18.12.2015

O tym, że nie warto wykorzeniać złe nawyki




Wieczór, pokój dziewczynek.
Zamaszystym krokiem nadchodzi Jarecka i nakazuje Piątkowi opuścić lokal i udać się do własnego łóżka (dużego. Z dużą pościelą. Kiedy to się stało?).
- Ale mamo, on właśnie został członkiem klubu, który założyłam!  - protestuje Dwójka.
- Jakiego klubu?
- CCW.
- ?
- Czytam Codziennie Wieczorem.

...

Kilka dni później.


Jarecka: dziewczynki! - Teraz już szybko: łóżka, piżamy, zęby i spać!
Czwórka: - a czytanie?
Jarecka: - no czytać możecie,oczywiście, jak zrobicie wszystko inne.
Po chwili zwęszywszy okazję do rodzicielskiej gadki-szmatki, dodaje: - na to zawsze musicie znaleźć czas, ja też czytam codziennie przed spaniem.

Aj, jak bolesne to wspomnienie! Czwórka, która zasypia o dwudziestej otwiera oczy szeroko i bezbrzeżnie zdumiona, z niedowierzaniem, pyta:
- Mamo, TO TY CZYTASZ???


Aj aj. Było nie porzucać haniebnego nawyku czytania przy jedzeniu.


27 komentarzy:

  1. Czytać nie musisz. Chociaż kartki dla pijaru przerzucaj ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że zużycie zakładek do książek wystarczy :)

      Usuń
  2. Ja czytam przy jedzeniu jedynie, gdy jestem sama.
    "Mamo, jak ty chodziłaś do szkoły, to pani bibliotekarka was nie uczyła, że nie wolno?!"
    Ekhem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pal licho! tak, i ja zarzuciłam ten nałóg po takich właśnie interwencjach, lecz kiedy mnie ma oglądać z książką? O północy już śpi i chrapie :))

      Usuń
    2. Otóż to. Tyle, że o północy to i ja już czasem chrapię, a pod mą ręką przygnieciona książka błaga o uwolnienie. Mając do wyboru zagniecenie lub zachlapanie (które to czynności i tak dokonują się, gdy dziecia nie ma w pobliżu) wybieram zdecydowanie to drugie ;)

      Usuń
  3. O tak, rozkoszny to nałóg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zawsze upapram, niestety, ZAWSZE.

      Usuń
    2. Czytnik. Czytnik w miarę łatwo wyczyścić :)

      [Niestety zaraziłam nałogiem starsze dziecko, ale on zwykle tylko gazety czyta przy jedzeniu, więc luz. Młodszy niestety odporny na nałóg czytania :(]

      Usuń
    3. Czytnik rzeczywiście mało kłopotliwy przy jedzeniu ale ja średnio wielbię czytanie z czytnika. A jeszcze ostatnie moje lektury są wielkości pustaków i zwyczajnie nie mieszczę się z tym przy stole :)

      Usuń
    4. Co do zdziwienia dzieci, że matka czyta (ba, że potrafi czytać ;-)) - znam to panie, znam. Też, wychowawczo, musiałam porzucić czytanie przy konsumpcji, więc pozostawało przed spaniem, gdy dziatwa już słodko spała.

      Czytnik na pustaki jest jak znalazł. Też się nie mogłam przekonać. Ale w końcu dom z gumy nie jest, a książek przybywało w tempie zastraszającym, więc część musieliśmy pożegnać z bólem serca. Los taki spotkał moją ulubioną Agatę Christie. I tu nadchodzi moment, gdy się przekonałam... Do czytnika. Cała się zmieściła. Agata. Na czytniku :-). Pełnia szczęścia. Poupychałam w tym małym dziwactwie co się dało i jeszcze mam miejsce. Noszę go wszędzie ze sobą - mam chwilę, pyk, odpalam i se czytam. Nieraz już mi życie uratował. Czasami trudno się prowadzać z wielkimi klocami, zwłaszcza, że zamiast torebki ma się torbiszcze zawsze tak ciężkie, jakby się w nim pustaki na budowę nosiło, a książka dodatkowo obciąża już i tak skamlący o litość kręgosłup. A tak, małe urządzonko i cała biblioteka idzie razem z tobą.

      Pozdrowienia - silvarerum :-)



      Usuń
    5. Jeszcze to lubię w czytniku, że zakładka nie wypada :)
      Ale po prawdzie, to już nie o nośnik się rozchodzi ale o sposobność do czytania. Albo księdze za kierownicą albo za sterem, o :)

      Usuń
  4. Ja jakoś mam słabość do takich śladach użytkowania książek,ołówkowych adnotacji, wyszmelcowanych rogów, miejsc od mokrej ręki przewracającej kartki w kąpieli. To chyba Libera napisał w "Madame" o brązowawym półksiężycu po kubku z herbatą na karcie podręcznika historii. I od tej pory Starożytny Egipt miał dla niego zapach i smak herbaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie zupełnie nie przeszkadzają takie ślady użytkowania (plamy po jedzeniu, pomarszczone od kąpieli kartki), ale adnotacje na temat treści książki owszem. Kiedy wracam do książki jestem już inną osobą i te wnioski sprzed lat zakłócają mi odbiór.

      Usuń
    2. Plamy ani poszarpane rogi tez mi nie przeszkadzaja.
      Ale ja zakreslam krechy na marginesie, jak mnie cos szczególnie zachwyci. Lubie potem czasem przejrzec taka ksiazke z zakresleniami, to jak wyjadac rodzynki z ciasta! :)

      Usuń
    3. A ja sobie zaznaczam jakąś zakładką. no i później mam niemal pękatą książkę bo zakładką może być wszystko-bilet, chusteczka, ulotka jakakolwiek, etc. Ładne to z księżycem.
      Pozdrawiam serdecznie
      Joanna z córką z księgarni:-)

      Usuń
    4. W roli zakładek lubię jeszcze etykiety z włóczek i i bilety z odległych muzeów. Czasem zakładam telefonem ale nie polecam. :)

      Usuń
  5. Lepiej czytać jedząc flaki,
    niż w czytaniu posiąść braki.

    Lepsza książka w konfiturze,
    niż w czytaniu przerwy duże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie, rozumiesz, wyobrażałam, że jak odłożę książkę, będę więcej konwersować ze współbiesiadnikami. Eeee nie do końca sie udało. Może i więcej gadam, ale same głupoty typu: weź łokcie ze stołu, nie bierz takich dużych kęsów, itp.

      Usuń
  6. I jeszcze czytać umiesz... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje najstarsze dziecko zaczytuje się w książkach Holly Webb (tylko nie w tych o kotkach bo "koty mnie nie kręcą mamo" :)) a ja czytam jadąc autobusem do pracy... nie ważne kiedy i gdzie... ważne aby czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje znoszą te o kotach jedna za drugą. Nie komentuję, nie obrzydzam ale delikatnie wykręcam sie od czytania. Teraz już nie czytam i codziennie, ale jak czytam to sama wybieram, co. I tyle mojego wkładu w dobór lektury (plus książkowe prezenty, rzecz jasna ;))

      Usuń
    2. Nie czytam IM codziennie :)

      Usuń
  8. U nas czasami ogłaszamy CZYTALSKI obiad ( kolację, czy śniadanie) i wtedy to już nie jest zły nawyk :) Wprowadzamy tylko ograniczenia formatowe. A samo słowo wzięło się stąd, że Najmłodsza ( wtedy chyba czteroletnia) zarządziła kiedyś : " Chodź mama, będę cię uczyć polskiego, angielskiego i czytalskiego".Anonimowy Czajnik Blogowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nijak się przy stole nie zmiescimy z książkami :/

      Usuń
  9. O, czytanie! Mam zamiar nadrobić zaległości. Wieeelka torba na zakupy wypełniona książkami z biblioteki od miesiąca, a ja ledwo jedną z nich zdołałam przeczytać w całości. Ale nic to- wreszcie mam widoki na powrót do lektury :) Synek już wie, że jak mama bierze kubek kawy i książkę, to nie wolno jej choć pół godziny przeszkadzać :) Czasem nawet jakąś "dorosłą książkę" ode mnie pożyczy do przewertowania, na szczęście w wieku jest jeszcze nieczytającym :) A swoje książeczki- bajeczki kocha ogromnie. W moim rodzinnym domu czytaliśmy przy obiedzie:) Tak w wieku 11 lat zapoznałam się z "Trylogią" i "Lalką". A może by tak wrócić do tych zwyczajów, ech... Niechby inni gadali... Pozdrawiam Was świątecznie!

    OdpowiedzUsuń