28.04.2016

Okoliczności przyrody


Od spacerów odwykliśmy, bo na starym miejscu po prostu nie było gdzie chodzić na spacery.
Wszyscy czujemy się trochę jak wypuszczeni z klatki :)






Przez ostatnie sześć lat zapomniałam, że na spacerach sprawdzają się gumowe spodnie. Gdzieś się na nie natknęłam w czasie przeprowadzki, może znajdę ;)











Ale cóż by to był za post bez lokowania produktu?





(Już nie tak) nowa nereczka w grzyby, komplet do rowerowego koszyka :)



Obrazki ze szkicownika

Prokrastynatory* świata uległy poważnej awarii.
Tylko tak można wytłumaczyć dlaczego po domu Jareckiej pęta się młody człowiek mówiący"wciągać"zamiast "jeść", "wbijać" zamiast "przyjść" oraz drugi, po prostu mówiący (!).
To także wyjaśnia, dlaczego postać, jaką Jarecka ogląda w lustrze jest starsza od niej samej o ładnych parę lat.
Ta zmarszczka, która z lewej strony łagodnym łukiem omija kącik ust już nie znika.


***


No i od czegóż tu zacząć zapuszczoną kronikę, żeby ocalić od zapomnienia te obrazki nie tak ważne, by wklejać w rodzinny album, lecz dość kolorowe by ucieszyć oczy?

Na przykład taki obrazek, na którym Jarecka rozmawia z dyrektorką zaogońskiego przedszkola na chwilę przed tym, jak dozna rozdwojenia osobowości (Jarecka).
- To straszne - mówi dyrektorka - mam w tym roku tylko trzy miejsca. Rodzice zostawiają swoje sześciolatki w przedszkolu i tylko trzy, słownie TRZY miejsca mam dla nowych przedszkolaków. Piątek na pewno się załapie, wy jako rodzina wielodzietna...
Jarecka, do niedawna przeciwniczka posyłania trzylatków do koszar pozwala swoim poglądom swobodnie ewoluować ale przez jakieś sentymentalne przywiązanie, głęboko ukryty perfekcjonizm (przynajmniej w dziedzinie: macierzyństwo) czy zwykłą głupotę obnaża przy rozmówczyni swoją ambiwalencję.
- Ja właściwie nie jestem pewna, czy Piątkowi to potrzebne już-już... Ja i tak będę pracować w domu. Byłoby co prawda fantastycznie móc wykonywać pewne czynności bez Piątka na plecach/pod nogami/w kontrze, ale gdyby jakaś samotna matka, ktoś, kto bardziej tego miejsca potrzebuje... - rozpędzała się Jarecka na fali własnej fajności, że bodaj łzy wzruszenia napłynęły rozmówczyniom do oczu.
Nieszczęsna!
Kilka dni później, gdy Jarecka szła przedszkolnym korytarzem, drzwi sali jakichś tam wiewiórek uchyliły się i czyjaś ręka wciągnęła Jarecką do środka.
- Widziała pani, a? - cedziła pani od wiewiórek - nie przyjęła Piątka. Dostaliście miejsce, byłam w komisji to wiem, ale dyrektor powiedziała, że wam nie zależy. Pani sobie nie da! Należy wam się! Po co ma to miejsce dostać ktoś tam.. ja już wiem, kto. Pani się nie zgodzi!

Rzeczywiście, na liście przyjętych Piątek znalazł się tuż pod kreską, na pierwszym miejscu listy rezerwowej.

Jarecka wyszła z przedszkola nieco rozwarstwiona. Pierwsza warstwa ze szlachetnej materii utkana mówiła: ach, to znak od niebios, że jeszcze nie pora. Może rzeczywiście ktoś bardziej potrzebuje, może to dla Piątka lepiej jeszcze pospać dłużej w domu. Zresztą, może szybko jakiś elew się wykruszy i wtedy hop, Piątek wskoczy z listy rezerwowej, gdy pierwsza fala wrześniowych łez niewiniątek już spłynie do Wisły?
Ale druga warstwa, ze słomy, szeptała: jaki znak od niebios, co to za dyrdymały? Raz w życiu coś ci się NALEŻY Jarecka i dasz się tak wyrychtować? Odwołanie pisz frajerko! Że co, że będziesz Piątka uczyć w domu literek i piosenek o angielsku? Żartujesz? A kto będzie zasuwał z odkurzaczem po tych metrach kwadratowych? I jakie: pośpi dłużej? I tak przecież musisz go zwlec z łóżka, żeby odwieźć do szkoły resztę ferajny!

- No i co zrobimy Jarecki?
- Nic. I tak ktoś z tej listy odpadnie, szkoda robić dym (skoroś sama temu winna - tego litościwie nie dodał). Będziemy się martwić we wrześniu.
Pokrzepiona spokojem męża Jarecka szlachetnie nie robiła nic.
Do czasu, gdy sprzedawczyni w zaogońskim sklepie nie pochyliła się ku niej mrucząc: - Jak to tak? Widziałam, że nie dostaliście miejsca w przedszkolu? Przecież wam się NALEŻY!
I Jarecka już już rozwarła usta, by jakoś się bronić, gdy ekspedientka wysyczała:
- Ja bym sobie tak nie dała.
I Jarecka połknęła to, co chciała powiedzieć, i wyszła ze sklepu z mocnym postanowieniem napisania odwołania od decyzji komisji rekrutacyjnej, no bo co w końcu, kurczę blade!

Zanim napisała spotkała jednak znajomą mamę, która  zgodziła się, że to dobry pomysł, żeby Piątek nie zaczynał przedszkolnej kariery już od września.
Ale potem woźny szkolny zastąpił jej drogę ze słowami: jakże to, pani sobie nie da, NALEŻY wam się!
I Jarecka podniosła z ziemi ten brudnopis odwołania, co już go zmięła i rzuciła do kosza (nie trafiła), wygładziła na kolanie i obiecała sobie dokończyć.

I tak w koło Macieju

Aż zadzwoniła pani dyrektor i powiedziała, że jedna osoba nie podpisała deklaracji woli i na to miejsce wskakuje Piątek. Oraz najserdeczniej dziękuje Jareckiej za wyrozumiałość.


***


Albo taki obrazek, na którym Jareccy szybkim krokiem przemierzają najmroczniejszą z dzielnic Metropolii, bo oto znajomy muzyk zaprosił ich na koncert.

Ale o tym innym razem.


C.D.N.




*Zasadę działania tych urządzeń do dystrybucji czasu przybliża Terry Pratchett w Złodzieju Czasu.

21.04.2016

Summer is coming, czyli inwentaryzacji ciąg dalszy

TAKI materiał dotarł do mnie pocztą niemal pantoflową.
Piękny.

Wzór duży, kupon niewielki a jeszcze musiałam kombinować tak, żeby jak najmniej tę Fridę pociąć.
Zdecydowałam się na spódnicę trapezową ciętą ze skosu. Krój klasyczny by nie powiedzieć archaiczny - takie spódnice nosiłam u schyłku liceum :)
Wszystko po to, by Frida zalśniła pełnym blaskiem.

Powiem szczerze i nieskromnie: zamek kryty wszyłam prawie idealnie.
Spódnica ma podszewkę, coby się Frida na moim zadku nie zdeformowała.

Niezwykle jestem z tej spódnicy dumna! Z tego, jak w niej wyglądam - mniej, ale kto by się takimi rzeczami przejmował, pf.









20.04.2016

Inwentaryzacja wiosenna




Że nie miałam głowy do robienia zdjęć w trakcie pracy i pakowania ich w posty, to nie znaczy zaraz, że przez to suche blogowe przedwiośnie nic nie szyłam. Przeciwnie.
W okołoprzeprowadzkowym tyglu uwarzyłam rożek dla najmłodszej AELJOT.







 Wiązadła są przytwierdzone za pomocą guzików - jak dziecina wyrośnie z rożka, mama odetnie guziki i ciach; będzie kołderka.
Teraz trzymamy kciuki za szczęśliwe narodziny właścicielki :)




19.04.2016

Landszaft










Proszę Państwa, Deszczowy Dom się teleportował.
Jarecka kończy skręcać radiostację i wkrótce zaczyna nadawanie :)

29.03.2016

Pod krawatem



Pomysł nie nowy.

Odżył w mojej głowie, gdy w zaogońskim lumpeksie pochyliłam się nad pudłem pełnym krawatów.
Wyglądały, jakby ktoś już się napracował nad doborem kolorów i wzorów.
Wzięłam niecały kilogram.





Ułożyłam, zszyłam przy użyciu stopki krawędziowej.




Spódnica jest zapinana na kryty zamek, wszyty mozolnie pomiędzy dwa kliny-krawaty.
Nie chciałam, by dół spódnicy miał kształt zygzakowatych zębów, więc wyrównałam brzeg.
Nie miałam pojęcia, że krawat składa się aż tylu warstw! Żeby łatwiej było podłożyć, obcięłam na żądaną długość wszystkie krawaciane warstwy, zostawiłam tylko wierzchnią, którą łatwo było podwinąć pod spód i ręcznie podszyć.





No i, z kronikarskiego obowiązku, naści:





Gdyby ktoś poczuł się zainspirowany do obróbki krawatów, szczerze zachęcam do wyboru tych najlepszej jakości. Nie rozpadną się w praniu, nie mną się i nie wyciągają.

23.03.2016

A więc...

- Jarecki, musimy być czujni - ostrzegła Jarecka wkrótce po tym, jak plany przeprowadzki zostały przypieczętowane (słownie i zdalnie, lecz skutecznie, jak to między dżentelmenami) - teraz wszyscy znajomi będą nam chcieli wciskać stare meble, że niby nam się przydadzą na początek.
- Nie, nie i nie - wyskandował twardo Jarecki - NIC nie bierzemy.
- Nic - zgodziła się Jarecka - damy radę z tym, co mamy a potem będziemy sobie kupować takie, jakie chcemy.

Nazajutrz jednak koleżanka Mecenaska podesłała zdjęcie stolika i stołków z zapytaniem, czy by Jareccy nie chcieli, bo jej taki zestaw zbywa. Stolik był drewniany, z szufladą, dokładnie jak ten stół z dzieciństwa, spod jabłonki, albo spod orzecha, przy którym na wakacjach jadało się smażoną fasolkę szparagową z jednej patelni.
Jarecki oczywiście nie miał pojęcia o tej szufladce w pamięci żony, otwartej dzięki niepozornemu meblowi, toteż powtórzył "nie, nie i jeszcze raz nie" oraz, że nie wie, do czego ów stolik miałby służyć.
Jarecka wyjaśniła, że naturalnie jako biurko, wiadomo, potrzeba będzie przynajmniej czterech biurek! Jarecki się zdziwił, gdyż był pewny, że biurka zakupi w IKEA, podobnie jak resztę niezbędnych mebli.
Teraz Jarecka powiedziała "nie, nie i jeszcze raz nie", nie pozwolę przerobić mojego (mojego!) domu na przegródkę z Ikei! A poza tym, dodała Jarecka, chcę zabrać z garażu tę komódkę bez nóg.
- Ale ona jest bez nóg! - rozsierdził się Jarecki.
- To się jej zamówi nowe nogi. To jest popularny w latach siedemdziesiątych model.
- Przecież to stoi od lat w garażu, śmierdzi kotem i na pewno ma grzyba! No i - ratował się Jarecki - nie jest nasze.
- Zapytam Czesiuniową. Na pewno będzie zachwycona, że to zabierzemy.

I tu doprawdy nie ma potrzeby zanudzać dalej Czytelników starciem, w którym Jareckiego upodobanie do prostoty, ergonomii i minimalizmu stanęło w kontrze do eklektycznego rozpasania Jareckiej.

Wystarczy powiedzieć, że Jarecka umówiła się z Mecenaską na przejęcie mebla, nie wtajemniczając męża w szczegóły.

Oraz, że zanosi się na długą estetyczną wojnę.

27.02.2016

Komunikat



Drodzy Czytelnicy.
Dziękuję za życzenia urodzinowe, wybaczcie, że dopiero teraz.

Z przyczyn wagi znacznej jeszcze przez czas jakiś w Deszczowym Domu - paradoks! - susza.
Natenczas w poszukiwaniu lektury odsyłam Was na zaprzyjaźnione blogi z nadzieją, że jeszcze zechcecie do mnie wrócić, zaznawszy tamtych literackich wyżyn (choć, jak Was znam, i tak tam bywacie od dawna ;)).


Tak, jest to reklama.
Tak, zachęcam do głosowania w konkursie Blog Roku na:











Stratują w różnych kategoriach, więc nie trzeba sobie żałować :)


...


A poniżej, jako ilustracja - bo co to za post bez ilustracji! - jubileuszowe cyferki wydziergane dla Joanny - Mamy w centrum.
Wszystkiego najlepszego!
















15.02.2016

Dobry organ zawsze w cenie :)



Uszyłam sobie sukienkę.
A do sukienki nerkę.
Miała być nie rzucająca się w oczy ale też hm aligancka. I nieduża, ot, aby się zmieścił telefon, prawo jazdy i jakiś piniondz.
Skorzystałam z TEGO tutka - ale nieco zmniejszyłam nerkę; po prostu nie dodałam do szablonów zapasów na szwy.
Zapięcie też zrobiłam inne - u mnie to zwykłe metalowe kółko (wydobyte z mojej czarodziejskiej, wszystkomającej szafy o lustrzanych drzwiach!), na którym związuję troczek. Sprawdza się bardzo dobrze.

Materiał wierzchni to sukienka z lumpeksu; kupiłam podartą, bo zachwyciła mnie tkanina :)
Ale w środku!
Nie mogłam się powstrzymać!
KOSMOS!!!












Musicie się uzbroić w cierpliwość. Kolejna nerka już skrojona! :)))

14.02.2016

Co Jarecka zobaczyła po drugiej stronie lustra

- Jarecki, co się dzieje? - zapytała z troską Jarecka widząc męża w pozycji frasobliwej.
Jarecka jest dobrą żoną, choć tym nie epatuje.
Czytelników, a i Jareckiego rzadko.
Jarecki za to coraz bardziej wygląda na dyrektora, okulary sobie nabył i ma w pracy problemy personalne. W domu też przez chwilę je miał, bo Jareckiej (znowu) zdawało się, że jest w ciąży.
Nie jest, a Jarecki i tak czegoś się sumuje.
- Jestem zmęczony - oznajmia rozpaczliwie.
- Czym?
- Tym, tu - Jarecki zatacza ręką szeroki krąg - bałaganem...
Jarecka rozgląda się po pokoju, lecz niepokój jej się nie udziela. Że zabawki? Wszak w tym domu mieszkają dzieci! Że kłębki, z kłębkami pojemniczki, koszyczki?
- Czy tego musi być tyle? Tu, tu i tu? WSZĘDZIE? - dźga Jarecki.
- Tak! Bo tu dziergam dla Świerszczyka, tu prezent dla Fistaszkówny, tu kołderka dla Dąbka a tu moja nerka, nie mam kiedy jej skończyć - wyjaśnia Jarecka wskazując kolejne koszyczki.

A zresztą, proszę Państwa, też mi problem.
Że ktoś przyjdzie i zobaczy tu koszyczek i tam koszyczek? Mieszka tu kobieta zajmująca się rękodziełem, więc ma koszyczki z robótkami!
Jarecka lubi oprowadzać gości po swoich koszyczkowych labiryntach, tu będzie tak, a tu śmak, tu jeszcze doszyję, a tam załatam; goście grzecznie tłumią ziewnięcia ale brodzą cierpliwie z chrzęstem wśród wikliny i pudeł  SAMLA. A jak komuś nie dość w salonie, Jarecka może zaprowadzić do pokoju dziewczynek, odsunąć garażowe drzwi tamtejszej szafy i wyjąć kolejne pełne po brzegi SAMLE, tudzież kartonowe niedobitki i pokazać co drzewiej, a co w bliżej nieokreślonej przyszłości jeszcze udzierga.

W ramach zemsty Jarecki z westchnieniem odgraża się, że zrobi to, czego NIKT NIGDY w tym domu nie robi - umyje podłogę w salonie.
Jarecka niby się obraża, Jarecki niby się mści i tym sposobem limit kłótni małżeńskich utrzymuje się na stałym poziomie a dodatkowo podłoga nabiera blasku.


...


W kategorii: zakupy najbardziej udanym w tym sezonie był zakup kurtki sięgającej połowy łydki.
W połączeniu z kozakami stuprocentowo maskuje piżamę.
- Idę po bułki - mówi Jarecka dzieciom i powoli, noga za nogą sunie w tejże piżamie (sprytnie ukrytej pod kurtką, ha!) po bułki do Oczka.
Spływa z z taką ilością gracji, na jaką pozwala jej obuwie typu emu po brudnych schodach (znowu w sobotę była moja kolej, i znowu, kurde flak, zapomniałam!) i wyskakuje na drogę burą i smutną, drogę w kałuże i dziury. 
Mija bramę Sosnów i czasem macha Znaprzeciwnej jadącej do pracy.
Mija bramę młodego Koczka i czasem uskakuje z drogi przed jego dudniącą szambonetką.
Mija bramę starszego Koczka i nikomu nie macha, bo o tej porze nie ma komu.
Dalej jest warsztat stolarzy artystów a za nim schowana przed ludzkim okiem zagroda z indykami.
I Oczko.
-  Dzień dobry pani Narogowa!

I z powrotem. 
Człap człap, byle nie za szybko.

Luuudzie! Ale po co komu dwanaście bułek jak trójka dzieci wywieziona na ferie do dziadków?


...


W kategorii: dary losu do szczególnie udanych zaliczyć należy lustrzane drzwi do szafy (dziękujemy Magda!), w której Jarecka trzyma swoje skarby. Szafa stoi w kącie i zdawałoby się, że owo zwierciadło nie przysparza wnętrzu ani tyle przestrzeni ani światła, jak to lustra mają w zwyczaju przysparzać.
A jednak Jarecka zerka ciekawie i nie dowierza, że wszystko tam po drugiej stronie takie inne, choć niby to samo. 
Jak tam jasno, jak czysto, jak lśni! Talerzyk <verdens ende> nad głową Jareckiej całkiem jak aureola.
Obrazki na ścianie wiszą równiej, książki na zaimprowizowanym nocnym stoliku (taboret) jakieś grubsze.

Nawet lampka wina po tamtej stronie do połowy pełna.









8.02.2016

O przenikaniu się kultur




- Wiesz Jarecka, ja się jednak nie mogę malować tak jak do tej pory - wyznała Luba pewnej niedzieli, po powrocie z centrum handlowego - wszyscy się za mną oglądali! Tutaj kobiety się nie malują tak jak u nas, w Ukrainie.
- No rzeczywiście - przyznała Jarecka - twój makijaż jest, hm, dość wyraźny. Ale nie ma powodu, żebyś zmieniała zwyczaje, jeśli ty tak lubisz, tak się podoba tobie i twojemu mężowi...



... tak przekonywała Jarecka przyczerniając sobie tuszem rzęsy na dolnej powiece, o których istnieniu do niedawna nie miała pojęcia.

26.01.2016

Styczeń





W styczniu Deszczowy Dom zawisł w połowie drogi pomiędzy różowo-niebieskim odległym sklepieniem a szarymi koronkami drzew.
Dziesiąta rano zastaje Jarecką w szlafroku, przy kuchennym stole, wgapioną bezmyślnie w szklany ekran okna.
Obraz śnieży.

...


Słowniczek Piątka puchnie z dnia na dzień.
Mniam mniam - jeść
O-o-o - chcę umyć zęby
Ciuch ciuch  - chciałbym obejrzeć Stacyjkowo
Opalala - weź mnie na ręce
Tatom blom blom - chcę gdzieś pojechać z tatą samochodem
Pupa bleee - zdaje się, że trzeba zmienić mi pieluchę
Bapcia alo - chcę zadzwonić do babci, dajże mi, do jasnej anielki, swoje aloooo!
Tata lala oł je - tatusiu, proszę, włącz mi ten teledysk Guns'n'roses, chcę popatrzeć, jak gra Slash

Co  ciekawe, w dalszym ciągu Piątek nie ma słowa na określenie Trójki.
Wieczorem modli się: mama, tata, mimi, maja, TO, nina, tadzio, dommm.

Państwo się przyłączą.


Zaś z lakonicznej formy posta Państwo nie wnoszą pochopnie, że coś nie teges.


Ot, styczeń, minie :)

15.01.2016

Co się w Deszczowym Domu DZIAŁO















Jaka to frajda dziergać takie literki!
Jak się człowiek rozpędzi to nie może przestać. Łatwe to nie jest z przytroczonym do nogi kilkunastokilogramowym młodzieńcem, który pragnie zrobić sobie z takiej literki blom-blom albo o-ko, albo koronę na głowę.

To jeszcze nie koniec, uprzedzam :)

We can do it!

Rok pański 2016 zastał Jarecką w fotelu pasażera, w głębokiej awersji do czynności kuchennych.


Zaczęło się tak: Jarecka spojrzała w głąb siebie jak w studnię, krzyknęła HOP HOP a echo odpowiedziało jej: no weź, Jarecka, przecież ty naprawdę, ale to naprawdę, nie masz ochoty wyjeżdżać na święta.
Najbliższa z punktu widzenia topografii rodzina Jareckich zdecydowana była obrać świąteczny kurs w rodzinne strony, stało się więc jasne, że Jareccy spędzą Wigilię sami, w swoim skromnym, siedmioosobowym gronie.
Dziatwa uderzyła w płacz; Dziadkowie! Kuzyni! WIĘCEJ prezentów!
Jarecka nie ugięła się pod naciskiem, na drugiej szali zaległo bowiem: pakowanie, pakowanie oraz planowanie, które jest niebywale męczące (choć nie aż tak, jak brak planów).

Wkrótce samochód dowiódł słuszności hegemonicznej decyzji Jareckiej psując się porządnie już w wigilijny wieczór. Natychmiast po świętach został odstawiony do najbliższego mechanika, tego, który "ma czysto"(widział kto kiedy czysty warsztat samochodowy? Jest taki, na Zaogoniu).

A skoro mowa o porządku, w toku przedświątecznych przygotowań - na które można by machnąć ręką w przypadku wyjazdu do Dziadków - Jarecka poczyniła pewne przykre spostrzeżenia i powzięła środki zaradcze.
- Jarecki! - oznajmiła - jest taki problem. Poważny, toteż oczekuję od ciebie konkretnych propozycji, nie frazesów typu "jakoś to zorganizujemy". Tu potrzeba systemowych rozwiązań!
Tu zawiesiła głos i gdy już dostatecznie zaciekawiła Jareckiego, przystąpiła do rzeczy:
- Nie radzimy sobie ze sprzątaniem. Mnie całe dnie upływają na wożeniu dzieci do szkół i nazad, gotowaniu, odgrzewaniu (tu nastąpiła drobiazgowa i w istocie oszałamiająca lista zająć, której stopnia trudności i tak nie ogarnie ten, kto nie zna Piątka) a ty przeważnie jesteś w pracy. Owszem, w ciągu dnia miewam czas na odpoczynek. Ale przecież nie mogę go poświęcić na pucowanie wanny, bo kiedyś MUSZĘ odpoczywać!
Jarecki się zgodził, musi.
- Szorowałam dziś szczotką kąty w łazience, na kolanach, i zobaczyłam co się dzieje pod umywalką - kontynuowała dramatycznie Jarecka - tak być nie może. Albo umawiamy kogoś do sprzątania albo wyznaczamy sobie jeden cały dzień raz na jakiś czas i wtedy jedno z nas musi zabrać gdzieś dzieci na cały dzień a drugie cały ten dzień sprzątać (tu Jarecka popadła w głęboki namysł, co tak naprawdę wolałaby robić i rozpaczliwy jęk rozdarł jej trzewia).
- Dobrze - odparł dzielnie Jarecki najwidoczniej rozdarty wewnętrznie tym samym spazmem - wkrótce coś postanowimy.

W przeddzień Sylwestra właściciel czystego warsztatu, schludny czterdziestolatek w firanki czesany doniósł, że owszem, usunął skutek, lecz przyczyny usunąć nie da rady i Jarecki, dziwnie czemuś smutny, odstawił samochód do najpierwszego speca, Ryżego Mechanika z Przedmieścia, tego samego, który w piegowatej dłoni wciąż dzierży 250 zł Jareckich.
Znaczyło to ni mniej ni więcej, że to Jarecki będzie pełnił funkcję sylwestrowego szofera, gdyż Jarecka zapomniała już, jak prowadzi się samochód z manualną skrzynią biegów, a w taką właśnie zasobny jest służbowy wóz Jareckiego.
A zatem, tak, Jarecki nie wypije ani drinka-drineczka z kolegą Lekarzem i kolegą Lekarza, lekarzem.
Oraz z Jarecką i żonami lekarzy, dodajmy.

I oto widzimy Jareckiego w wesołej kompanii jak grzebie widelcem w talerzu pełnym specyjałów, popija colą i zerka na zegar.

...

Tymczasem ferie świąteczne dobiegły końca i brak samochodu zaczął Jareckiej mocno doskwierać. Pospolite punkty dnia codziennego, jak zakupy w Biedronce czy kurs na pocztę - nie mówiąc o zwykłej logistycznej obsłudze uczniów! - znalazły się poza jej zasięgiem.
Ponadto w dalszym ciągu trzymała Jarecką w czułym uścisku niechęć do przygotowywania posiłków, co miało oczywiście związek z nadużyciem tych funkcji w okresie przedświątecznym. Co - powtórzmy - nie miałoby miejsca, gdyby Jareccy, jak co roku, spędzili święta w szerszym rodzinnym gronie.

Lecz czym byłby człowiek bez żelaznej woli, która za nic ma okoliczności!
Czegóż człowiek nie dokona, gdy się, zaweźmie, napnie jak te rzeźby na MDM-ie, natęży jak murarz co podaje cegłę? Gdy zaplanuje, gdy MUSI?

- Zaraz wracam - rzucił Jarecki wyskakując z samochodu pod sklepem.
Było niedzielne popołudnie.
Rodzina Jareckich właśnie udawała się na jasełka a ponieważ Jarecka nie miała ochoty upiec ciasta na poczęstunek zaplanowany po przedstawieniu, Jarecki zboczył do Biedronki.
Na parkingu było tłoczno i Jarecki wcisnął się na wolne miejsce z brzegu, nieco tylko wystając bryłą wozu poza linię.
- Chyba się zmieszczą, nie? - rzucił niedbale wysiadając.
Jarecka równie niedbale rzuciła okiem na zwężoną drogę przejazdową i stwierdziła ponad wszelką wątpliwość, że samochód osobowy przejedzie obok SPO-KOJ-NIE.
Tak, oczywiście, prawo Murphy'ego jest nieubłagane.
Gdy tylko drzwi sklepu zamknęły się za Jareckim, w okno Jareckiej załomotał kierowca wielkiej ciężarówki (niedzielne popołudnie, przypomnijmy), który niewerbalnie dał do zrozumienia, że chciałby tędy, kurde blaszka, przejechać!
Cóż było robić.
Jarecka wyjęła telefon,
Jarecki nie odbierał.
Wzięła kluczyk.
Przesiadła się i przez chwilę odgruzowywała w złogach pamięci długotrwałej "które to sprzęgło??"
Następnie nadepnęła, przekręciła, wrzuciła bieg i - w imię Ojca! - ruszyła. Postawiła samochód kilka miejsc dalej, wyłączyła silnik i wtedy na tyłach samochodu rozległy się brawa.
- Mamo! - jodłowały okrutne stwory - brawo ty!
- Dziękuję dzieci.
- Mówi się: brawo ja.
Okrutne, krwiożercze stwory.


Wszystko się da, tak brzmi błyskotliwa puenta.


- Jarecki! Co ty zrobiłeś z łazienką?! Jak tu lśni!
- Wkręciłem mocniejsza żarówkę.

1.01.2016

Wpadła gruszka do fartuszka...







A za gruszką, wiadomo, dwa jabłuszka




A potem już sypnęło obficie




I oto, co wynikło z tej fuzji:









31.12.2015

Nowa cyferka






Na ten Nowy Rok (uwaga! zmienia się cyferka!) życzę Wam przede wszystkim
POKOJU



A sobie przynajmniej pięciu, plus jeden na pracownię dla mnie.

czyli razem sześciu.






29.12.2015

Inwentaryzacja cz.2

Etykiety "meblarstwo" jeszcze w Deszczowym Domu nie było.
Zanim majstry od elewacji rozpanoszyli się na balkonie udało nam się wespół w zespół odnowić biurko.
Jarecki zeszlifował strategiczne powierzchnie a ja odmalowałam niektóre połacie farbą akrylową (półmat).
Blat został polakierowany, szuflady dostały nowe gałki.

To był lifting na bardzo szybko, ale przyznacie, że jest lepiej niż było?









No i moja ulubiona zabawa w "znajdź pięć różnic":




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...