To, że ktoś oberwie od Jareckiej bez łeb, było wiadomo już od rana. Takie miała Jarecka przeczucie a może postanowienie takie powzięła, kto zgadnie?
Egzekucję udało się jakimś cudem odroczyć do południa, niemniej siedząc z córkami przy zupie Jarecka nabuzowana do granic możliwości snuła rozważania o złu mniejszym i większym oraz o tym, komu się zbierze za to, że wstała lewą nogą.
Własne dzieci, co się je w bólach rodziło, szkoda bić.
- Dzisiaj uczyliśmy się o tym, że człowiek jest ssakiem - Trójka jak należy podjęła konwersację.
- A kura? - wtrąciła nie wiedzieć dlaczego Dwójka - kura chyba jest gadem...
Nie należy się dziwić. W Świerszczyku jak byk stało, że potomkami dinozaurów (wielkich gadów przecież!) są ptaki.
Trójka parsknęła, bo wyobraźnia podsunęła jej zabawny obraz.
- Jak kura by była ssakiem to by tak swoją mamę: dziub dziub - tu dźgnęła się palcem w pierś celem wizualizacji.
- A moja koleżanka też ma małą siostrzyczkę - dodała już poważnie - ale jej mama nie karmi piersią tylko butelką. Bo nie ma pokarmu.
- Jak ta koleżanka ma na imię? - zapytała natychmiast Jarecka, która dotychczas, pochłonięta morderczymi myślami, niezbyt interesowała się rozmową. Teraz poczuła, że coś jej wzbiera w śliniankach.
- Wiktoria.
- Jak to: nie ma pokarmu? - oburzyła się Jarecka - człowiek jest ssakiem, jak to: nie ma pokarmu? Mamy nie muszą karmić swoich dzieci piersią, ale jak nie karmią, to dlatego, że nie chcą, a nie dlatego, że nie mają pokarmu! Jak nie chcą, to nie mają! Albo - strzyknęła przez zęby Jarecka* - nie umieją!!!**
Zapadła cisza, szczęki zaprzestały pracy, trzy pary zdumionych i skołowanych ocząt zwróciły się ku Jareckiej.
Jarecka zaś otarła zęby z jadu i odetchnęła z ulgą.
Kilometr dalej mama Wiktorii nagle poczuła się, jakby jej kto w mordę dał.
W Deszczowym Domu zaś zapanował spokój, miłość i peace.
* jadem strzyknęła.
** dobra, dobra, Jarecka wie, że z tym karmieniem to jest różnie, bo sama zna kobiety, co bardzo chciały a się nie udało (choć, dla ścisłości - pokarm miały!) ale chyba lepiej, że się dostało mamie Wiktorii, co się ją zna z widzenia, niż własnym dzieciom, co się je w bólach rodziło!
No i chyba lepiej, jak się wrzuci posta wbrew deklaracjom niżby się miało oszaleć?
31.03.2014
9.03.2014
Cztery powody, kolejność przypadkowa
Pierwszy powód jest taki:
Jaśnie Panicz wsiada do samochodu pod szkołą i zapina pasy.
- Mamo, gdzie byłaś?
Jarecka łgać nie umie ni du du, ajajaj! Skręca się tedy, wije jak piskorz.
- Nigdzie...
- To czemu nie przyjechałaś?
- Eee... bo nie mogłam...
- A co robiłaś? - Jaśnie Panicz drąży z właściwym sobie wyczuciem.
- Nic! - piszczy Jarecka żałośnie; ach, nie ukryje tego - zapomniałam!!!
(O tym, że Jaśnie Panicz jeszcze jest w szkole i że miała go odebrać)
- Ale wysłałem ci sms-a.
- Ale telefon mi się rozładował... Już rano... Przepraszam synu.
Jaśnie Panicz, zamiast się nadąsać uśmiecha się wyrozumiale i to wkurza Jarecką jeszcze bardziej niż ewentualne wymówki.
Jaśnie Panicz wsiada do samochodu pod szkołą i zapina pasy.
- Mamo, gdzie byłaś?
Jarecka łgać nie umie ni du du, ajajaj! Skręca się tedy, wije jak piskorz.
- Nigdzie...
- To czemu nie przyjechałaś?
- Eee... bo nie mogłam...
- A co robiłaś? - Jaśnie Panicz drąży z właściwym sobie wyczuciem.
- Nic! - piszczy Jarecka żałośnie; ach, nie ukryje tego - zapomniałam!!!
(O tym, że Jaśnie Panicz jeszcze jest w szkole i że miała go odebrać)
- Ale wysłałem ci sms-a.
- Ale telefon mi się rozładował... Już rano... Przepraszam synu.
Jaśnie Panicz, zamiast się nadąsać uśmiecha się wyrozumiale i to wkurza Jarecką jeszcze bardziej niż ewentualne wymówki.
...
Powód drugi.
Zaczął się Wielki Post a Jarecka to typ organicznie niezdolny do poszczenia.
Od kilku ładnych lat ma dobry pretekst by tego nie robić, bo albo jest w ciąży albo karmi piersią.
Ale, ale! - zakrzyknie ktoś przytomny - post nie musi oznaczać ograniczeń w jedzeniu! Można powziąć post z korzyścią dla organizmu!
A właśnie.
I tu się Jareckiej uaktywnia antypostny czip. Załóżmy, że sobie Jarecka w imię wielkopostnych ćwiczeń odmówi słodyczy. Budzi się wówczas rano słaba i dobrze, że leży, bo by upadła. Żadne pomiary cukru niepotrzebne, Jarecka wie, że jej krew woła o cukierrr!!! - i ona musiii!!! - inaczej nie wstanie.
Rzeczywiście, po spożyciu kawałka czegokolwiek co mieni się słodyczem, wszystko wraca do normy.
Albo myśli Jarecka: kawie stop! Ledwie to pomyśli, a już w głowie coś zaczyna pulsować, słońce razi, w uszach dudni. I jakże tu się dziećmi zająć, coś robić, gdzieś jeździć - w takim stanie za kółko? Tabletki nie pomogą, choćby listek zeżreć. A zresztą, leki niezdrowe, przecież Jarecka w ciąży albo karmiąca.
Tylko kawa pomoże, tylko kawa.
A jak już przyjdzie Popielec albo Wielki Piątek!
Przez trzysta sześćdziesiąt parę dni w roku Jarecka zaczyna dzień od kawy i ewentualnie "gryza" czegoś słodkiego. Po kawie robi herbatę mając nadzieję przegryźć nią kanapkę, do kanapki jednak zazwyczaj nie dochodzi. Potem wlewa więc drugą kawę i około południa soma przeróżnymi znaki daje znać, że pora by coś zjeść.
Zgoła inaczej jest w dni ściśle postne - wtedy budzi się Jarecka głodna jak wilk, wszystko w kuchni woła do niej "zjedz mnie!", więc Jarecka je, a po godzinie znowu słyszy to wołanie, i znowu je! Około południa ma już za sobą trzy dozwolone posiłki, przed sobą zaś drugie tyle, cóż począć. I wszystkie do syta.
Co prawda, od lat Jareccy na czas Adwentu i Wielkiego Postu chowają telewizor w szafie, ale że to wyrzeczenie - komu mydlić oczy? - na długo przedtem zacierają łapki na te spokojne wieczory w książkach. A jak ładnie wygląda komoda bez tego kurzołapa! Myślałby kto, że dzieci odstawione od TVP abc zgłoszą sprzeciw? Nie zgłaszają, a po powrocie telewizora na piedestał jeszcze długo, długo nikt go nie włącza.
...
Powód trzeci.
Jarecka jest typem nałogowca.
Szczęśliwie daleko bardziej niż alkohol (który owszem, uważa) papierosy (których wcale nie uważa) czy narkotyki (które nawet nie wie, czy uważa), pociągają ją robótki ręczne, czytanie, pisanie, a bywało, że i Angry Birds!
Nadmiar tych niewinnych i często pożytecznych słabości jednak, wiedz, Cny Czytelniku, również może prowadzić do uszczerbku na zdrowiu oraz zaniedbań.
...
Powód czwarty.
Zdarzy się czasem Jareckiej, nieczęsto, przejrzeć zeszyty szkolne swoich dzieci.
Dzieci Jareckich nie trzeba gonić do odrabiania lekcji, robią to same, zazwyczaj zaraz po powrocie ze szkoły, zanim Jarecka zdąży podać obiad. Czasem zajrzy im przez ramię, powie: pisz staranniej! Albo: zatemperuj ołówek, jak można ładnie pisać takim kartoflem?
Tego dnia Jarecka powiedziała do Dwójki: przynieś mi swoje zeszyty.
"W domu. Dokończ: moja mama jest..." przeczytała Jarecka treść zadania sprzed miesiąca. Pani Kasia, wychowawczyni, za pomocą wymownych czerwonych kropek i przecinków dała znać, że Dwójka mogłaby napisać o mamie coś więcej. Coś więcej niż tylko te dwie rzeczy.
Kochana i zajęta.
...
To są cztery (być może z większej liczby) powody, dla których Deszczowy Dom na kilka tygodni zawiesza swoją działalność.
Nie, żeby się Jareckiej znudziło robienie bloga, żeby się czuła wypalona, bynajmniej!
Jarecka udaje się na pustynię znaleźć odpowiedź na pytanie, czy blogowanie jest dla niej jeszcze niewinną odskocznią od codzienności, koniecznością z uwagi na BHP (bezpieczeństwo rodziny, higiena psychiczna), czy nałogiem, nad którym straciła kontrolę.
To będzie ćwiczenie charakteru.
(Choć już, już zastrzega, że będzie blogosferę jednak śledzić a nawet proszę się nie zdziwić, jeśli wrzuci jakiś pościk, wszak silna wola nie jest jej mocną stroną, nadto może się zbudzić bladym świtem z objawami syndromu odstawienia i co wtedy?)
A zatem Kochani, do zobaczenia w Deszczowym Domu za czas jakiś!
(Jarecka sieje całusami na prawo i lewo zaś Wszechwiedzący Narrator stanowczo zaciąga kurtynę; idźże spać, kobieto!)
8.03.2014
Kolorowe kredki i księżniczka
Jakiś czas temu, przy użyciu kolorowych kredek (to ważne!), Trójka narysowała księżniczkę i obdarowała rysunkiem Jarecką.
Świetna kompozycja, żywe kolory, dopracowane szczegóły a nade wszystko pozytywna energia, która bije z obrazka - wszystko to sprawiło, że rysunek nie trafił tam, gdzie większość podobnych codziennych darów, czyli...eeee....do Krainy Rysunków, ale do pudła z inspiracjami.
I tak sobie leżał spokojnie aż do dnia, w którym Jarecka trafiła na wyzwanie w Art-Piaskownicy pt. KOLOROWE KREDKI - szczegóły TUTAJ
I co Jarecka zrobiła z tą inspiracją, proszę spojrzeć:
Księżniczka udaje się więc do Art-Piaskownicy a Jarecka zmierza ku drzwiom (ktoś puka!), za którymi, jak co roku, spodziewa się zastać Generała Sosnę z tulipanem.
Miłego weekendu!
Świetna kompozycja, żywe kolory, dopracowane szczegóły a nade wszystko pozytywna energia, która bije z obrazka - wszystko to sprawiło, że rysunek nie trafił tam, gdzie większość podobnych codziennych darów, czyli...eeee....do Krainy Rysunków, ale do pudła z inspiracjami.
I tak sobie leżał spokojnie aż do dnia, w którym Jarecka trafiła na wyzwanie w Art-Piaskownicy pt. KOLOROWE KREDKI - szczegóły TUTAJ
I co Jarecka zrobiła z tą inspiracją, proszę spojrzeć:
Księżniczka udaje się więc do Art-Piaskownicy a Jarecka zmierza ku drzwiom (ktoś puka!), za którymi, jak co roku, spodziewa się zastać Generała Sosnę z tulipanem.
Miłego weekendu!
Lekturą w płot
Jarecka starannie dobiera lektury.
Żeby był płodozmian, lżejsze na przemian z cięższymi, klasyka, biografie, Polska i zagranica. Od czasu do czasu reset mózgu przy pomocy Agathy Christie albo Jane Austen. Czasem coś niby przypadkiem wpadnie w rękę/oko w bibliotece (Jarecka sądzi książki po okładkach i ma nieprzezwyciężalną słabość do tomów w granatowych albo marmurkowych introligatorskich oprawach, takich, co mają na grzbietach fragmenty tytułów nasmarowane białą farbką. A takie zdarzają się już baaardzo rzadko).
Jedne lektury Jarecka pamięta lepiej niż inne, bo trafiła jak kulą w płot. Nie, że książki słabe, bynajmniej!
Lata temu, Jarecka, która bywa bardzo praktyczna, postanowiła ułatwić sobie życie zabierając na wakacje szkolną lekturę. Bo jak przyjdzie przerabiać lekturę w roku szkolnym i wszyscy w panice rzucą się przeglądać opracowania, ona już będzie miała je w głowie. I tak, na plackowanie na nadbałtyckiej plaży z Najlepszą Przyjaciółką zabrała... Inny Świat.
Nomen omen!
O jakże inny był to świat od tego, w którym przyszło Jareckiej o nim czytać! Jakże się gryzła wizja generalskiej doczki oddającej się jakiemuś dziadydze za cokolwiek do jedzenia z błękitem nieba, młodością, beztroską, opalonym ciałem i bikini Triumph! (z lumpeksu. Dziesięć zeta)
Nauczona tym doświadczeniem, Jarecka staranniej dobierała wakacyjne lektury. Kilka lat później na wczasy z rodziną - także nad morze - zabrała pewniaka Tatuś Muminka i morze oraz Morze, morze Iris Murdoch (łapiesz, Czytelniku, tę logikę? Wedle klucza klimatycznego). Pozycję pierwszą łyknęła radośnie i poklepała się po brzuchu kontenta. Druga też, hm, niczego, morze, piękna przyroda, klimat nieco groźny, żywioł, nieźle! Do pewnego czasu nastrój książki ładnie korelował z rzeczywistością - rzecz miała miejsce w czerwcu i polskie morze było odpowiednio zimne, wietrzne (czyli żadne tam bikini) ale słoneczne i fascynujące. Jarecka oddawała się lekturze dzwoniąc zębami nad szybko stygnącym kubkiem herbaty przed bungalowem (bo twardym trzeba być, nie miętkim, nie po to człowiek jeździ na wczasy, żeby siedzieć w domku) albo za parawanem na plaży, podczas gdy dziatki (Jaśnie Panicz, Dwójka) okutane w co się dało stawiały z tatusiem budowle z piasku lub spały ukołysane szumem (a właściwie SZUMEM) fal (Trójka).
Wszystko grało, aż w pewnym momencie dotarło do Jareckiej, że oto mówi do niej szaleniec i włosy powstały jej na głowie, o co nie było trudno, bo nosiła się wówczas Jarecka na zapałkę. Było tak, jakby łagodny uśmiech zastygł w złowrogą maskę. Okazało się, że narrator, snujący swą opowieść leniwie i kojąco, nagle dopuszcza się przemocy, której nadaje pozór miłości i troski, a czytelnik, czyli Jarecka, wierzyła mu długo w każde słowo, w dobre intencje. Odkrycie własnej pomyłki było jak policzek, książka stała się wstrętna i do dziś widzi Jarecka tę okładkę, czarną, w niebieskie i turkusowe smugi, czuje zawód i lęk jak przed psychopatą.
A i to przecież dziś zdaje się błahostką!
Ech, bo ki diabeł podkusił Jarecką, żeby końcem lutego zabrać się za Imperium Kapuścińskiego???
Żeby był płodozmian, lżejsze na przemian z cięższymi, klasyka, biografie, Polska i zagranica. Od czasu do czasu reset mózgu przy pomocy Agathy Christie albo Jane Austen. Czasem coś niby przypadkiem wpadnie w rękę/oko w bibliotece (Jarecka sądzi książki po okładkach i ma nieprzezwyciężalną słabość do tomów w granatowych albo marmurkowych introligatorskich oprawach, takich, co mają na grzbietach fragmenty tytułów nasmarowane białą farbką. A takie zdarzają się już baaardzo rzadko).
Jedne lektury Jarecka pamięta lepiej niż inne, bo trafiła jak kulą w płot. Nie, że książki słabe, bynajmniej!
Lata temu, Jarecka, która bywa bardzo praktyczna, postanowiła ułatwić sobie życie zabierając na wakacje szkolną lekturę. Bo jak przyjdzie przerabiać lekturę w roku szkolnym i wszyscy w panice rzucą się przeglądać opracowania, ona już będzie miała je w głowie. I tak, na plackowanie na nadbałtyckiej plaży z Najlepszą Przyjaciółką zabrała... Inny Świat.
Nomen omen!
O jakże inny był to świat od tego, w którym przyszło Jareckiej o nim czytać! Jakże się gryzła wizja generalskiej doczki oddającej się jakiemuś dziadydze za cokolwiek do jedzenia z błękitem nieba, młodością, beztroską, opalonym ciałem i bikini Triumph! (z lumpeksu. Dziesięć zeta)
Nauczona tym doświadczeniem, Jarecka staranniej dobierała wakacyjne lektury. Kilka lat później na wczasy z rodziną - także nad morze - zabrała pewniaka Tatuś Muminka i morze oraz Morze, morze Iris Murdoch (łapiesz, Czytelniku, tę logikę? Wedle klucza klimatycznego). Pozycję pierwszą łyknęła radośnie i poklepała się po brzuchu kontenta. Druga też, hm, niczego, morze, piękna przyroda, klimat nieco groźny, żywioł, nieźle! Do pewnego czasu nastrój książki ładnie korelował z rzeczywistością - rzecz miała miejsce w czerwcu i polskie morze było odpowiednio zimne, wietrzne (czyli żadne tam bikini) ale słoneczne i fascynujące. Jarecka oddawała się lekturze dzwoniąc zębami nad szybko stygnącym kubkiem herbaty przed bungalowem (bo twardym trzeba być, nie miętkim, nie po to człowiek jeździ na wczasy, żeby siedzieć w domku) albo za parawanem na plaży, podczas gdy dziatki (Jaśnie Panicz, Dwójka) okutane w co się dało stawiały z tatusiem budowle z piasku lub spały ukołysane szumem (a właściwie SZUMEM) fal (Trójka).
Wszystko grało, aż w pewnym momencie dotarło do Jareckiej, że oto mówi do niej szaleniec i włosy powstały jej na głowie, o co nie było trudno, bo nosiła się wówczas Jarecka na zapałkę. Było tak, jakby łagodny uśmiech zastygł w złowrogą maskę. Okazało się, że narrator, snujący swą opowieść leniwie i kojąco, nagle dopuszcza się przemocy, której nadaje pozór miłości i troski, a czytelnik, czyli Jarecka, wierzyła mu długo w każde słowo, w dobre intencje. Odkrycie własnej pomyłki było jak policzek, książka stała się wstrętna i do dziś widzi Jarecka tę okładkę, czarną, w niebieskie i turkusowe smugi, czuje zawód i lęk jak przed psychopatą.
A i to przecież dziś zdaje się błahostką!
Ech, bo ki diabeł podkusił Jarecką, żeby końcem lutego zabrać się za Imperium Kapuścińskiego???
Etykiety:
Jarecka czyta
1.03.2014
Rękopis znaleziony w J
J to rodzinne miasto Jareckich.
Dzieci przywiozły stamtąd przechowane przez Mamę CałkiemInną manuskrypty.
Ale od początku.
Gdy Jarecka była dzieckiem, prawdziwym przedmiotem pożądania był dla niej zeszyt. Zeszyt do rysowania. Taki, który, strona po stronie będzie można zapełnić rysunkami dopracowanymi i barwnymi, i nie zdarzy się, by z okrzykiem "nie udało mi się!" pozbawić taki zeszyt choćby jednej kartki. Od czasu do czasu Mama CałkiemInna wręczała Jareckiej to z trudem zdobyte dobro z przeznaczeniem "na rysunki". Wszystko to było mało! Jarecka zapełniała rysunkami więc wszelkie znalezione papiery - wewnętrzne strony pudełek i teczek, kartoniki z rajstop i marginesy w zapisanych przez siostry CałkiemInne w szkole zeszytach.
Niemniej kilka tych bezcennych, wyżebranych na rysowanie zeszytów trafiło niedawno w ręce Jareckiej. Starsza o ćwierć wieku Jarecka obśmiała się, wzruszyła, ułożyła w głowie okolicznościowe przemowy zaczynające się od "jak ja byłam w waszym wieku, nie miałam tyle kartek do drukarki..." i śpieszy podzielić się z Czytelnikami pierwocinami swojego literackiego pomyślunku.
Oto historia pewnej Rusałki i jej przyjaciółki eee...Smerfetki.
Rusałka snuje się samotnie po swoim wypielęgnowanym ogrodzie.
By ulżyć samotności, zaprasza do siebie przyjaciółkę, Smerfetkę.
(Owe mazy, np.na niebie, zostały najpewniej dosmarowane przez młodszą siostrę Jareckiej, Wlepkę, lub jeszcze później, przez któregoś z Jareckiej siostrzeńców.)
Zwracamy uwagę na minę środka lokomocji, stonogi - jak nic siekierkowski cwaniak.
Smerfetka przybywa i zaczyna się typowe babskie rajcowanie.
Ploty.
Jedzenie.
Wieczorne ablucje. (Intrygujący piktogram na drzwiach łazienki...)
Znowu jedzenie.
Kontemplujemy wnętrzarskie rozwiązania. (dom Rusałki jest bez wątpienia domem o stu pokojach!)
Poniżej antresola na którą wiodą schody z lastryko, hitem zaś jest komodo-kominek.
Bauhaus, panie tego, i czysta forma.
Nawet Święta mają, a więc znowu jedzenie.
I znów w kuchni. Ale innej! Bystry obserwator wypatrzy w głębi pokoju telewizor, a w nim - przemawia KOPERNIK!!! (trochę tylko podkolorowany przez Wlepkę).
Na uwagę zasługują też garnki Philipiaka na górnej półce.
Ale żeby nie było tak tylko o jedzeniu i wnętrzarstwie, oto nasze bohaterski gdziesik się pindrzą.
Jedna:
I druga:
Niech Was nie zmylą gruszki na drzewie! To wierzba, a panny pindrzą się, bo święto!
1 maja!
A więc pochód!
Wystarczy? :)))
Miłej niedzieli, Drodzy Czytelnicy!
Etykiety:
Jarecka czyta
28.02.2014
Wszystko po staremu
Dwójka wróciła z ferii u dziadków i zdumionym siostrom zaprezentowała tysiąc i jeden sposobów na schodzenie z łóżka bez pomocy drabinki (łóżko jest piętrowe; rzecz nieunikniona w rodzinach takich jak ta Jareckich).
Jaśnie Panicz też wrócił, w pełni formy.
- Mamo, mamo! - krzyczy Trójka - Piątek tarł sobie oko, tarł i tarł, i teraz ma czerwone!
Jarecka: - Nie, on nie tarł oka. Ma czerwone oko, bo jest...
Jaśnie Panicz: - ...wampirem.
Jaśnie Panicz też wrócił, w pełni formy.
- Mamo, mamo! - krzyczy Trójka - Piątek tarł sobie oko, tarł i tarł, i teraz ma czerwone!
Jarecka: - Nie, on nie tarł oka. Ma czerwone oko, bo jest...
Jaśnie Panicz: - ...wampirem.
Etykiety:
złote myśli dzieci
24.02.2014
O tym, jak Jarecki wespół z blogerkami uknuł intrygę i o tym, że żona zawsze dowie się ostatnia
Myśl, że nie lubi niespodzianek, skrystalizowała się w głowie Jareckiej w pewien czerwcowy wieczór, gdy wraz z Jareckim przemierzała arterie Metropolii. Była to właśnie ich dziesiąta rocznica ślubu i Jarecka nie miała pojęcia, dokąd jest wywożona.
- W co mam się ubrać? - pytała przed wyjściem.
Jarecki wzruszył ramionami - jak do kina...
Do kina mogłaby Jarecka iść jak stała, niemniej ubrała sukienkę i wjeżdżając w rejony stołecznego socrealizmu snuła ponure przemyślenia. Jeśli okaże się, że okazja wymaga bardziej eleganckiego anturażu, będzie się czułą niekomfortowo. Jeśli zaś będzie aż nadto wypindrzona - będzie rozczarowana tak mało uroczystymi obchodami okrągłej rocznicy.
Ostatecznie w teatrze muzycznym uplasowała się dokładnie pośrodku między odpicowanymi dziewczynami na pierwszych randkach a młodzieżą licealną.
Tak czy siak, Jarecka oznajmiła mężowi, że na przyszłość woli wiedzieć naprzód co i jak, jeśli byłby łaskaw.
To jednak, że Jarecka nie lubi niespodzianek, okazuje się wielkim problemem w połączeniu z faktem, że Jarecki je uwielbia! Robić.
Zupełnie nic podejrzanego nie było w tym, że w urodzinowy weekend Jareckiej mąż postanowił zabrać ją ot, niewinnie, na kawkę, i gdzieżby, jeśli nie do wypróbowanej cukierni (Cukiernia SOWA) przyjaciela Jareckich!
A ponieważ Jarecką już nic nie dziwi (z wyjątkiem ludzi, którzy zimą nie noszą czapek), nawet gdy usiadła przy stoliku i kątem ułowiła dziwny ruch za dziwną kotarą ani cień podejrzeń nie zalągł się w jej umyśle.
Potem zasłonki się rozsunęły i przemówiła kobieta z brodą:
W której Jarecka rozpoznała Sylwię z Two tea to to room two two (link poniżej)
A inne kobiety robiły inne dziwne rzeczy:
Jarecka rozpoznała fabułę "Przyjaciół" Mickiewicza, ale akcja toczyła się tak wartko, aktorki śmiały się tak radośnie i absurd osiągnął taki poziom (a Jarecka absurd wielbi), że stała i gapiła się z miną coraz głupszą i głupszą.
Cóż powiedzieć, Drodzy Czytelnicy! Wiele niespodzianek spotkało tego popołudnia Jarecką (a wszystkie były miłe!) Oto, dla przykładu, największe:
- Spod maski niedźwiedzia wychynęła twarz, zdało się Jareckiej, Lasche, a przecie Jarecka wie, że Lasche z Wrocławia! Nadto się okazało, że jest i AsiaMi, też z Wrocławia! I że są to te osoby w oryginale, nie zaś ich miejscowe sobowtóry! Oraz, że przejechały pół Polski specjalnie na ten spektakl...
- Że ta filigranowa białogłowa to Wiewióra, co ma blog kulinarny, a Jarecka była pewna, że jak kto się pasjonuje kuchnią, to musi być przynajmniej puszysty!
- No i że Edytki nie mieszkają razem i że w życiu zajmują się (niewiarygodne, doprawdy) jeszcze innymi rzeczami niż tylko diyami, fotografowaniem kota i szyciem pierogów.
Jarecka trwa w zachwycie nad pomysłowością, poświęceniem i zaangażowaniem dziewczyn i żywi nadzieję, że nie są bardzo zawiedzione pozbawioną charyzmy jubilatką o powierzchowności przedszkolanki.
Oto prawdziwe bohaterki wieczoru:
2 Joanny i Ewa, Addicted to crafts (Joanna S - I love you!)
Sylwia, Two tea to room two two
Joanna, AsiaMi - pomysłowa mama
Marianna, Dzieje kuchennej Wiewióry
Monika, Lasche Junk
Czekam z niecierpliwością na Waszą wersję wydarzeń i wrażenia, z pewnością wiecie więcej niż ja ;)! Dziękuję!!!!
A potem zmroziło ją podejrzenie, że on naprawdę jest agentem zakamuflowanym pod postacią zaogońskiego tatuśka.
I nie znalazła żadnego argumentu, który mógłby tę teorię obalić...

PS. Zdjęcia , z wyjątkiem przedostatniego, autorstwa Addicted to crafts
PS2. Tort "Deszczowy Dom", dzieło Cukierni Sowa
23.02.2014
Patchworkowa tradycja
Wygląda na to, że szycie patchworkowych narzut w czasie ferii zimowych aspiruje do miana tradycji rodzinnych w Deszczowym Domu. Dwadzieścia lat temu właśnie w ferie Jarecka wraz z Mamą CałkiemInną uszyły coś podobnego.
Tamta "łaciatka" już się rozsypała, przyszedł czas na nową:
W przedsięwzięciu udział wzięli:
- trzy męskie koszule
- dwie chłopięce koszule
- cztery dziewczęce sukienki
- dwie pary lnianych portek
- jedna damska sukienka
- dwa kawałki materiałów, które nigdy nie były jeszcze czymś innym, oraz:
- ocieplina i granatowy materiał, którym narzuta jest podbita, zakupione specjalnie w tym celu (ich łączna cena to całe 25 zł)
- aż dwie szpulki nici!
- wirus grypy z powikłaniem w postaci zapalenia ucha u Trójki i Czwórki oraz absencja Jaśnie Panicza i Dwójki (ferie u dziadków i cioć) - w efekcie tego splotu wydarzeń Jarecka została uziemiona w domu przy leżących i prawie nie jedzących chorych, który to czas wykorzystała ma uszycie narzuty na łóżko Jaśnie Panicza.
Logo projektu Jaśnie Panicza, nieudolnie zaadaptowane przez matkę :)
Prawdę mówiąc chytra Jarecka upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu - narzuta będzie też kocem piknikowym.
Jeśli więc letnią porą natkniesz się, Czytelniku, na rodzinę piknikującą na takim oto leżu, nie podchodź za blisko, wywołaj z dala Jarecką i się przywitaj, ale nie licz na to, iż zaprosi Cię na koc.
Jeszcze byś zobaczył z bliska te niedoróbki, co to się nimi chwalić nie ma co.
PS. Miałeś pojęcie Czytelniku, że zrobienie takiej narzuty polega tyleż na szyciu, co na prasowaniu? I jeśli myślisz: ach, ta Jarecka, tyle się nawycinała, tyle naprasowała... wiedz, że była to najprzyjemniejsza część pracy i kaszka z mleczkiem w porównaniu z finalnym połączeniem trzech warstw (łatki, ocieplina i podszewka) i pikowaniem całości.
Taki to post przygotowała na dziś Jarecka. Z rana. Po południu zaś miały miejsce takie wydarzenia, że Jareckiej odebrało mowę i do teraz komunikuje się tylko telepatycznie. Gdy odzyska pełnię władz umysłowych, spodziewać się można... wszystkiego!
Warto to zobaczyć! :)))))
22.02.2014
Bez tytułu, albowiem Jarecka trwa w zadumie na temat :)
- Mamo, ona mówi że jestem brzydka!
Oburzona Trójka stawia się przed Jarecką, tuż za nią drepcze Czwórka, bez oznak skruchy.
- A jesteś? - pyta Jarecka.
- Nie.
- To czym się przejmujesz?
Jarecka uznaje, ze skończyła (zajęta jest, pracuje) ale dziewczynki tkwią w oczekiwaniu na ciąg dalszy.
- A w ogóle to nie wolno mówić moim córkom, że są brzydkie! - wykrzykuje więc teatralnie by zadośćuczynić oczekiwaniom - nikomu! Moje córki są piękne!!
- I mama... - dodaje zachwycona Czwórka.
Jarecka się rozczula.
- Tak? Mama też jest piękna?
Uśmiech zastyga na czwórkowej twarzy i można by to uznać za potwierdzenie, ale Trójka z przepraszającym uśmiechem kręci głową.
- Nie? To jak powinnam wyglądać żeby być piękna?
Trójka: - Tak jak ja.
Etykiety:
złote myśli dzieci
20.02.2014
Cattus Szmattus - dystyngowany i gorrrący!
Powodowana pazernością w stosunku do nagród i sympatią do Edytek, Jarecka od pierwszej chwili zapragnęła wziąć udział w kocim wyzwaniu Addicted to crafts - KLIK.
Blog Deszczowy Dom pęka w szwach od szydełkowych kotów ale Jarecka chciała zrobić coś nowego, innego i pożytecznego (nnno...!) oraz spełnić jakieś swoje mini marzenie i ukrócić dłuuugą listę pomysłów oczekujących na realizację a także spróbować jakiejś nowej techniki.
Już od dzieciństwa marzył się Jareckiej ocieplacz na imbryk, odkąd w "Zimie w Dolinie Muminków" zobaczyła Małą Mi zasuwającą po śniegu na tacy, przybraną właśnie w coś takiego.
Oto Cattus Szamttus, patchworkowy kolo.
Gorrrący!
(Szczerze powiedziawszy taki ocieplacz nie jest Jareckiej w ogóle potrzebny! Ma drugi imbryk, z podgrzewaczem)
Że co, że różowo-cukierkowo?
Inne kolory biorą udział w pewnym większym projekcie... :)
W sesji wziął udział kubek w grochy wygrany u OLI. :)
Blog Deszczowy Dom pęka w szwach od szydełkowych kotów ale Jarecka chciała zrobić coś nowego, innego i pożytecznego (nnno...!) oraz spełnić jakieś swoje mini marzenie i ukrócić dłuuugą listę pomysłów oczekujących na realizację a także spróbować jakiejś nowej techniki.
Już od dzieciństwa marzył się Jareckiej ocieplacz na imbryk, odkąd w "Zimie w Dolinie Muminków" zobaczyła Małą Mi zasuwającą po śniegu na tacy, przybraną właśnie w coś takiego.
Oto Cattus Szamttus, patchworkowy kolo.
Gorrrący!
Cattus Szmattus staje w kocie szranki u Edytek i zaprasza pannę Antoninę na herbatę z tranem, miauuuu!
(Szczerze powiedziawszy taki ocieplacz nie jest Jareckiej w ogóle potrzebny! Ma drugi imbryk, z podgrzewaczem)
Że co, że różowo-cukierkowo?
Inne kolory biorą udział w pewnym większym projekcie... :)
W sesji wziął udział kubek w grochy wygrany u OLI. :)
Etykiety:
stylizacja,
szycie
Jareccy się kłócą
Jareccy kłócą się średnio dwa razy roku.
Jarecki przychodzi i mówi: - pytają, co chcesz dostać na urodziny (opcjonalnie; na Gwiazdkę).
Jarecka doskonale wie, kto pyta ale nieużywanie imion i stopnia pokrewieństwa należy do gry. Oczywiście zawczasu jest przygotowana na to pytanie, przemyślała sprawę: żeby było nie za drogo, niezobowiązująco, w granicach rozsądku praktycznie i żeby zakup nie nastręczał większych problemów.
- O takie rameczki sobie w Ikei wypatrzyłam - mówi, i klik! - otwiera w laptopie stosowną zakładkę.
Jarecki zagląda w monitor a nazajutrz przychodzi i mówi:
- Powiedziała (wiadomo kto), że taka rameczka, to co to za prezent.
- Dobrze - mówi Jarecka. Jest opcja B - to poproszę kubek albo filiżankę, ale piękne! Wyjątkowy, porywający kubek! (to pomysł Kingi z Piecuchowa, Jarecka uznała, że świetny)
- Ale ktoś może nie wiedzieć, co dla ciebie jest porywające - upiera się Jarecki.
- To niech kupi taki, jaki sam/a uzna za porywający. To nawet jeszcze lepiej.
- Ale kubek - prycha pogardliwie Jarecki - kubek możesz sobie kupić sama.
- Sama? Szkoda mi kasy na takie pierdoły! Nigdy w życiu nie kupię sobie sama kubka!
Jarecki milknie, ale coś waży i Jarecka pośpiesznie uprzedza jego kolejne kontrargumenty:
- Dobrze. To poproszę dwadzieścia złotych do koperty, sama sobie kupię kubek jaki zechcę.
- No wiesz! - oburza się Jarecki.
I tu już jest Jareckiej za wiele; mówi, że jak to? Wszyscy wiedzą lepiej co się nadaje dla niej na prezent a co nie? A skoro wiedzą, to po co pytają? Ramki źle, filiżanki źle, pieniądze źle! To ona w ogóle nie musi nic dostawać!
Jarecki, wzorem kłótni poprzednich, nie mówi już nic.
Taka jest Jareckiego strategia, jedyna słuszna, albowiem na każde jego słowo miałaby teraz Jarecka dziesięć swoich.
I już, i po kłótni.
Jarecki przychodzi i mówi: - pytają, co chcesz dostać na urodziny (opcjonalnie; na Gwiazdkę).
Jarecka doskonale wie, kto pyta ale nieużywanie imion i stopnia pokrewieństwa należy do gry. Oczywiście zawczasu jest przygotowana na to pytanie, przemyślała sprawę: żeby było nie za drogo, niezobowiązująco, w granicach rozsądku praktycznie i żeby zakup nie nastręczał większych problemów.
- O takie rameczki sobie w Ikei wypatrzyłam - mówi, i klik! - otwiera w laptopie stosowną zakładkę.
Jarecki zagląda w monitor a nazajutrz przychodzi i mówi:
- Powiedziała (wiadomo kto), że taka rameczka, to co to za prezent.
- Dobrze - mówi Jarecka. Jest opcja B - to poproszę kubek albo filiżankę, ale piękne! Wyjątkowy, porywający kubek! (to pomysł Kingi z Piecuchowa, Jarecka uznała, że świetny)
- Ale ktoś może nie wiedzieć, co dla ciebie jest porywające - upiera się Jarecki.
- To niech kupi taki, jaki sam/a uzna za porywający. To nawet jeszcze lepiej.
- Ale kubek - prycha pogardliwie Jarecki - kubek możesz sobie kupić sama.
- Sama? Szkoda mi kasy na takie pierdoły! Nigdy w życiu nie kupię sobie sama kubka!
Jarecki milknie, ale coś waży i Jarecka pośpiesznie uprzedza jego kolejne kontrargumenty:
- Dobrze. To poproszę dwadzieścia złotych do koperty, sama sobie kupię kubek jaki zechcę.
- No wiesz! - oburza się Jarecki.
I tu już jest Jareckiej za wiele; mówi, że jak to? Wszyscy wiedzą lepiej co się nadaje dla niej na prezent a co nie? A skoro wiedzą, to po co pytają? Ramki źle, filiżanki źle, pieniądze źle! To ona w ogóle nie musi nic dostawać!
Jarecki, wzorem kłótni poprzednich, nie mówi już nic.
Taka jest Jareckiego strategia, jedyna słuszna, albowiem na każde jego słowo miałaby teraz Jarecka dziesięć swoich.
I już, i po kłótni.
Etykiety:
dialogi małżeńskie
18.02.2014
Always look on the bright side of life
Jeśli zdarzy Ci się kiedyś, o Czytający Te Słowa, że tuż obok Ciebie chór mężczyzn rozśpiewa się always look on the bright side of life, a głosy te będą dobiegać z jakiejś torby albo kieszeni, bądź czujny! Jarecka jest blisko! To jej telefon śpiewa!
Rzeczywiście, upatrywanie jasnych stron wszystkiego praktykuje Jarecka nawet dłużej niż uśmiechanie się do siebie w lustrze (z tym bywa jednak coraz gorzej. Patrzy Jarecka w lustro w tej rzadkiej samotnej chwili w łazience i...gdyby to była powieść Iris Murdoch w tym miejscu nastąpiłby dokładny opis tego, co Jarecka w lustrze widzi i czytelnicy mogliby sobie należycie wyobrazić bohaterkę. Cenzura Wszechwiedzącego Narratora ów opis jednak tnie, zatem zostaje tylko przedziałek skrzący się jak śnieg na mrozie no i uśmiech, ale taki raczej na odwal się).
Na Zaogoniu zaczęły się ferie.
Plusy są takie: Deszczowy Dom trwa w nieskazitelnym porządku (zakładamy, że drzwi do Jaśnie Panicza są zamknięte). Nie trzeba gotować bo i tak nikt nic je. Nie trzeba wychodzić z domu - w sumie szkoda, bo piękne słońce za oknem.
Ciszę i spokój obiecała sobie Jarecka w związku z wyjazdem Jaśnie Panicza i Dwójki do dziadków.
Ciszę ma, niestety - za cenę spokoju. Kilka dni czterdziestostopniowej gorączki u Trójki i Czwórki zmąci spokój nawet takich rutyniarzy jak Jareccy. Czwórka prezentuje się jak zombie - białka oczu ma czerwone, twarz bladą, sińce pod oczami. Trójka wygląda lepiej, ale ona ma w sobie coś z warszawskiej staruszki - zawsze dba o wygląd, toteż z godnością nosi własnoręcznie utrefione kucyki. Szczytem dziewczynkowej aktywności jest oglądanie telewizji w dzień i wołanie: pić!- nocą.
Tymczasem Jarecka wprowadziła się do pokoju Jaśnie Panicza, który to pokój z pracowni rentgenowskiej przeobraził się w Teatr Origami LOL*. Obstalowała maszynę, deskę do prasowania (bynajmniej nie po to, żeby prasować ubrania!), kosze ze szmatami.
I tak, gdy panny pogrążone są w malignie, Piątek przebiera radośnie kończynami na jaśniepańskim łóżku a Jarecka szyje. A ponieważ Teatr LOL jest najbardziej słonecznym pomieszczeniem w Deszczowym Domu, patrzą sobie oboje na jaśniejszą stronę życia.
*Chwilowo pasje Jaśnie Panicza uległy sublimacji :)
Rzeczywiście, upatrywanie jasnych stron wszystkiego praktykuje Jarecka nawet dłużej niż uśmiechanie się do siebie w lustrze (z tym bywa jednak coraz gorzej. Patrzy Jarecka w lustro w tej rzadkiej samotnej chwili w łazience i...gdyby to była powieść Iris Murdoch w tym miejscu nastąpiłby dokładny opis tego, co Jarecka w lustrze widzi i czytelnicy mogliby sobie należycie wyobrazić bohaterkę. Cenzura Wszechwiedzącego Narratora ów opis jednak tnie, zatem zostaje tylko przedziałek skrzący się jak śnieg na mrozie no i uśmiech, ale taki raczej na odwal się).
Na Zaogoniu zaczęły się ferie.
Plusy są takie: Deszczowy Dom trwa w nieskazitelnym porządku (zakładamy, że drzwi do Jaśnie Panicza są zamknięte). Nie trzeba gotować bo i tak nikt nic je. Nie trzeba wychodzić z domu - w sumie szkoda, bo piękne słońce za oknem.
Ciszę i spokój obiecała sobie Jarecka w związku z wyjazdem Jaśnie Panicza i Dwójki do dziadków.
Ciszę ma, niestety - za cenę spokoju. Kilka dni czterdziestostopniowej gorączki u Trójki i Czwórki zmąci spokój nawet takich rutyniarzy jak Jareccy. Czwórka prezentuje się jak zombie - białka oczu ma czerwone, twarz bladą, sińce pod oczami. Trójka wygląda lepiej, ale ona ma w sobie coś z warszawskiej staruszki - zawsze dba o wygląd, toteż z godnością nosi własnoręcznie utrefione kucyki. Szczytem dziewczynkowej aktywności jest oglądanie telewizji w dzień i wołanie: pić!- nocą.
Tymczasem Jarecka wprowadziła się do pokoju Jaśnie Panicza, który to pokój z pracowni rentgenowskiej przeobraził się w Teatr Origami LOL*. Obstalowała maszynę, deskę do prasowania (bynajmniej nie po to, żeby prasować ubrania!), kosze ze szmatami.
I tak, gdy panny pogrążone są w malignie, Piątek przebiera radośnie kończynami na jaśniepańskim łóżku a Jarecka szyje. A ponieważ Teatr LOL jest najbardziej słonecznym pomieszczeniem w Deszczowym Domu, patrzą sobie oboje na jaśniejszą stronę życia.
*Chwilowo pasje Jaśnie Panicza uległy sublimacji :)
Etykiety:
Życie rodzinne
16.02.2014
Bleblo ciecio
Oprócz SMUTNEGO, jagód i kilku kilogramów taniej odzieży rodzina Jareckich przywiozła z wakacji słowo.
BLEBLO CIECIO.
Bleblo ciecio znaczy byle co, byle jak, fuszerka, prowizorka - a tak naprawdę nie jest synonimem żadnego z tych słów. Bleblo ciecio to bleblo ciecio i już.
Przychodzi Trójka mocno nadąsana i mówi: - ja już nie sprzątam! Ja sprzątałam ładnie a one tak (tu wymowny młynek rękoma) bleblo ciecio!
Jarecka przy zwijaniu rogalików: - ach, jakie ładne są wasze rogaliki! A moje takie bleblo ciecio... (to niestety prawda)
Razu pewnego w porze fajf o'kloku Jarecka postanowiła usmażyć ziemniaki, co zostały z obiadu, coby jej dziatwa do kolacji nie sczezła. Pokroiła kartofelki w talarki i smażyła roztrząsając zagadki wszechświata.Na przykład: Co ten Tyrmand? Fabuły do kupy sklecić nie potrafi!* Pisze tak, że człowiek mlaska z lubości czytając, ale rzeczonej kupy się całość nie trzyma! I tym podobne sobie Jarecka roiła, trochę o literaturze, trochę o kupie, sypnęła kartoflem na talerze i zasiadła.
- Tata robi pyszne ziemniaczki - zaczęła niewinnie Trójka.
- I trzej królowie, i trzej królowie, od wschodu przybyli! - wtrąciła Czwórka.
Jarecka dalej o zagadkach wszechświata.
- Tata robi jak...jak cukierek - rozmaśliła się Trójka i do mózgu Jareckiej powoli zaczęło wwiercać się podejrzenie, że się do niej mówi.
- A mama - ciągnęła Trójka wracając na ziemię ku talerzowi z rozciapcianymi ziemniakami - bleblo ciecio.
Czy się Jarecka obraziła, żachnęła a może zrobiło jej się przykro? Bynajmniej! Obok robienia zakupów, pucowania sanitariatów, zagniatania ciasta na pizzę, parzenia kawy, i wielu innych zajęć, kolejna rzecz, której Jarecka nie musi! No bo skoro Jarecki robi coś lepiej, to po co ona ma bleblo ciecio?
*To podejrzenie, którego Jarecka nabrała kończąc Złego potwierdziła lektura Filipa.
BLEBLO CIECIO.
Bleblo ciecio znaczy byle co, byle jak, fuszerka, prowizorka - a tak naprawdę nie jest synonimem żadnego z tych słów. Bleblo ciecio to bleblo ciecio i już.
Przychodzi Trójka mocno nadąsana i mówi: - ja już nie sprzątam! Ja sprzątałam ładnie a one tak (tu wymowny młynek rękoma) bleblo ciecio!
Jarecka przy zwijaniu rogalików: - ach, jakie ładne są wasze rogaliki! A moje takie bleblo ciecio... (to niestety prawda)
Razu pewnego w porze fajf o'kloku Jarecka postanowiła usmażyć ziemniaki, co zostały z obiadu, coby jej dziatwa do kolacji nie sczezła. Pokroiła kartofelki w talarki i smażyła roztrząsając zagadki wszechświata.Na przykład: Co ten Tyrmand? Fabuły do kupy sklecić nie potrafi!* Pisze tak, że człowiek mlaska z lubości czytając, ale rzeczonej kupy się całość nie trzyma! I tym podobne sobie Jarecka roiła, trochę o literaturze, trochę o kupie, sypnęła kartoflem na talerze i zasiadła.
- Tata robi pyszne ziemniaczki - zaczęła niewinnie Trójka.
- I trzej królowie, i trzej królowie, od wschodu przybyli! - wtrąciła Czwórka.
Jarecka dalej o zagadkach wszechświata.
- Tata robi jak...jak cukierek - rozmaśliła się Trójka i do mózgu Jareckiej powoli zaczęło wwiercać się podejrzenie, że się do niej mówi.
- A mama - ciągnęła Trójka wracając na ziemię ku talerzowi z rozciapcianymi ziemniakami - bleblo ciecio.
Czy się Jarecka obraziła, żachnęła a może zrobiło jej się przykro? Bynajmniej! Obok robienia zakupów, pucowania sanitariatów, zagniatania ciasta na pizzę, parzenia kawy, i wielu innych zajęć, kolejna rzecz, której Jarecka nie musi! No bo skoro Jarecki robi coś lepiej, to po co ona ma bleblo ciecio?
*To podejrzenie, którego Jarecka nabrała kończąc Złego potwierdziła lektura Filipa.
Etykiety:
Życie rodzinne
14.02.2014
Szara strefa, czyli co się nosi w Deszczowym Domu

Hator, hator, hator!
Udajemy, że nie widzimy koślawych aplikacji i nieortodoksyjnie chwyconych lamówek przy szyi!
Nic to!
Można się dziwić, dlaczego szyła tę sukienkę w wielkim pośpiechu, skoro lada dzień Deszczowy Dom spodziewał się przybycia Mamy CałkiemInnej, która jest krawcową! A jednak Jarecka śpieszyła się z szyciem spodziewając się, że fachowość i perfekcjonizm Mamy CałkiemInnej po prostu zepsuje jej zabawę. Każe jej pruć, poprawiać i jeszcze, nie daj Boże, fastrygować (fuj!). A przecież tak przyjemnie wyważać drzwi otwarte na oścież!
Będąc w posiadaniu metra dresówki i nie znalazłszy w internecie satysfakcjonującego wykroju, Jarecka dobyła z szafy bluzkę z raglanowym rękawem i wygładziwszy ją dłońmi odrysowała jej kształt na papierze pakowym. Jarecka jest w posiadaniu zeszytu z tabelami pomiarów, na podstawie których można sobie sporządzać dowolne wykroje; to szkolny kajet Mamy CałkiemInnej - przyjęty z zachwytem i wdzięcznością pełni on jednak funkcję rodzinnej pamiątki, albowiem Jarecka na widok liczb doznaje zawrotu głowy (a rysunek techniczny był szkolną zmorą Jareckiej). Tak czy siak, sukienka została uszyta a Jarecka odziana w tęże natychmiast udała się do hurtowni po dwakroć tyle tkaniny dresowej (dwieście sześćdziesiątka, cokolwiek to znaczy) w sam czas na przybycie Mamy CałkiemInnej.
No i się zaczęło, proszę Państwa, szycie.
Jarecka doznała szoku i zachwycenia, gdy Mama CałkiemInna celem sporządzenia wykroju zażyczyła sobie... jakiegoś ubranka z raglanowym rękawem, "żeby odrysować" (to niezbicie dowodzi, że Jarecka jest urodzoną krawcową i szycie jest w jej przypadku czynnością instynktowną, której nie potrzebują mącić kolumny cyfr). Na podstawie jednego szablonu poddawanego drobnym manipulacjom powstały wszystkie trzy sukienki.
Były jeszcze genialne w swej prostocie rady typu "odwróć sobie teraz na lewą stronę", które nieprawdopodobnie ułatwiły Jareckiej pracę.
W dwa dni żeńska część rodziny Jareckich przyoblekła się w szare mundurki.
Ta z kaczkami należy do Czwórki.
Wykończona fioletową łączką - do Trójki.
Skromna lamówka w drobną niebieską krateczkę zdobi sukienkę Dwójki.
Jeszcze trochę materiału zostało.
Żeby tak Piątek był Piątką, to by sukienkę dostał.
Teraz Jarecka przegląda piątkowe portki.
Wykrój musi sporządzić.
Etykiety:
szycie
5.02.2014
Coca-cola to jest to! :)
Jedną z niewinnych rozrywek matki pracującej w domu jest podsłuchiwanie bawiących sie samopas dziateczek.
Otóż zabawa w skojarzenia, coś jakby skrzyżowanie "kalamburów" ze "zgadnij, co mam na myśli."
Trójka: - z czym ci się kojarzy coca-cola?
Jaśnie Panicz: - słodycze! Coś dobrego!
Dwójka: - wymioty, choroba.
Trójka: - tak!!!
Tymczasem w pokoju obok Jarecka zarżała tryumfalnie chłepcząc przy pomocy łyżeczki wygazowaną colę.
Otóż zabawa w skojarzenia, coś jakby skrzyżowanie "kalamburów" ze "zgadnij, co mam na myśli."
Trójka: - z czym ci się kojarzy coca-cola?
Jaśnie Panicz: - słodycze! Coś dobrego!
Dwójka: - wymioty, choroba.
Trójka: - tak!!!
Tymczasem w pokoju obok Jarecka zarżała tryumfalnie chłepcząc przy pomocy łyżeczki wygazowaną colę.
Audycja z ptasiego kraju
W Deszczowym Domu powstają kolejne sznurki ptaków. Polecą do Krakowa, do sklepu Mery Selery (KLIK)
Takie, tradycyjne:
Takie, z myślą o dziecięcych pokojach:
...testowane na Piątku.
(Zapytany o zdanie Piątek jak zwykle milczał)
(nawiasem mówiąc i zupełnie z innej beczki: widoczny na zdjęciu pled to dowód na to, że ostatni będą pierwszymi. Zrobiony z resztek, dla których nie znalazło się żadne bardziej spektakularne zastosowanie. Ani jeden nowy motek nie został zakupiony specjalnie na tę okoliczność. Wydobyty z szafy, gdzie przeleżał w zapomnieniu kilka miesięcy okazał się hitem! Miękki, ciepły; dostosowujący się do kształtu ciała - można by rzec. Ma dodatkowo niezwykłą cechę, której się Jarecka nie spodziewała a która ucieszyła ją najbardziej - otóż, UWAGA: im bardziej niechlujnie się go rzuci, tym bardziej malowniczo, tym lepiej się prezentuje! Ot, przedmiot stworzony dla Jareckiej!)
A tu już ptaszki w wersji mini.
Zrobione dla Katarzyny (KLIK)
U Katarzyny zafrapowała Jarecką pewna piękna półeczka, o, ta:
(zdjęcie z bloga Katarzyny)
I z tej inspiracji powstał dla Katarzyny mini sznureczek - ptaszki zrobione szydełkiem nr2, maluchy.
Na poniższym zdjęciu pozują z ulubionym Jareckiej Wedgwoodem ;)))
I tyle z ptasiego kraju.
Na razie.
Etykiety:
szydełko
Subskrybuj:
Posty (Atom)















































