13.12.2012

Jarecka chce być jak dziecko

Jarecka nie zna wielu przekleństw, a tych, które zna, używa rzadko i bez fantazji.
To, co leci zimą z nieba nazywa jednak białym  ch...stwem, inaczej nie da rady.
Tej zimy jednakże zadała sobie wreszcie pytanie, skąd jej się ta niechęć wzięła, od kiedy i dlaczego aż tak?
A skoro sformułowała takie pytanie, natychmiast została zbombardowana przez swoją pamięć obrazami ze śniegiem w roli głównej i uznała, że - trudno- będzie nie lubić dalej.


We wtorek rano Jarecka zobaczyła padający śnieg.
Pierwszy raz tej zimy, bo do tej pory na Zaogoniu śnieg padał nocą.
Pomyślała, że przecież kiedyś tak lubiła zimę, i może by tak znów spróbować się nim ucieszyć i poczuć jak mała CałkiemInna...
Jarecka podeszła do kuchennego okna i przez zasłonę białych płatków, które w zwolnionym tempie płynęły w dół zobaczyła sąsiada. Sąsiad odśnieżał. Na ten widok w głowie Jareckiej zjawił się kolejny obraz- odśnieżająca Jarecka, albo Jarecki. Jarecka zmarznięta i obolała z wysiłku, nazajutrz w zakwasach a Jarecki skrupulatny, ze słuchawkami w uszach, odśnieżający w blasku padającym z okien, za którymi Jarecka pacyfikuje całą czwórkę  do spania- co gorsze? Nie wiadomo...
Poszła tedy Jarecka do drugiego okna i zobaczyła samochód pokrywający się pomału i równomiernie białym puchem.
Zobaczyła siebie ze szczotką pędzlującą wszystkie szyby i lusterka- i odeszła od okna.


P.S.
Wszechwiedzący Narrator zdradzi Ci, o Czytelniku, że Jarecka doczekała się swojej chwili śnieżnej radości.
Trwało to kilka sekund, bo tyle zajął jej bieg od drzwi domu do samochodu- żeby wstawić go do garażu. Było jasno, cicho, tylko śnieg głucho chrzęścił pod butami.
I przez tę jedną krótką chwilę Jarecka- CałkiemInna lubiła śnieg.


10.12.2012

Poduszka spod poduszki, czyli Jarecka jako krawcowa i Święty Mikołaj w jednym

Oto, co rankiem szóstego grudnia wyjrzało spod Czwóreczkowej poduszki:
Poduszka.


Jarecka otóż- mamo, czytasz uważnie?- Jarecka uszyła ją sama, na maszynie.
Ma Jarecka różne pomysły i materiały, ale nie ma maszyny i- jak sądziła- umiejętności.
Kiedyś, kiedyś, w rodzinnym domu, mama nauczyła ją podstawowych czynności w zetknięciu z maszyną do szycia, ale było to lata świetlne temu a z Jarecką niestety nie jest tak jak z innymi, że jak raz się czegoś nauczą to już będą umieli zawsze. I jakież było jej zdziwienie gdy zasiadłszy do pożyczonej maszyny, zacnego starego łucznika, zobaczyła, że szyje!
Uszyła więc poduszkę.
Z ekologicznej torby, zachwyciwszy się jej mocnym, ścisłym splotem i głębokim czarnym kolorem.

Jareckiej przykro, że nie może pokazać zdjęć tyłu poduszki i detali, ale Deszczowy Dom ciemny sam w sobie, zimą jest arcyciemny, a na podwórku, gdzie Jarecka fotografuje co się nawinie, jest już zimno i śnieżnie, oraz- ciemno. Kolor podusi też nie pomaga...

Musisz wierzyć, Czytelniku, na słowo, że uszyć taką poduszkę to rzecz dla przedszkolaków, że  prawie nie trzeba używać nożyczek a wszelkie poczynione przez niewprawną krawcową szwy są ukryte. Jarecka obiecuje, że jak ją oświeci słońce, albo co inne, pokaże krok po kroku co i jak.
Z tyłu podusia jest zapinana na dwa różowe guziki, bo jak Jarecka wspominała w tym poście, trzeba zawartość poszewki zabezpieczyć przed małymi paluszkami. Aplikacje z kolorowego polaru, zbieranego pieczołowicie przez Jarecką są naszyte przy pomocy paluszków, ale już większych.

Świnkę Peppę Czwórka kocha bez pamięci, więc na Gwiazdkę Jarecka szykuje kolejne przedmioty kultu. Fazę taką ma już za sobą :

Tej zaś nocy Świnka może już się komunikować, nabyła bowiem twarz i powiedziała, że czeka niecierpliwie na kończyny i zakręcony ogonek. Jeszcze trochę Peppko, jeszcze trochę!

Nawiasem mówiąc, to trudne zrobić Peppę w trójwymiarze, bo w kreskówce zawsze prezentuje ona uroczy profil. En face wcale się tak ładnie nie prezentuje...

Jarecka odpowiada

Jarecka została zaproszona do blogowej zabawy przez Sylabę.
Sylaba wykoncypowała 11 pytań i Jarecka na nie odpowie: 

1. Najbardziej irracjonalna decyzja, która zakończyła się happy-endem...

Jarecka nie podejmuje irracjonalnych decyzji. Jest na to zbyt ostrożna, żeby nie powiedzieć asekurancka. ŻADNYCH ważnych decyzji nie podejmuje sama, bo jeśliby decyzja okazała się niefortunna w skutkach, nigdy by sobie nie wybaczyła- ot, taki defekt...
Niemniej przychodzi jej do głowy pewne fortunne w skutkach szaleństwo:
Będąc mamą li i jedynie Jaśnie Panicza i Dwójki, Jarecka się zbuntowała, i to jak! Że jest odcięta od świata, że nawet autobusem nigdzie nie pojedzie, bo dzieci..., że nikt do niej nie przyjeżdża bo daleko, że do pracy zasuwa na rowerze a samochód stoi pod domem i się z niej śmieje... I że ona sobie w takim razie życzy, żąda! Zrobić prawo jazdy!! Koniec kropka! Bo jak nie, to!....Jarecka aż taka wojownicza i uparta nie jest, i co ją tym razem pchnęło w aż taką desperację- sama nie wie.

Jarecka do prowadzenia pojazdów mechanicznych (i nie mechanicznych też) nigdy nijakiej skłonności nie miała a więc i talentu się w tej materii nie spodziewała. Nie spodziewała się także, że sprawy nabiorą takiego tempa...Jareckiej teść, instruktor jazdy, rozpisał jej jazdy na bite trzy tygodnie od zaraz i Jarecka wziąwszy dziatki pod pachę udała się na drugi koniec Polski w rodzinne strony aby stawić czoła przeznaczeniu. Dowiódłszy sobie i otoczeniu braku talentu w prowadzeniu samochodu, Jarecka jako ten bezwolny liść została przez męża odstawiona w trzeci koniec Polski na egzamin (bo tam były wcześniejsze terminy), który koncertowo oblała nie ruszając pod górkę na oczach kamer. Niemniej kilka tygodni później (tygodni obfitych w dramatyczne zwroty akcji, BARDZO dramatyczne...) oficjalnie została uznana za kierowcę i winszuje sobie swojego tupnięcia nogą do dziś. 

Czy późniejsze wypadki należy uznać za happy end- trudno powiedzieć. Ofiarą pierwszej przejażdżki Jareckiej padł samochód Jareckich... Odjechał na lawecie w siną dal, na zawsze...

A jednak Jarecka sobie winszuje tego niezwykłego u niej przejawu uporu, tego działania wbrew swojej tchórzliwej naturze. Mieszkać na Zaogoniu i nie prowadzić samochodu? Niemożliwe.

2. Nie posiadam..., ale nie szkodzi, bo...

Jeśli już Jarecka zauważy, że czegoś nie posiada, to nie może powiedzieć, że nie szkodzi. Właśnie szkodzi. Zaś jeśli nie odczuwa braku czegoś, to znaczy że wpłynęliśmy w abstrakcję jak na suchego przestwór oceanu... I takiej rzeczy nie potrafi Jarecka ani nazwać, ani sobie wyobrazić.
 
3. Publikacja/tekst do którego raczej nie wrócę rozczarował mnie tym, że...

Przy tej odpowiedzi Jarecka nie żałuje, że jej bloga czyta tak mało ludzi, albowiem napyta sobie zaraz wrogów, ani chybi...
Jarecka ma alergię na literaturę a la Coelho i na to, co tworzy Eric Emanuel Schmitt...
Pierwszy rozczarował Jarecką pretensjonalnością, drugi łopatologicznym moralizmem.
 
4. Nie pojmuję, jak można...

...nie lubić kawy!! ;)
 
5. Wskoczyłabym na fotel kosmetyczny, fryzjerski, dentystyczny? (Inny?)

Własny, w domu. Z kawką, robótką, książką... WYmienione w pytaniu fotele nudzą Jarecką niepomiernie i powodują poczucie marnotrawienia czasu. No może z wyjątkiem dentystycznego, ale o wskoczeniu nań akurat nie marzy...
 
6. Upominek wspominany do dzisiaj to...

...album z malarstwem Van Gogha, który Jarecka (wtedy jeszcze nie Jarecka tylko CałkiemInna) dostała na 15 urodziny od przyjaciół. Złożyli się oni, żeby zrobić Jareckiej taką, naprawdę, taką radość! A rzecz nie była tania, a Van Gogh był dla nastoletniej CałkiemInnej jak Justin Bieber dla dzisiejszych nastolatek...

 7. Trzymam się z daleka od...ponieważ...
Od hipermarketów. Ponieważ trzeba po nich łazić kilometrami. Jarecka na Zaogoniu zdziczała i nie ogarnia sklepów większych niż Lidl czy Biedronka.

8. Obowiązująca reguła, z którą bym się chętnie rozprawiła...

No nie, Jarecka się do reguł stosuje. Mogłaby chyba mieszkać w Japonii, tam podobno wszyscy się stosują. 
9. Nie zobaczycie mnie w..., uważam bowiem, że...

...futrze, uważam bowiem, że jakkolwiek jaskiniowcy musieli odziewać się w skóry, żeby nie zginąć, współcześni mają do wyboru mnóstwo praktycznych, pięknych, lekkich, wygodnych, ciepłych, oddychających i kolorowych tkanin do przyodziania się.
 
10. Przeszkadza mi...

...śnieg!!! 

11. Uśmiałam się niedawno, bo...

Bo było tak:
Trójka: -mamusiu, przytulisz mnie? 
Jarecka, zajęta smarowaniem Dwójki jednym z jej setki specyfików: -teraz nie mogę, za chwilę.
Trójka: -przydałoby się więcej rąk?...


Teraz najprawdopodobniej Jarecka powinna posłać ten bakcyl dalej, ale ha ha! Komu?
Większość obserwatorów Deszczowego Domu to Jareckiej krewni i znajomi (a są i tacy krewni i znajomi, którzy czytają a nie obserwują, niech się wstydzą! A przy okazji Jarecka zdradzi, że zżera ją ciekawość, kto się kryje pod pięknym nickiem "Indian Summer'?- ujawnij się Indian Summer :))
Tych, których Jarecka obserwuje, a oni jej nie, Jarecka oczywiście nie ma śmiałości wyrwać do odpowiedzi.
I tak staje się jasne, że osobami, które Jarecka wskaże zostają.....no, kto, Bystry Czytelniku?
Sylaba i Anutek, rzecz jasna :)
Ponieważ padło już tyle pytań lepszych i gorszych, z którymi się dziewczęta mierzyły w ostatnim (i mniej ostatnim) czasie, Jarecka ma dla nich propozycję zgoła inną, bo jakoś- dziwne to, ale- może spać spokojnie nie wiedząc, czy wytypowane blogerki wolą trampki czy szpilki, czy wolą ryż od ziemniaków albo czy wolą brunetów czy blondynów.
Tedy Jarecka zaproponuje im zrobienie pościka, posta lub pościora na zadany temat (a znając literackie talenta tychże, już zaciera ręce na tę lekturę):
"Z jaką postacią fikcyjną- z jakimi postaciami fikcyjnymi (literatura, film)- się utożsamiam, w jakich rozpoznaję siebie?"
( Jarecka jest, na ten przykład, niby Filifionka, a kawę robi identycznie jak Adaś Miałczyński.)
 Może być?
:)


 

5.12.2012

Chwila spokoju

O 13.20 Jarecka wychodzi z pracy, razem z Trójką i Czwórką.
O 13.38 odbiera Dwójkę z zerówki.
O 14.00 spodziewa się powrotu Jaśnie Panicza z wycieczki.
Szybkie zakupy i o 13.45 Jarecka znów ląduje pod szkołą.
Cały kwadrans!
Cały spokojny kwadrans, dziewuchy przypięte pasami, chwila spokoju. Co prawda lada moment panny te pasy rozepną, ale Jarecka bierze głęboki oddech i rozgląda się!!!
Rozgląda się spokojnie po samochodzie, w którym zasiada kilka razy dziennie i widzi (a patrzy tylko tuż obok, na i pod fotel pasażera):
-torbę, z którą była w pracy (banał!),
-siatkę z zakupami (banał!)
-skrobaczkę do szyb ze zmiotką w jednym (...),
-saszetki zapachowe,
-kubek termiczny po przedwczorajszej kawie,
-buty ze zdartymi obcasami (Jarecka wozi je w nadziei, że nastąpi ten niezwykły zbieg okoliczności, kiedy będzie przejeżdżała koło tego akurat szewca, w dniu i godzinie, gdy ten akurat zakład będzie czynny, gdy będzie miała najwyżej dwoje na pokładzie i jeśli ten akurat szewc powie, że te buty można uratować i że Jareckiej jeszcze się to opłaci),
-puste pudełko po herbatnikach z cukrem zeżartych przez dzieci  z Jarecką na czele, która to pierwsza żre w aucie roniąc okruchy, a pudełko owo pełne jest skórek z mandarynek, które dzieci z Jarecką na czele zeżarły w aucie pryskając aromatem,
-rajstopy, sztuk dwie, w kolorze "malachit" i "czekolada", które Jarecka kupiła jadąc do pracy, w rozmiarze 2 i 4 (Jarecka kupuje zawsze rozmiar trzy ale akurat takiego nie było, więc Jarecka uznała że jeden i drugi się nada- i się nadaje!)
-papier do pakowania prezentów, dwie rolki, dla niepoznaki zrolowany w szary papier,
-czapkę Jareckiej (Jarecka  nosi czapkę od października do kwietnia),
-siatkę z ubraniami dla dzieci, po dzieciach koleżanki,
-różowe plastikowe wiadro z kwiaciarni, do zwrotu.
Nie liczy Jarecka kabelków, słuchawek i co tam się jeszcze dynda.
Ponieważ zaś Dwójka sygnalizuje problemy z pasem Jarecka przedziera się na tyły samochodu i rejestruje tam dodatkowo:
-kaptur od kurtki Trójki,
-rękawiczki, których poszukiwała od tygodnia,
-rozliczne rysunki,
-równomiernie brązowiutką skórkę od banana.


A ponieważ do powrotu Jaśnie Panicza zostało jeszcze sześć minut, Jarecka w tej chwili spokoju oddaje się niezmąconej relaksacji.


4.12.2012

Zabawki "na złość" czyli zrób prezent nerwusowi

Tak się składa, że w dniu, w którym dzieci są obdarowywane przez Świętego Mikołaja, Jaśnie Panicz obchodzi także imieniny. Bez względu więc na hojność tajemniczego biskupa, Jareccy muszą się wykazać prezentem. Z pewnych przyczyn, o których na blogu bez ograniczeń wiekowych mówić nie wypada, czują się w tym czasie tak wyeksploatowani, że myślenie o kolejnym podarku zdaje się ich przerastać. W zeszłym roku więc Jarecka wpadła na pewien prosty i skromny pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę i przy każdej nadarzającej się od roku okazji sięga po ten sam ograny motyw.
A wszystko przez Jareckiego, który zainfekował telefon Jareckiej ptasim wirusem.
Angry Birds mu na imię.

Jeśli ta prezentacja nic Ci , Czytelniku, nie mówi, zerknij tutaj albo tu, i uwierz, Jarecką kiedyś to bawiło...
Był taki czas w Deszczowym Domu, że grali wszyscy- rodzice wieczorami wyrywali sobie telefon a w weekendy łaskawie pozwalali dzieciom na kwadrans okrutnego strzelania ptaszkami.

Jednakowoż, jak się rzekło, Jarecka wyzyskała zaistniałą koniunkturę i na imieniny obdarowała syna engryberdsem, tym czarnym, z lewej (Jarecka nie jest pewna, czy strona o której myśli to lewa, ale czarny jest tylko jeden). W grze ptaszysko to, uderzając w konstrukcje z różnych materiałów, wybucha siejąc spustoszenie, toteż jest to rzutka przez graczy lubiana :) Jarecka wypełniła ptaszka jak zwykle kamuszkami (takimi, które się sypie do doniczek w celach dekoracyjnych-garstka kamuszków jest zaszyta w płócienną sakiewkę) i silikonowym wypełnieniem do maskotek. Rzuca się takim ptaszkiem przednio! Szczególnie polecany dla nerwusów i furiatów, czyli...hm. Ale nawet gdy ktoś przypadkiem takim ptaszkiem oberwie, nijakiej krzywdy nie dozna, Jarecka gwarantuje!
Czerwony ptaszek przypadł Trójce. Dwójka dostała żółtego, który gdzieś odleciał (zdaje się, że to ten z ciepłolubnych), zielony zaś pochodzi już z kosmicznej wersji gry, Angry Birds Space; Jaśnie Panicz wyprosił go na urodziny. Ptaszki zwiedziły wszystkie zakamarki dziecięcych kieszeni, plecaków, szkolną szafkę i Deszczowe kąty a także łóżka dzieci, bo ku swojej odrazie robią też za przytulanki...
I otóż znów jasniepańskie imieniny za pasem, Jaśnie Panicz przebąkuje coś o engryberdsach a Jarecka już ma w zanadrzu TO:

Tym razem praktyczna Jarecka zaopatrzyła ptaszki w karabińczyk i powstał równie praktyczny brelok.


Jarecka uznała bowiem, że pora uczyć się poskramiania złości w inny sposób niż rzucanie o ścianę ptakiem...

Matki furiatów, do szydełek, Święta za pasem!

3.12.2012

Życie jest pełne niespodzianek

Jarecka ma nadzieję,  że sąsiedzi się nie dowiedzą.
W porządnym domu takie rzeczy? Deszczowym, w dodatku...
Co prawda ciągłe najazdy obcych kotów mogły się wydawać podejrzane, ale Jareccy składali wszystko na karb bujnego życia towarzyskiego Przytulasa.


Wszystko się wydało, gdy w pewien śnieżny dzień w Deszczowym Domu pojawił się Don Pedro.








Jego wygląd nasunął Jareckiej skojarzenie z Ameryką Południową a konkretnie z Kolumbią i  Jarecka struchlała na myśl o kłopotach, w jakie Przytulas się wpakował...Gość nie mówił po Polsku więc Jarecka wykonała telefon do przyjaciela, a ściślej mówiąc do koleżanki, Kati, która zna hiszpański bo urodziły jej się hiszpańskojęzyczne dzieci i musiała się nauczyć. Kati podpytała Kota i okazało się... że adres Deszczowego Domu figuruje w międzynarodowej internetowej bazie kocich hosteli i że Don Pedro (bo tak się nazywał przybysz) trafił tu dzięki owej bazie. Podobno Deszczowy Dom ma świetną opinię i mnóstwo pozytywnych komentarzy (Przytulas nie chce się przyznać, ile na tym zarobił a także czy odprowadzał podatki).

Teraz Jareckiej wstyd za tę nielegalną działalność, napływające koty nocuje i karmi za darmo, kazała też Przytulasowi wycofać ofertę z internetu, ale fama poszła w świat i Jareccy mieli już także gościa z Niemiec (ale nie był zbyt rozmowny, choć Jarecki coś tam po niemiecku szprecha).

Dodaj napis
Don Pedro okazał się być bardzo miłym kotem, przyleciał aż z Meksyku. Zostawił swój adres i w podzięce za gościnę zapraszał serdecznie do siebie na Cinco de Mayo. A potem hop na koń i pięknie odjechał. Jarecką zatkało na widok wierzchowca- czyżby przyleciał tu samolotem z Don Pedro? I tu kolejna niespodzianka- okazało się, że na Zaogoniu otwarto niedawno "rent a horse", i wierzchowiec właśnie stamtąd.
Zaprawdę, zaprawdę, życie pełne jest niespodzianek!


  Do zobaczenia Don Pedro!

2.12.2012

Jarecka i jej defekty, epizod 1

Jarecka ma- zapewne od urodzenia- pewien defekt. Ma to jakiś związek ze słuchem a może jest jakąś formą schizofrenii? Przykłady? Proszę bardzo:

Pani Doktor mówi: "90 procent bólów brzucha u dzieci w naszych czasach wynika ze złych nawyków żywieniowych".
Jarecka słyszy: "Jest pani beznadziejną matką, nie dba pani o dzieci jak należy, jedzą co chcą i kiedy chcą"
Jarecka chciałaby zaprotestować, w końcu dokłada wszelkich starań, żeby posiłki dzieci były regularne i zbilansowane, każde piętro żywieniowej piramidy, przynajmniej raz dziennie ciepłe, słodycze owszem- ale te zrobione w domu, owoce ze skórkami, surowe warzywa, no ale sam Czytelnik słyszał- Pani Doktor mówiła, że Jarecka jest złą matką- pewnie się lepiej zna...

Inna Pani Doktor mówi: "Takie problemy mają często podłoże emocjonalne."
Jarecka słyszy: "Jest pani beznadziejną matką. Dziecko zestresowane, o niskiej samoocenie- to pani wina! Te nerwowe ranki, pośpiech- co z pani za matka?" Pani doktor nie ma oczywiście pojęcia, jak wygląda poranek z Dwójką. Nie wie, że rano nie da się Dwójki obudzić, po prostu nie, trzeba wyciągnąć spod kołdry, jako tako spionizować, ubrać od A do Z, naciągnąć rajstopy na bezwładne nogi i zawlec dziecię do kuchni, gdzie nad śniadaniem dopiero raczy otworzyć oko. A to zaledwie ćwiartka tego, co Jarecka musi z rana wystawić za drzwi, ubrane, nakarmione i zaopatrzone na pół dnia.

 No ale- sam Czytelnik słyszał...


Jaśnie Panicz w kuchni

Jaśnie Panicza ogarnął kulinarny szał.
Zawsze przejawiał ku temu skłonności, co prawda to prawda, ale odkąd zobaczył w tv "Master Chef Junior", Jarecka ma przechlapane. Jaśnie Panicz zna z imienia wszystkich uczestników emitowanych na dwóch kanałach dwóch edycji tego programu, nie mówiąc o jurorach. Cytuje ich wypowiedzi, rysuje scenki z programów a w kuchni dowodzi siostrami jak jakiś Matt Moran, czy jak on się zowie.
-Mamo, mogę upiec ciasto?
Jarecka wzdycha, przewraca oczami, dmucha nosem, syczy, nadyma się, i...pozwala. Stawia na stole składniki, których syn nie znajdzie sam, włącza do prądu mikser (jak trzeba) i wycofuje się. I nie dalej jak wczoraj, palcem kiwnąwszy tylko przy włączaniu piekarnika, Jarecka doczekała się crumble absolutnie samodzielnej produkcji Jaśnie Panicza. Wróć. Jabłka pokroiła sama, ale od wizji zakrwawionych paluchów się nie opędziła.
A nazajutrz znowu:
-Mogę upiec ciasto?
Jarecka baranieje z lekka, jak to przy deja vu, ale zachowuje czujność, jednak, i od razu demotywuje, jak to Jarecka:
- Ale już prawie nic nie mamy w lodówce, nie ma jajek...
-A mogę ci zrobić listę zakupów?

Jarecka bardzo przyklaskuje tej pasji, choć kiedy może oczywiście przewraca oczami, wznosi ręce ku sufitowi, sapie i tak dalej ale bezecnie wykorzystuje sytuację. W sobotni wieczór, chcąc uprzedzić niedzielną pobudkę- sprytna Jarecka!- zagniotła ciasto na brioszkę, zostawiła na blacie foremki, masło, mąkę, czystą ścierkę oraz pisemną instrukcję w punktach- czym Jaśnie Panicz musi się zająć po przebudzeniu. Trochę inaczej sobie to Jarecka wyobrażała, bo jednak nie obyło się bez porannej pobudki- o 6.30 Jaśnie Panicz wraził głowę do sypialni żeby zapytać "czy już?". Szczęściem Jareccy to zaprawiony w boju materiał i potrafią zasnąć wypowiedziawszy oczekiwane "już!" Gdy zatem o ósmej Jarecka wpełzła do kuchni, pod ściereczką rosły już sobie pachnące masłem buły.

W tym krótkim czasie, gdy Jaśnie Panicz był jedynakiem, dwa, trzy razy w tygodniu zajmowała się nim wyłoniona w kastingu niania, Pani M. Była ona po uszy zakochana w Jaśnie Paniczu i wciąż znosiła mu książki i zabawki, tak, że Jareccy zastanawiali się, czy jeszcze coś jej zostaje ze skromnych zarobków, które jej oferowali. Jedna z przyniesionych przez Panią M książek, jest w Deszczowym Domu do dziś, wciąż używana, wertowana, nieustające źródło kuchennych inspiracji. Oto ona:

 I właśnie z tej książki pochodzi przepis na ciasto Kangurzycy- czyli po inszemu crumble, owoce z kruszonką. Przepis wygląda następująco:
100 g mąki
50 g cukru
50 g masła
2-3 łyżki cukru
Te składniki Jaśnie Panicz precyzyjnie łączy w "okruchy chleba". Ostatnio tak się palił do roboty, że zagniótł wszystko w jedną kulę. Trzeba uważać- jak się wkrótce dowiedział z "Master Chef Junior"-żeby zagniatać "chłodnymi rękami" :) Następnie Jaśnie Panicz szykuje naczynie- u Jareckich kamionkowe- smaruje masłem i wrzuca pokrojone przez mamę jabłka- w przepisie są dwa, w Deszczowej Kuchni zawsze więcej. A potem już tylko sypie kruszonką jabłuszka, solidnie ugniata i do piekarnika, który Jarecka ustawia na 180 stopni.
Jarecka jest dumna z syna, uważa, że robi on w tej materii postępy, albowiem zauważył już, że pieczenie z jednej porcji nie ma w Deszczowym Domu sensu!

.....

Dwójka aż się rwie, żeby załatwiać drobne sprawunki w pobliskim sklepie (bo to robota na rowerze).
Jaśnie Panicz gotuje.
Jarecka nie znalazła jeszcze zastosowania dla dwóch młodszych córek, ale zdaje się, że sprzątanie jeszcze nie bardzo im się przejadło...


1.12.2012

Trójka kontempluje sztukę

Jaśnie Panicz w szkole. Czwórka śpi. Jarecka strrrasznie zajęta. Bajka, którą oglądały Dwójka i Trójka, właśnie się skonczyła.
Jarecka desperacko próbuje zaradzić, bo doskonale wie, że zaraz zacznie się wymiana zdań między siostrami, w tonie podniesionym, i tyle będzie z Czwórkowego spania i strrrasznie ważnej maminej roboty.
- Tam na półce na samym dole- instruuje ze swojego stanowiska za stołem- o tam, są takie trzy duże białe książki, weźcie je sobie i pooglądajcie. Córki posłusznie biorą i oglądają.
Te książki to albumy z malarstwem- Leonardo, Rafael, Michał Anioł.
Po chwili Jarecką dobiegają odgłosy kontemplacji:
-Tu siurki... tu cycusie...


.....



Trójka podnosi z podłogi lodówkowy kalendarzyk z reprodukcjami malarstwa włoskich mistrzów. Przygląda się uważnie "Złożeniu do grobu" Rafaela.
-Mamo- woła z oburzeniem- oni ciągną Boga!
-Pana Jezusa- tłumaczy Jarecka- wkładają Go do grobu. Umarł i wkładają Go do grobu. Wiesz, co to jest  grób? Pamiętasz, jak dziadek umarł, leżał w trumnie i też panowie włożyli go do grobu.
-My wtedy przyjechaliśmy z wakacji a dziadek umarł- Trójka odgrzebuje ten fakt w pamięci i Jarecka chwilę zastanawia się, czy doczepić się nowej koncepcji przyczynowo-skutkowej w związku ze śmiercią dziadka i przyjazdem z wakacji. Rezygnuje.
-Dziadek umarł i Pan Jezus umarł- podsumowuje Trójka.
-Tak- Jarecka czuje, że wychodzi na prostą- i teraz są razem w niebie.
- I razem sobie chodzą i rozmawiają- córka popada w zachwyt- i Pan Jezus mówi Józefowi (tak przecież mówiono o dziadku w pogrzebowej homilii), że już nigdy nie umrze!
Jarecka zastanawia się ile Trójka może pamiętać z mszy sprzed ponad roku a na ile to jej własna koncepcja. Przyczepia kalendarzyk z powrotem do lodówki  i już nic nie odpowiada ale przez resztę dnia nosi w sobie ten jasny obraz- dziadek Józek i Pan Jezus pogrążeni w rozmowie spacerują pod rękę po rajskich ogrodach...


29.11.2012

Dobre wieści z Torunia

Najnowsza dobra wiadomość jest taka, że przesyłka doszła :)

A było tak:

Zawsze, czyli rok temu, trzy lata temu i jeszcze wcześniej (bo dwa lat temu Jarecka spędziła wakacje w szpitalu), w drodze na wakacje nad morze Jareccy zahaczali o Toruń.
Jest to ze wszech miar pożyteczny przystanek, bo nie dość, że przekrawa przydługą podróż na pół, czyniąc ją znośną, nie dość, że zawartość samochodu może rozprostować kości, zjeść, wypić i odetchnąć od audiobooków, to jeszcze -jeszcze! Jarecka może spotkać się ze swoją Najlepszą Przyjaciółką. Najlepszych i Mniejlepszych Przyjaciółek ma Jarecka ho ho i trochę, ale ta jest Najlepsza z Najlepszych, ma męża Łysego Na Głowie i syna. I właśnie ten syn, w te wakacje, wziął i się rozchorował, i trafił do szpitala, i Jareccy nie mieli po co zatrzymywać się w Toruniu.
Wówczas się Jareckim przypomniało, że ktoś ich kiedyś jeszcze w tym Toruniu zapraszał, więc się przypomnieli, wprosili i lekko spóźnieni stawili w umówionym miejscu (spóźnili się, bo toruńskie skrzyżowania to istne labirynty Minotaura, węzeł gordyjski to przy nich kokarda na kociej szyi. Jarecka przenigdy nie wsiadłaby w Toruniu za kółko, o nie!).

Jareccy bardzo się wzruszają na wspomnienie tamtego spotkania.
U celu czekał na nich nakryty po królewsku stół pełen wszelkich śniadaniowych pyszności i piękna rodzinka już nieco przygłodzona w oczekiwaniu na spóźnialskich. Jareckiej do dziś śni się taki wielki błękitny obrus i takie drożdżówki...
A ponieważ dobrym i miłym ludziom przydarzają się dobre i miłe rzeczy, gospodarzom tamtego spotkania urodziła się córka :) Delicja!
Gdy się Jarecka dowiedziała, ze to już (bo brzuszek widziała już w wakacje, przecież!), poczuła wyższą konieczność obdarowania czymś Delicji. Niewiele myśląc zasiadła w kącie Deszczowego Domu i wyprodukowała, co następuje:




Najpierw meduzę, bo w tym roku nad Bałtykiem Jaśnie Panicz odławiał te stworzonka dziesiątkami (a może to była ciągle jedna i ta sama meduza?) i było to pierwsze stworzonko, jakie jej przyszło do głowy w związku z wakacjami. Meduza jest bawełniana, coby ją małe dziecię mogło ssać a mama prać do woli (w 40 st, można wirować), ma dużo kolorowych wpustasów dla małych rączek i jest lekko ciężkawa, bo ma w środku nieco kamuszków i można nią efektownie rzucać :) (albo kopać, jak zośkę).




A ponieważ Delicja pewnie jeszcze nie chwyta w rączki, a Jareckiej bardzo zależało, żeby już, natychmiast miała ona pożytek z jej prezentów, tedy jej wydziergała girlandę do patrzenia, o! W kolorach, na jakie podobno najbardziej lubią patrzeć niemowlaki, i które to ponoć najlepiej ćwiczą ich oczęta, czyli kolory podstawowe plus kombinacje czerni i bieli.
Wielką radość miała Jarecka z tej pracy i ma nadzieję, że ta radość dotrze też wraz z prezentami do Torunia. :)







No i niespodziewanie tak się morsko zrobiło w Deszczowym Domu...

P.S. Oglądacze wybaczą niechlujny kolaż? Jarecka się poduczy, obiecuje.


27.11.2012

Maszyna Do Utylizacji Kłębuszków, epizod 1

Resztki włóczek...
"Dar i przekleństwo"-jak mawia detektyw Monk.
Przekleństwo dla Jareckiego, na którego z każdej szafy wysypują się kłębki, dar- dla Jareckiej. Rzadko są to regularne motki ze sklepu, najczęściej włóczkami obdarowują Jarecką znajome panie, które z różnych powodów już ich nie potrzebują- bo nie maja zdrowia/ochoty/chętnych na wyroby. Czasem dostaje się Jareckiej taka scheda po kimś zmarłym, nawet zupełnie obcym, i są to dla Jareckiej cenne dary. Czasem to całe paczki włóczek, czasem pojedyncze motki.
Ale Jarecka najbardziej kocha te najmniejsze, nieznanego gatunku, w niezwykłym kolorze. Przechowuje nawet odrobiny, które trudno nazwać choćby kłębuszkiem.
Albo całe kule sprutych swetrów.
Jakim cudem jeszcze się te pokłady w Deszczowym Domu nie skończyły- nie wiadomo, albowiem Maszyna Do Utylizacji Kłębuszków pracuje pełną parą przez okrągły rok.
Maszyna ta w osobie Jareckiej zasiadła sobie tedy całkiem niedawno i zainspirowana tym, na co się napatrzyła w internecie, a zwłaszcza tym, zrobiła dwie poszewki.










Cóż to była za frajda! Jarecka obiecała sobie, że już wkrótce zrobi ich więcej! Wykończywszy zaś owe cudeńka aż po guziki i napełniwszy je poduszkami, schowała gotowe poduchy  głęboko do szafy i leżą tam sobie nie wadząc nikomu. Pozostawione bowiem w widocznym miejscu natychmiast stałyby się budulcem dla wszelkich domków, namiotów, ramp, i nie wiadomo czego jeszcze, ponadto Jarecka daje głowę, że Czwórka powodowana wewnętrznym przymusem natychmiast rozpięłaby guziczki, wyłuskała poduszeczki, i- tu kończy się wyobraźnia mamy, ale córki-nie!







Tematem na osobny post są etykiety z wyrobów pasmanteryjnych, które przeleżały w czyjejś szafie parę dekad. Te szare, stemplowane... Jarecka odkłada je nabożnie marząc, że kiedyś znajdzie dla nich odpowiednią oprawę i eksponowane miejsce w Deszczowym Domu- czym niechybnie zasłuży sobie na niemiłosierne drwiny Jareckiego :) Ale co tam!


25.11.2012

O zupełnie wyjątkowym Misiu

W Deszczowym Domu misiów nie brakuje, co to to nie.

Jednak jest jeden Miś wyjątkowy. Niepozorny, malutki, wyprzytulany. Dzielny Miś, nasz Miś bohater.
Tadzik.

Tadzik przyszedł na świat w szpitalu na Karowej, gdy Jarecka na Oddziale Patologii Ciąży w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości oczekiwała nie wiadomo na co, bo do wyboru było wiele opcji.Czekając zrobiła serwetę. Obrus. Przeczytała kilka tomów Bunscha. Przemyślała całe swoje życie od początku. Obejrzała kilka sezonów różnych seriali. I wydziergała Misia.
Wreszcie nastąpił finał i urodziła się Czwórka. Przyszła na świat przedwcześnie i spędziła w szpitalu kolejne cztery miesiące, a mały Miś towarzyszył jej wszędzie.
Najpierw wisiał na stojaku na kroplówki- na OIOMie, potem na Patologii Noworodków. I właśnie na tym oddziale któregoś dnia Jarecka zastała Tadzika siedzącego w inkubatorze (a nie jest powszechną praktyką upychanie zabawek do inkubatorów! -tym cieplej się zrobiło Jareckiej na sercu...). Wciśnięty w kąt pocieszał na pewno często płaczącą Czwórkę...

 Po opuszczeniu inkubatora nie rozstawali się także w szpitalnym łóżeczku-korytku.





A ponieważ zabawki w Deszczowym Domu żyją swoim życiem, Tadzik po wyjściu ze szpitala napisał pamiętnik, który dzieci Jareckie uwielbiały!  Zdaje się, że go nie skończył, ale czy to ważne, skoro Jarecka nigdy nie mogła doczytać do końca- przeszkadzała jej w czytaniu wielka klucha rosnąca w gardle z każdym słowem. A przecież mogłaby czytać spokojnie, bo historia na pewno skończyła się dobrze, jak ta prawdziwa.

Minęły dwa lata

Dziękujemy Tadziku!
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Misia!

24.11.2012

Kula na start!

Tydzień Jareckiej jest jak droga po równi pochyłej.
A miejscem, w którym tocząca się przez tydzień kula (imaginuj sobie, człowieku) rozbija się z hukiem jest piątkowy wieczór.
Jarecka ma za sobą ponad siedem godzin pracy- pracy, która jej nie inspiruje, męczy i nudzi a któż zgadnie co gorsze? Wtacza się do Domu jako ta kula właśnie, razem z nią zmęczone dzieci, zaraz potem zmęczony mąż i przed nimi najgorsze godziny tygodnia, zanim dziatwa rozlokuje się po łóżkach a dorośli ułożą swoje zewłoki w jakimkolwiek spokojnym miejscu.

Ale nazajutrz Jareccy otwierają oczy już u szczytu nowej, łagodnie opadającej ścieżki.
I tak zaczyna się sobota-

-od kawy, którą Jarecki podaje do łóżka :)
Być może dla nawykłych do luksusu ma jakieś znaczenie fakt, że łóżko to prócz Jareckiej kryje już w sobie o tej porze kilka par mniejszych i większych kończyn, jakieś przytulanki, jedzenie i inne niespodzianki, i być może kto inny rzuciłby kapciem w Jaśnie Panicza, który o siódmej rano wkracza do sypialni i bez wstępów zaczyna swój monolog na Bardzo Ważne Tematy (na przykład, co to wczoraj było w Master Chef Junior...)- ale nie Jareccy.

I tak, nieśpiesznie i bezszelestnie kula wyrusza znów w swoją drogę...

23.11.2012

Kiedy koty harcują

Doczołgawszy się do drzwi mieszkania (bo w ten właśnie sposób Jarecka wraca z pracy), Jarecka zdziwionym uchem wyłowiła odgłosy karczemnej imprezy. Dochodziły z jej własnego domu!
I otóż jej oczom ukazała się taka oto wesoła scenka rodzajowa:

Przytulas zaprosił znajomych ze SPA ! (choć Jarecka dałaby głowę, że raczej z wojska).

Towarzystwo zachowywało się głośno i beztrosko, popijało wodę z sokiem i generalnie nie przejmowało się powrotem gospodyni. Ten z prawej, ten w pasiastym t-shircie wydał się Jareckiej znajomy, i słusznie się wydał, bo okazało się, że to nikt inny a Grigorij z "Czterech pancernych"! Oczyma wyobraźni zobaczyła Jarecka wąsy na rubasznej gębusi i wszystko stało się jasne.

Podczas gdy imprezka trwała w najlepsze Jarecka obdzwoniła znajomych z pytaniem, czy nie chcą kotka, i na szczęście chętni się znaleźli. Uff.
Dopiero wieczorem okazało się, że to nie koniec kłopotów, bo Przytulas miał w zanadrzu jeszcze taką niespodziankę... Zaprosił sobie na kolację jakąś baletnicę.

Zdrajca Przytulas! A jeszcze w wakacje umawiał się na truskawki z pewną wesołą syjameczką...

Na widok tej różowej Loli nawet Jarecki się rozmaślił, więc Jarecka jeszcze intensywniej zrobiła użytek z telefonu i nim dzień dobiegł końca znalazła kotce dobry dom z dala od Zaogonia. Niestety, było już późno i trzeba było baletnicę przenocować. W łóżeczku dla lalek.

Ludzie! Gdzie jeszcze do marca?!

20.11.2012

O klątwie, co wisi nad Jarecką

Od chwili, gdy Jarecka otworzyła dziś jedno zaspane oko, towarzyszyła jej niemiła świadomość, że już się zaczęło.
Nad Jarecką bowiem wisi klątwa.
Daje o sobie znać jak tylko w hipermarketach (w których Jarecka nie bywa bo się boi) zabrzmią kolędy- ale żebyż już wtedy!
Nie!
Dopiero w połowie grudnia wszyscy przemili znajomi i znajomi znajomych zaczną się do Jareckiej uśmiechać z prośbą o TO. A Jarecka nie odmówi, bo lubi znajomych i ich znajomych i lubi zasilać domowy budżet a już przed Świętami to w ogóle.
I tak odkąd sięgnie pamięcią do wczesnych lat licealnych, każde Święta Bożego Narodzenia były TYM podtrute.
Najpierw Jarecka przez kilka lat obiecywała sobie, że zacznie produkcję już latem i gdy nadejdzie grudzień będzie wyciągać z szafy gotowe cuda wprost w wyciągnięte radośnie łapki kupców. Nie była jednak zdziwiona faktem, że zawsze latem miała ciekawsze albo pilniejsze zajęcia i zima witała ją zupełnie nieprzygotowaną.
Wobec tego, w zeszłym roku, trzasnąwszy sztuk trzydzieści i jeszcze parę obiecała sobie, że to koniec, że już nigdy i dajcie WY mi wszyscy święty spokój!

Tak więc gdy Jarecka otworzyła dziś zaspane oko, jedno, potem drugie, gdy docuciła, wyubierała, nakarmiła i porozwoziła a po powrocie nawet pozaścielała, uprzątnęła i byłażby pora żeby cokolwiek zjeść-
- udała się do spiżarni.

Bynajmniej nie po jedzenie, którego w spiżarni Jareckich akurat najmniej, lecz po małe żarówki.

Żarówki wraziła w butelki.

Jeszcze tajemnicza mikstura...


...i już te potwory, te Meduzy, te te te... Harpie przebrzydłe można uformować.

Wysuszyć, zapakować i wynieść z domu, czym prędzej.





A potem naszła Jarecką taka refleksja, że na własną choinkę ma tylko jednego aniołka, w dodatku w kolorze śliwki, więc może by tak jeszcze dla siebie...



18.11.2012

Welcome home!

W domu Jareckich wielka radość- ze swoich wakacji powróciły ukochane przytulanki! Jarecka wysłała je w tę podróż osobiście, w miękko wyściełanej kuszetce (a raczej koszetce :))

Żyrafka Małgosia- bardzo rozsądna dziewczyna, miała za zadanie mieć oko na Kota Przytulasa, bo ten z kolei bywa lekkomyślny i ma talent do pakowania się w kłopoty. No i wszędzie przygrucha sobie jakichś szemranych kolesi... Ale o tym innym razem.
 Zwierzaki zostały dobrze zaopatrzone na drogę, ale co one tam na tych wczasach wyjadały- nie wiadomo, bo zdrowy prowiant przygotowany przez Jarecką wrócił nietknięty...



Małgosia należy do Trójki, została wykonana na jej wyraźne życzenie (""Żyrafkę. Różową") i od tamtej pory są nierozłączne. Trójka zgodziła się na urlop Żyrafy pod warunkiem, że ta coś jej przywiezie, i szczęście, że w chwili powrotu zwierzaków Jarecka miała w torebce czekoladę, bo gapy oczywiście zapomniały o prezentach! 
Przytulas zaś jest własnością Dwójki i również powstał na jej życzenie, z tą różnicą, że Dwójka nijak nie mogła się zdecydować na kolor, w końcu więc Jarecka wzięła sprawy w swoje ręce, uśredniła życzenia córki i jest jaki jest. Wzór na takiego kota dostała Jarecka od całkiem obcego mężczyzny! Tutaj
A nad żyrafą biedziła się sama.
I to kolejni mieszkańcy Deszczowego Domu. 

P.S. Tak się złożyło, że w tym samym czasie gdy Zwierzątka bawiły u wód, Jareccy wyjechali na weekend, zostawiwszy dziatki pod opieką Cioci Wlepki. Po powrocie stęskniona macierz całuje córki na dobranoc i słodkim głosem wypytuje:
-No jak tam było z ciocią?- pyta Trójeczkę.
-Tęskniłam...-buzia  Trójki przybiera kształt podkówki a serce mamy wzbiera wzruszeniem-...za Żyrafą...

Ot, co.

Tytułem wstępu

Za górami, za lasami,
w cieniu Metropolii,
na dalekim Zaogoniu
W Deszczowym Domu
żyje sobie rodzina Jareckich- Jarecki-mąż przez duże M, Jarecka-czyli pisząca te słowa,
 i czwórka ich potomstwa:
(in order of appearance):
-Jaśnie Panicz, lat 8, chmurny, chronicznie niezadowolony i chorobliwie ambitny,
-Dwójka, lat 6, wrażliwa, nieśmiała i niebywale inteligentna emocjonalnie,
-Trójka, lat 4, mała filozofka, wielbicielka dżemu i koloru różowego,
-Czwórka, lat 2, gabarytów roczniaka a silne toto i żarłoczne jak stonka.

I czemuż służy ta prezentacja?
Po pierwsze, by uczynić zadość dobrym obyczajom,
po wtóre-
-Jareckiej marzył się blog robótkowy z prawdziwego zdarzenia, z pięknymi zdjęciami i klarownymi tutorialami, ale wobec powyższych danych, rozumiesz, Nieznany Czytelniku, że może być różnie.
Że chęci, pomysły i turboszydełko mogą nie wystarczyć.

Co z tego wyjdzie- się zobaczy :)


Narracja będzie trzecioosobowa. Potrzebuję tego dystansu pomiędzy mną-osobą z imieniem , nazwiskiem, peselem i własną historią od postaci wykreowanej dla bezmiaru i bezczasu internetu. Niemniej, wszystko, co przydarzyło się Jareckiej przydarzyło się i mnie.
 Deszczowy Dom istnieje :)

Zapraszam
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...