01.05.2013

O wiosennych zwyczajach w Deszczowym Domu

Po raz pierwszy w tym roku Jarecka widziała Panią Wiosnę koło salonu fryzjerskiego pana Adriana, na Zaogoniu.
(Zgoda, salon to może za wielkie słowo. Zakład pana Adriana to domek wielkości szopy na węgiel, pieczołowicie odszykowany na salon, zaś blasku przydaje mu sam pan Adrian, typ macho, starannie ufryzowany, starannie umięśniony i w ogóle staranny)
W tej właśnie okolicy Jarecka ujrzała Wiosnę. Wyglądała ta Wiosna jak zwykła staruszka, z gołą głową, końcem laski rozgarniała ostatnie placki śniegu.

Wraz z wiosną nastały w Deszczowym Domu nowe zwyczaje.
Czwórka budzi się skoro świt, zjawia się uśmiechnięta przy łóżku rodziców i szepcze:
-Ublać.
Jarecka wie, że opór nie ma sensu. Wstaje i podaje córce ubrania, które małe rączki w mgnieniu oka naciągają na odpowiednie członki.
-Jeść- oznajmia następnie Czwórka.
I tę prośbę trzeba możliwie szybko spełnić, albowiem:
-Ce jechać z mamusiom- brzmi następna (o tak, czasy "juję" to już odległa historia).
I pomyśleć, że jeszcze niedawno wystarczyło włączyć temu dziecku Świnkę Peppę, pomachać, i można było spokojnie wyskoczyć z domu by dostarczyć Dwójkę do zerówki albo Jaśnie Panicza do szkoły, albo oboje naraz w stosowne miejsca.
Teraz Jarecka skoro świt zmierza do samochodu wiodąc za rękę skrzata, który ma inną wizję poranka niż ta, która jej samej wydaje się jedynie słuszna.
-Tutawa!- Czwórka uderza w lament na widok huśtawki - nie bujałam!!!
-Teraz nie będziesz się bujać, teraz musimy zawieźć dzieci do szkoły- tłumaczy Jarecka.
Kolejna potyczka ma miejsce przy zapinaniu pasów- Czwórka chciałaby to zrobić sama i być może dałoby się to załatwić, ale wszystko rozbija się o brak czasu- Jarecka wyręcza więc Czwórkę na siłę i na chwilę nastaje spokój, do momentu, gdy całą operację trzeba będzie powtórzyć w drodze powrotnej.
Pod domem Jarecka wyskakuje radośnie z samochodu i pędzi do domu orzeźwiona porannym powietrzem, pędzi, bo z kuchni mruga już na nią niebieskie oko ekspresu do kawy, w nim zaś szumi gorący napój.
Otwiera drzwi mieszkania, które o tej porze nawiedza słońce...
...i w tym słonecznym olśnieniu przypomina sobie o Czwórce, nadal wpiętej bezpiecznie w samochodowy fotelik.


Oto właśnie nowy, wiosenny rytuał Jareckiej, który dowodzi jedynie zgubnego wpływu wiosennego powietrza, nie zaś- Boże, uchowaj!- postępującej demencji pewnej matki.
A poza wszystkim, przebiec się z rana po schodach tam i siam to samo zdrowie!




6 komentarzy:

  1. Wybaczyła Ci? Zorientowała się, że coś dłużej matki nie było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to straszne, ale to mi się już wcześniej zdarzało...
      Toteż Czwórka czeka ze stoickim spokojem, bo wie, że moja nieobecność potrwa najwyżej minutę (czyli tyle, ile zajmie Jareckiej wejście na pierwsze piętro i galop nazad)

      Usuń
  2. Ale się uśmiałam. Cóż za wyrozumiałe dziecko :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ha, przeczuwałam, że taki właśnie będzie finał :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...