28.10.2013

Smak Domu Rodzinnego

Każdy dom ma swoje niepowtarzalne smaki- niech to banalne zdanie będzie wstępem do pełnego ochów i achów wpisu kulinarnego, albowiem tematem głównym będą pierogi z kaszą gryczaną.

Tradycyjna potrawa z rodzinnych (nadbużańskich) stron Rodziców CałkiemInnych czyli rodziców Jareckiej.
W Domu CałkiemInnych piecze się je na każde święta; pełnią rolę świątecznego pieczywa, którym przegryza się wszelkie sałatki, śledzie, kapusty z grochem, karpie i inne tradycją nakazane specyjały. W rodzinnej wsi CałkiemInnych wypiekało się je w każdym domu i każda gospodyni miała własną odmianę tego przepisu.

Teraz Jarecka i jej siostry przejęły przepis i przyrządzają pierogi w swoich domach. Wzorzec smaku- wspomnienia z dzieciństwa :)




Rada by się Jarecka podzielić z Czytelnikami przepisem, ale... przepisu nie ma! Przekaz ustny z pokolenia na pokolenie. Niemniej potrawa jest prosta, składników niewiele i być może jakiś zwolennik wschodnich prostych smaków i kasz skusi się na pieroga? ;) Poniżej opis wykonania, proporcje składników- NA OKO.

Najsampierw trzeba uprażyć kaszę gryczaną. Jarecka wstawia po prostu blachę z wysypaną kaszą do piekarnika ciepłego po pieczeniu jakiegoś ciasta.
Potem należałoby kaszę "połamać"- nie zmiażdżyć na proch- ot, aby zgnieść ziarenka. Mama CałkiemInna w tym celu wysypywała kaszę na stolnicę, przykrywała ją pergaminem i wałkowała. I Jarecka tak spróbowała! Bez ŻADNEGO efektu! Dlaczego Jareckiej tak się nie udaje? Pewnie łapy ma za słabe... Toteż wspomaga się moździerzem, gdzie mozolnie, po garstce, aby aby stuknie każdą porcyjkę.

Potem trzeba ugotować ziemniaki, a w czasie gdy się gotują można już przysmażyć pokrojoną w kostkę cebulę.
Gdy tylko ziemniaki się ugotują, Jarecka odcedza je i natychmiast wsypuje pokruszoną kaszę, oba składniki ubija tłuczkiem do ziemniaków. Pęknięte ziarna pęcznieją z gorąca. Jarecka soli, pieprzy, dorzuca przysmażoną cebulkę (na ostateczne przyprawienie farszu będzie jeszcze czas gdy ostygnie).
Przygotowywanie farszu jako żywo przypomina przyrządzanie jadła dla świnek i Jareckiej przed oczyma zjawia się świętej pamięci Babcia CałkiemInna nad parującym kotłem ziemniaków i pokrzywy...



Potem farsz owinięty w ręcznik  i kołdrę odpoczywa jakiś czas.
W tym czasie można przygotować podstawowe ciasto drożdżowe.
Z przestudzonego farszu formuje się kule.


Które następnie oblepia się cienką skórką z ciasta drożdżowego.



Gotowe pierogi wędrują na wysmarowaną tłuszczem blachę i po chwili odpoczynku zostają obsmarowane rozkłóconym jajkiem. W takim mundurku wędrują do nagrzanego do 180stC piekarnika.



Gdy skórka zrobi się złocista, można pierogi wyjmować- gorące Jarecka wkłada do michy wyłożonej grubą ścierką/ ręcznikiem i jeszcze czule okrywa; tam sobie spokojnie stygną.

Proszę zwrócić uwagę na grubość skórki!



Ale to jeszcze nie koniec!
Najlepsze dopiero przed nami. Otóż ciepłe, wyjęte z piekarnika pierogi są smaczne ale zimnymi można się udusić! Dlatego przed posiłkiem kroi się je w ćwiartki i smaży na rozgrzanym oleju (w poprzednich pokoleniach był to smalec, słonina ze skwarkami, itp.)

Złote i chrupiące, dla dzieci koniecznie z kleksem śmietany- Jareckiej do szczęścia wystarczy świeżo zmielona sól.
To bardzo syte jedzenie, w sam raz na weekendowe przedwycieczkowe śniadanie :)








34 komentarze:

  1. Pierwszy raz słyszę o takiej potrawie. Chętnie bym spróbowała, ale czy zrobię? Nie obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nigdy nie spotkałam kogoś (nie licząc rodziny i ich ziomali ) kto by się wcześniej z tą potrawą spotkał :)

      Usuń
  2. O ludzie! Cuda, ale ja to raczej bym je jadła a nie robiła:) Czyli jak w dziecięcej piosence - zabawie, mało nas, mało nas do pieczenia chleba, dużo nas, dużo nas do jedzenia chleba. Zaśpiewać się nie odważę, bo ponoć (według otoczenia) głos posiadam delikatnie mówiąc mało melodyjny:)))) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, lepiej jeść niż robić :D na szczęście to jest rzecz tak syta, że można się najeść połówką pieroga! Piekę je ze trzy razy w roku i zawsze sobie trochę zamrażam. Niestety tym razem wszystkie wyszły! :)

      Usuń
  3. Ojeju, kocham pierogi, te z kaszą zwłaszcza, ale takich dziwarów jeszcze nie widziałam... Ja bym tę kaszkę blenderem potraktowała, tylko pojęcia nie mam czy go nie sfajczę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blenderem będzie git, tylko króciutko, żeby się manna nie zrobiła ;)

      Usuń
  4. Zdolna Jarecka :) Smakowicie wyglądają, takie moje klimaty, moich stron , ziemniaki, kasza :) Pychota.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierogowe wariacje uwielbiam, ale jako łasuch. Sama się jakoś zbytnio do tego nie garnę, więc chylę czoła:))) Dołączyłam się do obserwujących, bo cudnie tu!
    Pozdrawiam cieplutko Gosia z Mamelkowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, witam serdecznie w Deszczowym Domu!

      Usuń
    2. Dziękuję:) Zakładam papciochy i już moszczę się na kanapie:)
      ps. a zostało tych pierogów?

      Usuń
  6. U la la! Nie znaju tej potrawy nic a nic. Tylko czemuż, ach czemuż taka czasochłonna? :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... A to nawet nie o to chodzi że trudne, ale że tak trzeba wszystko zgrać w czasie... Innymi słowy- niby niewiele roboty (bo to jest dosłownie kilkanaście sztuk- 12-13) ale pół dnia podporządkowane tylko temu.

      Usuń
  7. nie powiem gdzie mi język uciekł....

    OdpowiedzUsuń
  8. To bardzo śmieszne,że zimne duszą:) ahahahha:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie wcale nie jest śmieszne! To może być niebezpieczne!!!

      Usuń
    2. To tak na Zaduszki- uwaga! Zimne duszą :)

      Usuń
  9. Wygląda bardzo apetycznie ale niestety od kaszy gryczanej uciekam najdalej jak się da. Swoją drogą ja też mam przed oczyma moją babcię nad garem z ziemniakami i pokrzywą. Cóż to był za aromat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytałam o Twojej niechęci do kaszy gryczanej; osobiście uważam, że tego smaku trzeba się nauczyć, że chyba nie można zapałać miłością do tej kaszy od pierwszego kęsa. Ale warto! Ja nie mam przekonania do jaglanej...

      Usuń
    2. Jak czytałam ten komentarz, to pomyślałam sobie: to tak jak jaglanej;))

      Usuń
  10. odsmażane się do mnie uśmiechają... szybka potrawa to to nie jest... ale zdaje się smakiem wynagradza włożony trud:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aaaa, kocham cię za ten przepis!!! Ja robiłam pierogi gotowane, ale ta wersja - zwłaszcza odsmazana - bardzo mi się podoba. Mojej rodzinie nie, i co z tego. Albo zjedza, albo bedą głodować, a dla mnie bedzie więcej :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze prawisz, ja wolałam jak moim smakowało mniej... Ale z czasem się tak rozsmakowali, że już nie ma co mrozić na zaś...:(

      (A, i trzeba je przechowywać w lodówce)

      Usuń
  12. Jarecka, a te objętości na oko może by tak na garść przeliczyć? I pytanie zasadnicze. Czy kasza musi być prażona?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi- albowiem mama praży, babcia prażyła i prababcia... ;D
      W sklepach można kupić prażoną, więc jeden punkt zabawy do odhaczenia :) a na garści można by kaszę, owszem, ale ziemniaki to już na kg, bo gorące pure byłoby raczej trudno :):):)

      Usuń
  13. Mój Tomek by je uwielbiał! Pierogi uwielbia a kaszę zjadłby mi suchą nawet, tak kocha. Każdą! Przepisu nie znałam. Ale nie zrobię bo się boję, że się narobię i mi nie wyjdą :( A nie zna Jarecka przeoisu na farsz kaszowy do zwyklych? Takie to jeszcze zrobię- choc ze 2-3 godz roboty _ a Tomasz (5 lat) zjada 9 na raz ze szpinakiem! O starym chlopie nie wspomnę. A kaszowe (marzenie Tomka) mi kiedyś nie wyszły :( cala nadzieja w Jareckiej! Taki farsz gdzie dużo kaszy ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaszowych nigdy nie robiłam, bo zawsze mnie przekabacą na ruskie. No i mam obawy, że jadłabym je sama, choć kasze moi lubią, najbardziej jednak w wersji nieudziwnionej :) słyszałam, że robi się takie z gryczanej plus twaróg. Hm, chyba sama spróbuję :)

      Usuń
    2. właśnie tak zrobiłam, farsz był ok -sam, Tomasz wyjadał, a po ugotowaniu sie rozciapał i był bez smaku...

      Usuń
    3. No właśnie tego się obawiam...

      Usuń
  14. Ależ pysznie wyglądają... Pierwsze słysze o takich cudach. A, że Jareckiej sie chce tak trudzić z ich przygotowaniem, to podziwiam. Raz na dwa lata targam się na robienie pierogów i potem klnę jak szewc, że znowu się dałam w to wrobić. :D

    OdpowiedzUsuń