Od jakiegoś czasu, bez względu na niesprzyjające okoliczności, na choroby, wyjazdy i gości, w Deszczowym Domu trwa akcja pod kryptonimem "szafa".
Trwa i końca nie widać, i Jarecka jest skłonna sparafrazować Marinettiego, który bredził, że wojna jest higieną świata i wykrzyczeć, że higieną rodziny jest przeprowadzka. "Rzućmy to wszystko w cholerę!"- krzyczałaby Jarecka- "Przeprowadźmy się i zabierzmy ze sobą tylko to, co POTRZEBNE!" To byłoby łatwiej niż wszystko to, co jest, posprzątać i ułożyć na należnym mu miejscu- zresztą, skąd wytrzasnąć miejsce dla "wszystkiego?"
To zdumiewające, ile gromadzi wokół siebie człowiek, a już sześcioro ludzi- strach pomyśleć.
W dziejach rodziny Jareckich był taki rok, gdy przeprowadzali się dwa razy.
Wprowadziwszy się do Deszczowego Domu, wnieśli ze sobą dwumetrowy stół i sześć krzeseł, szafę i sofę beddinge.
Siedem lat małżeństwa, trójka dzieci, czwarte w drodze.
Reszta mebli i innych gratów została w poprzednich mieszkaniach, bo w nowych z różnych powodów nie były potrzebne. Jareccy zabrali ze sobą to, co niezbędne, choć i tak było tego mnóstwo, całe mnóstwo, czarne wory wypełnione wszystkim zajmowały pół Deszczowego Domu. Potem większość rzeczy znalazła swoje miejsce w szafie mieszczącej się za "drzwiami garażowymi", jak Jareccy nazwali ogromne przesuwne połacie w pokoju dziś należącym do dziewczynek.
I tu dotarliśmy do bohatera dzisiejszego posta, Szafy.
Konieczne będą rysunki pomocnicze; nie dlatego, Czytelniku, że nie jesteś w stanie pojąć opisu manewrów w przestrzeni Deszczowego Domu, ale dlatego, że opisu Jareckiej nie pojmiesz. Jarecka nie ma bowiem żadnej orientacji w przestrzeni, nie wie, która lewa a która prawa, nie wie, gdzie wschód a gdzie zachód- jeśli to nie jest na mapie. Gubi się na klatkach schodowych i w dużych sklepach a samochodem jeździ tylko tam, gdzie już wcześniej jeździła.
Wielkie zmiany za "drzwiami garażowymi" zaczęły się w momencie, gdy Jarecki kupił dwie duże szafy bez drzwi, które idealnie miały się zmieścić za tymiż drzwiami. Wcześniej stały za nimi trzy szafy po poprzednich właścicielach i przez ostatnie trzy lata Jarecka nieustannie pomstowała na niewykorzystany potencjał przestrzeni. Nowe szafy były pełne półek, drążków i szuflad (Jarecka kocha szuflady- Jarecka i szuflada to duet idealny) i miały wprowadzić w graty Jareckich ład.
Najpierw więc Jareccy stawili się po odbiór szaf, używanych, rzecz jasna. Przedziwnym trafem, ilekroć kupują używane meble, facet, który je sprzedaje, ma akurat atak rwy kulszowej/ jest świeżo po operacji kręgosłupa/ ma zagipsowaną jakąś część ciała, a co za tym idzie, nie może Jareckiemu pomóc znieść mebla do samochodu. Czy są na świecie zdrowi, krzepcy mężczyźni sprzedający swoje meble?
Tak czy siak, Jareccy w roli tragarzy są jako ten ślepy z kulawym- Jarecki ze swoim kręgosłupem i Jarecka ze swoją krzepą.
Szafę przywieziono i rozebraną na części obstalowano w salonie.
Tak doczekała następnego dnia.
Dnia, w którym Jarecka zakasawszy rękawy stanęła naprzeciw "drzwi garażowych".
Wypatroszyła z ubrań, letnich kołder i pudeł.
I tu miała skończyć i zaczekać na męża- ale co tam!
Najpierw wysunęła szafę nr 1 i złożyła ją na podłodze.
Następnie dobrała się do szafy nr 2- tej jednak nie było już gdzie położyć, bo całą wolną przestrzeń (pamiętajmy, że zawartość szaf zalegała pokój) zajmowała szafa nr1.
Tedy Jarecka postanowiła szafę nr2 rozkręcić i po kawałku wynieść na balkon.
Zaopatrzywszy się w odpowiedni imbus oraz dwa śrubokręty rozkręciła szafę i po kawałku poczęła ją wynosić. Było to trochę trudne, bo na drodze leżała szafa nr1.
Jarecka uporała się z szafą nr2 i- kierując się swoją żelazną logiką- uznała, że w zasadzie to samo można zrobić z szafą nr1, co, nie zwlekając, uczyniła.
Utorowawszy w ten sposób drogę na balkon stwierdziła, że wygodniej jej będzie w dresach; do tej pory, nie wiedzieć czemu pracowała w sukience, dość wąskiej i bez kieszeni, przez co ciągle musiała szukać imbusu, który jest mały i wciąż się gdzieś zapodziewał.
Przyodziana stosownie nie bacząc na zmęczenie i dziatwę (ależ tak, dom był ponadto pełen dziatwy aż palącej się do pomocy, tudzież z lubością zapoznającej się z niedostępną dotychczas zawartością szaf), zabrała się za szafę nr3, która była skręcona dziwnie, tak, że ani imbus, ani śrubokręt nie dały rady.
I tu wkroczyła Jarecka ze swoją mocą, albowiem nie przypadkiem nosi ona koszulkę z iron-manem, nie! Szafę rozhuśtała, połamała i po kawałku wyniosła.
RRoooaaarrr!!!!!
Po tych wydarzeniach Jareckiemu nie pozostało już nic innego, jak skręcić zakupione szafy i umieścić je w opustoszałej przestrzeni za "drzwiami garażowymi".
Jareckiej zaś zapakować do wnętrza to wszystko, co wcześniej stamtąd wyjęła.
I to było gorsze niż rozkręcenie i wyniesienie na balkon trzech szaf.
Dlatego Jarecka dziś pyta siebie całkiem poważnie "na co mi to wszystko??" i maluje na sztandarze swoje surrealistyczne hasło "przeprowadzka higieną rodziny", a potem zwinie ten sztandar i schowa go głęboko, bo przeprowadzki są zawsze trochę smutne.
Hahahaha... Co ja się uśmieję przy czytaniu Twych zapisków, to moje... a co przeszłaś przy "demolce" starych szaf, to Twoje, a co przeszły same szafy...
OdpowiedzUsuńChciałam też powiedzieć, że wiem z autopsji, co to znaczy sześcioosobowa graciarnia i że Mój Luby Mąż nadaje się jak znalazł na tachanie mebli. (Sprawdził się w tej roli tyle razy, że nie zliczę. Żałuję, że nie mogłam "pożyczyć".)
Pozdrawiam!
Ja też żałuję :(
OdpowiedzUsuńJa swojego chętnie pozycze! Nawet na kilka dni jak zajdzie taka potrzeba. W zmian dasz Mu czasem jesc i dobre niepasteryzowane ;-) a Jarecki będzie mógł spokojnie leżeć...
OdpowiedzUsuńZapamiętam, to jeszcze nie koniec w temacie :)
OdpowiedzUsuńDo usług - jak zawsze... Nawet za samo niepasteryzowane, ale konkretne. A jeszcze bardziej miło by było w towarzystwie Jareckiej w tej wąskiej sukience. A co!
OdpowiedzUsuńTo ja też wpadne, pobawie się z dziećmi ;-) poza tym uwielbiam sprzątać...
OdpowiedzUsuńBeti, Ciebie to już dawno chcieliśmy adoptować :)
UsuńI dalej chcemy!
Przyjeżdżajcie, zajmiecie się wszystkim a Jarecka z Jareckim zrobią sobie wychodne, a co!
Moja Ci Ona, moja! Nie oddam, choć miałbym skonać - nie oddam... Przyjechać, zająć się, tak.
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle to dawno nie słyszalem i nie widziałem takiej domowej, konkretnej roboty w wykonaniu kobiety. Do tego z projektem he. Wielki szacun za wytrwałość i siłę ślę ku Jareckiej.
OdpowiedzUsuńkRiTyk...a kto u Ciebie, składał szafkę na buty i łóżko w sypialni ? ;))))
UsuńkRiTyk...jest jeszcze taka jedna sprawa, nie wiem jak Ci to powiedzieć ;) ....jakbyś szukał naleśników i dżemu truskawkowego w domu to .... to nie szukaj szkoda Twojego czasu. Swoja drogą od dawna chodziły za mną naleśniki z dżemem.
UsuńChodziły, chodziły i dopadły... A teraz mnie mąż dopadnie w domu ;-)
UsuńHmm... Jarecki, złożenie i to zgodnie z instrukcją wyżej wymienionych rzeczy zleciłem wykwalifikowanej w tej kwestii osobie. Poza tym, nie o tym tu będzemy się rozpisywać. A ewentualne roszczenia słać proszę drogą pocztową. Jeśli chodzi o naleśniki, zaplacisz za nie. Zapłacisz i jeszcze będziesz przepraszal... Przemierzając ciemne zakamarki korytarzy i klatek schodowych w pracy rozglądaj się uważnie... Wypadki się zdarzają kolego.
UsuńWspółczuję Ci, kRiTyku, z kim Ty mieszkasz? Co to za kobieta? ;p
OdpowiedzUsuńNajlepsza Beti...
Usuńtakie porządki oczyszczają dom i duszę :) uwielbiam Cię Pani Jarecka i w ten nagły powrót zimy Twój blog jest dla mnie jak pachnący chlebem dom i uśmiecham się pod nosem, dziękuję
OdpowiedzUsuńTo ja dziękuję! :)
OdpowiedzUsuńW ten nagły powrót zimy takie słowa są jak miód na serce :)