4.11.2013

Ratunku, lektury!! - czyli narzekanie zamiast narzekania

Mogłaby Jarecka narzekać na wiele rzeczy.
Podziębiona, z zatkanym uchem, ociężała, raz po raz niepokojona braxtonem hicksem (czy też hixtonem braxtonem, jak mawia Jarecki :)) - nie ma dla niej wygodnej pozycji ani wygodnych ubrań. O innych atrakcjach w dobrym towarzystwie wspominać nawet nie wypada.
Ale narzekać Jarecka nie znosi, bo jej to psuje krew!
Tedy sobie ulży zżymając się na szkolne lektury, które jakie są, takie są, ale jeśli dzieci Jareckie zejdą kiedyś na złą drogę, to nie za ich sprawą zapewne...

Żółci się lej, krwi płyń wartko, Jarecka śpij spokojnie.


 ...


W środowe samo południe Jarecka oczekuje Dwójki w ciemnym korytarzu zaogońskiego Domu Kultury. Czwórka na krześle obok, na stoliku- kubek termiczny po herbacie z imbirem i książki z biblioteki piętro wyżej.
Drzwi otwierają się i wychodzi Piękna Aktorka, która uczy Dwójkę plumkać na pianinie, zza jej pleców zaś wyłania się owa udręczona życiem uczennica.
- Czarna owieczka! - wykrzykuje Piękna Aktorka na widok książki leżącej na stole - ach, ile wspomnień!...

Tak właśnie.
Dzieci Jareckie czytają w szkole te same lektury, co ich rodzice - i ich rówieśnicy.

Jarecka jako matka Jaśnie Panicza nie jest udręczona szkolną lekturą- Jaśnie Panicz od początku czytał sam, na dodatek chętnie i ze zrozumieniem. Tylko z Plastusiem rodzice musieli wspomóc, bo to naprawdę kupa czytania! Nadto trzeba było dziecięciu tłumaczyć co to obsadka, stalówka, kałamarz. Na co Tosi bibułka do suszenia atramentu, scyzoryk, po co w łazience wiadro z wrzątkiem (swoją drogą- gdzie przepisy BHP??) Nie był to jednak czas stracony i obfitował w obopólne korzyści.
Jarecka wcale nie jest za tym, żeby Grzegorzem Kasdepke zastąpić kultowe "Karolcię" czy "Naszą mamę czarodziejkę". Nawet ta "Czarna owieczka" to miła książeczka na jeden wieczór, w dodatku pięknie zilustrowana.
Nie da się ukryć jednak, że w kwestii obyczajów wiele się zmieniło od czasu, w którym pewne lektury powstały i czasem Jarecka musi się zapienić.

"Oto jest Kasia".
Ośmioletniej dziewczynce rodzi się siostrzyczka. Kasia ma problem z akceptacją tego faktu (dziesięcioletnia Jarecka-CałkiemInna też miała, gdy przyszła na świat jej siostra, ale tylko dopóty, dopóki nie zobaczyła na oczy tego czerwonego pomarszczonego zwierzątka; dzieci Jareckiej zaś zachowują się zupełnie dla Jareckiej niezrozumiale - kłócą się o to, kto będzie zajmował się Piątką i snują marzenia o wspólnych zabawach). Ok, ma prawo czuć się źle. Ale czy wydaje Ci się właściwe, rodzicu dwudziestego pierwszego wieku, że matka zostawia kilkumiesięczne dziecko pod opieką ośmiolatki, sama zaś udaje się na zebranie do szkoły? Czy nie mogłaby umówić się na indywidualną rozmowę z wychowawczynią Kasi, po skończonych lekcjach na przykład, pod szkołą? Mniejsza z tym, może pani po lekcjach musi mknąć na jedyny w tym dniu ogórkowy PKS, który ją uwiezie do domu daleko szosy. Tak więc Kasia zostaje z maleńką siostrą sama w domu. Jarecka zostawiając swoje kilkuletnie córki na 10 minut  same w domu czuje się jak ostatnia szuja, jak przestępca! Dobrze pamięta, jakie gromy opinia publiczna rzucała na matkę, która zostawiła dwoje dzieci w samochodzie pod szkołą, by odprowadzić najstarsze na lekcje. Zdarzyło się, że maluchy się odpięły i narozrabiały- samochód się zapalił... Nic się nikomu nie stało, jeśli nie liczyć matki, która została odsądzona od czci i wiary publicznie, za to, co wydaje się zrozumiałe a nawet oczywiste matkom w takiej jak ona sytuacji.
Ale o tym, że mama wychodzi z domu na dwie godziny zostawiając w nim dwoje dzieci- wszak trututu! -ZEBRANIE!!- dzieci czytają jako o czymś normalnym, a właściwie zupełnie nieistotnym, nawet w kontekście tego, co się stało. A stało się to, że mała Agnieszka szczęśliwie uratowana przed uduszeniem poważnie się rozchorowała. I to Kasia zostaje wskazana jako winowajczyni tego stanu rzeczy!
Patologia, ludziska, Chiny, Uzbekistan i Indie.

...

- Mam jeszcze jedno zadanie - obwieszcza Jaśnie Panicz wieczorem (a Jaśnie Panicz zazwyczaj odrabia lekcje sam, rzadko prosi o pomoc) - muszę napisać kilka zdań na temat: Czy Pinokio zasłużył na to, żeby być chłopcem?



Jarecką w momencie trafia szlag, co na zewnątrz objawia się głębokim westchnieniem i opadnięciem powiek, wskutek czego Jarecka upodabnia się do Garfielda.
I teraz niby ma zasiąść z własnym synem i odbyć sąd nad Bogu ducha winnym pajacem... A za jakież to zasługi ona sama, Jarecka, nagrodzona została swoją rodziną na przykład? I na cóż kładzie dzieciom do głowy, że to, co najlepsze, dostaje się w życiu za darmo? "Synu, nie znoszę, jak jesteś z rana taki upier... (tu następuje długa wyliczanka tego, czego Jarecka nie znosi), ale i tak cię bardzo kocham, jesteś super chłopakiem"- a czy miłość Dżepetta nie wystarczyła, żeby Pinokio mógł zostać sobą, głupiutką zabawką? Trzeba go było przeorać, zmienić, i dopiero wtedy mógł uchodzić za pełnowartościowego?
Możliwe, że Jarecka już nie pamięta dokładnie treści tej lektury. Całość czytała w swoich szkolnych latach, potem już tylko uproszczone wersje dla maluchów zdobne w disneyowskie obrazki. Możliwe więc, że nie jest ta książka jeżącą włos na głowie mroczną historią, gdzie na każdym kroku nieszczęsnego Pinokia spotykają przykre, ba! - straszne! - przygody.
(Tu Wszechwiedzący Narrator spogląda wyczekująco w kierunku polonistów- o co chodzi z tym Pinokiem? Zasłużył sobie, czy nie zasłużył? Jak i na co? I czy musiał?)






Nazajutrz o poranku Jaśnie Panicz ze stoickim spokojem przygląda się, jak jego matka sypie w stojące przed dziećmi miseczki płatki śniadaniowe i zalewa je mlekiem. Gdy dziewczynki biorą się do jedzenia, syn zaczyna wić się i skwierczeć.
- O co chodzi? - pyta Jarecka.
- Ja chcę kanapkę - jęczy Jaśnie Panicz.
Garfield wypływa na oblicze Jareckiej. Raz, dwa, trzy...
- OK, jak zjesz płatki.
- Nie chcę płatków...
- Synu. Patrzyłeś jak robię te płatki i nie powiedziałeś ani słowa, że nie chcesz. Dziewczynki już jedzą, ja nie mogę zjeść za ciebie, bo za chwilę jadę na badanie i muszę być na czczo. Zjesz płatki - zrobię ci kanapkę.
Jaśnie Panicz odmawia, więc Jarecka oznajmia:
- dobrze, w takim razie zapłacisz za śniadanie, które się zmarnuje.
- Ile??- wykrzykuje poruszony Jaśnie Panicz.
- Eee...trzy złote (jędza Jarecka! Złoty pięćdziesiąt byłoby aż nadto!)

Albowiem, zapamiętaj Czytelniku, to co NAJLEPSZE dostaje się w życiu za darmo.
A przecież łatwo można sobie wyobrazić śniadanie lepsze niż płatki z mlekiem, prawda? :)

52 komentarze:

  1. Jejku, Jarecka poruszyła w Sylwii taką cieniutką niteczkę, co to na włosku wisi, tym Buratino. Bo kiedyś się Sylwia bez pamięci kochała w takim jednym, co to wolał taką jedną, co to ją inni koledzy Buratino przezywali, ku uciesze Sylwii ;)))
    Aby do śniadania! Czuwaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jakiś frajer, co wolał Buratino zamiast Sylwii! Teraz pewnie żałuje :)

      Aby do śniadania? Do pączka, co go będę musiała sobie kupić, bo się u Ciebie napatrzyłam... ;)

      Usuń
    2. hi, hi!! ;)))

      Usuń
    3. A ja głupi dałem się zwabić Jareckiej i zajrzałem na "two tea to room two two" .....JA CHCĘ PĄCZKA !!!

      Usuń
    4. Ja nie smażę, mowy nie ma. Ciasto drożdżowe piekę, ale pączki kup jak będziesz wracał.
      Dla mnie i dla nr5 osobno.

      Usuń
  2. Dobry wieczór! Czuję się wywołana do tablicy :P Łomatkojedynajareckotymoja, to o Kasi jeszcze się czyta w szkole??? Ja uczę w klasach IV- VI i z wymienionych przez Ciebie lektur ino " Pinokio" mnie obowiązuje- w klasie IV :) Kasię pamiętam ze swoich lat szkolnych. Rzeczywiście, jeśli jest to lektura, w dziesiejszych realiach książka nie do przyjęcia. Aż dziw, że nikt u góry nie zwrócił na to uwagi. A tak kombinowali przy kanonie lektur... Z Pinokiem kłopot jest taki, że ma być on przykładem dla dzieci, przykładem zmiany na lepsze. Drewniany pajacyk był od poczatku niegrzeczny, musiał przejść szereg nieprzyjemnych przygód, żeby się poprawić, zrozumieć swoje złe postępowanie i w końcu stać się prawdziwym chłopcem, o czym marzył. Dydaktyka jest tu tak widoczna, że aż niedobrze się robi:) Nawet uczniowie wyczuwają, że intryga grubymi nićmi szyta. Tendencyjność i stereotypy. Ale co zrobić? Minister kazali, ja muszę przekazywać... Ale za to Karolcię kochałam serdecznie i marzyłam, że też znajdę taki koralik :) Nawet podobny niebieski mamie podkradłam ze szkatułki z peerelowską biżuterią, ale nie działał... Tymczasem dziś syn mój niespełna trzyletni, po obejrzeniu filmiku reklamującego odkurzacz parowy, wlał kubek soczku do mojego biednego, starego odkurzacza... Też nie działa... Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co, jest niegrzeczny, że soczku malał? Nie, jest ciekawy świata, kreatywny, miał dobre chęci- jak Pinokio, gdy przedstawienie chciał zobaczyć i pieniądze rozmnażać... A że głupiutki, jak to dziecko, i niuansów nie ogarnia- czy za to trzeba karać? Współczuję, że musisz ten kit pociskać uczniom... No i dzięki za występ przy tablicy ;)))
      A Karolcia super, choć pojawienie się Filomeny to były dla moich dziewczynek sceny rodem z horroru. Ale same sobie winne, słuchały "na sępa" ;D

      Usuń
    2. Wprawdzie "Pinokiia" określiłabym jako dydaktyzm nieco zbyt natrętny, ale zwrócić należy uwagę, że w tej książce napiętnowane jest przede wszystkim KŁAMSTWO - jako źródło zła wszelkiego (cechą charakterystyczną pajaca jest wydłużający się nos w chwili kłamstwa). Biedaczyna nierzadko miał dobre intencje. I to jest pokazane w książce. Nie jest chłopcem idealnym, ale ani narrator, ani tym bardziej wróżka go nie potępiają. Wręcz przeciwnie. Ze strony kochających go osób doświadcza przebaczenia, a na poprawę nigdy nie jest za późno. Książka uczy, że każdy może dążyć do doskonalenia się, do wyzbycia się brzydkich wad. I w tym upatruję jej pozytywnej wymowy...

      Usuń
  3. Chyba muszę wprowadzić opłaty za niezjadanie posiłków, liczę cicho na ich sknerstwo (moich dzieci znaczy)......
    Co do lektur..... pamiętam, jak mój biedny syn musiał czytać Anię z Zielonego Wzgórza, nie dał rady.........
    podobnie poddał się przy Królu Maciusiu I , ale ja tu nawet go nie zmuszałam bo też wysiadłam po kilku stronach głośnego czytania (taka byłam dobra, że się zaoferowałam jako lektor), co jednak nie przeszkodziło mu połknąć Miziołków, Tuneli czy Zwiadowców (11 tomów) i innych bardziej dostosowanych do wieku i czasów nam panujących..
    Pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż zrobić, z gustami się nie dyskutuje, prawda? Lepiej czytać Harleqiny niż wcale nie czytać- mówiła pewna pani doktor na mojej uczelni. A ileż katuszy jeszcze przed naszymi dziećmi- "Ludzie bezdomni"!!!- trauma mojej młodości! :)

      Zwiadowcy, powiadasz... Nie znam- jeszcze ;)

      Usuń
  4. Dla mnie największym horrorem był "Łysek z pokładu Idy". Po czymś takim jest się od razu psychicznie gotowym na "Pożegnanie z Marią". Nie pamiętam, która klasa to była ale do dzisiaj mi się chce ryczeć, jednym słowem trauma na całe życie. Czarownice i inne złe duchy mnie jakoś nie ruszały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o psie, który jeździł koleją?
      Znam takich, co w ogóle nie zdradzili swoim dzieciom że Lampo kaput w czasie swojej bohaterskiej akcji! Że niby ten grób, o którym mowa na końcu, to dużo dużo później; cóż- wcześniej czy później każdy będzie miał jakiś grób...

      Usuń
    2. o Matko! ja własnie czytałam starszakowi o psie i przyznam się, że nie do końca. Sama przeczytałam zakończenie to od razu wiedziałam, że moje dziecie tego nie przełknie. Chętnie bysmy poczytali jakeś pozytywne książki dla 7 latków.

      Usuń
    3. A właśnie! Ja pamiętam, jak mnie dławił płacz, gdy jako dziecko dobrnęłam do końca "psa, który..."
      Brrr
      Potem to już naprawdę, jak pisze Kot, "pożegnanie z Marią" niestraszne...
      Mamo chłopaków, mój syn od zawsze kochał Mikołajka! Co prawda trzeba się wykazać refleksem żeby zamiast "dupek" czytać bubek, albo- niech tam!- głupek, ale warto, ubaw po pachy :)

      Usuń
    4. A ja sobie myślę, że dzieciom należy pokazywać świat takim, jaki jest. Nie idealny, nie zabwny, nie tylko wspaniały, gdzie wszystko szczęśliwie się kończy. trzeba wybierać książki, które mówią prawdę o świecie i ludziach. I takie, które uczą jednocześnie, jak z trudnymi momentami i emocjami sobie radzić. Nie tylko śmiech, ale i wzruszenie jest potrzebne. Ono najbardziej uczy wrażliwości.. chyba...

      Usuń
    5. Zgadzam się z Tobą! Dlatego lektura "O psie...", choć smutno się kończy, jest moim zdaniem pożyteczna. Chodzi o to, że w Pinokiu jest tyle znęcania się nad pajacem... To za dużo, jak dla mnie

      Usuń
  5. Najstarsza czyta lektury bez problemu. I to do przodu jakąś 1 czy 2 klasy ;) więc nawet nie wiem co o czym, bo jakoś ze szkoły nie pamiętam.
    Opłata za śniadanie ciekawa rzecz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, jak się Jarecka spodziewała, żadna wpłata ze strony JP nie zasiliła domowego budżetu :( a śniadanie poszło w szambo :(

      Obawiam się, że z Dwójką ominie mnie luksus nie interesowania się lektur. Tę "czarną owieczkę" młody czytał sam, a Dwójeczka owszem, przedukała całość, ale z obawy o zrozumienie tekstu, musiałam robić za lektora.
      No dobra, przyznam się- wolałam czytać "czarną owieczkę" przed spaniem niż setny raz trzy świnki czy panią Mrugalską... ;)

      Usuń
    2. Ja tam jak już czytam to zawsze jakąś Basie ... ;) Chociaż starsza marudzi ale ja lubię ;)

      Usuń
    3. U nas wieczorem czyta tato -1 lub 2 bajki i ma zasadę zawsze nową. NIE czyta drugi raz.. Moje zadanie przytachać coś z biblioteki. Po 12 wypożyczam.

      Usuń
    4. Ja też nie lubię w kółko to samo, ale dzieci uwielbiają i wydaje mi się to dobre dla ich rozwoju- już się nie będę zanadto wgłębiać w temat, ale "poświęcam się" :)

      Usuń
  6. Mój szczęśliwie też czyta sam :D Jak już coś nie wie, to się przemogę i postaram dopomóc. Bez analizy. nic nie poradzi człowiek zwyczajny na listę lektur obowiązkowych. Trzeba je znieść, przetrawić, napisać czego oczekuje pedagog i tyle. Nawet się ze strachu nie zastanawiam, czego one miały uczyć...
    Pożałował Panicz złotówek i zjadł płatki? (pytam czy opłata skuteczna :D ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, skuteczna... ;)
      Ani on nie zjadł, ani nikt, ani trzech złotych się nie doczekałam :)
      Ja dopiero teraz odkrywam "bogactwo" szkolnych lektur... Pomagam mu robić tę debilne zadania właśnie wg klucza "czego oczekuje nauczyciel- a raczej autor zadania" (bo mam bardzo dobre zdanie o zdrowym rozsądku polonistki JP) ale nie mogę się powstrzymać od osobistych komentarzy. Niech dziecię wie, co matka na to. I niech wie, że i on nie musi łykać wszystkiego jak młody pelikan ;)

      Usuń
    2. Też się zastanawiam jak to powiedzieć dziecku, jak nauczyć, że swoją opinię dla siebie i do ludzi a w szkole to co pani sobie życzy?
      Bo chcę mieć dziecko myślące, wyrażające opinię ale jednocześnie jak to delikatnie rozgraniczyć od tego co chce szkoła... ?

      Ja to nawet miałam taką w LO co to swojej opinii o wierszu wyrazić nie można było. Najpierw trochę mi się chciało a potem ...cóż swoją opinię miałam dla siebie. I dla innej polonistki na maturze z którą świetnie dyskutowało mi się o poezji ks. Twardowskiego ;) (moja polonistka mnie na maturze olała ;) )

      Usuń
    3. Rzecz się pewnie rozbija o osobę nauczyciela- jak jest mądry, to rzecz odpowiednio naświetli, -ALE! w książkach są zadania tak głupie i "kwadratowe", że ja nie wiem, czy nawet dobry nauczyciel to wyprostuje...
      Wyrażanie swojego zdania w szkole też różnie może się skończyć- znów: zależy od nauczyciela... Grunt, żeby w domu dać im okazję szczerze się wygadać- i sobie też przy okazji ;)

      Usuń
  7. Oto jest Kasia - to pierwsza lektura której nie przeczytałam, za to nieostatnia - ba! pierwsza na liście jakże długiej i zapisanej na zwiniętym papirusie, który wciąż leży gdzieś tam w otchłani mojego...hmmm...poczucia winy? nie-e! raczej - jak to zwykła mawiać moja matka - krnąbrności.
    żyję, mam się dobrze, nawet dwa fakultety na studiach i doktorat w drodze - ha! będzie git ;-)
    a opłaty za marnotrawstwo jedzenia też, powiedzmy, że wprowadziłam - aczkolwiek niematerialne, gdyż dzieciongi jeszcze stałych przychodów finansowych nie mają, ale są to formy takie funkcyjne, domowe różne, typu: wymieszaj ciasto na muffinki z niezjedzonej porannej kaszy i daj mamie, by je upiekła ;-) choć u nas mega rzadkość, bo generalnie mam dwa odkurzacze jedzeniowe ;-)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! :)
      Też bym nie jadła śniadań, jakbym miała w perspektywie, że będą za to muffiny :):):)

      U nas to też wielka rzadkość- niezjedzone śniadanie, więc nie miałam opracowanej strategii na taką ewentualność :)

      Usuń
  8. Zanim moi zdazyli sie polskich lektur naczytac, zostali wywiezieni z kraju;) Chociaz synus troche tego liznal, bo podstawowke cala zrobil. Najbardziej Karolcie lubil:) A teraz moja corka, "checia wlasna", Pana Tadeusza czyta. Myla sie jej postaci, ale generalnie zapalala uczuciem do Mickiewicza. Co rodzicow, zakochanych w Stepach Akermanskich-nie dziwi;)
    Sciskam delikatnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach!
      "To błyszczy Dniepr, to weszła lampa Akermanu"... Aż mi się włos jeży, takie to piękne!
      Na szczęście są i świetne książki, które, gdyby nie były lekturami można by przegapić, np. Akademia Pana Kleksa, Bajki Robotów. A w liceum Szulc, Gombrowicz- dla mnie bomba!
      Zdaje się, że Akademia Pana Kleksa to lektura także we Francji?

      Usuń
    2. Cholibka, a to mnie zaskoczylas! Nie wiem, a byloby dobrze, bo to swietna rzecz, ten pan Kleks, moj ulubiony:)

      Usuń
    3. No tak... A ja znam dziecko, które z przerażeniem czytało o Golarzu Filipie i mechanicznej lalce, która dokonywała spustoszenia w Akademii Pana Kleksa... I długo w noc zasnąć nie mogło Odbiór jest bardzo różny i zależy od wrażliwości...

      Usuń
    4. Tak,golarz Filip... Albo inwazja wilków na królestwo Mateusza...
      To naprawdę straszne, zgadzam się.

      Usuń
  9. A ja się ostatnio dowiedziałam od mojego rodziciela, że będąc w wieku mojej córki (niecałe 4 lata!) zostawałam sama w domu na 2,5 godziny! Codziennie! Nie zaakceptowałam opiekunki-sąsiadki i podobno oświadczyłam, że wolę zostawać sama i rodzice się na to zgodzili. Dużo się zmieniło przez te 30 lat, oj dużo....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż zadrżałam o Twoje życie i zdrowie! :) swoją drogą, ciekawe co Ty wtedy robiłaś?
      Mnie się zdarza nie widzieć mojej trzylatki przez- nawet- godzinę... Ona się bawi u siebie, ja pracuję w pokoju obok i nic złego się nie dzieje. Ale żebym tak miała na tę godzinę wyjść- nie do wiary, co? ;)

      Usuń
  10. Jarecko kochano, nie pamiętasz "Pinokia" najwyraźniej ZUPEŁNIE, tam o milości Dżepetta za darmo NIC nie bylo! To jest straszna ksiązka, okropna, mój najstarszy tez ją przerabiał, co sie w temacie odzywal, ja warczalam, bo przekaz "Pinokia" jest dla mnie niewybaczalny, az wreszcie nie wytrzymalam i powiedziałam mu, czemu warczę (wczesniej się hamowałam, zeby mu odbioru nie wypaczać moimi sugestiami), ale jak się okazało, dziecko i tak zauważyło to, co i ja. Na "Desantowej" popełniłam tekst o "Pinokiu", przeczytaj, bo co ci tu będę pisać komentarz na dwa tysiące słów...

    OdpowiedzUsuń
  11. O "Oto jest Kasia" też napiszę, i nie tylko o rodzicu, co wychodzi na dwie godziny, o, nie... (zgrzyt zębow)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, uprzedzałam, że pewnie dobrze nie pamiętam tekstu, w disneyowskich wersjach Dzepetto jednak Pinokia kochał :P
      Pędzę zatem na desantową (ach czemuż Ty nie linkujesz każdego swojego tam artykułu z osobna?) I czekam na to o Kasi.
      A na koniec pójdę do szkoły z odezwą...

      Usuń
  12. Tez mam stany przedzawałowe jak mam dzieci zostawić na 5 min, by skoczyć na dół po bułki. A jak był jeden tylko to wcale nie wychodziłam, nawet wyrzucic śmieci. Zaraz miałam wizję, że wpadam pod samochód a on tam sam zostaje. Brrr
    Szczęsciem lektury jeszcze przed nami, choć niedługo to potrwa. Swego czasu zaczytywaliśmy się w Muminkach, które tez mają kilka elementów dziś nie do przyjęcia. Zresztą bajki tv z dawnych lat też są niepokojące, dzieci są w nich bite za złe zachowanie. Wciąż szukam ciekawych pozycji to wieczornego czytania. Dla dziewczynek jakby łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla dziewczynek łatwiej? Zamieniam się w słuch!

      Usuń
    2. Aniu, ja jak były całkiem małe nawet w toalecie się nie zamykałam na te - przecież - kilka sekund. Teraz mam taki luz bo nawet do sklepu na końcu uliczki mogę pójść :) interesuje mnie, co niewłaściwego znajdujesz w Muminkach? Tzn. zgadzam się, że tam może tu i ówdzie zgrzytnie, ale ciekawa jestem, co TY uwazasz za nie do przyjecia. Ja w ogóle uważam, że to raczej książki dla dorosłych, choć kocham od zawsze.
      Monika! - ja też uważam, że dla dziewczynek łatwiej ale pewnie dlatego, że akurat moje dziewczynki potrafiły dłuuugo się skoncentrować na słuchaniu. Syn był niecierpliwy, nie mógł usiedzieć w miejscu. To pewnie kwestia indywidualnych predyspozycji, bo jakość książki czy historyjki zdawała się być tu bez znaczenia...

      Usuń
    3. Ale ja nie kwestionuję, że dla dziewczynek łatwiej. Gabi uwielbia książki, więc ogólnie nie mam z tym problemu. Za to chętnie usłyszę konkretne przykłady. Skoro napisałaś już, że i o tym postukasz, żadnych więcej wniosków nie zgłaszam (na razie) i już się cieszę ;).

      Usuń
    4. Co bym czytała dziewczynkom? hmm choćby właśnie Muminki (czytam je moim chłopcom ale nie znam innych którzy by chcieli o nich słuchać), baśnie wszelakie o Kopciuszku, śpiącej królewnie, czerwonym kapturku. chłopcy jakoś nie lubią księżniczek ;). Musiałabym się bardziej zastanowić. Troche uogólniam, jednak chłopcy na podwórku bawią sie w wojnę, strzelanie, pościgi, piłkę. Jak tu dobrac ksiązki na dobranoc, żeby nie były brutalne.
      A w temacie Muminków. Bardziej mnie zaskoczyły niż zaszokowały sytuacje, na które nie zwracałam uwagi czytając Muminki w dzieciństwie. Uśmiałam się z tego, że Tata Muminka uprawiał tytoń w ogródku, Włóczykij w niedzielę palił Tytoń z Malin i uratowane dzieci w podziękowaniu podarowały mu właśnie tytoń i bodajże tabakierkę (juz nie pamietam), uwielbiam rewelacyjne podejście Mamy Muminka do dzieci, zero stresu o bezpieczeństwo, oraz rozdział w którym Mama ma dośc dzieciarni i każe się im wynieść na tydzień do groty ;), oo było jeszcze świetowanie odnalezienia Torebki ponczem, czy tez Mimbla, która zostawia Małą Mi u Muminków żeby od niej odpocząć. Takie małe szczegóły. Zaraz sobie wyobrażam jak w dzisiejszych czasach by sie tego czepili.

      Usuń
    5. I wino palmowe Tatuś regularnie pędzi :)
      W ogóle taka Mała Mi to by nie miała w polskiej literaturze miejsca... Dużo takich złośliwców u Tove Jansson ale nikt nie mówi o nich niegrzeczni- nie ocenia się ich, są, jacy są i mogą tacy być.
      Bardzo lubię za to skandynawską literaturę dla dzieci.

      Usuń
    6. albo taki Muminek w "Zimie w Dolinie Muminków", wiekszość czasu jest zły i wsciekły, nie lubi nikogu, nic mu się nie podoba. W tv natomiast taaaaki pogodny :D

      Usuń
  13. Jako antidotum na narzekanie proponuję sporządzić listę lektur polecanych dla Smyków i Starszaków (na ten moment interesuje mnie wiek 1+, ale chętnie się dowiem, co czytać / czytają starsze). Do czytania i oglądania. Sama mogę co nieco dorzucić :). Ps. Jarecka ma ostatnio takie tempo, że nie nadążam. Podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd się przyznać, ale: primo: ja już nie pamiętam, co lubią tak małe dzieci! Niby Czwórka ma dopiero trzy lata, ale ona już zdobywała szlify przy starszym rodzeństwie, ja zaś przy tej gromadce mam coraz mniej czasu, by przyjrzeć się akurat jej... Teraz jednak jej hitem są książeczki Beatrix Potter. No i wciąż zbiory książeczek z naszego dzieciństwa "poczytaj mi mamo". Już się cieszę że idą święta i będzie pretekst żeby kupić kolejny tom :)
      Secundo: lekturę dla dzieci dobieram wedle własnego gustu! :) zarówno jeśli chodzi o treść, jak i o stronę graficzną. A zresztą, niech będzie, wkrótce napiszę o tym więcej :)

      A z tempem Jareckiej to jest tak: mamy jesień, kiedy zawsze rozpiera ją energia. Tej jesieni jednak wszelkie aktywności są ograniczone z uwagi na Jareckiej stan. A klepać w klawiaturę można nie bacząc na wielki brzuch i brak sił, tudzież inne "atrakcje" :):)

      Usuń
  14. Nie mogę pisać o szkole w ogóle, bo m od razu ze złości ręka drży i zaczynam tak naparzać w klawiaturę, ze się boję o stan kompa. Lektury masakra jak dla mnie. Konia z rzędem temu dzieciakowi, który w VI klasie machnie Ogniem i mieczem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam podobnie w temacie szkoły... Cóż, już się pogodziłam z tym, że w chodzeniu do szkoły nie chodzi o naukę- to jakiś mikro model wszechświata, w którym nasi mali ludzie muszą się nauczyć funkcjonować na resztę życia...
      Ogniem i mieczem- nawet nauczyciele się poddają i zabierają dzieci na te chłamowate "superprodukcje".
      Ech, temat rzeka...

      Usuń
  15. Gdybym ją musiała płacić za niezjedzone posiłki byłabym czołowym dłużnikiem w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń
  16. "To, co najlepsze, dostaje się w życiu za darmo". W chwili, gdy się ten dar otrzymuje, to wydaje się darmo. Ale przyjęcie go wymaga ogromnej odwagi. Bo aby go nie stracić, trzeba wiele poświęcenia, trudu, wyrzeczeń, nierzadko łez... W każdy dar wpisane jest też niestety ryzyko utraty... Więc czy na prawdę darmo...?

    OdpowiedzUsuń
  17. W sprawie lektur.. no to u jeszcze piszę... Klasa II "Zaczarowana zagroda" - Moje dziecko grzecznie przeczytało jak tylko Pani zadała a po miesiącu test znajomości lektury.. Patrzę na ten test i oczom nie wierzę: pyt.1 Gdzie ma miejsce akcja? a) na Arktyce, b) na Grenlandii, c) na Antarktydzie hym... moje dziecko wie:) ja zabij mnie nie wiedziałam wszystkie odpowiedzi są dla mnie prawdopodobne.. kolejne .. Jakiego gatunku były pingwiny? a) Adeli b) cesarskie c)królewskie ?? No słyszałam jak czyta ale aż tak szczegółowej pamięci to nie mam... i jeszcze kilka podobnych.. więc cichutko pytam ją zajrzałaś do kogoś żeby zobaczyć jaką odpowiedź wpisać? " No co Ty mamo! przecież ściąganie jest nieuczciwe po pierwsze a po drugie siedziałam sama..:)" ... coż... jednak dzieci są genialne- pozostaje nam tylko wierzyć że maja to po nas.:)

    OdpowiedzUsuń