01.02.2018

Życie duchowe Piątka

Jednych rzeczy Piątek uczy się szybciej, innych wolniej a jeszcze innych nie musi się uczyć wcale.
Te pierwsze to elitarne zaklęcia Adwiana i pozostałych kolegów, te drugie to np. liczenie do dziesięciu po polsku, role w jasełkach i inne takie.
Te trzecie wprawiają Jareckich w podszyte dumą zdumienie, gdyż patrzcie Państwo, on tak ma, on się po prostu z tym urodził i geny nieśmiałych rodziców nie były przeszkodą.

Piątek albowiem sam inicjuje zawieranie znajomości.

Podchodzi do upatrzonej jednostki i mówi:
- Mamy cryslera i citroena.
Zaskoczona jednostka albo nie rozumie, co ów czterolatek wyartykułował, albo nie potrafi docenić rangi tej informacji, ale w sumie jak już podszedł, szkoda żeby sobie poszedł, taki sympatyczny chłopaczek, no więc jednostka proponuje:
- Chodź, pobiegniemy tam, do tamtego drzewa (za róg, w las, w cholerę, cokolwiek).
I biegną, biegną, wiatr rozwiewa ich włosy, niesie daleko ich radosny świergot, i jest przyjaźń, radość, i pokój na świecie.


Ale wróćmy do spraw wyuczonych, i do tego, że pomimo wiatru we włosach życie codzienne ma swoje udręki, toteż pewnego wieczora po powrocie do domu Jareccy zastali Mateusza Sosnę udręczonego bardziej niż zwykle.
(Mateusz w dalszym ciągu pełni funkcję okazjonalnej wieczornej niani - piąty rok? Szósty?)
- Piątek był dzisiaj nieznośny - oznajmił - bił wszystkich i używał brzydkich słów.
Po ustaleniu, że te słowa brzmiały: głupku, durniu, i kopa w dupę, i że "my tak w domu nie mówimy, to z przedszkola!", Mateusz poszedł wykopać z błota swój samochód a Jareccy spać.
Nazajutrz Piątek, budzony do przedszkola, nim dobrze otworzył oczy, chrząknął i coś powiedział, Jarecka zrazu nie zrozumiała, co.
- Co Mateusz wam powiedział? - wyszeptał wreszcie z głębi znękanego sumienia prosto w ucho swojej matki.
Jarecka powtórzyła relację Mateusza, Piątek zapłakał z żalu, wyjaśnił, że do tego haniebnego stanu przywiódł go sam Mateusz odmawiając podrzutów pod sufit, i wszystko jest do bani, nie idę do przedszkola, buu.


Tegoż dnia, w drodze powrotnej z przedszkola, Jarecka zatrzymała citroena albo cryslera na parkingu koło przystanku, na którym miał lada chwila wysiąść JP i oddała się niezmąconemu czekaniu.
Piątek też się oddał, na chwilę, potem odpiął pasy, wgramolił się na fotel koło kierowcy, przetrząsnął schowki, w jednym znalazł Prince Polo, ucieszył się, zjadł kawałek (tylko na tyle dostał zgodę) i pogrążył się w nudzie.
- Może się pomodlę? - zagaił.
- Bardzo proszę.
- Anieli boży (jako się rzekło, niektórych rzeczy uczy się trudniej) stróżu mój ty zawsze przy mnie stój...
Po amen Piątek kontynuował zwracając się wprost do wyższej instancji:
-...i proszę Cię Panie Boże, żebym nie bił innych i nie pluł na nich, i nie mówił brzydkich słów. I miał ojca...
- ????
-...i syna, i ducha świętego.

Amen

25.01.2018

Krwawo

Piątkowe wczesne popołudnie, ten szczęsny czas i szczęsne miejsce, z którego tak daleko do poniedziałku!
Jareccy w składzie: Jarecki, Jarecka i Trójka szczęśliwi jadą przed siebie - Trójka rada, bo rodzice kupili jej nowe buty. Jarecka, bo kupiła Trójce buty. Jarecki, bo -
- Pobierałem dzisiaj krew!
Fajne buty, sama bym takie chciała.
Pobierałem krew.
- Que???
- Normalnie, pani z punktu pobrań powiedziała, że musi sobie pobrać krew ale nie da rady. Powiedziałem, że nie umiem, nigdy tego nie robiłem, a ona, że wszystko mi pokaże.

Wszystko mu pokaże.
Dalej nastąpiło skrupulatne sprawozdanie, którego Jarecka nie słuchała, bo zatkała sobie uszy.
- Powiedziała, że mam talent.

Proszę, pokażcie mu, jak się robi półki w pracowni! Na pewno ten talent też ma.


***


Grzebałam ostatnio w archiwach DD i znalazłam coś w temacie krwi. Linkuję, bo fajne a tak stareńkie, że może nikt z tu obecnych nie może pamiętać! >TĘDY<





04.01.2018

...I darypanu i darypanu...

W roku pańskim 2017 wychowawczynie młodych Jareckich musiały obejść się bez wypiekanych specjalnie dla nich pierniczków.
Szkolne imprezy JP bez jego ryby po grecku.
Dzięki zarazie, która znokautowała mieszkańców Deszczowego Domu, łaskawie ominęły Jarecką wszystkie te wigilijki, opłatki i inne okołoświąteczne utrapienia, które przemnożone przez liczbę dzieci czynią grudzień nieznośnym.

Na chwilę przed tym, gdy fala gorączek porwała ostatnie niedobitki, udało się Jareckiej dopłynąć do przedszkola na jasełka z udziałem Piątka. Dzięki niebiosom!
Piątek, przyodziany w królewski płaszcz i koronę niestrudzenie pozdrawiał swoją matkę energicznymi wymachami; podobnie czynili pozostali królowie Adwian i Artur.

Adwian, ach, Adwian, guru, idol i najlepszy kompan z leżaczka obok. Posiadacz najfajniejszych zabawek i szafarz najpiękniejszych słów przedszkolnego półświatka.

Wszelako ukoronowany Adwian miał jakiś kłopot, o czym raz po raz donosił swojej matce, poskładanej w kostkę na krzesełku przed Jarecką. Chodziło mianowicie o prezent dla Jezuska, rzekomą sztabkę złota, którą król Artur był uszkodził na próbie generalnej. Rodzice Adwiana zapewniali syna, że nic nie szkodzi, wystarczy chwycić sztabkę rozdarciem w dół, zasłonić dłonią i prezent będzie JAK ZŁOTO.
Tego jednak czyste dziecięce serduszko znieść nie mogło i Adwian rozpłakał się, bo jakże tu z takim wybrakowanym prezentem do Jezuska, no bo co w końcu, kurcze blade.
Na to matka Adriana wyjęła z torebki srebrną paczkę gum Orbit i zaproponowała zamianę.
Adwian oszalał ze szczęścia. Wrócił na miejsce pomiędzy pozostałymi znudzonymi królami i podjął fałszywie pieśń pastuszków, a gdy przyszła pora bieżyć z darami, hojnie złożył u stóp świętej rodziny gumy. Tego jednak nie mógł zdzierżyć król Artur. Jakże to, Jezuskowi - orbitki? Złoto, to drugie i to trzecie - owszem, ale o gumach nie było mowy w scenariuszu!
Król Artur podbiegł do żłóbka, porwał paczuszkę Adwiana i zwrócił mu ją z oburzeniem.
Adwian wpadł w szał.

Tu musiała interweniować Pani Ela, bo, wbrew pozorom, show trwał, pląsały jamioły, pastuszkowie bawili się kapeluszami a Józef i Maryja przysypiali na krzesełkach.
Pani Ela nakazała królom ciszę i bezruch, i osobiście zostawiła u żłobu zarówno niepełnowartościową sztabkę złota jak i gumy Orbit.
To salomonowe rozstrzygnięcie tak ucieszyło Adwiana, że zwrócił się roześmianym obliczem do króla Piątka i wycisnął mu na policzkach dwa solidne całusy.
Bardzo to rozśmieszyło Piątka więc nie pozostał dłużny.
Adwian poprawił, Piątek też, z namaszczeniem i serdecznie - rzekłbyś: Chruszczow i Gomułka witają się przed kamerami!
Także Arutr się przyłączył, bo w odróżnieniu od pomysłu z gumami ten wydał mu się przedni.
Serdecznościom nie było końca.
Rozczulona widownia miejscami łkała ze śmiechu.

A potem przyszedł św. Mikołaj z prezentami, królowie (w tym niezwyczajnie ciepły - czyżby z emocji? - Piątek) podzielili się na stronie gumami, które w cudowny sposób wróciły do darczyńcy, Jarecka odebrała ze szkoły gorejącą Trójkę i z grubsza wiadomo, co było dalej.


Tym bardziej Deszczowy Dom życzy Wam zdrowia na wieczór Trzech Króli.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...