20.02.2014

Jareccy się kłócą

Jareccy kłócą się średnio dwa razy roku.
Jarecki przychodzi i mówi: - pytają, co chcesz dostać na urodziny (opcjonalnie; na Gwiazdkę).
Jarecka doskonale wie, kto pyta ale nieużywanie imion i stopnia pokrewieństwa należy do gry. Oczywiście zawczasu jest przygotowana na to pytanie, przemyślała sprawę: żeby było nie za drogo, niezobowiązująco, w granicach rozsądku praktycznie i żeby zakup nie nastręczał większych problemów.
- O takie rameczki sobie w Ikei wypatrzyłam - mówi, i klik! - otwiera w laptopie stosowną zakładkę.
Jarecki zagląda w monitor a nazajutrz przychodzi i mówi:
- Powiedziała (wiadomo kto), że taka rameczka, to co to za prezent.
- Dobrze - mówi Jarecka. Jest opcja B - to poproszę kubek albo filiżankę, ale piękne! Wyjątkowy, porywający kubek! (to pomysł Kingi z Piecuchowa, Jarecka uznała, że świetny)
- Ale ktoś może nie wiedzieć, co dla ciebie jest porywające - upiera się Jarecki.
- To niech kupi taki, jaki sam/a uzna za porywający. To nawet jeszcze lepiej.
- Ale kubek - prycha pogardliwie Jarecki - kubek możesz sobie kupić sama.
- Sama? Szkoda mi kasy na takie pierdoły! Nigdy w życiu nie kupię sobie sama kubka!
Jarecki milknie, ale coś waży i Jarecka pośpiesznie uprzedza jego kolejne kontrargumenty:
- Dobrze. To poproszę dwadzieścia złotych do koperty, sama sobie kupię kubek jaki zechcę.
- No wiesz! - oburza się Jarecki.
I tu już jest Jareckiej za wiele; mówi, że jak to? Wszyscy wiedzą lepiej co się nadaje dla niej na prezent a co nie? A skoro wiedzą, to po co pytają? Ramki źle, filiżanki źle, pieniądze źle! To ona w ogóle nie musi nic dostawać!
Jarecki, wzorem kłótni poprzednich, nie mówi już nic.
Taka jest Jareckiego strategia, jedyna słuszna, albowiem na każde jego słowo miałaby teraz Jarecka dziesięć swoich.

I już, i po kłótni.



22 komentarze:

  1. Hahaha alllle kłótnia:))))))
    Pozdrawiam!:)
    Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, gdybym ja mogła się rozkręcić, poszło by na noże ;)

      Usuń
  2. to zycze wymarzonego odlotowego prezentu i tylko takich kłótni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prezent już dostałam, JEST odlotowy :)

      Usuń
  3. (Książkę sobie zażycz :D)

    OdpowiedzUsuń
  4. no to widzę, że nie tylko u mnie tak wygląda rozmowa o prezentach.... ja przez ostatnie lata dostawałam (na własną prośbę) zakupy w ikea (oczywiście w granicach wszystkim znanego rozsądku) a prezent o tyle trudny w realizacji bo najbliższa ikea jest 200 km od naszego domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ciekawa jestem, jak Ci te prezenty dostarczają w praktyce...

      Usuń
    2. a widzi Jarecka łączymy to z rodzinnym wypadem nad morze :) albo do stolicy :) a co? czasem trzeba wielkiego świata posmakować ;)

      Usuń
  5. Albo do szycia coś! Igieł panie tego, nici, kordonków. Z tego Jarecka też by się ucieszyła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padła też propozycja: To kupcie mi Burdę :) A nuź... :)

      Usuń
  6. Tak na spokojnie i bez trzasków drzwi to się nie liczy jako kłótnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie tam spokojnie! Żebyś mnie widziała, nie mówiłabyś, że spokojnie! ;)

      Usuń
  7. Złota rybka spełniająca życzenia :))... Wszyscy będą zadowoleni :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko...to jak u nas... Moj mąż wybucha raz na 6-7 lat... I to jak... Mowi ciut głośniej.... Zdarzyło mi się już przeżyć to aż dwa razy... Za pierwszym razem zamilkłam z wrażenia, za drugim z wrażenia...uśmiechnęłam się... On zaraz też i po kłótni było... Ja mogę częściej wybuchać ...Tak przynajmniej raz w miesiącu... ;) tylko, że wtedy to on się uśmiecha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nic się nie dadzą rozkręcić ;) A ja jeszcze dodatkowo nie potrafię się nie odzywać. Jak tylko bym chciała się podąsać zaraz mam tysiąc rzeczy do powiedzenia i omówienia :)

      Usuń
  9. NO ni świętą rację ma... Jarecka oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle, powiedziałabym, jak zwykle... ;)

      Usuń
  10. U nas zdecydowanie więcej kłótni, i tylko jedna o prezent, gdy wściekła i zmęczona do granic wróciłam do domu z pracy, a tam Mąż z bukietem róż na rocznicę, którąś już z kolei. Jak zobaczyłam te róże to mnie taki szlak trafił, że rozum mi odebrało. Tyle lat ze sobą a on nie wie, że nie lubię róż. A zwłaszcza czerwonych. Wiem, wiem zołza jestem. Sama nie wiem, co mnie wtedy napadło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Cię rozumiem! Po paru latach powinien już wiedzieć, nie? ;))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...