Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarecki w akcji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarecki w akcji. Pokaż wszystkie posty

30.12.2016

Jarecki w akcji


Zaczęło się bardzo niewinnie, Jarecki nie mógł się spodziewać, co go czeka.
Przyjechali Pysiakowie i tak sobie miło gawędziliśmy o tym i owym, że na przykład tu w salonie jeszcze nam bardzo potrzebny jakiś kredens, a najbardziej, ach, pamiętasz Pysiaku (Pysiak to mój kuzyn) taki jak stał u naszej babci w letniej kuchni!
Ten kredens jeszcze tam stoi, mówił Pysiak, ale już się pewnie nie nadaje, ach-jaka-szkoda.
I na tym skończyłaby się rozmowa o wystroju wnętrz, gdyby kuzyn Pysiak nie odpalił internetów.
Już po chwili oznajmił, że w sąsiedniej wiosce podobny kredens jest do wzięcia za 100 złotych polskich.
Jarecki skrycie załamał ręce ale pojechał, przywiózł i...





...zaczął zdejmować warstwy farby olejnej, aż wyłoniła się solidna konstrukcja z drewna i sklejki. Niestety zdjęć z tego etapu prac brak.
Ponieważ kredens w salonie Deszczowego Domu naprawdę był potrzebny, Jarecki postanowił na cito wykończyć dolną część a nastawą zająć się w bliżej nieokreślonej przyszłości; może latem, gdy będzie można pracować przy otwartym garażu a może samo się zrobi, kto to może wiedzieć.




Ta osobliwa ozdoba to źle przykręcony wieszak na różne kuchenne artefakty. Dlaczego źle go przykręcono?  Ot, tajemnica.







Ogołocony ze starych farb mebel (a raczej jego połowa) trafił do salonu.
Tam dostał nowe szaty.
Farbę -






- gałki, uchwyty i nowe zamki.








Tak wygląda teraz, w roli komody.







Jarecki twierdzi, że z nastawą będzie przyciężko i nazbyt kuchennie a wszak to salon! Oraz (bardzo chytrze z jego strony), że ściana nad komodą to wymarzone miejsce do ekspozycji dzieł sztuki, które w kuluarach już tylko czekają na oprawę i Jareckiego z wiertarką.

Co myślicie?

19.03.2015

Not yet

Goniło Jarecką pranie. Uciekała ile sił z trudem odrywając nogi od ziemi, ale mokre szmaty były coraz bliżej, już czuć było zapach płynu do płukania. Macki rajstop czepiały się Jareckiej łydek a prześcieradła rozciągały gumki, by schwytać ją w swoją mokrą sieć. Za praniem zaś gnały talerze, grzechotały złowieszczo i celowały w uciekającą widelcami.

Niech Was nie zwiedzie kursywa! To nie był sen.

Podczas gdy na świecie działy się sprawy mniejsze i większe, ludzie rodzili się i umierali, góry rosły, jeziora wysychały, lasy tropikalne łysiały a zorze polarne rozjaśniały nieba, Jarecka myła naczynia.
Myła i myła, i dziwiła się, że ma w domu osiemset talerzy a sztućców dwa tysiące. Myła, i odkładała umyte na suszarkę nad zlewem, która dotychczas pełniła funkcję zwykłej szafki. Woda z odkładanych naczyń ściekała Jareckiej po rękach aż pod pachy.
Widziano też dzieci Jareckie jedzące musli wprost z papierowych ręczników.

Zmywarka zepsuła się w niedzielę - odmówiła nocnego mycia.
W poniedziałek Jarecki wysunął zbuntowany sprzęt, coś tam porozkręcał, pooglądał i postawił diagnozę.
We wtorek zamówił nową pompę. Zasypał sprzedającego pytaniami i zdjęciami zmywarki, żeby mieć pewność, że dostanie odpowiednią część.
W środę przyszła paczka.
(W tle Jarecka tkwi przy zlewie i niestrudzenie pomywa)
Jarecki kazał żonie kupić tajemne elementy o trudnej do zapamiętania nazwie, tak trudnej, że Jarecka musiała sobie wyryć te słowa na kamiennym sklepieniu swego intelektu, oraz, dla większej pewności zapisać na kartce.
Udała sie do sklepu żelaznego (który zbudowany był z porządnej cegły i szkła) i odczytała: "opaski zaciskowe, metalowe".
- Jaki rozmiar? - zapytał pan, na co Jarecka postawła na ladzie paczkę i jęła rozpakowywać nową pompę celem demonstracji. Trochę to trwało, bo rzecz była zawinięta w belę folii bąbelkowej i szczelnie oklejona taśmą klejącą. Wreszcie pan ekspedient (subiekt!) zmierzył wypustki, co do których miał podejrzenia, że to właśnie je Jarecki będzie chciał zaciskać i wrzucił Jareckiej do pudła dwa metalowe dinksy.
Po powrocie z pracy Jarecki rzucił się naprawiać oporny sprzęt, rozkręcił go do cna i skręcił ponownie, choć, rzecz ciekawa, nie wszystkie części zmieściły się w zmywarce ponownie.
- Widocznie ta pompa nie pasuje jednak do pana zmywarki - tłumaczył ten szczęściarz, co miał fart mówić to Jareckiemu na odległość - pewnie powinien pan mieć jednak inną.

(Wszechwiedzący Narrator tnie reakcję Jareckiego)

W czwartek Jarecki kupił nową zmywarkę.




I co, myślicie, że teraz Jarecka jest zadowolona?
Bynajmniej.
W srebrnej tafli nowej maszyny widzi bowiem swój wymarzony rower, damkę z solidnym fotelem dla Piątka i wiklinowym koszykiem na te tam, wiecie, bagietki i bukiety polnego kwiecia.

Jak mawiał najsławniejszy gladiator świata, Russel Crowe: "not yet. Not yet."




25.02.2015

Ciężka dola listonosza

Pierwsza kartka była od Bebe.
Na kopercie stało: "nie otwierać przed 22.02".
Jarecka obśmiała się z ludzkiej naiwności, rozdarła kopertę, doznała wzruszeń, powiesiła kartkę na widoku i pośpieszyła w internety z dziękczynieniem. Nic a nic ją te życzenia nie zdziwiły, wszak Bebe przyjaźni się z Kaczką, a Kaczka świętuje w ten sam dzień - ot, się zgadało, jakże to ze strony Bebe uroczo.

Czwartek
Sąsiadka, pani Nestorka, wręczyła Jareckiej ogromną kopertę i jeszcze małą siateczkę z kilkoma kopertami.
- O, aż tyle? - zdziwiła się Jarecka. Zdało jej się, że w siatce są przynajmniej trzy koperty!
Pani Nastorka uśmiechnęła sie życzliwie i poszła, Jarecka zaś dostrzegła, że duża koperta jest od Kasi.
Nic dziwnego! Jarecka była umówiona z Kasią na wymianę. Cóż, w kopercie nie było jednak oczekiwanego bieżnika lecz...życzenia.
Musi to sprawka Jareckiego... - Jarecka tknięta tym przeczuciem zajrzała znów do siateczki i przekonała się, że zawiera ona nie trzy, lecz z dziesięć kopert. Wszystkie z życzeniami urodzinowymi.
Żebyż tylko! Kartki zrobione własnoręcznie, rękodzieła, czekoladki, zapachy, ochy i achy, biżuty, mamuty, brokaty i piernaty! A jakie słowa, rymy, literki, stempelki i naklejki! Nawet kupon totolotka!:))
Jarecka znów - hop w internety dziękować.
Kartki utykać na widoku.


Piątek
Jarecki chodził zły, bo listonosza nie było i coś mu chyba w rachubach ten fubrawiec popsował.


Poniedziałek
Jarecka wypatrzyła listonosza (tego, co głośno puka) przez okno.
Stał na ganku u Czesiuniów i grzebał w torbie. Po kwadransie Jarecka zaczęła się niepokoić. Czyżby nie słyszała pukania? Stojąc z uchem przy drzwiach?
Wyjrzała na korytarz, czy doręczyciel nie zostawił czegoś na szafce na buty a potem, kłapiąc laczkami, zbiegła do skrzynki na listy. Pusto.

Po południu zadzwonił dzwonek i Jarecka otworzyła natychmiast a oczom jej ukazał się ciekawski listonosz przyciskający brzuchem do szafki stertę przesyłek.
- Co pani ZNOWU NAZAMAWIAŁA?
Nie wiadomo, co bardziej zaskoczyło Jarecką - ilość poczty czy spontaniczne pytanie - dość, że zaniemówiła, listonosz zaś kontynuował:
- Tyle tego, że tamten nie mógł się zabrać i prosił mnie, żebym przywiózł (bo Ten, Drodzy Czytelnicy, jeździ samochodem a Tamten - na rowerze). Co to jest? Firmę pani założyła?

Ostatecznie stało się jasnym, że nie będzie możliwe dziękowanie każdemu osobiście - jak Jarecka zamierzała, oraz że braknie miejsca na ścianach pod ekspozycję kartek.


Środa
- Ile tej poczty do was! - wykrzyknął listonosz-rowerzysta, ten, co głośno puka - nie mogłem się z tym zabrać. Dużo tego jeszcze będzie?
- Myślę, że już nie... - uspokajała Jarecka.
- Cieszę się! - oznajmił listonosz szczerze a dobitnie.




Drodzy Czytelnicy (tę męskoosobową formę zawdzięczamy Kritykowi)!!!
Cóż powiedzieć?
Sprawiliście mi wielką radość!

Dziękuję!

Nie dam rady podziękować każdemu z osobna, pokazać zdjęć wszystkich Waszych arcydzieł, zacytować Waszej literatury ani nawet podlinkować Waszych miejsc w internecie.
Poniżej zdjęcia, które nie oddają skali zjawiska (poczta spoczywa w woku ;)), zresztą, nie ma na nich środowej porcji przesyłek -



A w tym szaleństwie udział wzięli (nicki w zupełnie, najzupełniej przypadkowej kolejności. Przy popularnych imionach podaję inicjał nazwiska lub, w nawiasie, nazwę bloga):

bebeluszek
Bee In Quiltsland
aeljot
W gniazdku na akacji
Tupaja
asiami
Sylaba
okruszki
My Crochet Privacy
Mamelkowo
Olga (O tym, że)
Kaczka
Krityk i Beti
Beti :)
Magda S.
Anna Szostek
-E.W.
Piegowata
Dorota (ta od naszyjnika!;))
Olusia P.
Alis
Anuk
Sandrynka
Lamia
Aga (w międzyczasie)
Magda (c)
Ola (Świat Oli)
Pies w Swetrze
Faustyna M.
Mery Selery
Sakurako
CudARTeńka
Silvarerum
Mruwka
Addicted to Crafts
Justyna MDMX
Misiura
Katarzyna (Retro Blue)
Grażyna B.
Happy Alimak
Alcydło Kr.
Anutek
Kamila N-L
Avrea
PandeMonia
Polka w Monachium
Anette 196
Elżbieta Ł
Marta G.
Kalipso

Oraz Mama CałkiemInna, do której nie dotarły wici Jareckiego, która jednak co roku wysyła życzenia pocztą 

Ta lista robi wrażenie, przyznajcie!

Trwam w szoku, że Wam się chciało - a jakość kartek, życzeń i załączników świadczy o tym, że Wam się bardzo chciało! 
Co miał na Was Jarecki?
Co Wam obiecał? ;)))

Listonosze z Zaogonia pozdrawiają listonoszy z Niegowa KLIK

A do Was, kochani spiskowcy, niech ta radość, którą mi sprawiliście wróci zwielokrotniona!!!




PS. Nie mam pewności, że to już wszystko ;) Jeśli, wzdychając, fukając i przewracając oczami listonosz doręczy coś jeszcze, niechybnie się pochwalę w kolejnych postach :)

23.03.2013

Uszy do góry!

Jakim cudem, Jarecka zapytana o prezent wspominany do dziś, zapomniała o TYM, nie pojmuje i się wstydzi.

(Jeśli, drogi Czytelniku, jeszcze przez dłuższy czas tematy wpisów wydadzą Ci się zupełnie od czapy i w poprzek koniunkturze, nie dziw się- przecież Jarecka wciąż jeszcze przekopuje swoje szafy i znajduje tam prawdziwe skarby, kamyczki, które wprawiają w ruch lawinę wspomnień i słowotok.)

Rzecz miała miejsce wieki temu, w odległej galaktyce... czyli w mieście B, gdzie Jarecka uczęszczała do szkół. Mieszkała w internacie, z Najlepszą Przyjaciółką. Owa przyjaciółka przywiozła z domu kasetę z muzyką z filmu "Dingo". No i to był szał!

  Dziewczęta były jazzowo rozmiłowane za sprawą- niespodzianka!- braci Golców (tak, tych od "lornetki", których Jarecka poznała jako cudowne jazzowe dzieci, a właściwie młodzież. Z tegoż internatu się znali) i wkrótce Jarecka znała na pamięć każdy dźwięk i każde słowo, jakie pada na płycie, nie mając pojęcia o czym jest film, o czym do dziś ma zresztą ledwie mgliste pojęcie dzięki temu, że obejrzała sobie fragmenty na youtube. W odległych czasach jednak, do których się wraz z Jarecką cofamy, nie znano jeszcze youtube, a idea ściągania filmów z internetu- co logiczne- również nie miała miejsca w świadomości Jareckiej.
Znany był jej już  jednak Jarecki. Parę razy odwiedził zresztą Jarecką (która wtedy nazywał się Całkieminna) w internacie i z miejsca stał się pupilkiem wychowawczyń, albowiem pojawił się nie z puszką piwa za pazuchą, a z siatką pełną jabłek. Słał też co tydzień listy do swojej dziewczyny, które to listy wychowawczynie doręczały adresatce utwierdzając się w zachwycie nad tym jakże akuratnym kawalerem. (Zrozum, Czytelniku, jeśli chodzi o chłopców, internat pełen był hałaśliwych muzyków, bałaganiarzy- delikatnie mówiąc-plastyków i nieskomplikowanych sportowców, nie licząc grzecznych, lecz nieco wyalienowanych matematyków).

Ale, ale, do rzeczy, miało być o wzruszającym prezencie.
Otóż edukacja licealna dobiegła końca i Jarecka i jej Najlepsza Przyjaciółka zamieszkały mniej więcej na dwóch krańcach Polski.
A żeby ukoić ból, Jarecki sprezentował Całkieminnej płytę "Dingo". Której- o pechu!-  nie miała ona jak odtwarzać, bo nie dysponowała odtwarzaczem CD!

Zatem Jarecki kupił kasetę, przegrał na nią muzykę a opakowanie opatrzył własnoręcznie skopiowaną etykietą.
Oto ona:



Prawda, że lepsza niż oryginał?

A tu, prezent dla Was, zastrzyk energii na ten zimowy mroźny dzień, z tejże płyty, uszy do góry!
(fragment od ok.1.43 wprawia Jarecką w euforię, co przydaje się dziś jak znalazł :))

7.03.2013

Nie ma jak w domu! :)

Skoro świt Jarecki wkracza do szpitalnej sali zmienić żonę przy Czwórce.
Podczas gdy Jarecka ubiera się w pośpiechu, Jarecki omiata wzrokiem powierzany mu majdan- tu przestawi, tam schowa, co nieco wyrzuci.
-Muszę tu posprzątać- mruczy do siebie pod nosem- ale syf! Jak w domu.

Jarecka wychodzi rozbawiona i chyba jednak nieco dotknięta, skoro wdzięczna pamięć natychmiast podsuwa obraz sprzed prawie roku (a wdzięczna pamięć przechowa to duuużo dłużej!), całkiem na temat:

Jareccy w restauracji, nastrój ogólnie Ą- Ę.
Kelner gnąc się w fachowych ukłonach nakłada riosotto.
Jarecki próbuje i opiniuje:
-Smakuje jak w domu- wzrusza lekceważąco ramionami- NIC SPECJALNEGO.

29.12.2012

Pędzle w dłoń!

 Marzenia spełniają się w przewrotny sposób.
Marzyło się kiedyś Jareckiej, że założy firmę i będzie malować ściany- takie tam puby, przedszkola i prywatne wnętrza. Cudownie beztroski i utopijny to był plan, bo Jarecka nie miała wtedy prawa jazdy, za to miała dwójkę maleńtasów (z czego jedno przy piersi) i gdy wkrótce zaszła w trzecią ciążę, sprawa firmy ostatecznie się rypła, ale malowania ścian- nie.


 I oto kolejne, jeszcze niedoschnięte zapewne dzieło Jareckich (Jarecki dzielnie nosił puszki, radził, akceptował i zajmował się córkami!).
 
W tym pomieszczeniu będą się odbywały zajęcia... szkoły rodzenia.
Miało być energetycznie i pasować do czerwonych i niebieskich materaców.
(Jarecka czuje zabobonny lęk w miejscach przeznaczonych dla ciężarnych, zdaje jej się, że się zarazi!)





Ale może nie ! ;) 
(na wszelki wypadek splunęła dwakroć przez lewe ramię)

Podoba Wam się?

13.12.2012

Co Jarecki robi, gdy nie ma go w domu

Co Jarecki robi, jak nie ma go w domu, tego Jarecka do końca nie wie.
Na pewno pracuje, bo jakąś wypłatę dostaje i składki ubezpieczeniowe są opłacane, co może Jarecka sprawdzić jeżdżąc z dziećmi do lekarza. 
Robi zakupy, czego dowodem są te zakupy właśnie. Ale czy Jarecki pływa w basenie- na to Jarecka dowodu nie ma, za to na malowanie Bajkowych Kącików- tak.

Wszystko zaczęło się jakieś cztery lata temu. W piątek rano Jarecki wychodził jak zwykle do pracy ale wracał już w środku nocy by przespać się kilka godzin i znów zniknąć na całą sobotę. Jarecka obstawiona drobnym potomstwem i pozbawiona mężowskiego wsparcia nie mogła jednak sobie pozwolić na luksus narzekania. Gdy tylko zaczynała swoją  żałosną opowieść w oczach słuchacza pojawiał się błysk zainteresowania, który przeradzał się w zachwyt nad Jareckim i Jarecka porzucała nadzieję na współczucie. "Przecież on pomaga dzieciom! Jaki bezinteresowny!"
Jarecki bowiem wraz z grupą znajomych jako wolontariusz maluje dziecięce oddziały szpitalne. 
"No tak się urządzić"-pomstowała w duchu Jarecka-"pomagać dzieciom nie oglądając ich na oczy... Cudnie!"
I tak czas sobie mijał, Jarecki sobie malował, Jarecka pomstowała aż zdarzyło się, że wolontariusze dostali niestandardowe zamówienie. Kącik, z założenia miejsce rekreacji dla chorych dzieci miał tym razem służyć młodzieży. Szablon sponsora przewidziany dla dzieci, w motylki, kwiatki i literki nie nadawał się. Poproszono więc o pomoc Jarecką i się zaczęło. Jarecka zmodyfikowała nieco szablon, zamiast zarysów drzew i zameczków zaproponowała panoramę dużego miasta, a literki i kwiatki zastąpiła kolorowymi balonami (takimi, w których się lata). Kilkumiesięczna Czwórka została podstępnie wrażona swojej Matce Chrzestnej wraz z butlą i zapasem mleka a Jarecka osobiście wzięła udział w realizacji tego projektu. Od tamtej pory, jeśli się trafi Kącik bliżej Deszczowego Domu, Jarecki zasuwa tam z wałkami, wkrętarkami i czym tam jeszcze, a gdy już ściany są gładkie, czyste i piękne, zmienia go Jarecka i maluje te tam kwiatki i robaczki.

Razu pewnego do wolontariuszy z brygady Jareckiego zwrócono się z takim zadaniem:
Odnowić, pomalować, upiększyć kawałek korytarza w Wielkim Szpitalu.

I tu należy zrobić wtręt. Wielki Szpital Dla Dzieci naprawdę jest wielki. Ma kilometry niskich, przytłaczających korytarzy i Józef K musiał się w swojej koszmarnej przygodzie czuć tak, jak czują się rodzice pierwszy raz wpuszczeni w tryby tej maszyny. I nie tylko pierwszy raz, ilekroć bowiem Jarecka opuszcza to miejsce po jakiejś wizycie u specjalisty, do końca dnia jest już absolutnie do niczego. Gdy przejeżdża obok tego miejsca nocą, na widok oświetlonych pięter włos jeży jej się na głowie- tak niewyobrażalna jest ilość cierpienia, jakie mieści w sobie ten budynek.

A ten kawałek korytarza, co go Jarecki miał pomalować znajduje się na bloku operacyjnym. Miejsce, w którym cierpiący rodzice czekają na Najważniejsze Wieści.
I znów Jarecka siadła do projektu a że potrafi sobie wyobrazić cierpienie rodzica dziecka na skraju życia i śmierci, wpuściła tym znękanym ludziom, do tej strasznej poczekalni dużo powietrza. 
Żeby mogli trochę odetchnąć.












Z tego miejsca Jarecka pozdrawia szczególnie Beatę i Rafała, bez których- co by to było?
Szesnaście Kącików, szesnaście przepracowanych weekendów, niezliczone zakupy, przewożenie, ładowanie, skręcanie, malowanie, meblowanie- i uśmiech! A wszystkim, co ich Jarecka spotkała w Kącikach pozdrowienia śle ta oto mewa :))) Rafałową ręką poczyniona :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...