28.04.2017

Budujemy nowy dom...

(podkład muzyczny: Chór Czejanda, Budujemy nowy dom, może być w wersji murmurando)



Mam takie poczucie, że jestem coś winna wszystkim darczyńcom, którzy (które!) tak hojnie obdarowali mnie wlóczkami. "Ciekawe, co z tego powstanie" - pisałyście w listach dołączonych do wielkich paczek.
No to proszę, zajrzyjcie mi przez ramię.

Zbudowałam kilka domków i stanęło miasteczko, w którym na razie nie dzieje się nic.
Będzie tam Boże Narodzenie, ale rozumiecie, że wiosną trudno mi wyczarować tę atmosferę.










To miała być gwiazda betlejemska ale wyszły fajerwerki albo komórka rakowa albo ufo widziane przez kamerę termowizyjną.






A propos ufo: co by to było za miasteczko bez Obcych?




Trzej Mędrcy też byli SKĄDINĄD, nieprawdaż?






No to już wiecie, co robię z włóczkami :)
Bawię się!


Wasza Jarecka



25.04.2017

Bieg przez płotki

Siostra Jareckiej, Wlepka, wróciła z Transylwanii, gdzie rzutem na taśmę wydoiła Erasmusa.
Wlepka jest młodsza od Jareckiej o całą dekadę ale nawet to nie zmienia faktu, że jak na stypendystkę jest już ciut stara.

Wróciła zachwycona.
Głównie tym, że ludzie, których tam poznała mają takie ciekawe życie!
Ale że co, że jakie, dopytywała Jarecka. A Wlepka na to, że jeżdżą na wolontariaty albo uczą się chińskiego.
- A dlaczego ty niby nie możesz? - zdziwiła się Jarecka.
Wlepka wzruszyła ramionami.
Deszcz zacinał jak głupi, wycieraczki ledwo nadążały zbierać z szyb i w tej scenerii Jarecka odwróciła ku Wlepce swoje doświadczone lico i pukając się wymownie w skroń powiedziała:
(werbleee!!!)
- Wszystkie przeszkody są TU!


***


- Problem tkwi TU! - burknął Jarecki stukając się w głowę.
I Jareckiej pozostało już tylko ubrać się i wziąć ten kluczyk, i odjechać w dal samochodem zwanym "samochodem taty".


Proszę okazać entuzjazm.

I może jeszcze pokazać mi kilka razy, gdzie są te przeszkody, bo nie wierzę, że one wszystkie mieszczą się w mojej głowie!



PS. Post ze specjalną dedykacją dla Wlepki: 前進 !!!!



Niech będzie, że P jak płotki, bo nie lubię, jak w poście nie ma obrazka ;)


23.04.2017

Za górami, za lasami

Za górami, za lasami w domku na górze siedzi sobie Jarecka.
Czesze włosy za krótkie, żeby je choćby ułożyć na parapecie a co dopiero spuścić przez okno.
Rumak Jareckiej udał się na podkucie, gdyż swoje żelazne podkówki starł na zadniogórskich drogach.
Albowiem na Zadnią Górę X prowadzą dwie drogi: Straszne Wertepy i Sakramencko Straszne Wertepy. 
Monster Truck tego nie wytrzyma a co dopiero zwykły mały autobus.

No więc Jarecka siedzi i czesze.
Dziatki do szkoły nie pojechały, bo nie było komu odebrać, na rowery za zimno, na piechotę za daleko. Komunikacja wiejska omija szerokim łukiem. Lotnisko już prawie zaorane.*
Czesze.
- Zostawię ci mój samochód - mówi Jarecki. 
A Jarecka tylko łyp spod grzebienia i odmawia, bo wbrew temu co mówią, pewne rzeczy się zapomina, na przykład prowadzenie samochodu z manualną skrzynią biegów.

(I tu Wszechwiedzący Narrator natychmiast robi wtręt. Próby reaktywacji tych obszarów mózgu, które są odpowiedzialne za umiejętność używania sprzęgła i drążka zostały poczynione jeszcze latem. Jarecka spróbowała przestawić samochód Jareckiego. W tym celu rycząc silnikiem przejechała kawał Sakramencko Strasznych Wertepów i usiłowała zawrócić. Akuratnie pod domem sąsiada. Przemiłego starszego pana, który postawiony na nogi wyciem pojazdu otworzył pośpiesznie swoją bramę, żeby Jareckiej łatwiej było zawrócić. O wstydzie, o sromoto!**)

No więc Jarecka łypie i cedzi przez zęby: - zmuś mnie.
Jarecki nie zmusza.



W czwartek Jarecka poprosiła Jareckiego, żeby kupił jej krótkie szpilki, bo się skończyły a do prac z włóczką i  styrodurem są niezbędnie potrzebne.
- Ale to nie po drodze! - zdziwił się Jarecki.
W sobotę poprosiła o mascarpone i kremówkę.
- A gdzie ja ci znajdę u nas na wsi mascarpone?
Sobotnie popołudnie upłynęło Jareckiej na rozmyślaniach, jak wyglądałoby życie jej rodziny, gdyby udawała się tylko tam, gdzie ma po drodze a wszystkie sprawunki załatwiała "u nas na wsi". 
Wieczorem skończyło się masło.
- Wyjąłem kaszankę na jutro na śniadanie - oznajmił Jarecki, Król Zaradności.
- Ale chleb już wyszedł.

W niedzielę rano Jarecka, Królowa Zaradności postanowiła ugotować na śniadanie kluski lane na mleku.
Niestety, mąka też wyszła.
- No dobra - burknął Jarecki - pojadę coś kupić.
Wrócił bez masła, co niektórych doprowadziło do cichej rozpaczy.
Dwójka wygłosiła obszerny referat o zaletach majonezu w miejsce masła, na co JP natychmiast podjął polemikę, że co ma masło do majonezu, gdzie w maśle jajka i w tej sprawie wygłosił nie mniej płomienną orację. Trójka, która nie lubi ani masła, ani majonezu, ani żółtego sera, ani kaszanki żuła chleb, bo nie chciało jej się kopsnąć do garażu po dżem (lecz bardzo możliwe, że o tej porze roku już go tam nie ma...).
XXI wiek, Europa, sklepy pełne zwierza, złoty wiek pięćset plus, chrześcijański dom, oktawa Wielkanocy, niedziela miłosierdzia i dziecko jedzące na śniadanie suchy chleb. Nie mają chleba niech jedzą ciastka! - zakrzyknie jakaś Maria Antonina. Ciasta też nie było, choć gotowe blaty do tortu a la Luba leżały w spiżarni - bo rzeczywiście na wsi nie mieli mascarpone.


Nie wiadomo, ile potrwa jeszcze reanimacja rumaka.
Może dzień, może dwa.



A puenta jest taka, że od tych motocrossów na Sakramencko Strasznych Wertepach niektórym się w d... poprzewracało, nie? Chlebek w ząbki kłuje, patrzcie ich!






*Tak, na Zadniej Górze jest lotnisko! Stawiają na nim centrum handlowe, czemu by nie.
**To się nawet rymuje z "automoto"


22.04.2017

Takie jaja, buhaha



Z mieszkaniem na Zadniej Górze jest jak z zachodem słońca nad morzem. Orgia kolorów i blasków na niebie, wzburzone fale z koronkami bałwanów, niechby jakiś żaglowiec na horyzoncie albo latarnia na klifowym brzegu - dech zapiera. Ale spróbujcie to namalować! Kicz i żenada.
(przy założeniu, że się nie jest impresjonistą, Czapskim albo DYNIĄ)
Albo opisać, jak się nie jest Orzeszkową.

Toteż Jarecka coraz częściej rezygnuje z szukania po pokojach laptopa, aparatu i zanurza się w życie codzienne w Polsce, województwo metropolitalne, Zadnia Góra X.
A życie to jest tak poukładane, takie się wydaje banalne i podobne do wszystkich innych wokół, że kto to będzie czytał, jakiś tam Deszczowy Dom? Że na przykład Jarecka raz w tygodniu w najbanalniejszych dżinsach i sportowej kurtce wędruje alejkami targowiska z koszykiem w ręku (bo ze zwykłą torbą byłoby ekstrawagancko). Ma nawet w telefonie numer "Ela Jajka", gdzie może sobie w każdej chwili zamówić świeże jajka na następny dzień targowy.
- Dwadzieścia jajek poproszę a na Wielki Piątek proszę mi przywieźć ze dwadzieścia białych, dobrze?
- Oczywiście, już zapisuję - szczebioce Ela Jajka - nazwisko mi tylko pani poda.
- Jarecka.
- Jak?? Jarecka? Ale nazwisko, buhaha!






Jak myślicie? To chyba Wszechświat dał mi znak, że ciągle jeszcze mogę go czymś zadziwić?






04.04.2017

Tymczasem


Każdy dzień rozpoczyna się obrazkiem jakby spod pędzla Piotra Fąfrowicza.











A potem nagle jest wieczór i poranek dzień drugi -
- i trzeci -
- i trzydziesty.

Jak w Dniu Świra: w dzień chodzę sobie, chodzę, w nocy śpię sobie, śpię.
Śniadanie jem, jem, w sklepie kupuję, kupuję.

Co wyłuskać z tych dni na potem, kiedy one nie należą do mnie?
Do niczego nie mogę ich użyć.



***



Róże przeżyły zimę! 
Z tych cebul, co je jesienią wbijaliśmy w ziemię wylazły liście a za nimi pchają się kwiaty.




Znaczy się: na wszystko jest czas, przyjdzie i na blogowanie.









10.03.2017

O tym, że lubimy wiersze.





Honorowym (i symbolicznym ;)) sponsorem tego wpisu jest O jak Olga, czyli pani na blogu O TYM, ŻE, która w jednym z ostatnim wpisów napisała o sobie: "od lat omijająca tomiki poezji dla dzieci szerokim łukiem".
I zaraz pod postem piszą dziewczyny, że też omijają.

Ja nie omijam i powiem Wam dlaczego.
Po pierwsze skreślam ze słownika określenie "poezja dla dzieci". Może być poezja dobra i częstochowskie rymowanki; tym ostatnim dziękujemy - i przejdźmy dalej, do książek, które zdjęłam dzieciom z półek.
Jednej, bardzo ważnej dla mnie książki niestety nie mam w domu, ale całym sercem kochałam ją w dzieciństwie. Za słowo i obraz. Proszę Państwa, hit mojego dzieciństwa: Bajkoteka, Tadeusz Śliwiak, ilustracje: Janusz Stanny. Prima sort.







O Tuwimie i Brzechwie nie muszę pisać, prawda? ;)



Sto wierszy Brzechwy wydawnictwa Siedmioróg ilustracjami trochę straszy, ale zawiera mnóstwo mniej znanych - a doskonałych - wierszy mistrza. Na przykład ten o księżycu, jeden z moich ulubionych .Albo o zegarze. O Natce szczerbatce. Dowcipne, rytmiczne, z niebanalną puentą.

Skoro jesteśmy przy dowcipie - zatrzymajmy się przy wyliczankach, które moje dzieci bardzo lubią, rżą z uciechy i zapamiętują natychmiast.
Pamiętam, jak moja Przyjaciółka, etnolożka, wróciła z zajęć i zaskoczona opowiadała o zajęciach, na których leciwy profesor cytował z powagą wyliczanki w stylu: "jadą smerfy na rowerze a Gargamel na Klakierze", że niby to taki ważny element kultury.
Nie bójmy się tych niby głupot; treści wykonują na mózgu rozkoszne wolty a rymy często deklasują "poważne" wiersze.
Pana Pierdziołkę lubię głównie za to, że moje dzieci niestrudzenie się nim emocjonują. No, może jeszcze za to, że przypomina mi moje dzieciństwo blokersa. I tyle ;)





Tere fere kuku - może nie widać na zdjęciu - autorstwa Natalii Usenko i mojej ukochanej Danuty Wawiłow.
Wiersze dla niegrzecznych dzieci - tejże - wydane przez Egmont, zilustrowane przez kolejną moją idolkę Mariannę Oklejak.
To jest absolutny must have, że się tak wyczerpująco wyrażę.









Lubię w poezji rytm, to, że niesie mnie gładko przez słowa.
Bardzo dobrze mi się czyta (a moim dzieciom słucha) - nie wiem, czy to fortunne określenie - prozę wierszowaną.
Na dzień dzisiejszy na topie w tej kategorii - od lat niezmiennie - Wróbelek Elemelek Hanny Łochockiej (z ilustracjami Zdzisława Witwickiego) i Sanatorium Doroty Gellner.
 - Mamo, poczytaj mi SEMINARIUM - proszą moje córki i dzięki temu wszystko śmieszy mnie jeszcze bardziej!



Ilustracje Adama Pękalskiego - przednie! 

Ale żeby nie było, że wierszyki dla dzieci to tylko ubaw i boki zrywać.
Bynajmniej. 
Czasem, gdy Piątek już zaśnie, zostaję w jego pokoju i czytam sobie Wędrówkę Danuty Wawiłow. To nie jest wybór wierszy, to całość. Jest mały chłopiec Kostek, jego siostra, rodzice, jego miasto. Historia tego miasta. Jakieś smutki, nastroje. Subtelne plamy Stannego. Chwyta za serce. 
Papier gazetowy, okładka jak z bibuły do suszenia druków.
A zawartość bezcenna.







I jeszcze taki dream team: Małgorzata Strzałkowska i Ela Wasiuczyńska.
O Spacerku przez rok pięknie napisała Olga, ja tylko wspomnę i odsyłam do niej po więcej <TU>.







A na koniec tego wpisu polecam Wam Chichotnik, idealna pozycja dla tych, którzy nieśmiało chcieliby zacząć romans z poezją eee....dla dzieci ;)

Creme de la creme! Najlepsi autorzy, najzabawniejsze ilustracje (Wasiuczyńskiej)!
A potem już samo pójdzie, zobaczycie :)




Zaraz! A jeszcze Krawcowe Doroty Gellner!



I jeszcze nie waham się czytać dzieciom Gałczyńskiego!



A Rupaki Danuty Wawiłow z ilustracjami Elżbiety Gaudasińskiej?
A ...?

Bardzo proszę, uzupełnijcie mój wpis.
Czyje wiersze czytacie dzieciom? Co polecacie?
A jak nie lubicie, nie znosicie, to dlaczego? Kto Was wkurzył i zniechęcił?


07.03.2017

Już się robi!

Drodzy Czytelnicy!

Siedzę w walizce z włóczkami.
Niby już skończyłam udzierg, ale odczuwam przemożną potrzebę dokonania pewnych kolorystycznych zmian.

Już za chwileczkę, już za momencik; a teraz wracam do walizki :)

Życzcie mi cierpliwości :)





15.02.2017

Jarecka & Sons

Z chaosu zdarzeń wyłoniły się ferie.

Dwójka i Trójka wyjechały do dziadków, Czwórka do kuzynki Dąbkówny a Jarecka nieoczekiwanie została jedyną kobietą w Deszczowym Domu.
Jaśnie Panicz lekko sfrustrowany, bo zmiana szkoły na cito wywróciła do góry nogami jego wypoczynkowe plany.
Piątek sfrustrowany, bo nie może bawić się tabletem tyle, ile by chciał. Odkąd z pomocą telefonu Jareckiej nabył sobie grę ze spajdermenem za całe 60 złotych, także na to urządzenie ma szlaban.
Jarecka jest sfrustrowana bo rany boskie, ferie, ferie! Trzeba uprawiać sporty, zwiedzać i hulać, COŚ robić, bo całe internety tak robią! Skoro dzieci tylko dwoje, mus na basen, na lodowisko, do muzejonu! Z pięciorgiem już nie tak łatwo. 



A dlaczegóż to - zapyta Bystry Czytelnik - Jaśnie Panicz zmienia szkołę tak nagle, w środku roku szkolnego?
Dlatego - wyjaśni Wszechwiedzący Narrator - że suma wiedzy, jaką Jareccy nabyli na trzech zebraniach w jaśniepańskim gimnazjum, okazała się niestrawna. Na pierwszym zebraniu Jarecka dowiedziała się, że na szesnastu uczniów dziesięciu ma orzeczenie o dys-czymś. Łomotnęła ją ta wiedza w potylicę, ale naprzód! - się zobaczy co dalej. Na drugim wychowawczyni wróżyła z fusów i wyszło jej, że najwyżej jedna trzecia uczniów ma szansę dostać się do liceum. Na trzecie Jarecka przyszła spóźniona, usiadła w kątku i zasłuchała się w szum pogadanki o dojrzewaniu młodocianych, i byłaby przysnęła, gdyby jej wzrok nie padł na tablicę z zapisem średniej klasowej. To było PRZEBUDZENIE, tego Jarecka wcale się nie spodziewała. Ciekawe; tylu dyslektyków, marne szanse na liceum i nic, żadna lampka jej się wcześniej nie zapaliła. Pewnie zmyliły ją te piątki w dzienniku elektronicznym, bo kto by się spodziewał, że z tymi piątkami i szóstkami wyjdzie to średnio 3,59. Z biologii nawet 2,7. Ktoś tu musiał dostawać jakieś zera??

Nie minął tydzień i w temacie nowego gimnazjum uściśnięto sobie prawice nad szklanym stolikiem. Jakby się kto zastanawiał, na co patologia wydaje swoje pięćset plus, wyjaśniamy: na oksfordki, spodnie w kant i sweterki w serki. 
Jedzenie można upolować w lesie obok.


***


Zwykle kilka dni kanikuły zajmuje Jareckiej konstatacja faktu, że ludzie wiele wysiłku wkładają w to, by na wypoczynek uplasować się w miejscu, w jakim dane jest jej mieszkać na co dzień. Lasy, łąki, pola, tropy lisów i saren - i żadnych odcisków ludzkiej podeszwy.
Zarośla nad rowami zgryzione przez bobry.
Myszołowy kołujące nad głowami.

Dziś taki myszołów widział Jarecką i jej synów, jak ciągają się na zmianę na sankach po białej łące za płotem. Jarecka w zielonym kombinezonie z czasów Nasha Bridgesa, cała w suwaczkach i zatrzaskach, Piątek z gołą łydką.














Kwiatki na parapetach się obudziły, czyli jednak będzie wiosna!



...a z nią postęp cywilizacyjny, o czym w następnym odcinku, zostańcie z nami.


P.S. Ślady bobrzych siekaczy można zobaczyć na Instagramie, Jareckiej w kombinezonie - niestety nie.


02.02.2017

"Co ci przypomina, co ci przypomina widok znajomy teeeen...."

Zaprawdę, zaprawdę.
Jak głęboka mądrość płynie z bajek!
Te sierotki, co litościwie oczyszczają napotkane jabłonki, ci Najmłodsi Bracia, co pakują w kabzy wszystkie napotkane artefakty!
Wniosek, że WSZYSTKO PRZYDASIĘ to tylko część pojemnej prawdy, a fakt, iż na te słowa do głowy przychodzą kamizelki z karakułów <O takie> i łabędzie ogrodowe z opon trywializuje temat i wstrzymuje człowieka poszukującego w drodze do głębin sensu. Gdyż naprawdę, WSZYSTKO  się może przydać.

Weźmy takiego Jareckiego.
Ach, pobaw się z nimi w coś mądrego, w planszówkę pograj, w zacne szachy! - prosi Jarecka.
A Jarecki do parteru, łapie któreś dziecko za nogi i ryczy: uwolnij się! Albo wierzga spod stery dzieci: trzymajcie mnie, trzymajcie!!! Dziatwa wyje z radości, piszczy, uwalnia się z uścisku, by następnie niby to przypadkiem dać się złapać znów temu potworowi z bagien, ratuj, mamo, ratuj! - wołają zachwyceni.
Jarecka ucieka, byle daleko od euforycznego kwiku.
Ponieważ bardzo podobnie bawi się z wnuczętami Tata Jarecki, Jarecka nadała tej zabawie miano "Jareckich przewalanek" i nazwa ta się przyjęła; przez jednych wymawiana jest z nabożeństwem, przez innych z irytacją.



Ale oto niedziela wieczór i skrzynka mejlowa w dzienniku elektronicznym zaczyna się zapychać. Wśród sterty arcyważnych napomnień i informacji - tu wycieczka, zebranko, tu bal karnawałowy -  mistrzostwa szkoły w grapplingu, proszę wyrazić zgodę. Podpisano: Muhamad Kotleta, wuefmen.
- Jarecki - pyta Jarecka - co to takiego ten grappling?
- Zdaje się, że jakiś rodzaj sztuki walki, ni to zapasy, ni dżudo... - improwizował Jarecki dedukując naprędce, czym też magister Kotleta mógłby poić dzieci na zajęciach.
Gdyż Pan Muhamad jest zawodnikiem MMA.
Słynny w jutubach jako uczestnik najkrótszego pojedynku.
Nieee, to nie on położył rywala. Nie jemu podniesiono rękę po ultrakrótkiej rundzie. Jemu podniesiono powiekę.

Ale mniejsza o Kotletę.

W środę po południu Jarecka wkroczyła na salę gimnastyczną. Zawody trwały już trzecią godzinę, oczy łzawiły od wyziewów młodzieńczych pach a Jaśnie Panicz, który niby spod ziemi wyrósł przed swoją matką doniósł, że akuratnie zaraz zacznie się finałowa rozgrywka z udziałem Dwójki.
Mrużąc oczy w wiszącym smogu Jarecka przedarła się przez woniejące złogi (maluchy za nią unosiły się na kilwaterze), odepchnęła rozjuszoną matkę niejakiej Debory, którą Dwójka zmiotła w eliminacjach i dopadła maty.
Na macie - Dwójka i jej koleżanka Elwira.
Pan Muhamad dał znak i walka finałowa się rozpoczęła.

I wtedy.
Wtedy, zdumionym oczom Jareckiej ukazał się jakże znajomy widok.
JARECKIE PRZEWALANKI!
Jarecka przecierała oczy - tak, od smogu też, ale i ze zdziwienia.
Jarecki, który natenczas siedział w pracy kilkadziesiąt kilometrów od Zaogonia, nie miał pojęcia, że w jednej chwili z pozycji leniwego ojca, który skąpi dzieciom intelektualnych rozrywek awansował na trenera grapplingu, w dodatku - trenera mistrzyni!
Czemu Jarecka nie zdziwiła się nic a nic, bo trening czyni mistrza, wiadomo.
I przeżyła chwilę osobistej satysfakcji widząc Dwójkę na szczycie podium -

- w jednej skarpetce czarnej a drugiej różowej.



PS. JP również odniósł sukces; zajął trzecie miejsce pokonując w walce o brąz swojego prześladowcę w jedyne 15 sekund. Kadra trenerska w składzie Tata Jarecki i Jarecki zwiera szyki przed następnym sezonem.
Ratuj się kto może.




31.01.2017

Maraton w betonowych butach.

Znacie takie sny, gdy bardzo chcecie gdzieś zdążyć a nie możecie?
Albo przed kimś uciekacie ale nogi Wam ciążą, grzęzną jak w stygnącym betonie?

Jarecka nie zna.
Ilekroć we śnie goni ją jakiś łobuz, zanim naprawdę poczuje strach, myśli sobie: - halo, przecież to sen! Chciałabym być już zupełnie gdzie indziej, albo niech ten łobuz idzie w cholerę!
I już jest gdzie indziej a łobuz idzie w cholerę. A gdy Jarecka pnie się we śnie w góry i staje pod pionową, nie do zdobycia ścianą, wystarczy, że westchnie: pfff, przecież po tym nie wylezę, trzeba jakoś inaczej, jakoś w konwencji - i już może zatknąć flagę Deszczowego Domu na szczycie.

Jakże inaczej rzecz ma się w rzeczywistości!
O siódmej Jarecka wygania z łóżek dzieci i młodzież i następnie (dałaby głowę!) przez długie godziny kłębi się  walka: z chlebem, skarpetkami, papierem śniadaniowym, termosami, spodniami, butami, pięcioma śniadaniami pierwszymi i trzema drugimi - trwa to wszystko niebywale długo a z pomocą nie przychodzi żadna refleksja, bo to nie jest sen, to najprawdziwsza gumowa rzeczywistość.
Czasami jednak z odsieczą przychodzi Jarecki; pakuje sztafaż do samochodu i wywozi w kierunku placówek. Zegar twierdzi, że trwało to niewiele ponad pół godziny.
W ciągu następnych kilku (nie)szczęsnych godzin Jarecka rozpakowuje zmywarkę, sprząta po śniadaniu, pakuje pralkę, zbiera suche pranie, zamiata - a wszystko z nogami w betonowych butach, marząc o śniadaniu i nie mogąc - według sennych reguł - dotrzeć do kuchni. Gdy jakimś cudem to się udaje, Jarecka nie znajduje już chęci do delektowania się posiłkiem, łyka na stojąco suchawe resztki chleba maczane w oliwie, popija kawą i zabiera się za nastawianie rosołu.
Ale otóż i południe, lada moment trzeba udać się do przedszkola po Piątka, żaden rosół nie ugotuje się w godzinę a zostawić na gazie pyrkający gar - lepiej nie. Wiadomo, jak to w snach, akurat ten jeden raz na milion krótkich, bezproblemowych wypadów z domu, samochód Jareckiej zsunie się do rowu, Jarecką wykręci lumbago, względnie rolnicy z całej Polski skrzykną się na marsz gwiaździsty. I jak to w śnie, Jarecka będzie brnęła do domu pieszo, przez śniegi i lody, z lumbago i wszystkimi dziećmi (na starsze trzeba będzie poczekać do piętnastej; a w domu gotuje się rosół!), przepuszczając na leśnych dróżkach dziki i sarny, i forsując żeremie.

Tak więc gotowanie obiadu trzeba odłożyć na później.

Najpierw pozwozić dzieci. Na raty.
O szesnastej kończy się zwożenie, można wstawić rosół, będzie na jutro.

Po zaimprowizowanym ciepłym posiłku zaczynają się wieczorne celebracje, które nie chcą się skończyć. Mamo, jeszcze jeden rozdział, a czy zęby umyte, a pazury - ło matko! - cóż to za pazury, idziemy obciąć, Mamo, mamooo - to Piątek, nieusatysfakcjonowany serwisem w wykonaniu Jareckiego domaga się poprawki.

Na koniec Jareckiej pozostaje smutny rachunek sumienia i jakby nie liczyć, wynik jest zawsze ten sam:

NIC DZISIAJ NIE ZROBIŁAM.






16.01.2017

O tym, że jedni się rodzą zwycięzcami a inni muszą stawać w szranki

Miejsce akcji: parking pod Biedrą, czas: po zakupach, na pół godziny przed tym, jak JP kończy lekcje.
Osoby: Piątek, Trójka i Jarecka.

Jarecka: Nie zdążę was już zawieźć do domu, jedziemy prosto po Mikołaja (Jaśnie Paniczowi dali na chrzcie Mikołaj, coming out!)
Piątek: hurra!! (i dalej, z uczuciem) Lubię Mikołaja! (i z jeszcze większym uczuciem) To jest MÓJ BRAT.
Trójka: Mój też. Mamo, ja mam dwóch braci a Piątek tylko jednego.
Ałć!
Za plecami Jareckiej zapanowała cisza.
Piątek mełł porażkę.
- A ja - odezwał się wreszcie - mam w przedszkolu Mikołaja i w domu Mikołaja.

The winner take it all.



A skoro jesteśmy przy łinerach - ludu miast i wsi! Czyś wiedział o konkursie u <ELI?>
Konkurs trwa do jutra a ja już dziś posłałam całe dziewięć konkursowych Zoś.
Oto one:

 Zofija wróżka. Ach, nieszczęsna, zginie w potyczce z dinozaurem!




A skąd, Zofija jest Zębuszką, wybiła mu co nieco.




Piątek okazał się zapalonym kreatorem mody. Wróżę mu świetlaną przyszłość w zawodzie, gdyż zdaje się rozumieć, że diamonds is the girl's best friends.




Zużywszy diamonds, nie stracił rozmachu:




A oto Zocha - stara matka; zrobiła już wszystko, co miała do roboty i idzie w miasto.
Tak twierdzi Dwójka.
Proszę się nie doszukiwać paraleli z jej starą (matką).




Stara matka jest kobietą pełną fantazji.




A tu proszę, dwie Zośki na spacerze. Aliganckie i wysmakowane, wprost spod igły Trójki.




Zosia Calineczka. Któż, ach, któż ma w Deszczowym Domu tyle cierpliwości? Kto ma takie wizje? Taką dbałość o szczegóły?
Czwórka.
A takich "szczewików" jak ta tutaj Calineczka nie ma w kosmosie nikt.




Poniżej Calineczka-Zosiuleczka w towarzystwie Łucji, Piotra i Zuzanny. Edmunda nie wystrzygła, bo zdrajca nie zasłużył.
Tak to jest, jak dziecko przedawkuje Lwa, czarownicę i starą szafę.




Jaśnie Panicz też się skusił.
Sofia Wurst, do usług.
A właściwie nie do usług, bo to Król(owa?).





No i takeśmy się bawili w niedzielę.
Wy też jeszcze macie czas na zabawę!



PS. Dinozaur z pierwszej ilustracji pochodzi z książki Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak Basia i zwierzaki.
A Chichotnik Eli Wasiuczyńskiej to jest proszę państwa taki fun dla małych i dużych, jak to ubieranie Zosiek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...