Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

28.12.2016

Prezent poświąteczny


Trafiło mi się jak ślepej kurze ziarnko.
W zaogońskim lumpeksie, upiornej grzebalni, znalazłam dwa próbniki z jakiegoś sklepu z wystrojem wnętrz dla dzieci. Każdy taki próbnik to trzy kupony grubej bawełnianej tkaniny: jeden 145x110 i dwa 55x110. Ten sam wzór w pieski, trzy wersje kolorystyczne.
W sumie ogrom zacnej, nieużywanej materii.
(Właściwie post niniejszy jest z gatunku: patrzcie i zazdrośćcie, bo prawdopodobieństwo takiego łowu nie jest duże a praca włożona w efekt końcowy akurat w zasięgu każdej początkującej szwaczki)

Oto owoc poświątecznej laby i pokój Trójki jako miejsce docelowe.






Na powyższym zdjęciu jeszcze jeden materiał, który wykorzystałam w poniższej robótce - lniana surówka; akurat miałam w pracowni kilka metrów ;)
Z dwóch dużych kuponów powstała narzuta. Nie ma w środku żadnego wypełnienia. Była uszyta z dwóch warstw jak poszwa na kołdrę a następnie, już na prawej stronie przepikowana razem naokoło tych owali (jaj:)) z pieskami. Wszystko dobrze się trzyma kupy i jest odpowiednio ciężkie.
Z dwóch mniejszych kuponów uszyłam poduchy 47x47 cm.
Pozostałe dwa kawałki tkanin zostawiam "na zaś". A nuż trzeba będzie uszyć jakieś siedzisko na krzesło, worek czy coś tam jeszcze :)
















Niech żyją lumpeksy!

17.12.2016

Kartki z kalendarza, adwentowego.



14 grudnia, godz. 15.00
Jasełka u Piątka
O znienawidzona, rokroczna torturo!
W gąszczu tabletów, telefonów i innych nagrywarek, pośród uszminkowanych ust matek i babek, w nerwowej atmosferze. Dzieci pobudzone, rodzice stłoczeni, panie zmęczone.
Morale Piątka-baranka padło na widok Jareckiej, która torując sobie drogę maczetą, dobrnęła do syna z czystą koszulą. Na szczęście rola czarnego barana sprowadzała się do jakiegoś: "zapraszamy na jasełka", które Piątek wyrecytował automatycznie nie wypuszczając z objęć swojej matki, i już można było udać się na tyły sali, gdzie wypadało zaczekać jeszcze na prezenty i uf.
Odfajkowane.

14 grudnia, godz. 16.00
Jasełka u Czwórki.
O znienawidzona, rokroczna torturo!
Ponieważ Jarecka przybyła na ten spektakl wprost z piętra wyżej, ergo - wcześniej niż inni - zajęła sobie miejsce w pierwszym rzędzie, za plecami (i jeszcze niżej) mając tablety, telefony i inne nagrywarki.
Zmęczony baran usnął na kolanach Jareckiej i jej samej niewiele brakowało, żeby pójść w jego ślady.
No ale już, prezenty rozdane, odfajkowane.

14 grudnia (rok ciągle ten sam, 2016), godz. 18.00
Zebranie w gimnazjum.
Lista mailowa do rodziców uzupełniona, składka klasowa ściągnięta.
- Drodzy państwo - rzecze młodziutka wychowawczyni - właśnie zdałam sobie sprawę, że u progu liceum nasze dzieci spotkają się z młodszym rocznikiem, który charakteryzuje liczebność (wyż demograficzny) i niepospolita ambicja. Na dzień dzisiejszy szanse na dostanie się do liceum daję najwyżej jednej trzeciej klasy.
Borze sosnowy, czyli pięciu osobom.
Jarecka znów poczuła ten odpływ energii, co na pierwszym zebraniu, kiedy wyszło na jaw, że na szesnaście osób dziesięcioro ma orzeczenie o różnych poznawczych dysfunkcjach. W torbie zmaterializował się ten sam co wtedy bacik; a masz, ty leniwa matko, nie chciało się dziecka wozić do lepszej szkoły, nie chciało się wchodzić w całkiem nowe środowisko, zaprzepaścisz ty ten talent, a masz! - nie masz tu dla niego rywala, motywacji, pójdzie do branżówki razem z kolegami.

14 grudnia, 18.30
Zebranie u Dwójki.
- Skoro panie nie mogą sobie poradzić z naszą klasą, mamy pomysł! Podzielmy ją! Wszak pierwsze klasy są dwie, choć cały rocznik liczy dokładnie tyle, co nasza klasa. Napiszmy petycję do wójta, kto jest za?
- Ale w pierwszej klasie jest dziecko sołtysa - zauważył ktoś przytomnie.
A potem już było jak zwykle, czyli czemu pani tyle krzyczy i tak narzeka i tyle zadaje, jak dzieci żle się uczą to nie wymagajmy od nich tyle, noooo!


Wieczorem Jareccy musieli napić się tego napoju, który powiększył Alicję z Krainy Czarów, cudem się to udało, bo już ledwo dosięgali blatu.




15 grudnia, godz.18.00
Koncert w Gminnym Ośrodku Kultury.
Wśród artystów - Trójka, która w tym roku pobiera lekcje śpiewu.
Sala zatłoczona, tablety, telefony i inne narzędzia nagrywające plus Jaśnie Panicz w roli fotoreportera; w tym roku pobiera nauki w dziedzinie fotografii, przyszedł na koncert wprost ze swoich zajęć piętro wyżej.
Trójka i jej koleżanki wyglądały olśniewająco (czemu Czwórka, zajęta przy bufecie na tyłach sali, musi uwierzyć na słowo). I znów Jarecka nie mogła się nadziwić, że jej córka ma urodę tak oryginalną, że drugiego takiego dziecka nie ma na świecie. No, chyba, że gdzieś tam na Karaibach.
Sami zobaczcie.



16 grudnia, godz.10.00
Śniadanie.
Piżamy.
Piątek miał w nocy gorączkę.
Jaśnie Panicz, nawet jeśli pójdzie do branżówki, może zrobić karierę kucharza.
Sikorki buszują w karmniku.
Wszystko powraca do właściwych rozmiarów.






Czego i Wam życzę :)


28.11.2016

Obrazki z Dwójką

- Mamo, co to znaczy "miejscowość rodzinna"?
- Nnnnoooo - kombinuje Jarecka - taka, w której się urodziłaś, z której pochodzą twoi rodzice, gdzie mieszka twoja rodzina...
- Bo dzisiaj na historii mieliśmy coś napisać o naszej rodzinnej miejscowości.
Hm.
Dwójka urodziła się na Przedmieściu, więc w dokumentach stoi: Metropolia. Rodzice urodzili się w J, tam też mieszkają dziadkowie, ciotki i kuzyni, Dwójka bywa tam kilka, kilkanaście dni w roku.
Trzy lata na Przedmieściu u Pani Feli, osiem miesięcy u Gargameli, też na Przedmieściu.
Sześć lat na Zaogoniu.

- Nie wiedziałam, co mam napisać. Napisałam o Zadniej Górze.

Pół roku na Zadniej Górze.

Takie korzenie, jak rzodkiewka.






***

Ilustris przysłał kolejny pakiet świątecznych kartek, na prośbę Jareckiej. Jakimś cudem pierwsza przesyłka umknęła Dwójce, toteż kontempluje radośnie po raz pierwszy.
- Nie widziałam tego wcześniej! - wykrzykuje.

I teraz, Kaczka, Bebe, uważajcie, bo Dwójka dodała: - będziemy je mogli wysłać tym, wiesz, Straszakom.

Wzruszyłam się.

A Wy pamiętacie o Robótce?
Starszaki czekają, co rok bardziej (bośmy je rozpuścili, ot co :))))
I, jak się okazuje, moje starszaki też czekają :)




Wszystko, co musicie wiedzieć, by się przyłączyć - <TUTAJ>

17.11.2016

Kto nie pozwala Jareckiej odpocząć, lista winowajców.


Na czym polega trudność bycia matką wielodzietną?
No jakże! - powiecie - to oczywiste. Rano kilka śniadaniówek do zapakowania, kilka kursów na trasie szkoła-dom, więcej siatek z zakupami do noszenia, więcej butów i kurtek do kupienia, więcej pościeli do zmiany.
Furda to wszystko, powiadam Wam.
Jest coś, co matki wykańcza skuteczniej niż ospa w domu.

Zajrzyjmy na przykład przez okno do kuchni w Deszczowym Domu, gdzie Jarecka nad zlewozmywakiem gapiąc się w okno pucuje filiżankę (takusieńko jak Meryl Streep w Żelaznej damie).
Wyobraźmy sobie, że filiżanka jest nowa, jakiś tam prezencik albo trofeum z lumpeksu. Wchodzi któreś dziecko i mówi: - o, mamo, nowa filiżanka? Skąd masz?
Jarecka odpowiada nie odrywając ócz od krzy za oknem i pucuje dalej (choć Jareckiemu, który też ogląda tę scenę wraz z czytelnikami już drga powieka, bo kto to widział tyle wody naraz w szambo lać?)
Trzy minuty później wchodzi inne dziecko i mówi: - o, mamo, nowa filiżanka? Skąd masz?

Piąte dziecko nie może zrozumieć, dlaczego po niewinnym pytaniu matka zaczyna wrzeszczeć, rzuca filiżanką w okno i sama ucieka w ślad za nią.

Za kilkanaście lat będą opowiadać o tym leżąc na kozetkach a psychoterapeuta na próżno będzie dociekał jednostki chorobowej matki pacjenta.


- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!
- Mamo, widziałaś, te spodnie są PRAWDZIWE!






I teraz możemy przejść do właściwego tematu posta.

Jeszcze tylko mała inwokacja do wszechświata, ach, czemuż ty mi nie dasz odpocząć, czemuż mi podsuwasz tyle inspiracji, czemuż się one wlewają każdą szczeliną, czemu nie mogę sobie po prostu zasiąść w fotelu przy kominku i się zdrzemnąć?

Winowajczyń było wiele:
Koleżanka Jareckiego, która przysłała na Zadnią Górę swojego męża, ciężarówką ładowaną po sufit włóczkami, materiałami i pasmanterią wszelaką.
<Joanna w kolorze>, u której widziałam na ścianach takie szyte, tekstylne ramki na zdjęcia, że klękajcie narody.
I koleżanka Krzanik Alicja, najnowsza świerszczykowa poetka, której debiut możemy akurat podziwiać w pisemku KLIK a która przywiozła mi ksiażkę z dedykacją - Szopięta Ewy Kozyry Pawlak; którą także dopisujemy do listy winowajców.





W Szopiętach Piątek zakochał się bez pamięci, do tego stopnia bez pamięci, że ciągle każe czytać sobie od nowa.
Co czynię bez przykrości napawając się pięknem szaty graficznej. Szaty ze szmatek.




No i czy ja mogłam po takim ataku lektury usiedzieć spokojnie?

No nie. Uszyłam swoje szopięta.
Proszę Państwa, oto Czwórka i Piątek. Czwórka nawet jakby podobna... nawet szczerbę ma na miejscu. Piątek do przeszycia, bo tylko brwi się zgadzają.














- Mamo, a mnie też uszyjesz?
- Mamo, a mnie też uszyjesz?
- Mamo, a mnie też uszyjesz?


Oczywiście, będzie cała galeria, o, taka:



(To już Ela Wasiuczyńska i jej Chichotnik. Jak to dobrze, że pora prezentów się zbliża! Można tyle fajnych książek sobie kupić, niby że dzieciom!)



PS. Donoszą mi krakowskie koleżanki, że Ewa Kozyra Pawlak kojarzy Jarecką z blogiem Deszczowy Dom.
Jeszcze zostało mi ten Neapol zobaczyć. Na razie się nie wybieram, więc do następnego!

20.10.2016

Łapserdak





Co takiego ma w sobie Jarecka, że kochają ją staruszki?
Kochają tak czule, że na widok Jareckiej otwierają szafy i wydobywają z nich skarby sztuki krawieckiej bądź dziewiarskiej sprzed półwiecza?
I skąd się bierze w tych kochanych siwych głowach myśl, że Jarecka będzie w tym chadzać, mozolnie przerabiać, te elastyczne golfy i bistorowe kostiumy?
Wszelka asertywność pada w obliczu rozpromienionej staruszki.
Jarecka wylewnie dziękuje i wiesza w szafie.

I tak to właśnie było. Będzie z rok, jak do drzwi Deszczowego Domu na Zaogoniu zapukała pani Nestorka.
- Jarecka - szepnęła konspiracyjnie aż echo zadudniło na klatce schodowej - zobacz co ja tu mam!
Było to okazałe sztuczne futerko, quasi karakuły, z marszczonymi rękawami i obfitym kołnierzem.
- U Danuty w pracy jest zbiórka ubrań dla Ukrainy. No i zobacz Jarecka, ona takie futerko uprała (zobacz jak pachnie!) i chciała oddać. Ale ja sobie myślę, może na ciebie będzie, może ubierzesz, nie? Jak na ciebie!






I spróbujcie teraz stanąć w poprzek tej radości, tej hojności! A czyż nie jest rozbrajającą sama świadomość, że ktoś myśli o tobie i chce dla ciebie jak najlepiej?
Jarecka z góry przeprasza te Ukrainki, które nie dopadły tamtej zimy karakuła, lecz futerko wzięła, pięknie podziękowała, a że faktycznie pachniało upojnie, powiesiła w szafie.

Skąd wydobywała ostatnimi dniami i sprofanowała.






Wykrój wzięłam (i również sprofanowałam) ze strony Papavero. 
Serdak ma podszewkę i jest tak ciepły, że zdecydowanie jest odzieniem outdoor.
Co za żenada, tak samemu sobie pozować! Pocieszam się, że pozować komuś dopiero bym się nie przemogła.



Tak że sami rozumiecie, jeśli jeszcze jakaś miła starsza pani... biorę!



25.09.2016

Jak to robi Jarecka, czyli uszyj se paczłork.


Bardzo możliwe, iż miał miejsce jakiś zakulisowy spisek, gdyż w jednym tygodniu aż trzy osoby złożyły wnioski o sporządzenie instrukcji szycia najprostszej paczłorkowej kołderki.
Niektóre nawet publicznie!
Mile połechtana w belferski mięsień straciłam więc pół cennego roboczotygodnia; jego efektem jest maleńka i niepowalająca kołderka dla lalek oraz poniższy tutorial.
Czego się nie robi dla wiecznej sławy!

Na początku zaznaczam: być może można szyć kołderki łatwiej i efektowniej; kluczowym będzie więc tytuł: JAK ROBI TO JARECKA. Inni pewne robią inaczej. Starałam się ponadto nie nadużywać quilciarskich gadżetów, tak, by ci, którzy mają do dyspozycji maszynę z podstawowym wyposażeniem uwierzyli w swoją moc.
Niechże moc będzie z Wami zatem, naprzód!

 Potrzebne będą, absolutnie:

  • ołówek (lub mydełko krawieckie, lub inne spieralne pisadło)
  • linijka
  • dobre nożyce krawieckie. Muszą być dobre, nie ma zmiłuj. Kiepskimi wykonacie seppuku w pierwszej fazie pracy
  • maszyna do szycia
  • żelazko
  • stos tkanin, resztek, zestawy gotowych kwadratów, wedle uznania i możliwości. Powinny to być jednak tkaniny bawełniane, cienkie, nierozciągliwe i podobnej grubości.
  • ocieplina. O szczegóły nie pytajcie. Ja jadę do pobliskiej hurtowni i Panu Tadziowi, albo temu drugiemu, z wąsem, mówię: najcieńszej ociepliny tyle a tyle. I mam. Są oczywiście wypełnienia bawełniane, dużo droższe, lecz oddychające. Co tam komu w duszy zagra i na co kogo stać. Jakieś miękkie wypełnienie musi być.
  • Większy kawał tkaniny na podbicie 
  • agrafki, duże i dużo
  • igła z nitką też się czasem przyda
Opcjonalnie:
  • nóż krążkowy
  • mata do cięcia
  • stopka krawędziowa
  • górny transport (pionierom wyjaśniam, że nie chodzi o Polskie Koleje Linowe)




Wybieramy tkaniny do pocięcia i starannie prasujemy.




Jeśli nie mamy maty i noża krążkowego odmierzamy kwadraty zamierzonej wielkości i tniemy nożyczkami. Od razu mówię, że to cięcie (także to nożem krążkowym) to żmudna robota i naprawdę warto rozglądać się za zestawami gotowych kwadratów. Sklepy z tkaninami mają promocje i wyprzedaże (jak ktoś ma taki sklep niech nie waha się zareklamować w komentarzach), nie trzeba się wtedy martwić czy kolory i wzory do siebie pasują a jakość tkanin czyni dalszą pracę przyjemniejszą.
Czy  muszę wspominać o tym, że tkaninę trzeba ciąć zgodnie z układem włókien? Że tkanina składa się z osnowy i wątku i w tym przypadku nie należy ciąć po skosie gdyż grozi to naciąganiem się, siepaniem i innymi katastrofami?



Gotowe, uf!




Napawamy się tą chwilą, bo przed nami najprzyjemniejsza część roboty! Układanie kwadratów, planowanie, przekładanie. Gotowej mozaice dobrze zrobić zdjęcie, może się przydać, gdy do pracowni wpadnie wiatr lub trzylatek,




Przystępujemy do zszywania. Bardzo ważne jest, żeby każdy szew miał miejsce w identycznej odległości od brzegu naszych kwadratów. Tu przydaje się stopka krawędziowa (poniżej z prawej) ale nie ma żadnych przeszkód, żeby prowadzić taki szew równo wedle brzegu zwykłej stopki (z lewej). Trzeba tylko mocniej się skupić :)



Zszywamy wierzchnią warstwę kołderki rzędami. Kładziemy kwadraty prawą stroną na prawej i i tak, kawałek po kawałku powstaje rząd.




Rozprasowujemy szwy jak na zdjęciu poniżej.




I tak rząd za rządkiem.




Potem łączymy ze sobą rzędy. Składamy dwa rzędy ze sobą tak, żeby szwy się pokrywały. Jednakowoż, jak się trochę rozminą, żaden piorun z nieba w Was nie trzaśnie, sprawdzone. Chyba, że kogoś nierówne szwy budzą po nocach. Wtedy trzeba tu i ówdzie poprawić, może spruć, na zdrowie.





Te szwy również trzeba rozprasować a potem wyprasować całość także z prawej strony.





Teraz zaczyna się ambaras zwany robieniem kanapki. Trzeba połączyć ze sobą trzy części kołderki. Spodnia część powinna być znacznie większa niż wierzchnia. Ocieplina, która ląduje w środku, też musi wystawać poza brzegi warstwy wierzchniej. Wszystko dlatego, że w czasie pikowania mogą zdarzyć się deformacje.
Niech będzie, że nieznaczne ;)
Spodnią warstwę można przykleić taśmą malarską do podłogi, żeby zapobiec przesuwaniu i marszczeniu. Na niej układamy ocieplinę i najstaranniej jak się da, cudnie wyprasowany wierzch. Spinamy agrafkami wszystkie trzy warstwy, na tyle gęsto, żeby warstwy nie przesuwały się względem siebie.



Tu dysponujący górnym transportem mogą go obstalować. Reszta zmniejsza maksymalnie nacisk stopki i przystępuje do pikowania - wedle uznania. Są oczywiście specjalne stopki do pikowania, które mają tę przypadłość, że skaczą razem z igłą, ale o tym poczytacie gdzie indziej.
Ja pikuję jak na zdjęciach poniżej: w równej odległości np. z prawej strony szwów. Gdybym prowadziła pikowanie po szwie, rychło potknęłabym się na tych szwach, które nie schodzą się idealnie. Tak jest "bezpieczniej" a wizualnie zyskujemy ten sam efekt prostej, puszystej kołderki.





Gdy wszystko już przepikowane, pora na lamówkę.
I tu są dwie szkoły, jak we wszystkim, falenicka i otwocka, obie stosuję.
Można doszyć lamówkę według doskonałej instrukcji Kasi <TU> , w tym celu równo docinamy wszystkie trzy warstwy - i życząc jak najlepszych efektów żegnam się z tymi, którzy wybiorą tę szkołę.




Resztę proszę za mną, na skróty.

Ocieplinę przycinamy równo z wierzchnią warstwą.
Spód przycinamy tak, by wystawał naokoło na długość 4 cm.




Następnie, przy pomocy żelazka robimy origami według poniższej instrukcji:




I teraz, Kochani, sama czując wstręt do szycia ręcznego nie doradzę Wam nic innego, jak: weźcie do ręki igłę z nitką i ręcznie doszyjcie ten brzeg! Zresztą także tym, którzy zmierzą się z lamówką wg Kasi polecam ręczne wykończenie. Tak będzie najładniej.
No ale jakby kto miał dostać wysypki, może na maszynie.




Lamówka na rogach będzie się ciut otwierać, więc dobrze jest zszyć ręcznie choć te narożniki.

No i finito, the end.
Jakby co, pytajcie. I pochwalcie się efektami, koniecznie!



5.09.2016

Dziad proszalny


Milion razy robiłam zdjęcie tej torbie i dopiero na milion pierwszym jest do siebie podobna.






Jeszcze kilka dni i byłoby zupełnie niestosownym pokazywać taką letnią torbę zwaną czule worem dziada proszalnego.

Jakiś czas temu kupiłam dwa przecudnej urody panele z grubego płótna za całą złotówkę.
Szyłam według mojego tutka <TEGO>, ale torbę trochę zmniejszyłam, skróciłam ucha i dodałam w środku trochę pomocnych dinksów-





- jako to: kieszonki na pisadło i telefon oraz arcyprzydatny karabińczyk na krótkim pasku; mocuję na nim kluczyk od latającego spodka, żeby szukając go nie trzeba było grzebać pod tonami zakupów.
No i zamykanie na magnes.





Ale to jeszcze nie koniec!

W temacie zakupów za złotówkę - oto mój najnowszy zakup, szałowa walizka.
Peeeełna skarbów.





O czym szerzej następnym razem :)

15.06.2016

Ważne



Drodzy Deszczowo Domowi Czytelnicy!

Same super ważne wieści mam dziś dla Was.

Pierwsza jest taka, najważniejsza, bo czas ucieka.
Przeczytajcie, proszę, historię Ady <TU>
Grupa (nie tylko!) polskich ilustratorów zaangażowała się w pomoc; jedna za drugą trwają licytacje prac sławnych artystów! Za jednym zamachem można sobie udekorować mieszkanie ziemskie i Niebieskie!
Dziś, jeszcze do północy można licytować ilustrację Ainy Bestard TU!


A jak kogo nie stać na licytowanie, niech dołoży ile może (info w pierwszym linku), i niech rozpowszechnia u siebie wieść o tej akcji.


***


I jeszcze inne ważne wieści mam!

Jak na przykład taką, że mój zeszłoroczny apel o kończenie niedokończonych książek padł na żyzną glebę w osobie moich internetowych koleżanek.
Proszszsz.

Kaczka i Skorpion vel Pandemonia.

Czyli, to już nie tajemnica, Dagmara Klein i Monika Dyrlica. Oraz niejaki Leopold Tyrmand.

Do kupienia JUŻ, WSZĘDZIE.



Skaczę z radości :)


***


A kolejny zestaw internetowych kum, czyli Alcydło MANU i Ela Wasiuczyńska pożeniły talenty (a wszystko pięknie sfotografowała miszczyni JOANNA).
Można się teraz ubierać w Wasiuczyńską! 

I ja się ubrałam, o!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...