Co Jarecki robi, jak nie ma go w domu, tego Jarecka do końca nie wie.
Na pewno pracuje, bo jakąś wypłatę dostaje i składki ubezpieczeniowe są opłacane, co może Jarecka sprawdzić jeżdżąc z dziećmi do lekarza.
Robi zakupy, czego dowodem są te zakupy właśnie. Ale czy Jarecki pływa w basenie- na to Jarecka dowodu nie ma, za to na malowanie Bajkowych Kącików- tak.
Wszystko zaczęło się jakieś cztery lata temu. W piątek rano Jarecki wychodził jak zwykle do pracy ale wracał już w środku nocy by przespać się kilka godzin i znów zniknąć na całą sobotę. Jarecka obstawiona drobnym potomstwem i pozbawiona mężowskiego wsparcia nie mogła jednak sobie pozwolić na luksus narzekania. Gdy tylko zaczynała swoją żałosną opowieść w oczach słuchacza pojawiał się błysk zainteresowania, który przeradzał się w zachwyt nad Jareckim i Jarecka porzucała nadzieję na współczucie. "Przecież on pomaga dzieciom! Jaki bezinteresowny!"
Jarecki bowiem wraz z grupą znajomych jako wolontariusz maluje dziecięce oddziały szpitalne.
"No tak się urządzić"-pomstowała w duchu Jarecka-"pomagać dzieciom nie oglądając ich na oczy... Cudnie!"
I tak czas sobie mijał, Jarecki sobie malował, Jarecka pomstowała aż zdarzyło się, że wolontariusze dostali niestandardowe zamówienie. Kącik, z założenia miejsce rekreacji dla chorych dzieci miał tym razem służyć młodzieży. Szablon sponsora przewidziany dla dzieci, w motylki, kwiatki i literki nie nadawał się. Poproszono więc o pomoc Jarecką i się zaczęło. Jarecka zmodyfikowała nieco szablon, zamiast zarysów drzew i zameczków zaproponowała panoramę dużego miasta, a literki i kwiatki zastąpiła kolorowymi balonami (takimi, w których się lata). Kilkumiesięczna Czwórka została podstępnie wrażona swojej Matce Chrzestnej wraz z butlą i zapasem mleka a Jarecka osobiście wzięła udział w realizacji tego projektu. Od tamtej pory, jeśli się trafi Kącik bliżej Deszczowego Domu, Jarecki zasuwa tam z wałkami, wkrętarkami i czym tam jeszcze, a gdy już ściany są gładkie, czyste i piękne, zmienia go Jarecka i maluje te tam kwiatki i robaczki.
Razu pewnego do wolontariuszy z brygady Jareckiego zwrócono się z takim zadaniem:
Odnowić, pomalować, upiększyć kawałek korytarza w Wielkim Szpitalu.
I tu należy zrobić wtręt. Wielki Szpital Dla Dzieci naprawdę jest wielki. Ma kilometry niskich, przytłaczających korytarzy i Józef K musiał się w swojej koszmarnej przygodzie czuć tak, jak czują się rodzice pierwszy raz wpuszczeni w tryby tej maszyny. I nie tylko pierwszy raz, ilekroć bowiem Jarecka opuszcza to miejsce po jakiejś wizycie u specjalisty, do końca dnia jest już absolutnie do niczego. Gdy przejeżdża obok tego miejsca nocą, na widok oświetlonych pięter włos jeży jej się na głowie- tak niewyobrażalna jest ilość cierpienia, jakie mieści w sobie ten budynek.
A ten kawałek korytarza, co go Jarecki miał pomalować znajduje się na bloku operacyjnym. Miejsce, w którym cierpiący rodzice czekają na Najważniejsze Wieści.
I znów Jarecka siadła do projektu a że potrafi sobie wyobrazić cierpienie rodzica dziecka na skraju życia i śmierci, wpuściła tym znękanym ludziom, do tej strasznej poczekalni dużo powietrza.
Żeby mogli trochę odetchnąć.
Z tego miejsca Jarecka pozdrawia szczególnie Beatę i Rafała, bez których- co by to było?
Szesnaście Kącików, szesnaście przepracowanych weekendów, niezliczone zakupy, przewożenie, ładowanie, skręcanie, malowanie, meblowanie- i uśmiech! A wszystkim, co ich Jarecka spotkała w Kącikach pozdrowienia śle ta oto mewa :))) Rafałową ręką poczyniona :)