04.11.2018

Powiedzmy to na głos: Idą Święta.

Z kartkami świątecznymi dla SOS Wioski Dziecięce w tym roku było tak:

Zamysł był taki, że zbuduję szopkę krakowską, potem pobawiuńkam się w robienie postaci i się zobaczy, dokąd mnie ta zabawa poprowadzi. Szopki są wszelako tak bajecznie kolorowe, że chcąc zagrać postaciami musiałam zredukować kolory, przez co zrobiło się jakoś tak orientalnie...
A jak orientalnie, to Trzej Mędrcy będą jak znalazł.
Wyszli, idą jak po sznurku.


Intrygujący backstage to Świetlica w sąsiedniej wsi. Lokalne epicentrum kultury. Wynajęłam lokal i oświetlenie dla tej świątecznej sesji. Była pełnia lata oczywiście.


Gwiazda ich prowadzi - ta się uchowała w stylu szopkowym.





Kontakt z bazą - niewielki - ale mam, więc było jasne, że jak kartki na Boże Narodzenie to nie z Jezuskami i Świętą Rodziną tylko zima, choinki i rozkoszne domki, w których chce się być. Lub górskie schroniska dla narciarzy.





Dla większej świąteczności można sypnąć prezentami:


To nie jest ostateczna wersja kartki z tym motywem jakby kto pytał ;)


I to miał być koniec pracy w temacie - tymczasem intuicja mnie nie zawiodła i okazało się, że nawet bez Świętej Rodziny Trzej Mędrcy nie przejdą. Zleceniodawca wyłożył mi to tak grzecznie i taktownie, że zabrałam się do pracy, chociaż czułam się już okołoświątecznie wypłukana.

Żeby ruszyć z miejsca potrzebuję punktu zaczepienia, ale nie szkiców, tylko konkretnego, choćby małego udziergu - np. takiej malusiej choinki:




Choineczka jest ale pomysłu nie ma dalej. No to lu, druga.




Dalej nic. Dom, dom zróbmy.


Wydziergałam dach, czapkę na komin a nawet dekorację z jemioły - i nijak nie mogłam się zdecydować na kolor ścian. Wszystkie, wszystkie włóczki wzięły udział w castingu.
Różowych ścian nie zdzierżyłam.





A zielone owszem.


I nadziergałam gwiazd - co jedna to ładniejsza, ale musiałam się zdecydować na tę właściwą, wszak to nie fajerwerki tylko cicha noc święta noc.



Jeszcze jakaś anegdotka by się przydała. Prawdopodobnie mając już głowę w kolejnym zamówieniu (psie urodziny o których pisałam kilka postów wstecz) dodałam...




Z żywopłotem lepiej, co nie?





Projekty wysłałam i oddałam się innym zajęciom.
Jakaż niespodzianka czekała mnie po otwarciu koperty z wydawnictwa!







Kartkę z domkiem można nabyć na stronie SOS Wioski Dziecięce.
A tę z królami - bijcie, zabijcie - nie wiem gdzie :/

25.09.2018

Ślepa kura rąbie ziarna do wypęku, czyli Jarecka w Bydgoszczy

W pierwszych słowach mojego listu muszę złożyć wielkie dzięki Gosi z Mamelkowo, bo okazało się, że to ona pchnęła koło zamachowe mojej historii tak, że w piękny wrześniowy ranek wylądowałam po raz pierwszy w życiu w Bydgoszczy.
Gosia, dziękuję, Tobie i Twojej przyjaciółce w różowej sukience! :*
Piękne miasto, piękna biblioteka, wspaniała impreza - Festiwal Książki Obrazkowej Literobrazki.


Festiwalowe śniadanko.

Będą zdjęcia, z ajfona, bo właściwie nie wiem dlaczego nie wzięliśmy aparatu.
Nie wzięliśmy MY, czyli Jarecki i Jarecka, bo w takim składzie udaliśmy się na miejsce zdarzenia.

Zobaczyć na wokandzie JARECKA - bezcenne.






Mogłabym pisać ochy i achy, że taki fajny program Festiwalu, że taki klimatyczny budynek, przemiłe Panie z biblioteki, przyjazna atmosfera, mogłabym ale się powściągnę, niech zdjęcia przemówią!




Fajosko jest spotkać znajomych z internetów :) Ania, Agnieszka - dziękuję!


Nic a nic nie skłamię, że przygotowanie tych zajęć zajęło mi cały tydzień.
Testowane w domu na własnych dzieciach, przeszło testy atrakcyjności i dostępności w zakresie samodzielnego wykonu.




Powiem Wam, że bardzo się denerwowałam na długo przed tą imprezą.
Prowadziłam już warsztaty na Targach Książki w Warszawie ale tam byłam tylko przyboczną Agnieszki Frączek, która roztoczyła tyle wdzięku, że mnie pozostało już tylko rozdać materiały, co zresztą poszło mi świetnie.
A tu - cała godzina tylko dla mnie.
Wokół sławni ilustratorzy i autorzy a tu taka sobie Jarecka z szydełkiem.
Robotę za mnie zrobiły włóczki i litery - tym nie można się oprzeć :)


Gadałam do radia, zwykle to ono gada do mnie.


Po warsztatach, które wg mojej subiektywnej oceny trwały kwadrans, udaliśmy się z Jareckim na warsztaty z Iwoną Chmielewską. Pani Iwona pokazywała kilka swoich książek i wzruszyła mnie do łez.
Jarecki nie zaprzecza, że jego też - natychmiast po powrocie zamówił Kłopot i teraz testujemy na gościach - nie ma mocnych, wszyscy kończą z łezką w oku.

Wszystko, co Pani Iwona mówiła o rysowaniu i pisaniu książek wzięłam sobie głęboko do serca. Że ilustracja i tekst łączą się w głowie czytelnika, on rozpina między nimi most własnych doświadczeń, wiedzy, skojarzeń. Niepotrzebne są epickie opisy, książki człowiek nosi w sobie, tak jak ja - jak się okazało - nosiłam w sobie Kłopot.

Noszę się też ciągle z moją książką, kiedyś donoszę. 









13.09.2018

Urodziny


Sierpień jest u Jareckich najbardziej urodzinowym miesiącem w roku.
Na początku sierpnia świętuje Czwórka, na szarym końcu JP.

Niezgrabne to zagajenie służy prezentacji tego, co następuje, czyli: nad czym Jarecka pracowała w lipcu.

Miało być, jeśli można, pieskowo.
A pewnie, że można!

Ale to jednak trochę mało, żeby wiedzieć, co dalej, na co się z szydłem zamierzyć.
Może jak powstanie pierwszy piesek będzie łatwiej.


Teraz jeszcze jakiś pudel i jamnik, koniecznie jamnik.
I co fajnego mogłyby robić te psy - może podróżować?
Balonem?


 Różowe okulary postały z butelki po wodzie mineralnej dla dzieci. Specjalnie taką wytropiłam, dla tej odrobiny plastiku.
Ale może jakiś bardziej ogólnodostępny event, może urodziny? Każdy miewa urodziny.
No to lu, impra.
Są balony, jest tort. Patera na tort ma nawet podstawkę ze szpulki na maszynowe nici, takiej do bębenka.



Trochę demoniczny ten jamnik, reszta zdaje egzamin z sympatyczności.
Dodajmy nieco gości; cavalier zaobserwowany u znajomych i jakiś dog - nie dog.



Królewski błękit w tle to pozostałość z paradnej sukienki Jareckiej.
Może za intensywny, może za ciemny?
Zobaczmyż, jak by to było zmodyfikować kolor?



Czy ja wiem?
Wolę moją sukienkę.

W to upalne lato nie dało się pracować w pracowni na poddaszu, w tle zatem okno kuchenne i bujny ananas w doniczce (wyhodowany z ananasowej czuprynki).



Będziecie mogli dołączyć do tej imprezy, o czym nie omieszkam przypomnieć.
Stay tuned!

Tymczasem!

06.09.2018

Wesołe jest życie staruszka

Dla Jareckich to już dziewiąte rozpoczęcie roku szkolnego w szkole na Zaogoniu.
Było jak zwykle - długo i nudno. A właściwie jeszcze dłużej i jeszcze nudniej i trudno dociec, komu zależało, żeby było aż tak długo i aż tak nudno.
Wójt Trudny i Pani Dyrektor raz po raz oddawali sobie głos aby czytać z kartki patetyczne elaboraty (Pani Dyrektor) na zmianę z tryumfalnymi w zamyśle - a rozpaczliwymi w efekcie - podsumowaniami (wójt).
Wójt Trudny miał bowiem tę trudność, że było to dla niego już któreś z kolei w tym dniu przecinanie wstęgi w słońcu i ledwie opadłym pyle placów budowy. Sam sobie winien - klęska urodzaju; trzeba było tyle szkół w gminie budować?
Dzieciska ustawione na ogromnym parkingu pod ogromną szkołą spektakularnie mdlały, rzekłbyś - z wrażenia, z radości, że NOWA SZKOŁA! Czwórka, którą pierwszą wyprowadzono z tłumu bladozieloną, do nowej szkoły nie idzie a frunie, bo wielkie klasy, korytarze jak tunel Wisłostrady, świetlica, w której można usiąść, bo dla wszystkich starczy miejsca i tylko łazienki nadal bez papieru.


Szkoła JP tymczasem zamiast celebry z szatkowaniem Bogu ducha winnej wstęgi zaoferowała swoim uczniom uczciwe pełnowymiarowe lekcje. Doskonale.

Piątek przeżył zawód, bo okazało się, że po wakacjach Adwian trafił do innej grupy. Mijają się co prawda w korytarzu i w drodze na plac zabaw, rzucają sobie czułe "hejka" ale to już przecież nie to samo.


I tak zaczął się rok szkolny.
Zaraz na wstępie pojawiły się problemy natury komunikacyjnej.
Mianowicie we wtorek koło południa, gdy Jarecka pławiła się w samotności, której zaznała po raz pierwszy od miesiąca (!), drzwi do domu stanęły otworem i stanęła w nich Dwójka z rozwianym włosem, wiechciem pięknych chwastów i znalezionym po drodze piórkiem.
Jarecką na chwilę zatkało z  zachwytu, w ślad za nim jednakowoż za gardło ucapił ją niepokój.
Czterdzieści pięć minut zajął Dwójce ten spacer przez ruchliwą wiejską drogę bez pobocza, odludne pola i lasy pełne źwierza.
Można by na rowerze, ale jakoś strach po wypadku, który tuż przed wakacjami wstrząsnął Zaogoniem.
Na świetlicę dziewczę za stare, co by tu wymyślić?

Piątek ma w tych dniach swoje błyskotliwe przemyślenia i wnioski, które wieczorem ujawnia Najwyższej Instancji.
 - ...i  żeby byłem już staruszkiem i nigdzie nie musiał chodzić.
AMEN.



Spełniam postulat Diabła w buraczkach. Może być? Bo cukierków nie mam.






21.08.2018

Łąka od kuchni

Imaginujcie:
Jest cudowne gorące lato, mieszkacie daleko od szosy wśród łąk i dostajecie zamówienie na temat: DOWOLNY.
Niby można wszystko ale jakby nie ma wyjścia.

Niektóre kwiaty już przekwitły, na szczęście ma się szkicowniki.
I wierne niebieskie szydełko nr 3,5, wszechmogące.







Na czas upałów przeniosłam się z pracą do filii pracowni w salonie.
Można się domyślać, że jeśli jeszcze kiedyś dane mi będzie pracować na dowolny temat, wezmę na warsztat kwiaty doniczkowe - choć trochę mnie wkurza, że stolik, który miał być biurkiem, stał się kwietnikiem i nie wygląda na to, żeby miało się to zmienić.





Nie mogłam się zdecydować, czy iść w naśladownictwo natury 1:1, czy raczej w stylizowane formy inspirowane naturą -




- niechże zatem będzie jedno i drugie, kto bogatemu zabroni?




A może niech będzie zielnikowo, skoro to takie pojedyncze sztuki?
Jak zielnik, to i paseczki papieru, którymi rośliny mocowano w kajetach i gablotach.
U mnie to kawałki tkanin podklejone taśmą dwustronną, żeby się nie błyszczało jak te kolorowe taśmy klejące.






Mam taki plan, że jak już czas mi pozwoli na zabawy, zrobię tutorial i każdy będzie mógł wydziergać sobie takiego chabra bławatka.



Bo taka nawłoć to czysty freestyle.




Efekty końcowe wkrótce a teraz biegnijcie na łąki oglądać prawdziwe nawłocie i rudbekie, ciągle jeszcze tam są.

10.08.2018

Prawdopodobieństwo i podobieństwo. Trochę z życia, trochę z pracowni.












Niezwykle rzadko drogi Jareckiej wiodą przez miasteczko powiatowe O
Chyba, że jest do załatwienia urzędowa sprawa albo gdy któreś dziecko trzeba okazać jakiemuś specjaliście, który akuratnie w O tronuje.
Na przykład cztery lata temu, gdy JP miał zajęcia dla młodych geeków, raz w tygodniu Jarecka cierpiała katusze w ciasnym korytarzu poradni próbując osłonić Piątka przed lądowaniem ze schodów, córki przed śmiercią z nudów a siebie przed towarzystwem ochoczej w rozmowie Matki Polki.
Matka Polka natychmiast podliczyła dzieci Jareckiej a wysnuwszy na tej podstawie wniosek o pokrewieństwie dusz, jęła raczyć Jarecką najbardziej intymnymi relacjami z życia rodzinnego, małżeńskiego, szczegółami z porodów, diagnozami dotyczącymi wszystkich członków rodziny i innymi pasjonującymi detalami - słowem: różnorodność jak na fejsbukowym profilu Karta Dużej Rodziny. Człowiek niby też posiada, też korzysta, ale cóż go obchodzi, ile kto zużywa wody.

Tym razem do O. zawiodła Jarecką sprawa urzędowa. 
Bladym świtem spakowała dokumenty, powierzyła dom opiece swojego wyrośniętego geeka i po kilkunastu minutach zatrzymała maszynę na pustawym parkingu.
To był piękny rześki sierpniowy poranek.
Ktoś zapukał Jareckiej w szybkę.

Powiedzcie - jakie było prawdopodobieństwo, że po kilku latach stawiając stopę w miasteczku, z którym prawie nic cię nie łączy, usłyszysz:
- Ja przepraszam, że tak pytam, ale tak się zastanawiam - ile miejsc jest w tym samochodzie? Bo my właśnie kupiliśmy taki, o, pani zobaczy, tu jest sześć miejsc, jeszcze dwa z tyłu się rozkłada w bagażniku. A można sobie taki siódmy fotel dokupić? Bo nas też jest siedmioro, nas dwoje i dzieci. Starsze właśnie wyjechały, mam teraz luz, tylko najmłodsza została!

Matko Polko, to ty, ta sama!

Jarecka uciekała co sił w nogach zmrożona przeczuciem, że jej rozmówczyni zmierza w tym samym kierunku.



To przeczucie okazało się mylne, wszelako nie był to koniec przygód.
Zanim pani z okienka zdołała rzucić okiem na przedłożone dokumenty, dokonała odkrycia:
- Ma pani nieważny dowód. Termin ważności  minął w lipcu.
Pocieszyła jednak stropioną petentkę, że wszystko da się załatwić z paszportem i potwierdzeniem meldunku a zatem Jarecka ruszyła w drogę do urzędu swojej gminy, gdzie rzeczony papier wręczono jej bez zbędnych ceregieli. W domu paszport leżał tam, gdzie powinien.

I powiedzcie, jakie było prawdopodobieństwo, że on też okaże się przeterminowany?



...




Nu, i taka troska, choć pozostaje satysfakcja, że jak się samemu sobie robi zdjęcie do nowych dokumentów, można sobie przyciemnić przedziałek, zrobić lifting i makijaż.


Dalej będzie trochę na temat konterfektów i w ogóle sympatyczniej.
Otóż moja siostrzenica, pierworodna Fistaszków, idzie za mąż.
Poprosiła o monidło, które przyozdobi zaproszenia.

Rzuciłam się na robótkę łapczywie. Zdjęcia poniżej różnej jakości, niektóre z telefonu, bo w szale pracy szkoda energii na usypywanie kopczyków magnezji.



Pan młody, jako charakterystyczny, zrobił się szybko i od strzału.



Gorzej było z panną młodą.
Jak się zna kogoś od urodzenia, gdy się widziało jak dorasta, gdy zna się jego rodziców i dziadków - wiadomo, skąd ta uroda przychodzi i dokąd zmierza, nie sposób dać się zwieść instadzióbkom i filtrom.
A siostrzenica jest prześliczna.
Zrazu jednak chciałam zrobić ją w nieco karykaturalnej konwencji, podobnie przecież jak wybranka. Panna młoda ma wielkie oczy, długie rzęsy, także te na dolnych powiekach, spojrzenie "spod grzywki". Nos z tendencją do wydłużania ( casus jej śp. Babki), nieco asymetryczny uśmiech, perfekcyjne brwi.
No to lecim:



Eee, nie. Niby wszystko się zgadza, ale ta panna młoda wcale nie wygląda na młodą. Ani na ładną.
A owal twarzy to już w ogóle z sufitu.

Trochę jeszcze próbowałam cudować, tu podszyć, tam upiąć, ale nie było nic lepiej.

Spróbujmy jeszcze raz.
















Dbając o podobieństwo nie można zaniedbać takich cech charakterystycznych jak zaciśnięte w uśmiechu usta czy przekrzywienie głowy - nie chwaląc się, ten układ postaci dodaje podobieństwa modelce (w przypadku pana młodego nie mogę zagrać tą kartą, bo zwyczajnie mało człowieka znam, niemniej na pewno trzeba mu poszerzyć barki).



Teraz popatrzę sobie na młodych i podumam, jakie dać im tło i ozdoby. Mam jeszcze czas. 







Co ciekawe, nie znalazłam w zasobach włóczki w kolorze włosów panny.
Zrobi się w Photoshopie, jak mój przedziałek.

28.07.2018

Okno

Padre Gabryjel, napojony ekstramocną kawą - tradycyjnie, żeby nie zasnął za kółkiem - już odjechał, kurz na drodze opadł i odgłos silnika zagłuszyły świerszcze.
Ciocia Domka szykowała się z dziewczynkami do spania w namiocie, Piątek wbijał kolejnego gola niewidzialnemu przyjacielowi. Od tego się ma niewidzialnych przyjaciół, co nie?
Zrobiło się ciemno.
Jarecki zapalił światło na tarasie, Jarecka zabrała się za porządkowanie naczyń zniesionych ze stołu przez córki.
Dlatego najpierw wydawało jej się, że to blacha z piekarnika, na której stały stosy talerzy, a którą musiała niechcący potrącić.
Rumor był straszny, metaliczny i narastał, narastało też w Jareckiej podejrzenie, że w całym Deszczowym Domu nie ma tylu blach i naczyń, który mogłyby wygenerować ten dźwięk.

Trwało to bardzo, bardzo długo.

Gdy Jarecka pozwoliła sobie się odwrócić, zobaczyła dziurę w oszklonych drzwiach na taras i na mgnienie oka ogarnęła ją ulga; że piłka, rozbita szyba, nic więcej.
Dopiero po chwili zobaczyła Czwórkę z zakrwawioną twarzą.

Czy też tak macie, że w chwilach wielkiego strachu ogarnia Was paraliż, który nie pozwala marnować energii na rzeczy niepotrzebne? Na lamenty, szukanie winnych. Gdy zaczyna się biadolenie, to znaczy, że najgorsze za nami.
Toteż, gdy Jarecki obmył rany a Jarecka dostarczyła czyste ubrania i ręczniki, można było zacząć płakać tematycznie.
- Boję się, że to się powtórzy! - zawodził Piątek.
- Ona tak chciała spać w namiocie!- rozpaczała Dwójka.
Sama poturbowana miała troski zgoła zaskakujące:
- Najbardziej martwię się o tę szybę!
Trójka cicho łkała, JP ukoił nerwy zajmując się czymś pożytecznym, czyli usypianiem młodszego brata.
Ciocia Domka zarządziła metodyczne sprzątanie.


I co Wam powiem?
Czwórka tylko trochę podrapana, fryzura nieco zgilotynowana ale jak się podepnie włosy w odpowiednim kierunku to nawet nie widać.
Trudno za to nie zauważyć płyty osb wstawionej w miejsce szyby, bo przed wyjazdem w rodzinne strony (czyli nazajutrz po feralnym zdarzeniu) nie udało się tego załatwić.
- A czy teraz nie będzie łatwiej się włamać? - zatroskała się Jarecka dokonawszy oględzin prowizorycznego okna.
- Przecież tu nie ma co ukraść - przypomniał Jarecki.
- No właśnie to chciałam powiedzieć - zawołała z wielkim śmiechem ciocia Domka.

Aha.

O beztroski losie niebieskiego ptaka!

A zatem - na Śląsk!







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...