taka rzecz miałą miejsce. Miejmy nadzieję, że Jego Duch jednak łaskawszy jest, w końcu "Dziadek" ponoć bardzo lubił dzieci :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci tego koncertu... A śpiewanie w szkole wyszło tak sobie; publika miała teksty inne niż chór, nagłośnienie - jak to na sali gimnastycznej, ale ogólnie ok. Nasze dzieci wiele wyniosły z tej imprezy - kilka saszetek herbaty :DDD
      Takie, proszę ja Ciebie, zaradne ;)

      Ale żeby tak palnąć kogoś ns ulicy? Niedobry Marszałek... Ciekawe o co poszło...

      Usuń
  8. Dobry, dobry, bo jak napisala Atena powyzej Marszalek "lubial"dzieci;)
    A poza tym chcialam zakrzyknac:"Niech zyja pierdolowate", ale jakos , chyba nie wypada;)
    Omleciki bialo-czerwone-klasa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech żyją!!! :):):)
      A omleciki u nas zawsze biało czerwone- Jaśnie Panicz jako kibic reprezentacji narodowej już dawno wprowadził ten zwyczaj. A że rodzice zapomnieli kupić chleb na śniadanie, to były omlety i wszystko się piknie złożyło w całość :)

      Usuń
  9. Słusznie się Jarecka odezwała w sprawie twarzy zasłoniętych, słusznie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Co jest warta idea, której się poprze własną twarzą? A zresztą to zwykłe łobuzy byli, o jakich ideach z nimi dyskutować... Szlag trafia, że bata na nich nie ma...

      Usuń
  10. Tak mi się skojarzyło z Twoim wpisem:) http://media-cache-cd0.pinimg.com/736x/98/53/19/985319bb3fe9a27b884199909f43a5e4.jpg

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bardzo cieszę się, że matką zostałam ,oj też mi się odwaga włączyła i to wieksza niż do tej pory bezdzietnej .

    OdpowiedzUsuń