29.09.2016

Kolorowa jesień 10, czyli co było w walizce



Z walizką było tak.
Wypatrzyłam ją w lumpeksie, obejrzałam, pozaglądałam w przegródki i pod podłogi, zdziwiłam się stanem i urodą, zamknęłam i za cholerę nie mogłam otworzyć.
Poszłam do pani w kasie ale i ona była bezradna.
Zwierzyłam się z tego zawodu Mamie Jareckiej, z którą tak sobie grzebałyśmy i wtedy Mama Jarecka złapała za zamki i pstryk!
Walizka stanęła otworem.
I oto:















Kwiaty Fridy, przypomnę, wg wspaniałych instrukcji z <TEGO> bloga.
Studnia zastosowań nie wysycha!

Można umaić torebkę - kieszonkę -




- albo zamaskować za duży dekolt w sukience.





Ahoj!

27.09.2016

Bezradność w ogrodzie

Każdego dnia, w tej krótkiej chwili pomiędzy odłożeniem książki a zaśnięciem Jarecka łyka gorzką myśl, że oto dobiegł nieodwracalnego końca dzień, w którym zamieniała z dziećmi zdania w locie, zdania przeźroczyste i bez smaku - czy umyłaś zęby, czy masz jutro wuef - rozmowy pozbawione spotkania.
A teraz już jest noc, rano będzie rano a potem znowu ta pigułka refleksji przed snem i znowu noc.

...


Na fali tęsknoty za czasem spędzonym z dziećmi, a może nękana wyrzutem sumienia, Jarecka zwołała swoją brygadę w sobotni poranek. Przyniosła z garażu trochę narzędzi, koszyk pełen kwiatowych cebul i drogie dzieci będziemy sadzić kwiatki na wiosnę. Dziatwa rzuciła się przebierać w kolorach i fasonach kwiecia! Piątek ochoczo odrywał z torebek etykiety, co wkrótce jednak zostało zauważone i jako tako naprawione, choć (zdradzi Profetyczny Narrator) identyfikacja cebuli ze zdjęciem stosownego kwiatka nie na wiele się przydała.
Ochoczy odrywacz oddalił się z głośnym protestem.
Jarecka tymczasem za plecami mając córki układające tulipany in spe w tęczę, jęła czynić sobie grządkę. Chichocząc szyderczo wykopała dwa krzaczyska kujoków-kolcoków znanych jako jałowiec płożący, które przez szybę okienną kłuły ją w oczy od zarania. Podczas tej oczyszczającej czynności przybiegł Piątek i zażądał prawa do partycypacji oraz rękawic, koniecznie tych, które ma na rękach Jarecka.
- Masz tu synu jedną rękawicę, małą łopatkę i pokażę ci, gdzie kopać dołki - zachęcała Jarecka ale partycypant oddalił się z głośnym protestem.
Czwórka dzierżąc w dłoniach sekator pytała, co może obciąć.
Zza rogu wychynął Piątek i też chciał obcinać.
- Weź rowerek - radziła córce na ucho Jarecka, bardzo przebiegle! - on będzie chciał, ty mu oddasz i znowu weźmiesz sekator.
Piątek odjechał na rowerku, a Jarecka przystąpiła do kopania dołków.
Czwórka do obcinania.
Świat oniemieje wiosną na widok tych rabatek, gdyż co tam wylądowało w ziemi, trudno zgadnąć. W powietrzu latały cebule i cebulki, którym Jarecka nie nadążała wiercić dziur w brzuchu Ziemi, oprócz nich fruwały inwektywy, to moje, oddaj, pierwsza to wzięłam, pierwsza to zobaczyłam, daj mi ten sekator, daj mi te grabie, daj mi te rękawice!
Na to wrócił Piątek na swoim wehikule, zmiarkował, że coś go ominęło i zażądał ekshumacji.
Wobec odmowy oddalił się z głośnym protestem.
Brnąc na skróty do końca tego ogrodniczego horroru Jarecka pośpiesznie zarządziła podlewanie. Dwójka odkręciła kran, woda chlusnęła z węża, Czwórka, przestraszona nagłym szarpnięciem szlaucha, wrzuciła go do garażu wprost na kosiarkę, Piątek wrzeszczał, że on chce!! - Jarecka wrzasnęła dosyć, do jasnej anielki, do domu, wszyscy, myć się i przebierać.

Gdyż, wyjaśni Wszechwiedzący Narrator, Jareccy proszeni byli na ślub.

Ślub na Starym Mieście, czyli będzie spacer, a że w stolicy Szalone Dni Muzyki, będzie jakiś koncert - tu Jaśnie Panicz wzniósł oczy ku niebu a oczęta wezbrały łzami, bo kurdeeee, koncert, koncert jest nudny! - wszelako siostry wykonały operacje pamięciowe i trafiły na następującą ścieżkę skojarzeń: koncert - pizza! - zbieranie kasztanów. Ale zanim przyjdzie pora na te przyjemności (konkretnie pizzę) Jaśnie Panicz znów załka, bo trzeba ubrać koszulę, o nie, bez sensu, muszę? - i kurde po co.
Na szczęście dziewczęta bez protestów a nawet z entuzjazmem utrefiły loki, naciągnęły najbielsze rajty, najsztywniejsze płaszczyki i najróżowsze futerka oraz lakierki -
- aż Jarecka po ceremonii zażyczyła sobie zdjęcia z kompletem przychówku, bo po pierwsze stwierdziła, że takich zdjęć wbrew pozorom nie ma wiele, a po drugie zrobiła sobie smokey eye i szkoda by tego nie uwiecznić.
Na szóstym zdjęciu udało się zebrać wszystkich. Na dziewiątym skłonić wszystkich do patrzenia w obiektyw - do przybrania zadowolonej miny już nie. Makijaż Jareckiej wyszedł dobrze, bo akurat zamknęła oczy.

Trudno uwierzyć, że wieczorem wszyscy byli zadowoleni, nawet Jaśnie Panicz.
Także Piątek, który aż do Jesieni (Vivaldiego) siedział jak zaklęty pod sceną. Dopiero gdy dyrygent zapowiedział, że oto winter is coming zdecydował się powędrować do Jareckiej, żeby na oczach tłumów odtańczyć szaleńczy zimowy taniec.

...


W ogrodzie na Zadniej Górze cebulki już zakopane, przykryte świeżą ziemią, i co dalej? Co się robi z różami? Tnie, chochoły stawia? A te nieboraki azalie, a jabłoneczki?

Po udanym dniu z dziećmi ile razy będzie można zasnąć bez wyrzutów?

Jak się szykuje ogród do zimy?
A dzieci do bycia szczęśliwymi?

25.09.2016

Jak to robi Jarecka, czyli uszyj se paczłork.


Bardzo możliwe, iż miał miejsce jakiś zakulisowy spisek, gdyż w jednym tygodniu aż trzy osoby złożyły wnioski o sporządzenie instrukcji szycia najprostszej paczłorkowej kołderki.
Niektóre nawet publicznie!
Mile połechtana w belferski mięsień straciłam więc pół cennego roboczotygodnia; jego efektem jest maleńka i niepowalająca kołderka dla lalek oraz poniższy tutorial.
Czego się nie robi dla wiecznej sławy!

Na początku zaznaczam: być może można szyć kołderki łatwiej i efektowniej; kluczowym będzie więc tytuł: JAK ROBI TO JARECKA. Inni pewne robią inaczej. Starałam się ponadto nie nadużywać quilciarskich gadżetów, tak, by ci, którzy mają do dyspozycji maszynę z podstawowym wyposażeniem uwierzyli w swoją moc.
Niechże moc będzie z Wami zatem, naprzód!

 Potrzebne będą, absolutnie:

  • ołówek (lub mydełko krawieckie, lub inne spieralne pisadło)
  • linijka
  • dobre nożyce krawieckie. Muszą być dobre, nie ma zmiłuj. Kiepskimi wykonacie seppuku w pierwszej fazie pracy
  • maszyna do szycia
  • żelazko
  • stos tkanin, resztek, zestawy gotowych kwadratów, wedle uznania i możliwości. Powinny to być jednak tkaniny bawełniane, cienkie, nierozciągliwe i podobnej grubości.
  • ocieplina. O szczegóły nie pytajcie. Ja jadę do pobliskiej hurtowni i Panu Tadziowi, albo temu drugiemu, z wąsem, mówię: najcieńszej ociepliny tyle a tyle. I mam. Są oczywiście wypełnienia bawełniane, dużo droższe, lecz oddychające. Co tam komu w duszy zagra i na co kogo stać. Jakieś miękkie wypełnienie musi być.
  • Większy kawał tkaniny na podbicie 
  • agrafki, duże i dużo
  • igła z nitką też się czasem przyda
Opcjonalnie:
  • nóż krążkowy
  • mata do cięcia
  • stopka krawędziowa
  • górny transport (pionierom wyjaśniam, że nie chodzi o Polskie Koleje Linowe)




Wybieramy tkaniny do pocięcia i starannie prasujemy.




Jeśli nie mamy maty i noża krążkowego odmierzamy kwadraty zamierzonej wielkości i tniemy nożyczkami. Od razu mówię, że to cięcie (także to nożem krążkowym) to żmudna robota i naprawdę warto rozglądać się za zestawami gotowych kwadratów. Sklepy z tkaninami mają promocje i wyprzedaże (jak ktoś ma taki sklep niech nie waha się zareklamować w komentarzach), nie trzeba się wtedy martwić czy kolory i wzory do siebie pasują a jakość tkanin czyni dalszą pracę przyjemniejszą.
Czy  muszę wspominać o tym, że tkaninę trzeba ciąć zgodnie z układem włókien? Że tkanina składa się z osnowy i wątku i w tym przypadku nie należy ciąć po skosie gdyż grozi to naciąganiem się, siepaniem i innymi katastrofami?



Gotowe, uf!




Napawamy się tą chwilą, bo przed nami najprzyjemniejsza część roboty! Układanie kwadratów, planowanie, przekładanie. Gotowej mozaice dobrze zrobić zdjęcie, może się przydać, gdy do pracowni wpadnie wiatr lub trzylatek,




Przystępujemy do zszywania. Bardzo ważne jest, żeby każdy szew miał miejsce w identycznej odległości od brzegu naszych kwadratów. Tu przydaje się stopka krawędziowa (poniżej z prawej) ale nie ma żadnych przeszkód, żeby prowadzić taki szew równo wedle brzegu zwykłej stopki (z lewej). Trzeba tylko mocniej się skupić :)



Zszywamy wierzchnią warstwę kołderki rzędami. Kładziemy kwadraty prawą stroną na prawej i i tak, kawałek po kawałku powstaje rząd.




Rozprasowujemy szwy jak na zdjęciu poniżej.




I tak rząd za rządkiem.




Potem łączymy ze sobą rzędy. Składamy dwa rzędy ze sobą tak, żeby szwy się pokrywały. Jednakowoż, jak się trochę rozminą, żaden piorun z nieba w Was nie trzaśnie, sprawdzone. Chyba, że kogoś nierówne szwy budzą po nocach. Wtedy trzeba tu i ówdzie poprawić, może spruć, na zdrowie.





Te szwy również trzeba rozprasować a potem wyprasować całość także z prawej strony.





Teraz zaczyna się ambaras zwany robieniem kanapki. Trzeba połączyć ze sobą trzy części kołderki. Spodnia część powinna być znacznie większa niż wierzchnia. Ocieplina, która ląduje w środku, też musi wystawać poza brzegi warstwy wierzchniej. Wszystko dlatego, że w czasie pikowania mogą zdarzyć się deformacje.
Niech będzie, że nieznaczne ;)
Spodnią warstwę można przykleić taśmą malarską do podłogi, żeby zapobiec przesuwaniu i marszczeniu. Na niej układamy ocieplinę i najstaranniej jak się da, cudnie wyprasowany wierzch. Spinamy agrafkami wszystkie trzy warstwy, na tyle gęsto, żeby warstwy nie przesuwały się względem siebie.



Tu dysponujący górnym transportem mogą go obstalować. Reszta zmniejsza maksymalnie nacisk stopki i przystępuje do pikowania - wedle uznania. Są oczywiście specjalne stopki do pikowania, które mają tę przypadłość, że skaczą razem z igłą, ale o tym poczytacie gdzie indziej.
Ja pikuję jak na zdjęciach poniżej: w równej odległości np. z prawej strony szwów. Gdybym prowadziła pikowanie po szwie, rychło potknęłabym się na tych szwach, które nie schodzą się idealnie. Tak jest "bezpieczniej" a wizualnie zyskujemy ten sam efekt prostej, puszystej kołderki.





Gdy wszystko już przepikowane, pora na lamówkę.
I tu są dwie szkoły, jak we wszystkim, falenicka i otwocka, obie stosuję.
Można doszyć lamówkę według doskonałej instrukcji Kasi <TU> , w tym celu równo docinamy wszystkie trzy warstwy - i życząc jak najlepszych efektów żegnam się z tymi, którzy wybiorą tę szkołę.




Resztę proszę za mną, na skróty.

Ocieplinę przycinamy równo z wierzchnią warstwą.
Spód przycinamy tak, by wystawał naokoło na długość 4 cm.




Następnie, przy pomocy żelazka robimy origami według poniższej instrukcji:




I teraz, Kochani, sama czując wstręt do szycia ręcznego nie doradzę Wam nic innego, jak: weźcie do ręki igłę z nitką i ręcznie doszyjcie ten brzeg! Zresztą także tym, którzy zmierzą się z lamówką wg Kasi polecam ręczne wykończenie. Tak będzie najładniej.
No ale jakby kto miał dostać wysypki, może na maszynie.




Lamówka na rogach będzie się ciut otwierać, więc dobrze jest zszyć ręcznie choć te narożniki.

No i finito, the end.
Jakby co, pytajcie. I pochwalcie się efektami, koniecznie!



19.09.2016

Na ostatnim zakręcie wakacji, czyli Jareccy dziwią się światu



Zaprawdę, zaprawdę, powiadam Wam - podróże z dziećmi, które nie mieszczą się w jednym przedziale wiekowym są jak narkotyk.
Nie, że uzależniają!
Człowiek, jak zażyje, jest mu wszystko jedno. Na lody, dobra, na lody, na jakąś wysoką wieżę, okej, biegać za gołębiami, bardzo proszę.
A co się samemu chciałoby, w ogóle się nie pamięta.


- Mamo, do kogo jedziemy?
- Do mojej internetowej koleżanki.
- Jak zwykle.

Kłam! Jak to jak zwykle, skoro u tej Mireckiej byliśmy pierwszy raz??

Był pretekst. Dostarczyć zamówienie.

Kto znajdzie zamówienie?

Cytując Nabokova: "co raz zostało zobaczone, nigdy już nie wróci do chaosu" :)


Mirecka, znana jako AsiaMi świętuje z mężem jubileusz.
Mąż podobno dołączył do świętowania, wierzymy na słowo :)




Sami, żeby uczcić tę okoliczność zjedliśmy dwie blachy upieczonego przez Mirecką ciasta. Mniam, zdjęć nie będzie.
Za to odeślę Was w miejsce, które kreuje Asia. Sami zobaczcie, że warto wesprzeć, a jak kto z Wrocławia i okolic to już mus! Tędy proszę: TUUUUTAJ!

A w samym Wrocławiu, jako się rzekło, każdy chciał robić co innego.
Było bieganie za gołębiami, gdyż Piątek uwielbia biegać, po prostu.



Oraz oglądanie Wrocławia z lotu gołębia -




Jarecka ma taki lęk wysokości, że machając z dołu rodzinie, musiała przysiąść, żeby nie stracić równowagi.




Zaś na poszukiwania wrocławskich Krasnoludków jedni przygotowali się lepiej niż inni...
Gdyż stosowny strój to połowa sukcesu.




Ale to nie Wrocław był naszym celem podróży.
Ilekroć odwiedzamy babcię Jareckiego planujemy wybrać się w te okolice na dłużej, tak, by zwiedzić wszystkie te okoliczne zamki, pałace i gotyckie kościoły, pochodzić po górach i pozachwycać się pięknem Dolnego Śląska. Tym razem też postanowiliśmy, bo powiadam Wam, może tam się chowa więcej takich skarbów jak kościół w Krzeszówku.
W cieniu przepysznego opactwa Cystersów w Krzeszowie ("patrzcie państwo" - dziwuje się Jarecki - "tyle lat przyjeżdżałem tu na wakacje i do głowy mi nie przyszło, że ten kościół, do którego jeździliśmy co niedziela to takie łał!")
No łał, ŁAAAAŁ! Perła baroku, Borrominiego by zatkało z zachwytu.

Ale ale. 
Nieopodal tej perły stoi sobie niepozornie kościół w Krzeszówku.

Na horyzoncie Krzeszów




Nienazbyt nękany przez konserwatorów (zostawmy konserwatorów w spokoju! Nienazbyt nękany przez gorliwych parafian z kubełkami farby olejnej i inszymi upiększaczami - Deo gratias!) przechowuje w swoich trzewiach zupełnie nieprawdopodobne drewniane rokokowe ołtarze uginające się pod ciężarem rzeźbionych kwiatów i owoców, rogów obfitości i pulchnych jamiołków.
Jakieś tam płyty nagrobne z XVI w, jakieś odrzwia, których Wawel by się nie powstydził.
Maswerki (ta kamienna oprawa okien) oryginalne.





No i nie wiem, co powiedzieć na zakończenie.
Trwam pod wrażeniem.



PS. Drodzy Państwo, Deszczowy Dom dorobił się konta na Instagramie, zapraszam :)
A tych, którzy wyrazili zainteresowanie nabyciem plakatu/ów proszę o kontakt na maila, gdyż nieco się pogubiłam w notatkach a być może pod koniec tygodnia będę mogła zamówić wydruki. Dobranoc!

13.09.2016

Hasło na makatkę

Ciąg dalszy Tumnusowej historii był taki:
(a Państwo myśleli, że nie będzie dalszego ciągu? Surprise! SUSPENS!)







Jarecka mełła lipcowe winy Tumnusa jak ręczny młynek to kawowe ziarno, którym Tumnus i jego kompania raczyli się tak swobodnie w domu Jareckich. Pod nieobecność tychże, przypomnijmy, bez ich wiedzy i zgody.
Mełła dzień, mełła drugi, aż wreszcie uznała, że nie poradzi i wysłała do Tumnusa grzecznego lecz szczerego esemesa, tej mniej więcej treści: "Drogi T, wypadałoby jednak zapytać nas o zgodę na zrobienie z naszego salonu motelu. Czuję, że nasza dobra wola została nadużyta, your sincerely, etc."
Tumnus natychmiast oddzwonił, tłumaczył się gęsto, kajał i przepraszał; koniec końców nastała zgoda, love, peace i chóry wróbelków.

Przyszedł wrzesień i cudowna, słoneczna sobota, kiedy to Jareccy po smacznym śniadaniu zalegli z kawą w sypialni a telefon Jareckiego zaczął dzwonić.

Nie będzie już suspensu, gdyż Czytelnicy domyślają się już, czyj głos dobiegł ucha Jareckiego?
- Pozwolę sobie być za kwadrans. Zobaczę, co tam jeszcze zostawiłem, do zobaczenia, z poważaniem, Wasz Tumnus.
Kwadrans jeszcze nie minął, gdy w progu stanął wyżej wymieniony w asyście trzech małych syneczków a przynajmniej dziesięć kwadransów, nim wizyta(cja?) dobiegła końca.
Jarecka w tym czasie w iście włoskim proteście zajmowała się wszystkim tym, czym zwykle zajmuje się w sobotę tylko bardziej.
- Jeszcze raz przepraszam cię za to, co ostatnio - mówił Tumnus uskakując raz po raz przed Jarecką która jak czołg krzątała się po kuchni - w ogóle nie myślałem o tym w takich kategoriach.
Jarecka uśmiechała się pojednawczo, ciekawa, owszem, o jakich kategoriach mowa, ale zasadniczo niezainteresowana dalszą rozmową na ten temat. Tymczasem powodowany przemożną potrzebą rehabilitacji, promieniejąc najlepszymi intencjami Tumnus zwrócił ku niej swoją poczciwą twarz Marka Zuckerberga i wyznał:
- Ja po prostu wtedy zapomniałem, że KOBIETY MYŚLĄ INACZEJ.



Ament, Alleluja i kurtyna.






PS. Ilustracją do dzisiejszego wpisu jest makatka, którą wyhaftowałam dla KACZKI. Proszę, nie każcie mi tłumaczyć zawiłej symboliki, którą ona skrywa!

A teraz udam się ze szkicownikiem na stronę, gdzie będę szukać formy dla tej nowej myśli, która utkwiła w mej głowie jak siekiera, i z którą zostawiam i Was: KOBIETY MYŚLĄ INACZEJ.


12.09.2016

Jarecka na sprzedaż

Aaaa!
Odczuwam stres.
Gdyż albowiem, Drodzy Państwo, popełniłam plakat a nawet dwa.

Mało tego, każdy będzie mógł sobie taki plakat kupić! Może akurat urządzacie pokoje lub kąciki dla swoich przedszkolaków i uczniów?

Prezentuję Wam prototypy, na razie egzemplarze są tylko dwa na całym świecie, ale już za chwileczkę, jak tylko dodam jakąś nienachalną deszczowodomową sygnaturkę, będzie można sobie taki plakat kupić.









w tym pokoju, u Dwójki, wisi już jeden plakat made in Deszczowy Dom :)



wersja z ciemnym tłem



tu widać, że ciemne tło nie jest jednolicie czarne. To tło z dżinsopodobnej dzianiny, PRAWIE czarne ;)

W tym miejscu na co dzień wisi plakat Emilii Dziubak "tu czytam", ale wicie rozumicie, nie mam w ścianach zbyt wielu gwoździ :)

Jak widać, na okoliczność robienia zdjęć żaden bałagan nie ucierpiał :)

Komu, komu?
Rozmiary plakatu 100x70.
Plakat daje złudzenie 3D, cyferki niemal przestrzenne.

Państwo wiedzą, że jak z czegoś jestem zadowolona to nic a nic się nie kryguję, no więc ŁAŁ! Podoba mi się!! :)


A WAM?

06.09.2016

Do szkoły!



Rok szkolny się zaczął, a więc moi Drodzy, powtórka z literek.

Z podpowiedziami!








I jeszcze raz:




I jeszcze:





Taaak, wiem, że antena powinna być raczej satelitarna.
A domek jakiś nie teges.

Dajcie mi czas, rok szkolny dopiero się zaczął!


P.S. Już wkrótce naprawdę zamierzam Was uczyć.  Proszę zbierać szmatki, będziemy szyć paczłorki. To będzie ekspresowy kurs na skróty, czyli tak jak (umiem) lubię :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...