08.01.2014

Spotkanie z Warszawą 2, czyli lektura nie tylko na zimę

Jakieś dwieście razy (albowiem tyle mniej więcej postów liczy sobie archiwum Deszczowego Domu) Jarecka próbowała napisać post o Tyrmandzie.
Próbowała z każdej strony - i nie dało rady. Zawsze w drogę wchodziły jej emocje - tak, że miała ochotę ryknąć tylko: no przeczytajcie sami! I och, i ach; a cóż to za recenzja, co za zachęta: och i ach?

Ruszył trzeci sezon, w którym Jarecka na podorędziu kładzie Dziennik 1954 - będzie go sobie podczytywać, przeglądać, sprawdzać, co też 60 lat temu porabiał i myślał ten mężczyzna próżny i niezależny, bystry, zdolny, baczny obserwator, filozof, dandys, czarodziej. Swój dziennik Leopold Tyrmand pisał przez trzy zimowe miesiące. Od 1 stycznia do 2 kwietnia dzień w dzień zasiadał do kajetu i emanował tym mrozem, nędzą i absurdem, z których składały się wtedy dni ...Warszawy.
To właśnie w książkach Tyrmanda Jarecka tak naprawdę spotkała się z tym miastem.
Bez patosu, wyznań i deklaracji, Tyrmand wystawił Warszawie pomnik złożony z ludzi i miejsc, w czasach trudnych, tuż po Stalinie, gdzie echa przedwojennej stolicy zagłuszano socrealistycznym zadęciem.

Ciągłe oczekiwanie na tramwaj. Mróz. Artyści zakleszczeni w dylemacie: wierność sobie czy ustępstwa wobec odgórnych nacisków. A w tym wszystkim Tyrmand jak kolorowy ptak - ćwierka o modzie, o tym, jak wynalazł krawca, który mu przerabia szmaty dobrej jakości na modne ubrania, o Bognie, swojej o szesnaście lat młodszej dziewczynie - ile opisów jej kreacji! (zapytajcie swoich mężów: "w co byłam ubrana na Sylwestra?" - docenicie niezwykłość Tyrmanda :)) Zwierzenia koleżanek, plotki, rozmowy przy obiedzie "U Literatów". Soczyste opisy osób, które spotyka.
Wypadałoby rzucić jakimś ulubionym, zachęcającym cytatem, ale przepisywanie książki byłoby bez sensu, czyż nie?

Ot, kilka próbek:

"Chodzę jak struty, bo Rosja zdobyła mistrzostwo świata w hokeju w Sztokholmie. Jeśli kiedykolwiek przejdę na stronę komunistów, to nie bo rozwój przemysłu, Bertolt Brecht, czy potęga militarna ojczyzny proletariatu, lecz takie zrywy ambicji i wytrwałości. Nalać Kanadę 7:2!"

"W Alejach Ujazdowskich dopadło mnie pytanie:czy warto pisać? Po prostu, czy warto, czy opłaca się, czy nie szkoda czasu i sił żywotnych. Czy w ogóle warto i czy w szczególe warto? I ogólnie biorąc: co pisać - wszystko, cokolwiek czy coś?"

"Od początku wieczoru między mną a Bogną skład z dynamitem. Wyszedłem od siebie z domu wypielęgnowany jak przystoi, w cieniutkiej bieliźnie, czarnym półbucie i , rzecz jasna, bez nakrycia głowy. Na 25-stopiniowy mróz. Moje śliczne uczesanie pokryło się z mety lodem, pod którym tężała głucha nienawiść do bali, chemicznego braku taksówek na placu Trzech Krzyży i zachcianek Bogny. Gdy po nie do wytrzymania czekaniu nadszedł autobus, byłem siny i było mi już wszystko jedno."

"Po dwugodzinnym czekaniu - rytuał, nic tak nie zmiękcza jak samotnie trawiony czas - drzwi otwierają się i mam wejść do środka. Topografia chwili: pokój pierwszy - dwóch tęgawych facetów, rozwalonych za biurkami w standardowej pozie policyjnej władzy, która wszystko może. Marynarki z lichego welwetu, urody fryzjerskie z hojną domieszką małomiasteczkowej tępoty, czółka niskie, oczka małe, baczki długie, wąskie i wypielęgnowane.(...)ogólny wzór antropologiczny wprost z Wołomina, Tłuszcza lub Zielonki - wschód województwa warszawskiego."

"Gdy się obudziłem, olśniło mnie, że pośród wszystkich mądrości narodów, pomiędzy nieprzebranymi skarbami przysłów, brylantami wszechwiedzy, diamentami ostatecznego zrozumienia, nic nie da się porównać ze skromnym polskim zdaniem, które brzmi: Życie jest jak gówno na kole - raz na górze, raz na dole. Nie znam niczego w w dorobku poznawczym kultur i cywilizacji, w uniwersalnym wysiłku filozofii od Sumeru poprzez Grecję, Konfucjusza, Talmud i chrześcijaństwo aż do szkoły wiedeńskiej, egzystencjalizmu i logiki formalnej, co dałoby się porównać z głębią tego stwierdzenia. Co z równą precyzją i siłą obrazowania oddałoby to, o co właściwie chodzi. Tak mnie ta myśl pocieszyła, że wstałem z łóżka i się ogoliłem."

To świetna lektura na zimę.
Leopold Tyrmand, Dziennik 1954





27 komentarzy:

  1. Jarecka, najbardziej lubię jak przemycasz w postach książki, nareszcie coś otwartym tekstem o lekturach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ostatnio wyjątkowo dobre książki mi się trafiają... otwartym tekstem to może nie, bom niegodna, ale coś mi się wymsknie na pewno ;)

      Usuń
  2. No to mnie zaskoczyłaś, bo ja molik( molik, bo krótka jestem) książkowy nic o tejże literaturze nie słyszałam!
    A zachęcać potrafisz, choć mnie do książek to zachęcać nie trzeba ;) Na pewno dopadnę tego Trymanda!
    Ps. Zielony to dobry wybór ;). Pozdrawiam . Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopadnij go!
      Zielony mnie prześladuje ;)

      Usuń
  3. chetnie się spotkam z tą Warszawą ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja - za Jarecką - polecam "Złego" rzeczonego Leopolda. Tam też Warszawa pełną gębą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak!!!
      Warszawa i dźwięki jazzu :)

      Usuń
  5. Tyrmand Tyrmandem - Jarecka Jarecką! Uwielbiam!
    Ps. archiwum Deszczowego Domu czytałam jednym tchem! Teraz czekam na bieżące posty!
    Pozdrawiam Asia B.

    OdpowiedzUsuń
  6. No Jarecka, klasa światowa!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za rezencję!!! Skuszę się na pewno - szczególnie po tej ostatniej odsłonie - cymesik:))) Uwielbiam takie lektury!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Warszawa okiem Tyrmanda-diamencik;)
    A slyszalas, ze jego syn, tez sie zarazil Warszawa i zostaje, na zawsze:)
    Sciskam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale mnie to nie dziwi, skoro nawet mnie się ta zaraza udzieliła :)

      Usuń
  9. No dobra następny będzie Tyrmand, się zastanawiałam co dalej. No to odpowiedź mam

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tę książkę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja ostatnio czytałam "Złego" i pomyślałam że teraz już nie ma takich książek. Juz pomijam że historia wciągająca, że czytałam "na wdechu", bo co dalej, co dalej:) Ale ten język, to bogactwo słownictwa, zdania wielokrotnie złożone. No kto ze współczesnych tak pisze??? Prawdziwa rozkosz czytania.
    Pozdrawiam noworocznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ten język, majstersztyk!
      Witam w 2014 :)

      Usuń
  12. "Złego" czytałam. "Dzienników" nie. Ale generalnie chwalę Jarecką, że ma czas czytać! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma. Ale kto by się tym przejmował :)

      Usuń
  13. Styl Tyrmanda jest genialny. Można sobie go dawkować na różne okazje:) Niech no Jarecka nam tu zdradzi, jakie jeszcze lektury ją zachwycają. Ciekawam bardzo:) O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jarecka lubi starocie, jak coś przetrwało 50 lat znaczy się warte jest mojej uwagi i czasu. Styl pisania to jest dla mnie kluczowa sprawa. O czym - mniej ważne, najważniejsze - jak. Gogol, Nabokov, Tyrmamd, Wańkowicz, Kapuściński - rozbieżność spora :)
      Ale i Agatha Christie, i różne tam anglosaskie czytadełka jako przerywnik, takie "ugorowanie" :))) I biografie lubię, byle dobrze napisane.
      Czy ciekawość zaspokojona? ;)

      Usuń
  14. hihihi, zaspokojona, ale mnie nie zdziwiłaś wcale:)))chyba zaczynam Cię znać:)))) nazwiska zacne, też są na moich półkach :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...