30.11.2013

Święty Gapa

Jaśnie Panicz nie jest kłopotliwym "klientem" Świętego Mikołaja. Można obdarowywać w ciemno, wszystkim. Albo się trafi w jego zainteresowania, albo się zapoczątkuje nowe.
Dwójka zażyczyła sobie - o zgrozo! - budzika!
Czwórka odmówiła oddania do biblioteki książeczek Beatrix Potter; zgodziła się na to dopiero, gdy Jarecka poradziła jej poprosić Świętego Mikołaja o takie same.
Tylko życzenie Trójki nastręcza pewnych trudności. Trójka bowiem zażyczyła sobie... złota.
- Po co ci złoto? - zdziwiła się Jarecka, która w kategorii "złota biżuteria" dysponuje obrączką i pierścionkiem zaręczynowym. Z białego złota zresztą, więc się nie liczy.
- Będę je macała - wyznała Trójka marzycielskim tonem - i pokazywała innym.

Święty Mikołaj już raz bardzo naraził się Trójce i Jarecka jest bardzo ciekawa, jak wybrnie z sytuacji w obliczu takiego zamówienia!
Dwa lata temu Jareccy jak zwykle zamówili prezenty przez internet w pewnym sklepie, z którego Jarecki odbiera fanty osobiście. Dla trzyletniej wówczas Trójki rodzice wybrali memo - ładne, drewniane, z obrazkami z filmu "Auta" - wszak chłopcom trzeba lalki, dziewczyny na traktory - po nowemu!
Szóstego grudnia Jareccy nasłuchiwali odgłosów z pokoju dzieci. Wszystko już było rozpakowane i wypróbowane, gdy Jarecka weszła do pokoju i zobaczyła drżącą Trójkową brodę.
- To nie mój prezent - wyłkała odsuwając od siebie memo.
- O jakie piękne! - wykrzyknęła Jarecka na widok zabawki - przecież ty lubisz memo!
- Ale to jest chłopakowe!
Jarecka była szczerze ubawiona tą sytuacją i nawet okrutnie chichotała, Trójka jednak była niepocieszona i do Jareckiej dotarło w końcu, że córka jest srodze zawiedziona i że nie ma szans na przychylność dla nieszczęsnego prezentu.
- Może się pomylił - skapitulowała - wiesz, co zrobimy? Napiszemy do niego, że się pomylił i że poprosimy coś dziewczynowego.
List został napisany i porzucony na oknie. Jarecka zaś w popłochu zastanawiała się, co, do jasnej ciasnej, zrobić?
Pod szkołą zdała relację z porannych zdarzeń mamom jaśniepańskich kolegów (chichrając się nadal bezwstydnie, a jakże!).
- Idź do nas, może znajdziesz tam coś dla dziewczynki - poradziła Nowakowa, ta od sklepu.
- Ale ja nie mam gotówki - powiedziała Jarecka (jak zwykle).
- To zapłacisz, jak będziesz miała. Jak w ogóle coś tam znajdziesz, bo może już przebrane...
Skrzyp, skrzyp - już po chwili Jarecka dreptała po śniegu do samochodu. Pod płaszczem wyniosła ze sklepu Nowaków domino z księżniczkami Disneya. Pod płaszczem nie dlatego, że nie zapłaciła, ale żeby czekająca w aucie Trójka nie zobaczyła swojego prezentu.
Domino zostało podrzucone na wycieraczkę z przeprosinami od Świętego Mikołaja, nastała radość i wieczorem Trójka z przejęciem referowała poranne przygody Jareckiemu.
Jarecka, niedobra, skręcała się ze śmiechu na stronie.
A Trójka do dziś ma ograniczone zaufanie do Świętego Mikołaja i słusznie, bo znów nie spełni on jej marzeń o złocie...


- Wiesz - Trójka nachyliła się ku Jareckiej szepcząc konspiracyjnie - ja poproszę Świętego Mikołaja też o prezent dla ciebie. On mi go włoży pod poduszkę a ja przyniosę tobie.
- A o co poprosisz? - zapytała wzruszona Jarecka.
- O nici.


Tak. Jedne Mikołaje są nierozgarnięte, a inne owszem. Wiedzą, czym komu sprawić przyjemność.
:)


...


Poniżej cukrowe laseczki zrobione przez  team Jarecka & Dzieci wg TEGO, świetnego kursu AniN.










26.11.2013

Bredzenie położnicy, czyli Państwo wybaczą, groch z kapustą


Z arcymądrych gazet dla młodych matek można się dowiedzieć niemal wszystkiego na temat ciąży i porodu.
Na przykład tego, że do szpitala koniecznie trzeba zabrać pomadkę do ust, bo usta w czasie porodu mogą wysychać. Że ojciec powinien mieć przy sobie aparat, żeby utrwalić wiekopomną chwilę narodzin.
Kładzie się przyszłym mamom do głowy, że zawczasu powinny obejrzeć kilka szpitali położniczych i wybrać sobie ten najlepszy. Jarecka kiedyś pojechała obejrzeć sobie taki upatrzony szpital i wyszła stamtąd z płaczem; tak ją przeraziło wnętrze, które, choć upiększone, nadal wyglądało jak sala wyrafinowanych tortur.
Gdy zaś zaczął się poród, upatrzona placówka oznajmiła, że miejsca dla Jareckiej niet.
- Czy ja mogłabym wstać, spróbować na stojąco albo w kucki? - zdarzało się pytać Jareckiej w czasie porodu (w gazetach czytała, że tak lepiej).
- No jak na stojąco? - wykrzyknęła położna - jak ja będę to dziecko łapać?



Przed wakacjami Jarecka spotkała się z dwiema swoimi Najlepszymi Przyjaciółkami z licealnych czasów,
akurat też ciężarnymi.
- Czy ty przygotowałaś coś takiego, jak lista oczekiwań co do porodu? - zapytała Najlepsza Przyjaciółka przy obiedzie.
- Co??? - Jarecka omal się nie zachłysnęła zupą tajską.
- No, koleżanka mi mówiła, że spisuje się coś takiego, że na przykład nie chcesz oksytocyny - tłumaczyła nieco zbita z tropu Przyjaciółka - albo, że nie chcesz, żeby ci dziecko umyli zaraz po porodzie...
Jarecka zarechotała szpetnie na samą myśl nie tyle o sporządzaniu listy przez kobiety, który jeszcze nigdy nie rodziły, ale próbując wyobrazić sobie reakcję załogi JEJ szpitala na takową. Oznajmiła Przyjaciółce, że jak żyje, o czymś podobnym nie słyszała albowiem od lat nie czyta już gazet dla młodych matek, że wątpi, by udało się personelowi zastosować do wszystkich postulatów, że przebiegu porodu nie da się przewidzieć oraz że w bólach porodowych kobieta machnie ręką na swoje gazetowe mądrości i będzie błagać, byle tylko szybko mieć to już za sobą, chrzanić zakaz oksytocyny i wszystko chrzanić, byle mieć!- TO!- JUUŻ!- ZA SOBĄ!!!
Druga Najlepsza Przyjaciółka zagadnięta o listę życzeń powiedziała:
- Wiesz, ona swoje pierwsze dziecko urodziła w Japonii... Osiem lat temu...
A Jarecka ze zrozumieniem pokiwała głową - to tłumaczy, dlaczego Najlepsza Przyjaciółka - ta od tajskiej zupy - w ogóle potraktowała temat listy poważnie...


Temat połogu tymczasem zdaje się niespecjalnie interesować gazety dla młodych rodziców.
Ot, że przez sześć tygodni potrzebne będą podpaski i że jakiś baby blues - tajemnicze hasło, które nie wiadomo co znaczy.
Nic o tym, że macica boleśnie się kurczy w czasie pierwszych karmień, że boli kręgosłup, który nagle pozbawiono sporego ciężaru, żebra, które wracają na swoje miejsce. Nietrzymanie moczu, hemoroidy.
Z gazet można się natomiast dowiedzieć, że przyda się specjalna bransoletka, która pomoże zapamiętać, z której piersi się ostatnio karmiło (specjalna! nie taka zwykła!) albo chusta do karmienia poza domem - rodzaj śliniaka, który zasłoni obnażoną pierś przed wzrokiem ciekawskich. Jak Jarecka wykarmiła czworo dzieci nie mając takiego wynalazku, trudno sobie wyobrazić! To, że korzystała w takich sytuacjach z własnych chust i szali oraz tetrowych pieluch to jakaś staromodna, uboga improwizacja!

...


Tym razem zdarzył się Jareckiej poród DOBRY.
Nie mylić z lekkim, łatwym i przyjemnym.
Piątek, nie licząc Czwórki - wcześniaka - okazał się najmniejszym z dzieci Jareckich.
Po raz pierwszy po porodzie Jarecka poszła na oddział położniczy na własnych nogach. Cztery godziny po porodzie chlapała się pod prysznicem jak dziecko w fontannie. Wysypia się w nocy, bo Piątek sypia po pięć godzin bez przerwy, a świadomość tego, że to pewnie wkrótce się zmieni nie przeraża jej; wręcz przeciwnie, tym bardziej cieszy się dniem dzisiejszym. Gdy wieczorem Piątek trochę skwierczy, nosi go tatuś - z uśmiechem na ustach; bo Jarecki, podobnie jak jego żona najwyraźniej się starzeje.
- O!- wykrzykuje niestrudzony chór nad kołyską Piątka - ruszył rączką! Otworzył oko! Zrobił tak! - i cała czwórka chórzystów demonstruje minę lub układ rąk niczego nie świadomego pierwowzoru.
Starszawi zaś (stażem!) rodzice nie mogą się powstrzymać od ochów i achów.
- Popatrz - powtarza Jarecka - jaka ona śliczna...eee...śliczny.






P.S. A poza tym Deszczowy Dom szykuje się do Świąt.
Jest już ciasto na pierniczki, pierwsze ozdoby.
Nawet tutek jakiś się robi... ;)





21.11.2013

5

Druga w nocy.
Czwarta nad ranem.
Pomiędzy nimi najczarniejsza nocna godzina.

Punkt trzecia, gdy wszystkie mechaniczne kukułki pod naszą długością geograficzną zatrzasnęły za sobą drzwiczki po ostatnim, trzecim "ku-ku", w pewnym szpitalu na pewnym Przedmieściu nastała wielka radość.

Piękne imię wybrała Jarecka dla swojej córki - DĄBRÓWKA.
Szkoda, że nie pasuje do chłopca...



Proszę Państwa, oto Piątek Jarecki :)






20.11.2013

Środowe drożdżowe

We all live in a yellow submarine...

Takie słowa dobiegły Jarecką w środowy poranek, zaraz po tym, jak budzik wydzwonił ostatnią pobudkę.
Śpiewał Jaśnie Panicz siedząc na tronie.

Środa to dobry dzień.
Rano wystarczy obudzić Dwójką i Trójkę, zawieźć do szkoły i przedszkola. Gdy po kwadransie Jarecka wraca do domu, Jaśnie Panicz kończy jeść śniadanie, Czwórka się budzi.
Coffee time.

Jaśnie Panicz i Czwórka to wyjątkowo bezkonfliktowy zestaw, toteż Jarecka, gdy już wypije kawę i zje śniadanie postanawia upiec drożdżowe. Ciasto drożdżowe to rzecz prosta, niestety wymaga czasu. Jarecka w środowe przedpołudnia go ma, ale i tak szybko okazuje się, że nie aż tyle, żeby ciasto rosło tyle, ile zakłada przepis albo piekło się tyle, ile trzeba. Kwadrans po jedenastej w popłochu pakuje gorące drożdżówki; herbatę, którą miała spokojnie wypić w domu przelewa do kubka termicznego, zgarnia dzieci i gna pod szkołę.






Jaśnie Panicz wysiada, Dwójka wsiada i już start- do Domu Kultury na lekcję pianina.

Podczas gdy Dwójka wije się nad klawiaturą, Jarecka piknikuje z Czwórką na placu zabaw.




Przepis na powyższą drożdżówkę to coś dla leniwych i łakomych - czyli dla Jareckiej.
Oto on:
  • 5 jaj (Jarecka zazwyczaj daje 4, bo jest chytra)
  • pół kostki (50g) rozkruszonych drożdży (w oryginalnym przepisie od Mamy Jareckiej było 100! Jarecka ręczy, że połowa tej ilości wystarczy w zupełności!)
  • szklanka cukru (Jarecka sypie do szklanki najpierw torebkę waniliowego i uzupełnia białym; no uwielbia waniliową nutę w drożdżówkach)
  • szklanka oleju
  • szklanka zimnego mleka
  • 5 szklanek przesianej mąki
A teraz najlepsze! Włożywszy  wszystkie powyższe składniki w podanej kolejności do wielkiej michy, przykrywamy naczynie ściereczką i czekamy 3 godziny. Na koniec wystarczy toto przemieszać drewnianą łyżką, zapakować do prostokątnej blachy wyścielonej pergaminem, na to owoce lub dżem, kruszonkę (z cynamonem na przykład) i do piekarnika nagrzanego do 180 st C. Pieczemy około 45- 60 minut. Gotowe.



A poniższe cudo z tego przepisu KLIK
Proszę wypróbować, od razu z podwójnej porcji - koniecznie!
Jarecka musiała wydzielać jak na stołówce, żeby dla wszystkich wystarczyło...






A na deserek taka notka z zaogońskiego GOK-u... :)

!


17.11.2013

Weekend gdy przyjdzie, co z nim czynić, czyli o recyklingu z sercem

Nie wiedzieć czemu Jarecka trwa w przekonaniu, że poród nastąpi w weekend.
To prawda, że dwoje jej dzieci przyszło na świat w niedzielę, ale to ledwie połowa jej potomstwa!

Z początkiem listopada dopadła Jarecką zwykła jesienna infekcja, w efekcie której zaległa na kanapie w przekonaniu, że to już.
Rodzić w weekend niekoniecznie jest dobrze. Niby mąż w domu, podobnie jak sąsiedzi i rodzina, byłoby z kim zostawić dzieci. Nie trzeba nikogo nigdzie wozić, nikogo znikąd odbierać.
Niestety w domu są także lekarze, na świątecznych dyżurach zaś ktokolwiek.

Szczęśliwie nastał poniedziałek, na kolejne kilka dni Jarecka porzuciła więc zamiar rodzenia i rzuciła się w wir codziennych zajęć. Każdego wieczora myślała tylko: żeby to jeszcze nie dziś, jestem taka zmęczona, żeby tak jeszcze się wyspać... I nastawał poranek, dzień następny - Jarecka witała go na nogach, z kubkiem kawy w ręku, gotowa wziąć na klatę szoferowanie, zarządzanie zasobami ludzkimi i wszystko, co się zdarzy - byle nie poród.

Tymczasem nadszedł kolejny weekend, znów - o zgrozo! - długi!
W sobotni poranek, wijąc się w bólach, Jarecka dokończyła pakowanie torby. Jarecki został pouczony, że od tej pory ma zakaz wypowiadania pytania "co się dzieje?", bo jeśli coś się będzie działo, to tylko to, że jego żona RODZI! I że dalszych instrukcji będzie udzielała na bieżąco. I że nie życzy sobie, by w szpitalu używał telefonu. I w ogóle, ma obstawiać plecy, li i jedynie, w przenośni i dosłownie.
Minęła sobota, i noc, i poranek - dzień następny.
W niedzielę Jarecka pozwoliła się nawet zawieźć (wraz z torbą!) do Centrum Nauki Kopernik. Wołami nie dałaby się tam zawlec, zwłaszcza w przedłużony weekend - co niebagatelnie wpłynęło na frekwencję tamże - gdyby nie to, że w bliskim sąsiedztwie CNK są dwa szpitale położnicze, zaś jeden z nich to rodzima placówka Czwórki, do której Jarecka ma wiele ciepłych uczuć.

No i nic.
Kolejny tydzień upłynął spokojnie.

I znów przyszedł weekend, zawierający już w sobie datę, która padła była z okrytych białym wąsem ust doktora Ahmeda. Niestety, w piątkowy wieczór Jarecka przypomniała sobie, że nie odebrała z przychodni wyników ostatnich badań, które mogą mieć duże znaczenie przy porodzie; a zatem: not yet.
Poród musowo było przesunąć o kolejny tydzień.
A skoro jest weekend i nie można rodzić - co robić?

Jarecka siadła więc do maszyny i radośnie przystąpiła do recyklingu.
Uszyła Czwórce poszewkę na poduszkę z jaśniepańskiej flanelowej koszuli.Tył poszewki wycięła z przodu koszuli załatwiając w ten sposób kwestię zapięcia. Awers poduszki z lnu w kolorze ecru przyozdobiła aplikacją wykonaną tym sposobem  KLIK






Ale w Deszczowym Domu ubrania nie tylko się psuje szyjąc z nich poduszki. Jeszcze się je ratuje!
Rzadko, bo rzadko. Częściej okazuje się, że bardziej opłaca się wycieczka do pobliskiej hurtowni odzieży używanej niż łatanie. Czasem jednak żal rozstać się z ulubionymi spodniami lub bawełnianą bluzką doskonałej jakości.
Ta bluzka Dwójki miała zniszczoną naprasowankę, więc Jarecka naszyła na jej resztki serce z kwiecistej tkaniny.
To niezły sposób, żeby nie tylko ukryć plamy czy dziury, ale też niepożądane facjaty czy napisy - kotki, czaszki, i co tam kto nie lubi :)



Albo bardzo wygodne portki Trójki - przetarły się tu i ówdzie. Łaty są naprasowane, przeszyte czerwoną nitką dla ozdoby. Drobne czerwone elementy pełnią już tylko funkcje dekoracyjne.



- Dlaczego cały dzień musi być noc?- pyta rozpaczliwie Czwórka, gdy zaraz po obiedzie Jarecka zapala lampę.
Jeśli, Cny Czytelniku, znasz odpowiedź na to pytanie, bez trudu wytłumaczysz sobie kiepską jakość zdjęć, które teraz w Deszczowym Domu nastaną.
Aby do wiosny! :)

16.11.2013

Z wizytą u Jaśnie Panicza 2


Gdyby chcieć pokazać wszystkie wytwory i zainteresowania Jaśnie Panicza, trzeba by utworzyć nowy blog i codziennie wrzucać nowe posty.
Wystarczy wejść do jego pokoju, nawet nie trzeba się rozglądać.

Origami, Powstanie Warszawskie.
Jaśnie Panicz wreszcie doczekał się wycieczki z Jareckim do Muzeum Powstania. Dzieląc się z Jarecką wrażeniami pokazał jej zdjęcie w "kanale".
- Phi - powiedziała Jarecka - taki czysty ten kanał. I jasny. Wiesz, że to tak nie wyglądało?
- Hę? - mruknął zdumiony Jaśnie Panicz.
- Kanał to takie miejskie szambo. Ci ludzie szli przez pół miasta po pas w szambie i ciemności. Z dziećmi, ze swoimi rzeczami. Szczury pływały koło nich, smród - wyobrażasz to sobie?
Jaśnie Panicz sobie nie wyobraża, Jarecka zresztą też.
Niemniej symbol walczącej Warszawy zawładnął jaśniepańską wyobraźnią.



To niepozorne pudełko to camera obscura.



Najnowszy (trzeci bodajże) tom przygód Angry Birds. Oraz same ptaszki wykonane z Pyssla (IKEA).




Studnia zainspirowana bajką Mamy CalkiemInnej o dwóch Dorotkach. Konsultowana z babcią w zakresie mechanizmu czerpania wody.


Radio - proszę się przyjrzeć szczegółom:

Do tej zadziwiająco (dla pamiętających kasety) cienkiej kieszeni Jaśnie Panicz wkłada swój telefon grający ulubione hity- i RADIO GRA!!!

I jeszcze parę artefaktów:
  1. Szybowiec,
  2. kamera przemysłowa,
  3. pilot do tv,
  4. Liberator, wciąż w budowie,
  5. telefon dotykowy.


Statek z pudła po soku, wodowany w trakcie kąpieli.



Plakaty własnej produkcji:


Pamiątki z wakacji i zielonej szkoły:
(Do wahadła Newtona, jak widać, dobrały się młodsze siostry).



Wszystko nieustannie pod ręką, w gotowości, nic tylko siąść i podjąć pracę.




I najnowszy konik Jaśnie Panicza! :)



Dosłownie dwa kroki od tej twierdzy znajduje się pokój pełen włóczek, materiałów, farbek, teczek, kartek, w gotowości maszyna do szycia, deska do prasowania i żelazko.

Zdjęć jednak nie należy się spodziewać.
Jeszcze by ktoś Jarecką zgłosił do "Perfekcyjnej Pani Domu"...

12.11.2013

O różnicach między kobietami i mężczyznami i o bezsenności Jaśnie Panicza

To, że kobiety i mężczyźni różnią się od siebie na wskroś, z grubsza wiadomo.
Oto Jarecki, jak co tydzień, wszedł do gabinetu na rehabilitację.
- Jakie ma pan świetne spodnie!- zawołał rehabilitant - idealne! Gdzie pan takie kupił?
- Eeee... - zakłopotał się Jarecki - nie wiem... (łże!) To żona mi kupiła... Kiedyś...
- A, to już dawniej?- zmartwił się rehabilitant - no bardzo fajne...
I już Jarecki hop! - na stół, masażysta do roboty, koniec gadki.

A teraz, imaginujmy sobie, że taka sama scena rozgrywa się z udziałem kobiet, że to Jarecka idzie na masaż do masującej pani.
- Jakie ma pani świetne spodnie! - wykrzykuje rehabilitantka - gdzie je pani kupiła?
A Jarecka, jakby wiatru w żagle dostała:
- Na ciuchu! Len z bawełną, patrzy pani jakie miękkie, wygodne, nigdzie nic się nie wypycha, leżą jak ulał! A jaki kolor! NEXT, brytyjski NEXT!
Rehabilitantka jest w szoku, ale największą rewelację Jarecka chowa na koniec:
- A dasz pani wiarę? - za pięćdziesiąt groszy!!!
Pani się zapowietrza z zachwytu:
- gdzie???
- W Grajewie - wyznaje Jarecka i euforia nieco opada - na wakacjach. Był dzień "złotówka za sztukę", a portki były dodatkowo przecenione pięćdziesiąt procent!
I tak Jarecka zostaje szczęściarą dnia, rehabilitantka kiwa z uznaniem głową, cmoka z zachwytu i zazdrości, a potem sobie obie pomstują na metropolitalne lumpeksy, gdzie sobie śpiewają siedemdziesiąt złotych za kilogram.
Doprawdy, masaże mogą być takie relaksujące!
A mężczyźni w ogóle tego nie potrafią docenić...



...


Tymczasem Jaśnie Panicza nęka bezsenność.
Noc w noc Jareccy budzą się z jęczącym synem u wezgłowia. Nie mogąc dociec przyczyny tych nocnych smutków, Jarecka każe mu przynieść poduszkę, kłaść się pomiędzy rodzicami i Jaśnie Panicz wreszcie usypia. Rano też nie potrafi powiedzieć, co go tak niepokoi.
- On pewnie martwi się moim porodem - żali się mężowi szczerze zatroskana Jarecka - pewnie słyszał, jak mówię, że się boję, albo, nie daj Boże, jak ci mówię, że jak umrę, masz się nie żenić przynajmniej przez dwa lata...*

Kolejnej nocy Jaśnie Panicz znów zjawia się przy łóżku rodziców. Przez sen dociera do Jareckiej, że Jarecki o coś go pyta i że Jaśnie Panicz zaczyna odpowiadać. Nastawia uszu.
- Obudziłem się - szepcze płaczliwie chłopię - i pomyślałem o jakimś kosmicie... i już nie mogłem zasnąć...

Ufff






* Jarecki uznał, że to nie w porządku - zostawić go samego z całym majdanem i jeszcze stawiać mu warunki. I Jarecka w zasadzie się z nim zgadza.

11.11.2013

O tym, jak Roman Dmowski wszedł Jareckiej w drogę i jak sam Marszałek pośpieszył jej z pomocą, czyli luźne skojarzenia na okoliczność Święta Niepodległości

Wiedza historyczna Jareckiej jest ukuta wedle odwiecznych wzorców rodzimego szkolnictwa.
Rok bebrania się w starożytności, potem przez wszystkich średniowiecznych królów Ćwieczków, by w ostatniej klasie na dwa miesiące przed wakacjami ocknąć się z ręką w nocniku- rany koguta, a jeszcze całe dwudzieste stulecie przed nami! I tak kombajnem przez wiek dwudziesty, najdalej do drugiej Wojny Światowej - a w szkole wyższego stopnia apiat' od nowa- najpierw powoli jak żółw ociężale... I znów przed maturą- rany koguta, a wiek dwudziesty?
Na własną maturę z historii Jarecka przyswoiła wiedzę o wydarzeniach do wieku osiemnastego - a i ten już po łebkach- sądząc, że jeden z trzech tematów maturalnych musi dotyczyć tego okresu. Zimny pot oblał ją z góry na dół, gdy komisja ujawniła tematy; dwa dotyczyły dwudziestego wieku a  jeden czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego... Jarecka została z plikiem kserowanych tabelek (najważniejsze wydarzenia okresu) w kieszonce wszytej w zanadrze, oraz - szczęśliwie - z wiedzą na temat literatury i sztuki tych czasów (bo matura z polskiego i historii sztuki). Wszystko skończyło się nadspodziewanie dobrze lecz ten przydługi wywód ma dowieść, że nie należy się po Jareckiej spodziewać dogłębnej wiedzy historycznej na temat wydarzeń sprzed  95 lat.
Niemniej do Romana Dmowskiego i Marszałka Piłsudskiego ma stosunek osobisty- jeden wszedł jej w drogę, drugi niespodziewanie ujął się za nią w sprawie sercu najbliższej...

...

Trzy lata temu, jedenastego listopada, Jarecka z bolesnym westchnieniem odłożyła maleńką Czwórkę do szpitalnego łóżeczka-korytka i upewniwszy się, że dziecię śpi spokojnie, galopem rzuciła się do wyjścia. Wypadła z oddziału, przebrała buty, potem biegiem przez korytarze do szatni po kurtkę -  wybiegła ze szpitala i... stanęła jak wryta.
Ulicą płynął wartki potok ludzi.
Samochód Jareckiej stał na parkingu, odcięty od świata tą ludzką rzeką.
- Ro - man Dmowski! Ro - man Dmowski!- skandowali młodzi  ludzie przyodziani elegancko, w krawaty i białe bluzki (tudzież koszule).
Jarecka ruszyła bezradnie chodnikiem wzdłuż tego tłumu sunącego zwartą bryłą jakby to był jeden żywy organizm, jedno płynne cielsko lejące się w dół ulicy.
Bezsilna wściekłość ogarnęła matkę, której śpieszyło się do dzieci, do domu. Komuś trzeba urwać łeb!  (wielonogi stwór zdawał się nie mieć końca)- więc Jarecka chwyciła za telefon i wybrała numer do swojej młodszej siostry Wlepki. Wlepka, która studiowała naonczas w Katowicach i tam powinna być, nie w Metropolii!- odebrała po dłuższej chwili; w telefonie zaś Jarecka usłyszała tę samą wrzawę, która otaczała ją zewsząd.
-To ty??- wrzasnęła - jesteś tu??
Wlepce trudno było przekrzyczeć skandowanie otaczającego ją tłumu, toteż niewiele sobie Jarecka ulżyła. Pokrzyczała na siostrę, że: nie macie co robić? Po co łazić i jej, Jareckiej, zagradzać drogę? A przyjedziesz do nas? Chodź tu i jedź ze mną za Zaogonie!! Pomogłabyś nam lepiej a nie maszerowała i krzyczała!!!
Tymczasem "oddział" eleganckich młodzieńców i dziewcząt, który uniósł już był Wlepkę poza zasięg mściwych rąk Jareckiej, przedefilował już w dół ulicy i cielsko pochodu wygięło się ku Starówce, ale oto bieżył kolejny segment tego stwora - milczące łeby w strojach mniej oficjalnych, w kapturach i z chustkami na twarzach (i nie był to Ku-Klux-Klan!)

Tego już było Jareckiej za wiele.
Wszechwiedzący Narrator ze zdumieniem odnotował to, co się stało.
A Ty, Czytelniku, zważ, do czego zdolna jest matka w desperacji!

Jarecka, która jest nieśmiała, pokojowo nastawiona do ludzi , by nie powiedzieć: pierdołowata, Jarecka, co nie ma odwagi powiedzieć sprzedawczyni, że włożyła jej do siatki obite jabłko czy nie tę drożdżówkę, o którą prosiła, stanęła oto sama jedna  na rogu ulicy i wrzasnęła w kierunku zastępu zamaskowanych łobuzów:
- Pokażcie twarze! Wstydzicie się? Nie macie odwagi się pokazać??

No i trochę Jareckiej ulżyło.

...

Końcem tamtego listopada (mijał czwarty miesiąc hospitalizacji Czwórki, która w dalszym ciągu nie umiała jeść jak należy) Jarecka powiedziała:
-Proszę już mi ją dać do domu. Ja ją będę karmić choćby co dziesięć minut, będę mogła jej lepiej dopilnować niż tutaj.
Pani doktor, kobieta oddana swojej pracy, zamilkła na chwilę, a Jarecka dałaby głowę, że to ulga wypłynęła na pulchną twarz zbrojną w okulary.
-Wie pani, że i ja tak myślę... - zaczęła niepewnie - ...pójdę i porozmawiam z panią profesor.
Już po chwili obie lekarki wkroczyły do sali, czwórkowa doktor perswadowała grzecznie profesorce:
- ...pani mówi, że sobie poradzi - to jest doświadczona matka. To ich czwarte dziecko...
Pani profesor przyjrzała się Jareckiej uważnie acz życzliwie i zadała tylko jedno, zdumiewające pytanie:
- Gdzie pani mieszka?
Jarecka wymieniła nazwę miejscowości.
- Tam jest dobry klimat!- zakrzyknęła pani profesor radośnie - duch Marszałka...!

Jarecka i pani doktor zaśmiały się ostrożnie...
Trzy dni później, gdy z nieba walił śnieg, Jareccy zabrali swoje dziecko do domu.

Czyś ty był Marszałku dobry, czy zły - dzięki za tę przysługę!!!





10.11.2013

A przy okazji...




...skoro już Jarecka wyjęła farbki żeby zmajstrować gołębiowe talerze na candy (bo talerzyki są trzy, dopiero ostatni jednak przeszedł przez sito samokrytyki), poczuła potrzebę zmalowania czegoś dla swoich dziatek.
Najpierw powstał mało ambitny zestaw podwieczorkowy:




Jarecka poczuła jednak, że musi jeszcze, lepiej i bardziej.
I tak dzieci Jareckie dostały po talerzu "na życzenie".
Dla Czwórki Pani Mrugalska, jej ulubiona ostatnimi czasy bohaterka literacka (Pani Mrugalska, Beatrix Potter). Jarecka czyta wytrwale wieczór w wieczór, bo lubi popatrzeć na te obrazki w starym stylu...










Ponieważ farbki były dwojakiego rodzaju, i jedne wymagały tylko 30, inne aż 60 minut wypalania w piekarniku (i tyleż czasu talerze tam siedziały) , po wypaleniu kolory uległy ogrzaniu i barwy stały się prawie jak te w książce (co będzie widać na zdjęciach poniżej).

Trójka oczywiście chciała żyrafę, "ale taką, jak prawdziwa". Wyszukała w segregatorach pełnych wiadomości o zwierzętach stosowne zdjęcia i Jarecka zasiadła do żyrafy, podczas gdy jej córki wzburzone analizowały zdjęcie przedstawiające łowców słoniowych kłów w krwawej akcji...





Oczy trzeba było poprawiać, bo Trójka uznała, że są złe, tzn. że żyrafa wygląda na złą! Powyżej już wersja poprawiona :)

Dwójka oczywiście nie mogła się zdecydować. W końcu jednak pozazdrościła siostrom zwierząt i konwencji pani Potter, i zażyczyła sobie Kaczora Kałużyńskiego w stroju Tomka Kociaka (Tomek Kociak, Beatrix Potter). Bardzo proszę:









A czego zażyczył sobie Jaśnie Panicz?
Był bardzo zadowolony z efektu i odbył ze swoją matką szereg rozmów o estetyce tego obiektu...








A poniższe talerzyki powstały już dawno. Nie są używane zgodnie z przeznaczeniem - do jedzenia, służą Jareckiej do indywidualnej dewocji ;) Stoją w głębi szafki z filiżankami; w porze kawy Jarecka zerka do Mamy Muminka i na ułamek sekundy przenosi się na tę chłodną, wietrzną wyspę, na której Mama Muminka na nowo szuka swojego miejsca w rodzinie, albowiem jest to proces dla matek (i ojców!) zawsze otwarty, zawsze w toku.

Wzorowane na ilustracjach z Tatusia Muminka i morze, Tove Jansson. 
Będzie ich więcej, kiedyś tam. Coś bardzo smutnego jest w tych rysunkach...









4.11.2013

Ratunku, lektury!! - czyli narzekanie zamiast narzekania

Mogłaby Jarecka narzekać na wiele rzeczy.
Podziębiona, z zatkanym uchem, ociężała, raz po raz niepokojona braxtonem hicksem (czy też hixtonem braxtonem, jak mawia Jarecki :)) - nie ma dla niej wygodnej pozycji ani wygodnych ubrań. O innych atrakcjach w dobrym towarzystwie wspominać nawet nie wypada.
Ale narzekać Jarecka nie znosi, bo jej to psuje krew!
Tedy sobie ulży zżymając się na szkolne lektury, które jakie są, takie są, ale jeśli dzieci Jareckie zejdą kiedyś na złą drogę, to nie za ich sprawą zapewne...

Żółci się lej, krwi płyń wartko, Jarecka śpij spokojnie.


 ...


W środowe samo południe Jarecka oczekuje Dwójki w ciemnym korytarzu zaogońskiego Domu Kultury. Czwórka na krześle obok, na stoliku- kubek termiczny po herbacie z imbirem i książki z biblioteki piętro wyżej.
Drzwi otwierają się i wychodzi Piękna Aktorka, która uczy Dwójkę plumkać na pianinie, zza jej pleców zaś wyłania się owa udręczona życiem uczennica.
- Czarna owieczka! - wykrzykuje Piękna Aktorka na widok książki leżącej na stole - ach, ile wspomnień!...

Tak właśnie.
Dzieci Jareckie czytają w szkole te same lektury, co ich rodzice - i ich rówieśnicy.

Jarecka jako matka Jaśnie Panicza nie jest udręczona szkolną lekturą- Jaśnie Panicz od początku czytał sam, na dodatek chętnie i ze zrozumieniem. Tylko z Plastusiem rodzice musieli wspomóc, bo to naprawdę kupa czytania! Nadto trzeba było dziecięciu tłumaczyć co to obsadka, stalówka, kałamarz. Na co Tosi bibułka do suszenia atramentu, scyzoryk, po co w łazience wiadro z wrzątkiem (swoją drogą- gdzie przepisy BHP??) Nie był to jednak czas stracony i obfitował w obopólne korzyści.
Jarecka wcale nie jest za tym, żeby Grzegorzem Kasdepke zastąpić kultowe "Karolcię" czy "Naszą mamę czarodziejkę". Nawet ta "Czarna owieczka" to miła książeczka na jeden wieczór, w dodatku pięknie zilustrowana.
Nie da się ukryć jednak, że w kwestii obyczajów wiele się zmieniło od czasu, w którym pewne lektury powstały i czasem Jarecka musi się zapienić.

"Oto jest Kasia".
Ośmioletniej dziewczynce rodzi się siostrzyczka. Kasia ma problem z akceptacją tego faktu (dziesięcioletnia Jarecka-CałkiemInna też miała, gdy przyszła na świat jej siostra, ale tylko dopóty, dopóki nie zobaczyła na oczy tego czerwonego pomarszczonego zwierzątka; dzieci Jareckiej zaś zachowują się zupełnie dla Jareckiej niezrozumiale - kłócą się o to, kto będzie zajmował się Piątką i snują marzenia o wspólnych zabawach). Ok, ma prawo czuć się źle. Ale czy wydaje Ci się właściwe, rodzicu dwudziestego pierwszego wieku, że matka zostawia kilkumiesięczne dziecko pod opieką ośmiolatki, sama zaś udaje się na zebranie do szkoły? Czy nie mogłaby umówić się na indywidualną rozmowę z wychowawczynią Kasi, po skończonych lekcjach na przykład, pod szkołą? Mniejsza z tym, może pani po lekcjach musi mknąć na jedyny w tym dniu ogórkowy PKS, który ją uwiezie do domu daleko szosy. Tak więc Kasia zostaje z maleńką siostrą sama w domu. Jarecka zostawiając swoje kilkuletnie córki na 10 minut  same w domu czuje się jak ostatnia szuja, jak przestępca! Dobrze pamięta, jakie gromy opinia publiczna rzucała na matkę, która zostawiła dwoje dzieci w samochodzie pod szkołą, by odprowadzić najstarsze na lekcje. Zdarzyło się, że maluchy się odpięły i narozrabiały- samochód się zapalił... Nic się nikomu nie stało, jeśli nie liczyć matki, która została odsądzona od czci i wiary publicznie, za to, co wydaje się zrozumiałe a nawet oczywiste matkom w takiej jak ona sytuacji.
Ale o tym, że mama wychodzi z domu na dwie godziny zostawiając w nim dwoje dzieci- wszak trututu! -ZEBRANIE!!- dzieci czytają jako o czymś normalnym, a właściwie zupełnie nieistotnym, nawet w kontekście tego, co się stało. A stało się to, że mała Agnieszka szczęśliwie uratowana przed uduszeniem poważnie się rozchorowała. I to Kasia zostaje wskazana jako winowajczyni tego stanu rzeczy!
Patologia, ludziska, Chiny, Uzbekistan i Indie.

...

- Mam jeszcze jedno zadanie - obwieszcza Jaśnie Panicz wieczorem (a Jaśnie Panicz zazwyczaj odrabia lekcje sam, rzadko prosi o pomoc) - muszę napisać kilka zdań na temat: Czy Pinokio zasłużył na to, żeby być chłopcem?



Jarecką w momencie trafia szlag, co na zewnątrz objawia się głębokim westchnieniem i opadnięciem powiek, wskutek czego Jarecka upodabnia się do Garfielda.
I teraz niby ma zasiąść z własnym synem i odbyć sąd nad Bogu ducha winnym pajacem... A za jakież to zasługi ona sama, Jarecka, nagrodzona została swoją rodziną na przykład? I na cóż kładzie dzieciom do głowy, że to, co najlepsze, dostaje się w życiu za darmo? "Synu, nie znoszę, jak jesteś z rana taki upier... (tu następuje długa wyliczanka tego, czego Jarecka nie znosi), ale i tak cię bardzo kocham, jesteś super chłopakiem"- a czy miłość Dżepetta nie wystarczyła, żeby Pinokio mógł zostać sobą, głupiutką zabawką? Trzeba go było przeorać, zmienić, i dopiero wtedy mógł uchodzić za pełnowartościowego?
Możliwe, że Jarecka już nie pamięta dokładnie treści tej lektury. Całość czytała w swoich szkolnych latach, potem już tylko uproszczone wersje dla maluchów zdobne w disneyowskie obrazki. Możliwe więc, że nie jest ta książka jeżącą włos na głowie mroczną historią, gdzie na każdym kroku nieszczęsnego Pinokia spotykają przykre, ba! - straszne! - przygody.
(Tu Wszechwiedzący Narrator spogląda wyczekująco w kierunku polonistów- o co chodzi z tym Pinokiem? Zasłużył sobie, czy nie zasłużył? Jak i na co? I czy musiał?)






Nazajutrz o poranku Jaśnie Panicz ze stoickim spokojem przygląda się, jak jego matka sypie w stojące przed dziećmi miseczki płatki śniadaniowe i zalewa je mlekiem. Gdy dziewczynki biorą się do jedzenia, syn zaczyna wić się i skwierczeć.
- O co chodzi? - pyta Jarecka.
- Ja chcę kanapkę - jęczy Jaśnie Panicz.
Garfield wypływa na oblicze Jareckiej. Raz, dwa, trzy...
- OK, jak zjesz płatki.
- Nie chcę płatków...
- Synu. Patrzyłeś jak robię te płatki i nie powiedziałeś ani słowa, że nie chcesz. Dziewczynki już jedzą, ja nie mogę zjeść za ciebie, bo za chwilę jadę na badanie i muszę być na czczo. Zjesz płatki - zrobię ci kanapkę.
Jaśnie Panicz odmawia, więc Jarecka oznajmia:
- dobrze, w takim razie zapłacisz za śniadanie, które się zmarnuje.
- Ile??- wykrzykuje poruszony Jaśnie Panicz.
- Eee...trzy złote (jędza Jarecka! Złoty pięćdziesiąt byłoby aż nadto!)

Albowiem, zapamiętaj Czytelniku, to co NAJLEPSZE dostaje się w życiu za darmo.
A przecież łatwo można sobie wyobrazić śniadanie lepsze niż płatki z mlekiem, prawda? :)